czwartek, 23 stycznia 2014

Kosmetyczne recenzje Mar: w poszukiwaniu zamiennika ulubionego kosmetyku, czyli Soraya ŚWIAT NATURY - peeling morelowy i AVA - Dermoprogram ACNE CONTROL, Maska Antybakteryjna


Sesja mnie pożarła.

To mam na usprawiedliwienie mojej tu nieobecności przez dni bitych dziesięć.



Sorry, taki stycznia klimat - mogłabym powiedzieć, parafrazując pewną Panią Minister.
Ale ile można jedno zdanie w internetach wałkować, a poza tym: już wróciłam.
Mam nadzieję, że się cieszycie.
Starałam się tu zaglądać w każdej wolnej chwili, ale i tak przepraszam wszystkich, których zawsze odwiedzam regularnie, a których ostatnio nieco zaniedbałam.
Proszę się nie gniewać, nadrobię :)

Tak swoją drogą - z perspektywy kogoś, kto już jedne studia i jednego magistra ma za sobą sesja nie wygląda tak strasznie.
Także, Moi Mili, nie przejmujcie się, jeśli Wasze egzaminy i zaliczenia Wam nie poszły - za dziesięć lat będzie dużo łatwiej, słowo cioci Mar.

--------------------------------------------------------------------------

W grudniu, przy okazji posta poświęconego kosmetycznym pomysłom na gwiazdkowy prezent dla siebie lub bliskiej osoby prezentowałam Wam maseczkę (i jednocześnie peeling) firmy Sensilis.
Pisałam wtedy, że jest to jeden z moich Kosmetyków Wszechczasów.

Jest.

Dlatego też kiedy jakiś czas temu odkryłam, że niestety, tubka się skończyła, to nawet chwili nie wahałam się nad zakupem kolejnego opakowania.
Pech chciał jednak, że namnożyło mi się ostatnimi czasy wydatków, w związku z czym wizja wydania 50 złotych za 75 ml kosmetyku w sytuacji, kiedy czeka mnie wydanie 500 złotych u stomatologa, a żadnego wyjątkowo dużego przelewu przychodzącego się nie spodziewam nieco się rozmyła.
W żadnej ze śledzonych przeze mnie aptek internetowych nie udało mi się wytropić produktu w promocji.
Doszłam do wniosku, że nie - nie będę taka wielkomiejska, rozrzutna i utracjuszowska. Przyoszczędzę, poszukam czegoś innego, może trafię jeszcze lepiej, może jednak...

Udałam się na poszukiwania innego produktu, który - w założeniu - miał mi zastąpiąc Sensilis, a jeśli już nie zastąpić, to godnie pełnić rolę czegoś, co będzie kontrolowało oczyszczanie mojego pyszczka.
Odwiedziłam kilka drogerii, zajrzałam też do SuperPharm'u. Miałam w planach zakup peelingu z serii Pharmaceris T, tak, żeby używać go wraz z ich płynem bakteriostatycznym, ale tam go nie zastałam.
Planując podróż do osiedlowej apteki (tam kupiłabym go bez problemu) zagapiłam się, przejechałam swój przystanek i... wylądowałam w Hebe.
Bywam tam raz na jakiś czas - do żadnego punktu Hebe nie mam wyjątkowo po drodze - w związku z czym kiedy już tam zajrzę, to bacznie obchodzę cały sklep i wypatruję promocji wartych uwagi.

Promocji takowych nie odnotowałam, ale znalazłam dwa kosmetyki, które mnie zainteresowały i mieściły się w polu moich ówczesnych poszukiwań. Jednym z nich był 

Peeling antybakteryjny do skóry tłustej i trądzikowej SORAYA Świat Natury 

a drugim

 Maska Antybakteryjna AVA Dermoprogram - ACNE CONTROL.

Peelingu Sorayi używałam już lata temu - najpierw wtedy, kiedy produkowała go firma StIves a potem kiedy pod nazwą Beauty Therapy wychodził już jako produkt Sorayi.
Szybko zerknęłam na skład - raczej to samo.
Kosztował 10 złotych.
Nie wahałam się, wrzuciłam do hebowego koszyka.
Nad maską chwilę się zastanawiałam. Gdzieś tam kołatała mi się po głowie myśl, że kosmetyki AVY wyjątkowo dobrymi opiniami wśród blogerek kosmetycznych i wizażanek się nie cieszą, więc chyba szkoda tych 8 złotych. Ale potem przyszła refleksja - nie zrażaj się, Mar, jak żeś nie próbowała.

