poniedziałek, 6 stycznia 2014

Kosmetyczne recenzje Mar: styczniowe odkrycia

Nowy Rok - inni postanawiali, że schudną, znajdą pracę życia i męża/żonę...


a ja powzięłam decyzję, że będę oszczędzać.
Skończyło się jak zwykle.
Nie muszę nawet pisać jak...

W każdym razie - dzięki temu, że rzadko kiedy dotrzymuję postanowień noworocznych udało mi się znaleźć w drogeriach i aptekach kilka rzeczy bez których w najbliższym czasie prawdopodobnie trudno mi będzie się obejść.

Wszystkie nabyłam przypadkiem, a w każdym razie wpadły mi w oko i w rękę, kiedy szukałam na sklepowych półkach czegoś zupełnie innego ;)

Pierwszą z moich styczniowych nowości z których jestem bardzo zadowolona jest taka oto paletka 12 cieni

Nude make - up kit firmy Lovely


 Wypatrzyłam ją kompletnym przypadkiem - szukałam bowiem jakiejś pomadki, która miała być jednocześnie utrzymującym się na ustach przez bite dziesięć godzin błyszczykiem i o której wspomniała mi dobra koleżanka, a która ponoć miała mieć jakość Guerlaina za cenę piętnastu złotych. Firma była koleżance bliżej nieznana, ale wiadomym było, że to któraś z tanich marek dostępnych w Rossmannie. Oczywiście - szukanego cuda nie znalazłam, ale za to dojrzałam paletkę.

Początkowo byłam w stosunku do niej sceptyczna - tak jakoś tandetnie połyskiwały sobie te cienie do mnie, dwie paletki były w dodatku zbite i połamane. Ale że cena była oszałamiająca (11 złotych!), a odcienie wybitnie moje (każdy kto mnie zna i każdy, kto choć kilka moich postów "modowych" przejrzał wie, że maluję powieki tylko takimi odcieniami), to postanowiłam zaryzykować.

Po moim powrocie do domu już wiedziałam, że bez względu na wszystko będę musiała Wam ją pokazać - pudełeczko jest urocze :)
Co z tego, że plastikowe i nie wygląda na zbyt trwałe, co z tego, że trochę przyduże (dłuuuugie jest - nie włazi mi do kosmetyczki, którą zawsze noszę ze sobą) - ale takie pastelowe i stylizowane na dosyć stylowe.

Odcieni jest 12 - 3 matowe (bazowy, prawie biały, jasny beż i ciemny beż) i 9 perłowych.

Cienie okazały się dobre i zaspokajające moje cieniowe wymagania - jak widać na załączonym zdjęciu (po śladach zużycia) przede wszystkim interesowało mnie, jak wyglądają na oku ciemne cienie: czy się nie osypują i czy w ogóle są jakkolwiek napigmentowane.
Okazało się, że nie ma dramatu - po umalowaniu się nimi połowa makijażu nie ląduje na policzku, a cienie nie zbierają się w załamaniu powieki (chociaż zaznaczam, że ja smaruję powieki moim Revlonem Colorstay - odkąd tak robię żaden cień jeszcze ani razu mi się tak paskudnie nie rozwarstwił na powiece). Pigmentacja jest niezła.
Ponieważ ja zawsze nakładam najpierw na powiekę cień bazowy, a potem delikatny, perłowy cień beżowy, to po nałożeniu na powiekę ciemnego cienia zawsze efekt mnie zadowala.
Jeśli położę od razu ciemny cień, to prawie nigdy nie podoba mi się, jak to wygląda.

Raczej nie będę korzystać z czarnego i szarego cienia, bo nie lubię, natomiast wszystkie zawarte w paletce odcienie brązu i beżu na pewno nie raz i nie dwa będą przeze mnie wykorzystane.
"Moje" cienie to numer 1, 2, 3, 5 i 11. To odcienie, których używam przy każdym, nawet najprostszym makijażu oka.

Trochę brakuje tym cieniom miękkości i tego, że nie da rady nałożyć ich na mokro (albo po prostu nie umiem tego robić, ale do tej pory z każdym cieniem jaki miałam to się udawało), ponieważ się rozmazują.

Jeszcze nie używałam załączonego do paletki pędzelka - nie chciałam go ufajdać, żeby nie straszyć Was zdjęciami z brudnym pędzelkiem.
Wydaje mi się, że przyjdzie mi to z drobną trudnością, bo pędzelek jest długi - najwygodniej korzysta mi się z krótkich pędzli.
Jednak to, że pędzelek jest dołączony do paletki jest jej niewątpliwą zaletą.
Zwykle tego mi we wszelkich paletkach brakuje.

