czwartek, 31 października 2013

Sweter w roli głównej

Moja szafa skrywa mnóstwo skarbów


I to takich, które zdarzyło mi się nabyć wieki temu.
Do większości swoich ubrań jestem przywiązana, na te najładniejsze i najbardziej mi bliskie nie raz i nie dwa zdarzało mi się specjalnie pracować albo odkładać grosz do grosza, w związku z czym łączy mnie z nimi silna więź emocjonalna ;)

Jednym z takich ciuchów jest prezentowany w dzisiejszym poście sweter. Sweter został wygrzebany w łódzkim lumpeksie (jest taki ciąg sklepów przy łódzkim skrzyżowaniu Zachodnia - Legionów, po drodze do Manufaktury - to właśnie tam. Lumpeks istnieje do dzisiaj, chociaż Panie, które go prowadzą nieco zmieniły jego formułę i już nie jest tak fajny, jak kilka lat temu, nad czym boleję) i kupiony za moje pierwsze stypendium naukowe, jakie otrzymałam od mej zacnej Alma Mater. Pamiętam, jak przybiegałam tam codziennie, bo przelew się opóźniał, i prosiłam, żeby odłożyć mi sweter na jeszcze jeden dzień, a potem na jeszcze jeden. Wreszcie przelew przyszedł, a ja mogłam przytargać mój nabytek do domu.

Pomimo tego, że sweter ma już kilka lat, to nic złego mu się nie stało i wygląda jak nowy. Po części jest to zasługa tego, że wszystkie swoje ubrania piorę ręcznie, nigdy w pralce, i i zawsze w dobrych proszkach/płynach. Dlatego tak długo zachowują wygląd nówek nieśmiganych ;)
Inną przyczyną tego stanu jest skład swetra - domieszka akrylu jest bardzo niewielka, dominuje wełna.


Sweter jest bardzo ciepły. W takie dni, jak dzisiejszy spokojnie mógłby pełnić rolę płaszcza. W chłodniejsze wystarczy założyć do niego cienki, flauszowy płaszczyk, żeby było ciepło i przytulnie :)

Odkąd pamiętam zestawiam sweter z rurkami i botkami z szeroką cholewką. Wysmukla to sylwetkę i przydaje elegancji. Moje botki pochodzą ze sklepu mieszczącego się na rogu łódzkiej Pietryny i, bodajże, ulicy Rewolucji 1905 roku - wtedy nazywał się Boot Square, dziś chyba brzmi to jakoś inaczej, ale ostatnio moja kierowniczka doniosła mi, że identyczne buty, jak te, które ja tam kupiłam ciągle są w sprzedaży (na poparcie swojej rewelacji zaprezentowała mi zdjęcie zrobione na szybko komórką, także jeśli ktoś jest zainteresowany, to zapraszam - kosztują grosze). 
Gwoli ścisłości - to nie są buty dobrej jakości, nie są też skórzane. Ale jeśli nie będzie to Wasza jedyna para i będziecie o nie dbali posłużą Wam, jak mnie, 4 lata. Serio, serio, nie ściemniam. Od czasu do czasu podrzucałam je co prawda szewcowi na kurację odświeżającą (prostował i zamalowywał czymś zdarte obcasy, wymieniał fleki, raz chyba wymienił mi w nich też podeszwę), jednak jeśli nie będziecie w nich przemierzać wyboistych uliczek i gonić zgierskich autobusów, które zawsze odjeżdżają za wcześnie (przynajmniej mnie się to zdarza notorycznie), to zapewniam, że i bez tego na długo zachowają piękny wygląd :)


Ponieważ sweter jest bardzo obszerny (chociaż z metki wynika, że to rozmiar XS), to ściągam go w talii szerokim paskiem. Dawno temu nosiłam do niego pasek, który kochałam miłością szczerą i prawdziwą - miał okrągłą klamrę i był naprawdę WIELKI. Niestety, umarł biedak śmiercią naturalną. Wysłużył się, połamał, a klamra zaśniedziała. Na szczęście udało mi się znaleźć w szafie jego zastępcę - pasek jeszcze szerszy, tylko z odmiennym wzorem klamry. Równie leciwy, co sweter, nabyty w mojej mekce zakupowej - zgierskim butiku Nashe mieszczącym się przy ulicy Parzęczewskiej 21. Zawsze kiedy tam coś kupuję, to mam pewność, że ryzyko spotkania innej dziewczyny noszącej na sobie ten sam ciuch spada blisko zera (sprzedawane tam ubrania i dodatki bardzo często pochodzą z limitowanych kolekcji albo występują w pojedynczych sztukach - także polecam, zapraszam, rekomenduję).


W tej stylizacji zdarzało mi się nie raz i nie dwa wyjść na uczelnię, przychodziłam w niej też do pracy i spacerowałam po mieście. Moim zdaniem jest to rozwiązanie dość eleganckie, w każdym razie - na pewno praktyczne.


Najlepiej, według mnie, całość wygląda z dużą torbą. Do tegorocznej jesieni nosiłam do tego zestawienia zamiast prezentowanego tu modelu Stradivariusa moją ukochaną torbę na długim pasku, kupioną lata temu poprzez Allegro. Niestety - umarł w niej zamek błyskawiczny, a że - jak wspominałam wczoraj - jestem leniwa, to torba ciągle czeka na wizytę u kaletnika i jest wyłączona z użytku. 

Stylizacji na codzienne wyjścia, w których sweter odgrywa kluczową rolę zamierzam zaprezentować tu jeszcze kilka. Jeśli któraś z nich stałaby się dla Was inspiracją, to będzie mi bardzo miło.
A czy Wy lubicie duże swetry?


Sweter - Only (Second Hand)
Płaszcz - H&M
Rurki - H&M
Torba - Stradivarius
Pasek - Nashe
Chustka - Nashe
Buty - Boot Square
Okulary - Reserved

7 komentarzy:

  1. Duże swetry są cudowne- maskują niedoskonałą figurę, chociaż w Twoim przypadku nie muszę tego robić:-) Bardzo ładnie wyglądasz Marczaczku:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. stało się! super! trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  3. uwielbiam obszerne swetry, a te z SH są najlepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. no cudownie :)) od dziś jestem stałą fanką Twojego bloga !:)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo ładna stylizacja, świetny sweter, pasuje Ci:)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.