Zaryzykowałam.

Na zakupy wydałam złotych 18 - łączna pojemność produktów to 200 ml, także wyszło mnie to trochę taniej (trochę jest tu eufemizmem) niż zakup mojego ulubieńca od Sensilisu.


Nowa wersja peelingu Sorayi ma nieco ładniejszą od starej szatę graficzną, widzę, że firma postanowiła uderzyć w to, w co celują obecnie inne marki i podkreśla rzekomy związek swojego produktu z naturą.
Nie jestem do końca pewna, czy słusznie (będzie o tym dalej), bo skład aż taki naturalny nie jest, niemniej rzeczywiście, to, co wyróżnia ten peeling z grona wielu dostępnych na rynku tego typu preparatów z tej półki cenowej to składnik roślinny na drugim miejscu składu - w tym wypadku są to drobinki łupin orzecha włoskiego. Na dalszych miejscach zobaczymy jeszcze ekstrakty z wierzby białej i moreli.
Dość wysoko w składzie znajduje się zmniejszający wielkość porów i działający przeciwzapalnie kwas salicylowy - nie jest to więc preparat dla pań cierpiących na alergię na salicylany.
Drobinki łupinek orzecha bardzo ładnie oczyszczają buzię.
Trochę jednak drapią.

Kiedy używałam tego peelingu kilka lat temu bardzo chwaliłam sobie właśnie efekt oczyszczania, tyle, że borykałam się wtedy z dość mocnym trądzikiem i niestety trudno było używać mi tego peelingu tak, żeby nie zrobić sobie krzywdy. Teraz jest dla mnie odpowiedni.
Dobrze oczyszcza pory, domywa też makijaż.

Pachnie przyjemnie - rzeczywiście morelowo.

Peeling jest gęsty, przy czym nie trzeba wyciskać go z tuby w ilościach hurtowych - nawet niewielka ilość w kontakcie z wodą bardzo dobrze rozprowadza się po skórze.

Stosuje się go jak większość peelingów mechanicznych - zwilżamy twarz i masujemy. Jak już czujemy, że mamy dosyć masowania - spłukujemy.



Tak wygląda opakowanie peelingu z drugiej strony tuby ;)

A teraz skład:




Mam do tego składu trochę uwag.
Kupiłam ten produkt dlatego, że wiem, że mnie nie uczula ani nie powoduje u mnie jakichś twarzowych niespodzianek.
Poza tym - nie używam peelingu codziennie, więc i jego kontakt z moją cerą nie jest zbyt częsty.
Ale gdybym miała zaryzykować, to nie wiem, czy bym się skusiła.

Niech mi ktoś wytłumaczy, po co w grubej, plastikowej, nieprzepuszczającej promieni słonecznych tubie Titanium Dioxide?

Przecież te promienie słońca tam nie dotrą, a poza tym - jak mają się przebić do mojej łazienki? Światłowodem jakimś?

aaaaaa.... irytacja.

Takich cudów w składzie peelingu Sorayi jest jeszcze kilka (taaaak wieeeele alkoholu, tak duuuużo parabenów... i ten SLS, co prawda nie na początku składu, ale jednak), ale że mam słabe z natury serce, to złościć się nie będę.
Zdaję sobie sprawę, że Soraya nie jest marką ekskluzywną i nie musi się martwić o innowacyjność składów części swoich produktów, bo po jej kosmetyki do skór trądzikowych sięgają głównie nastolatki, ale chemia kosmetyczna idzie jednak do przodu i nawet półkowe Sorayi konkurencje ulepszają nieco złożenia.
Soraya jednak - nie.
Może kiedyś.
Póki co - nie jest to produkt, po który sięgną konsumentki ortodoksyjnie do pojęcia dobrego składu kosmetyku podchodzące.