Nie zgadzam się z opiniami innych blogerek, jakoby matowe cienie miały być beznadziejne i w ogóle nie kryć - moim zdaniem kryją ładnie, trzeba tylko nałożyć je na powiekę zagruntowaną podkładem lub bazą pod cienie. Poza tym są to moim zdaniem odcienie, które mają przygotować oko do nakładania innych kolorów, więc jako same spektakularnego efektu dawać nie muszą.
Ale nie jestem wizażystką, nie znam się na niuansach makijażu - uważam jednak, ze jakość tych cieni jest na pewno nieco wyższa, niż sugerować może to ich cena.
W każdym razie - jest to dobra paletka do trzymania jej w domowej kosmetyczce i do wykonania makijażu w domowym zaciszu.
Na zabranie jej ze sobą nie pozwalają rozmiary i mało wytrzymałe pudełko - chyba bałabym się, że włożone do torby luzem nie wytrzyma kontaktu z portfelem, kluczami, książkami i wrzucanymi na to wszystko w pośpiechu zakupami.
Wolę nie ryzykować.

To nie jest mój pierwszy "cieniowy" zakup z niższej półki, który okazał się dobrym wyborem - przez wiele lat byłam wierna cieniom od AVON (zużyłam już masę różnych cieni tej firmy), a we wrześniu zakupiłam w H&M'ie taką oto paletkę, z którą od tej pory byłam nierozłączna:

Jak widać - jestem bardzo konsekwentna w kwestii wyboru kolorów ;)
W wypadku tej paletki także wahałam się nad zakupem - odstraszał mnie brak pędzelka i (przede wszystkim) brak miejsca na tenże. Bałam się też słabego napigmentowania.
Ale kolory mnie skusiły - zakupu nie żałuję.
Makijaż jest ładny, trwały, a opakowanie okazało się być odporne na sajgon, jaki funduję mu wrzucając je z całym tabunem moich kosmetyków do kosmetyczki i nosząc je tak w torbie cały dzień ;) Widać na nim po tych kilku miesiącach ślady zużycia, ale sprawuje się nieźle.
Cienie są wydajne - nie trzeba ich nabierać dużo, żeby się umalować.
Paletka posłuży mi zapewne jeszcze przez dłuuuuugi czas....

Myślę więc, że w dłuższej perspektywie i paletka od Lovely okaże się czymś, bez czego nie będę wyobrażała sobie mojego codziennego makijażu ;)

------------------------------------------------------

Kolejne ze styczniowych odkryć kosmetycznych Mar:

Kremowa emulsja do mycia twarzy Oillan Balance

 

 Sięgnęłam po nią, kiedy używany przeze mnie ostatnio Cleanance od Avene zafundował mi na twarzy Pustynię Gobi - tak ni z tego, ni z owego z posiadaczki cery mieszanej stałam się osobą, którą zaczęła trapić łuszcząca się skóra na policzkach.
Ja to całe życie mam problem z preparatami do mycia twarzy - te, które bardzo ładnie pomagały mi ograniczać jej przetłuszczanie się i rozwój wyprysków notorycznie mnie wysuszały. Tyle, że nałożenie kremu zawsze ten problem likwidowało.
Niestety - jak widać: do czasu.


Wylądowałam u dermatologa, zostałam odprawiona z receptą na nawilżającą maść recepturową i przykazaniem kupienia Physiogelu oraz definitywnego pożegnania się z Cleanance'm.
Odwiedziłam aptekę, ale Physiogelu nie wzięłam - odstraszył mnie od niego skład: woda z parabenami.
Kątem oka dostrzegłam jednak tę emulsję, kazałam sobie ją podać, co by w spokoju zlustrować skład, a że był dobry, to skuszona niską ceną (18 złotych!) postanowiłam ją kupić.


Preparat jest zalecany do użytku  w przebiegu dysfunkcji i schorzeń dermatologicznych (takich, jak AZS, łuszczyca, trądzik, trądzik różowaty), jak również po zabiegach dermatologicznych oraz medycyny estetycznej (np. peelingi chemiczne, mikrodermabrazja, zabiegi laserowe, mezoterapia igłowa). Cała seria przeznaczona jest do stosowania u osób powyżej 3.roku życia.

Pojemność:
150 ml e / 5.1 fl. oz.
Składniki/Ingredients:
Aqua, Paraffinum Liquidum, Cocamidopropyl Betaine, Ammonium Lauryl Sulfate, Glycerin, Acrylates Copolymer, Acrylamide/Sodium Acrylate Copolymer, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Panthenol, Glycyrrhiza Glabra (Liquorice) Root Extract, Borago Officinalis Seed Oil, Arginine, Neopentyl Glycol Diheptanoate, Polyester-7, Allantoin, Methylisothiazolinone, Butylene Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Trideceth-6.
Moim zdaniem skład naprawdę jest niezły - w emulsji jest co prawda parafina, ale jeśli ktoś staje w obliczu problemu maksymalnego wysuszenia skóry twarzy, to moim zdaniem powinien się tą parafiną w ogóle nie przejmować. Ja, chociaż ciągle wykazuję skłonność do zmian trądzikowych, w ogóle nie odczułam na sobie negatywnych skutków działania parafiny. Emulsja mnie nie zapchała ani nie przetłuściła mi twarzy. Ale nie to jest w moim wypadku jej główną zaletą...

Ulga! - to pierwsze, co przyszło mi na myśl po jej użyciu.
Twarz przestała szczypać!
Była miła w dotyku, bardzo miękka i gładka.

Konsystencja emulsji jest gęsta, rzeczywiście kremowa, daleko jej do wodnistości, jaką miały używane przeze mnie do tej pory żele oczyszczające.

W dodatku okazało się, że produkt bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu - pięknie zmył mi z twarzy podkład Revlonu, nawet nie musiałam katować mojej biednej skóry płynem micelarnym.
Skóra była miękka i bardzo delikatna.
Problem z suchością i łuszczeniem minął po kilku dniach, nie wiem, czy to zasługa tej emulsji, czy maści od dermatologa, wiem jednak, że nie zmienię już tego kosmetyku na żaden dla skóry mieszanej i tłustej docelowo przeznaczony.
Ponieważ naprawdę dobrze oczyszcza twarz i nie wywołuje tłuszczenia się skóry mojej twarzy pozostanę mu już wierna przez długi, długi czas.

Polecam emulsję wszystkim Paniom, które mają problemy z suchą skórą twarzy, ale także tym, które denerwuje uczucie ściągnięcia skóry po zastosowaniu dotychczas używanego preparatu oczyszczającego.

--------------------------------------------------

Trzecie i ostatnie styczniowe, kosmetyczne odkrycie Mar:

Kremowe mleczko nawilżająco-wygładzające firmy EVELINE 

 

Złapałam to mleczko w SuperPharm'ie tylko dlatego, że było tanie
(14 złotych za pół litra kosmetyku!) a używanego przeze mnie do tej pory balsamu Tołpy nie było na półce.
W ogóle nie patrzyłam na jego skład, potrzebowałam jakiegoś balsamu do pielęgnacji skóry ramion i łydek (do pielęgnacji reszty ciała mam "swój" balsam, którego nigdy nie zamienię na inny, jeśli zaś chodzi o zwykłe nawilżanie, to lubię eksperymentować).

Po przyjściu do domu okazało się, że wybór był strzałem w dziesiątkę!

Po pierwsze - pompka. Lubię kosmetyki z pompką, mogę dzięki niej wydozować odpowiednią ilość kosmetyku prosto na skórę, którą chcę posmarować.
Po drugie - zapach. Bardzo neutralny, szybko się ulatnia.
Po trzecie - nie spodziewałam się takiego nawilżenia!

Preparat bardzo dobrze radzi sobie nawet z bardzo suchą skórą łydek.
Zawiera sporą ilość silikonu  - w wypadku innych kosmetyków, na przykład tych przeznaczonych do skóry twarzy lub włosów, bardzo by mnie to raziło. Tutaj - nie przeszkadza mi to wcale.
Dzięki silikonom mleczko zostawia na skórze delikatny film - nie jest to film tłusty, raczej takie uczucie, jakie ma się po posmarowaniu twarzy bazą pod podkład.
Skóra wydaje się bardzo gładka, bardzo jędrna i przyjemna w dotyku.
To uczucie utrzymuje się przez cały dzień, do czasu następnej kąpieli, a i po kąpieli (przy regularnym stosowaniu, ja używam produktu codziennie) skóra jest bardzo miękka, nie jest sucha już wkrótce po wytarciu się ręcznikiem.
Pomimo pozostającego na skórze filmu mleczko nie brudzi ubrań i bardzo szybko się wchłania.
Preparat nie uczula, ale w historii mojej pielęgnacji ciała udało się to jedynie dwóm balsamom (jeden firmy Ziaja, drugi - z Nivelazione), więc nie wiem, jak sprawa by wyglądała w wypadku używania mleczka przez osobę z uporczywymi skłonnościami do alergii.