Jednak jeśli ktoś szuka peelingu wydajnego (z tego co pamiętam jedno opakowanie wystarczało mi na rok stosowania - pojemność starej wersji była taka sama, konsystencja także) i takiego, który jest oczyszczającym drapakiem - warto wypróbować.
Poza tym dla kogoś, kto nie jest alergikiem i na zwyczajowo stosowane w chemii kosmetycznej konserwanty nie reaguje źle, ten peeling powinien być zadowalający.
Takiej osobie preparat przyniesie więcej pożytku, niż szkody.


Cena, jak wspomniałam - plus minus 10 złotych.
W innych drogeriach widziałam go ostatnio w podobnej cenie.

Producent zapewniał, że produkt ma nam dać:

*efekt czystej i gładkiej skóry
*mniej wągrów i zaskórników
*zmniejszone pory
*rozjaśnioną i promienną cerę

Skóra jest rzeczywiście oczyszczona i gładka.
Pory są oczyszczone, zaskórników idzie się pozbyć.
Czy pory są zmniejszone?
Moje nie są raczej rozszerzone, ale te, które jakoś tam wyglądają anormalnie wyglądać tak nie przestały.
Skóra wygląda ładnie, ale żeby promieniała.... 
No nie no, czepiam się. Ta obietnica to i tak taki standardowy chwyt marketingowy, jest chyba na każdym kosmetyku ;) nie będę się do niej odnosić ;P

Za działanie stawiam temu peelingowi 5.
Miał oczyszczać i oczyszcza.
W sumie nie mogę się do niczego przyczepić.
Skład - niestety 3.


A teraz maska:



Przyjemna dla oka, prawda?

Niewielka, bardzo poręczna tubka.
Zapakowana jeszcze dodatkowo w kartonik.
Prosta szata graficzna, kojarząca się trochę z szatą graficzną maści aptecznych.

(Też modny ostatnio chwyt wśród producentów kosmetyków, które w nazwie mają "dermo" ;))


Maseczka nie należy do tego rodzaju maseczek, które cenię najbardziej - tych glinkowych, pudrowych, zasychających na pyszczku i kredowych.
To maseczka żelowa.

Zapach jest.... zastanawiający.
Na początku pachnie trochę cytrusami, trochę drożdżami, a po chwili rozwija się... w aromat wędzonej makreli. Przynajmniej według mnie.
Mnie to nie przeszkadza, ale jak ktoś wrażliwy, to nie wiem, jak to zniesie.

Skład jest znośny, myślę, że jak na dostępne na rynku i nie typowo glinkowe maseczki z tej półki cenowej - dość dobry:


Bawi mnie trochę adnotacja, że "SLS free". Maseczka nie jest do mycia twarzy, to po co niby miałby tam być ten SLS?

Ale mamy modę na podkreślanie, że paczaj, kliencie, nie ma u nas SLSu (co się moim zdaniem i tak za rzadko jeszcze zdarza...), no to takie są skutki tej mody ;)

Mnie osobiście w tym składzie chyba najbardziej złości ten nieszczęsny PEG.
Ale naprawdę nie jest źle!
Nie ma przynajmniej parabenów i alkoholu.

Z substancji aktywnych mamy tu wyciągi z lawendy (odkaża), trawy cytrynowej (odświeża i koi, zmniejsza produkcję łoju) i drzewa herbacianego (działa przeciwzapalnie i tak jak lawenda odkaża).


(co mi tu w takim razie makrelą zajeżdżało???)


Maseczka jest dość rzadka i lepka.
Trochę się leje po palcach i komfort jej nakładania jest przez to średni.

Ale ja jestem twardy człowiek. Tak jak zapach, tak i to znieść mogę, jeśli warto.

Na kartoniku jest adnotacja, że należy maseczkę nałożyć na twarz i zostawić na 15 minut. Potem spłukać.
Nie napisali, czy na suchą twarz, czy wilgotną, ja nakładam na wilgotną.