W przeciwieństwie bowiem do emulsji Oillan Balance produkt ten nie jest przeznaczony do skór alergicznych. Pomimo adnotacji, że jest testowany dermatologicznie.

mPowyższe zdjęcie zamieściłam po to, żeby zaprezentować Wam skład produktu.
Chociaż jest w nim znienawidzona gliceryna i dostrzec można tonę parabenów (zawsze się zastanawiam, po co im ich aż tyle w takim jednym kosmetyku...), to wysoko w składzie są soja, mocznik, olejek kokosowy i masło Shea.

Nie jest to dobry wybór, jeśli stawiacie na kosmetyki dalece naturalne!
Ale jeśli szukacie taniego, wydajnego i naprawdę poprawiającego wygląd suchej skóry nóg lub ramion preparatu, to jest coś dla Was.

Produkt jest bardzo wydajny, nawet niewielka ilość mleczka pozwala posmarować dużą powierzchnię skóry.
Opakowanie wykonane jest z miękkiego plastiku - to, czego przy końcu preparatu nie da rady wygrzebać pompką z pewnością wydobędziemy przez rozcięcie butelki nożem.

Mleczko nie jest testowane na zwierzętach!

Moim zdaniem - warto spróbować.


A czy Wy? Macie jakieś swoje styczniowe odkrycia w kwestii kosmetyków?


P.S. Dziękuję Wam bardzo za wszystkie odwiedziny, komentarze i obserwacje i jednocześnie przepraszam za to, że nie wrzucam tutaj kilku postów tygodniowo. 
Jesteście kochani i kochane, że chce Wam się mnie odwiedzać :)

38 komentarzy:

  1. wspaniałe odcienie
    super

    pozdrawiam:*
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odcienie paletki są, zaprawdę, zacne :) dziś malowałam się nimi do sesji modowej, wkrótce efekty ;)

      Usuń
  2. Śliczna paletka, lubię takie ciepłe odcienie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. świetna paleta, uwielbiam takie kolory :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No paletka jest swietna!!! Ostatnio zaczelam sie malowac i lubie podgladac takie cudenka u innych:) Na swieta dostalam od Misia paletke zamknieta w pudelku w ksztalcie zebry, ma pidobne odcienie do Tych Twoich bo ja tez takie najbardziej lubie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Misio to chłopak? ;)
      co z naszą kawą, Piękna?

      Usuń
    2. Zaraz po 15 bo jestem spłukana po świętach i przeprowadzce i muszę jeszcze parę spraw ogarnąć no i weekend mam w Pozku:) Misio chłopak, mąż i przyjaciel:)

      Usuń
  5. hehehe dzielna jesteś;)
    paletka lovely krąży już od jakiegoś czasu w blogosferze i widzę, że ogólnie się podoba;) - zważywszy cenę i porównywalność kolorów do nacked ma prawo;)
    polecam Ci kiedyś przetestowanie cieni oriflame, są w większości bardzo aksamitne, lubiłam...

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byłam konsultantką Oriflame i miałam ich szminki, konturówki i pudry brązujące - cieni nigdy nie wypróbowałam.
      muszę się zasadzić ;P

      Usuń
    2. polecam spróbować, też kiedyś nią byłam i avonu też:D Z obu firm miałam ulubione perełki, w avonie głównie żele, seria spa i wody, a w ori, właśnie cienie i kuleczki giordani - te to genialnie wspominam...

      Usuń
    3. pudrem brązującym nazywam właśnie te kuleczki - cudo, które wystarcza na lata <3

      Usuń
  6. Podoba mi się kolorystyka palet :)
    http://labelsout-lifedesigners.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. oj lovely vibo czy secret jakos tak te wszytskie marki rossmannowsko naturowskie kocham naprawde niezłe :) kurcze moze w przyszlym miechu jeszcze bedzie wisiala ta koszula to na pewno ja kupie - serio po tych swietach jestem masakrycznie spłukana :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. one tam wiszą, Rasz, od pół roku - w sensie ta, co została i ta którą ja kupiłam tyle wisiały i nikt ich nie brał, zgierzanie jakoś nadmiarem gustu nie grzeszą ;P pamiętaj, to mała mieścinka, tu takie perły potrafią się i rok uchować ;P
      także jestem pewna, że jeszcze powisi ;) chyba, że zrobią wyprzedaż, ale wątpię, bo za ładna jest na wyprzedaż ;P

      Usuń
  8. Zaciekawiło mnie to mleczko Eveline :)

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  9. z eveline lubię maleczko do ciała z olejkiem arganowym ;) z taką zółtą naklejką. Jak dla mnie jest genialne. A pletke lovely poszukuje i to intensywnie ale nigdzie nie moge znalexc :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szukaj w Rossmannach na największych peryferiach :) ja swoją właśnie w takim znalazłam. w tych, gdzie dużo ludzi się przewija w ogóle ich nie ma, chyba ekspedientki dla siebie wykupują :(

      Usuń
    2. we Wrocławiu to nie wiem juz gdzie szukać, bo gdzieś ktoś daje mi cynk, że jest okazuje się, że po godzinie już nie ma :(

      co do parafiny też mi nie służy, niestety składy gdzie mamy multum składników aktywnych też niekoniecznie może dobrze wpłynąć na naszą skórę :/ wiemk po odżywce, przez którą zaczęły wypadac mi włosy - chyba. Miała ponad 40 składników aktywnych :(

      Usuń
    3. z dobrych smarowideł mogę ci polecić np balsam z Yves Rocher. Chodzi mi o maline i wersja oliwkową. Opakowanie + popmka to ksozt ok 21 zł. A starcza na bardzo długo :) u mnie na blogu znajdziesz recenzję malinowego balsamu :)
      Polecam tem masło z Floskeu - wiśniowe. Cena również ok 20 zł. Świetny ma zapach :)
      Z droższych mogę ci jeszcze polecić masło/balsam z Zielonego Laboratirum. Ale tutaj to koszt ok 50 zł. I niestety ma zapach lawendowy, dość inetsnywny. Jeśli nie lubisz tego zapachu to niestety nie polubisz balsamu. Wiem, że mają chyba jeszcze jakiś czekoladowy balsam który można jeśc, ale nie testowałam go :)

      Usuń
    4. lubię lawendę, nawet bardzo.. a te balsamy są ujędrniające? a właściwie, to zaraz wygoogluję ;P

      Usuń
  10. zainteresowało mnie mleczko ;)
    www.sandicious.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Kurcze napisałbym coś, ale no nie korzystam z tych rzeczy ; ) Mimo to wielkie dzięki za odwiedziny! Pozdrawiam ; )

    OdpowiedzUsuń
  12. No i super:) Się odezwę:) A że inaczej wyglądam...pewnie przez okulary

    OdpowiedzUsuń
  13. ładna kolorystyka tej paletki, tylko że ja akurat jestem przyzwyczajona do matowych cieni a jest tylko kilka.

    OdpowiedzUsuń
  14. Te paletki mają bardzo przyjemne kolorki :)

    OdpowiedzUsuń
  15. śliczne kolorki:D
    http://rozaliafashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. obie paletki w mojej kolorystyce. Na tę z H&Mu chciałam się skusić, ten z lovely jeszcze nie widziałam, muszę zobaczyć jutro w rossmanie ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. paletki są genialne ♥
    Kolory idealnie pasują do mnie

    OdpowiedzUsuń
  18. sama bym chciała tą paletke nude <3
    http://rozaliafashion.blogspot.com/2014/01/lovely-skirt.html

    OdpowiedzUsuń
  19. Oh lala ale wyczerpujące recenzje! Super!:)
    Nie mialam nic z przedstawionych przez Ciebie rzeczy, aczkolwiek na paletkę Loely polowałam :) Wszędzie jednak napotykalam się na braki w magazynie :P Ale super ,że Ci służy :) Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. nie miałam żadnego z tych produktów, ale niektóre mnie zaciekawiły:)

    OdpowiedzUsuń
  21. Twój blog jest bardzo interesujący, piszesz bardzo przydatne posty, oby tak dalej ;)
    Co powiesz na wspólną obserwację?

    http://smileewithus.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  22. Palety mają śliczne kolory, ja również maluję się głównie takimi ;)

    pozdrawiam, A:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. śliczne kolory i cenę na studencką kieszeń, to trzeba podkreślać ;P

      Usuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.