Po nałożeniu maseczka... hm... nazwijmy tę czynność rozgrzewaniem.
Czuję, że moja twarz jest gorąca.
To nie jest pieczenie.
Ciężko to określić.
Coś takiego czułam, kiedy stosowałam jakiś czas temu maseczkę Oriflame z serii Pure Nature - tę z łopianem.
Ja nie wiem, może to ta lawenda, może coś innego.
Trochę to złości.
To nie jest uczulenie, chociaż przez jakieś pół godziny po użyciu maseczki skóra, rzeczywiście, jest zaczerwieniona - potem to mija.
Z tą maseczką od Oriflame było tak samo, a bardzo ją sobie chwaliłam.
Może się nie znam, może jak tak jest, to znaczy, że kosmetyk działa... prosty humanista ze mnie, wiecie...

tak czy siak - mało przyjemna rzecz.

Maseczka nie wysycha.
Ona się wchłania.
Powiedzmy, bo jak zwilżymy twarz żeby ją spłukać, to okaże się, że wcale się nie wchłonęła.
Ale to też typowe dla maseczek żelowych ;)

Skóra po użyciu jest gładka ale - niestety - brakuje mi tego, co dawał mi mój cud z Sensilisu: uczucia oczyszczenia twarzy! :(

Ja wiem, że to tylko złudzenie, że to normalne przy takich maseczkach, ale do czego innego już się przyzwyczaiłam...
Chociaż, z drugiej strony, mam wrażenie, że pomaga ona trochę walczyć skórze moich policzków z przesuszaniem - być może to jest to, co producent ukrył pod obietnicą zapewnienia skórze nawilżenia ;)

Buzia nie jest jednak taka mięciutka, jak po zafundowaniu sobie kuracji moją dotychczasową maską.

Oprócz nawilżenia producent obiecuje nam jeszcze w związku z używaniem tej maseczki regulację pracy gruczołów łojowych i ograniczenie wydzielania sebum, zamknięcie rozszerzonych porów, zapobieganie tworzenia wyprysków, wykwitów i zaskórników.

Moja skóra obecnie nie przetłuszcza się jakoś wyjątkowo, ciężko mi więc ocenić wpływ maski na ten fakt, pory - jak pisałam wyżej - też nie są u mnie jakieś problematyczne, drobne niedoskonałości zawsze mi będą wyskakiwać, ale tak, zaskórników nie mam, maseczka nie spowodowała też wysypu żadnych nowych spraw.

Myślę więc, że podobnie jak peeling Sorayi jest to dobry produkt dla tych z Was, które i którzy szukają jakiegoś preparatu dogłębnie oczyszczającego, od którego nie będą wymagać nie wiadomo czego.
Z tego co wiem, to żadna maska antybakteryjna (poza maską z glinki, ale takiej prawdziwej glinki) cudów nie działa, nie jest to więc preparat dla kogoś, kto cudów oczekuje.
Ale jeśli macie skórę w dość dobrym stanie, a używanie maseczki to dla Was po prostu nawyk, to polecam ten produkt.
Nie powinien zrobić krzywdy.

Pamiętajcie tylko o tym grzaniu!
Może występuje jedynie u mnie, ale wolę ostrzec, niż potem przeczytać, że nie ostrzegłam, a ktoś tu o tej maseczce przeczytał, zakupił i mu zaszkodziła :(

Oceniam kosmetyk na 4.
4 za to "rozgrzewanie".
Zapach pominę, bo na Wizażu dziewczyny piszą, że czują w tej maseczce cytrynę, to może ja mam powonienie latami nikotynizmu zaburzone, po prostu...


------------------------------------------------------------------------------------------


Podsumowując - poszukiwanie kosmetyku/kosmetyków, który/które zastąpi/zastąpią mi moją maseczkę z peelingiem 2 in 1 z serii Sensilis, Pure Perfection zakończyło się sukcesem tylko połowicznym.
Peeling Sorayi radzi sobie z peelingowaniem wcale nie w mniejszym stopniu dobrze, niż produkt Sensilisu, ale maseczka od Avy nie daje takiego uczucia miękkości i komfortu używania, jak mój poprzedni kosmetyk.
Po jej zużyciu chyba na powrót wrócę do glinek - stosowałam je jakiś czas temu i byłam bardzo zadowolona.

A Wy?
Lubicie tego typu kosmetyki?
Wasza skóra ich potrzebuje?

Pozdrawiam Was z zaśnieżonej i zalodzonej Łodzi.
Wasza Mar.

40 komentarzy:

  1. Nie skusiłabym się raczej na żaden tych kosmetyków. Nie lubię produktów Sorayi, wszystkie na które trafiłam okazały się bublami. Mam cerę z aktywnym trądzikiem, a więc uważam na składy, staram się omijać SLS itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. myślę, że SLS nie jest najgorszą rzeczą, która może się trafić w kosmetyku dla trądzikowca - gorszy jest alkohol.
      jeśli ktoś ma bardzo tłustą skórę, to nawet nie odczuje działania SLSu.
      natomiast jak najbardziej zgadzam się z tym, że peeling to dla osoby z aktywnym trądzikiem (trądzikiem, a nie czterema krostkami na krzyż) samo zło ;)

      pozdrawiam!

      Usuń
  2. musialabym wypróbować:D
    http://rozaliafashion.blogspot.com/2014/01/favorite-patterns.html

    OdpowiedzUsuń
  3. I would like to invite you on my 4th Giveaway partnered with dressale.com
    You could win $200 gift certificate.
    Just FOLLOW ME ON GFC (I will follow back)

    www.zelaldecoa.com

    Hugs,
    Zel

    OdpowiedzUsuń
  4. Kosmetyki idealne dla mnie ♥
    Moja tłusta cera wymaga pilingowania non spot ♥
    Bardzo fajne ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. thx bardzo:)

    może jesteś zainteresowana follow?

    OdpowiedzUsuń
  6. Konkurs u mnie :) do wygrania pudełko z kosmetykami Glossybox Styczeń!
    www.nataliamajmonroe.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. mi kosmetyki z alkoholem nie służą, więc to jedyne na co zzwracam uwagę w składzie ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja też za nim nie przepadam, ale zwykle nie robi mi krzywdy ;)
      staram się unikać go tylko w żelach do mycia twarzy.

      Usuń
    2. Przyznam, że było bardzo ciężko stąd taka ilość zdjęć. Wytrzymała zaledwie 2 minutki bez płaszcza ;d

      Usuń
  8. Ja również bardzo staram się unikać alkoholu w kosmetykach :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałem od początku do końca i powiem tak. Gdybym był kobietą kochałbym ten blog. Gdybym był kobietą i korzystał z tego specyfiku kochałbym ten blog. Ale jestem tylko facetem... i kocham ten blog! ; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zdobyłeś moje serce, Kamilu ;)
      jak Cię - nie daj Boże - te prawniki zamkną, to będę Ci paczki słała ;)
      dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
  10. Kochana tych kosmetyków nie miałam :) Natomiast jeśli poszukujesz dobrego pilingu polecam Ci zakupienie np na Allegro korundu kosmetycznego :) Cała kilogramowa paka kosztuje niewiele, a można również po 100gramów o ile pamiętam kupować za grosze :) Używa się tego niewiele ja stosuję myjąc twarz żelem do tłustej od Białego Jelenia :) Serio bardzo polecam, świetna sprawa :) Mam nadzieję, że już nie będziesz znikać, tak jak i my znikamy hiihi :)))

    Buziaki
    xo xo xo xo xo xo

    OdpowiedzUsuń
  11. Oj Mar! Ja wiem że my chcemy być zaradne i oszczędne ale kurcze czytając co napisałaś to mam taką myśl że cholera jak coś nam służy to czasem lepiej przełknąć tą cenę niż wydać mniej na coś co nas nie satysfakcjonuje i później się bujać z jakimś bubelkiem.
    Napisz kiedy jesteś wolna. Bo się przeprowadziłam, wychorowałam, rodziców odwiedziłam no i wracam do równowagi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do końca tygodnia mam wolne, a w dodatku zamiast w moim odciętym od świata Zgierzu mieszkam u chłopaka na Bałutach - także bardzo chętnie się z Tobą spotkam!
      po poniedziałku zaczynam nową pracę i nie mam jeszcze grafiku :(

      ej, ale ten peeling nie jest zły, maseczka też nie - nie nazwałabym ich bublami.
      mają swoje minusy, ale mimo wszystko i tak nie uważam, że to zmarnowana kasa!
      poza tym jednak im starsza jestem tym bardziej nierozsądne wydaje mi się być wydawanie fortuny, jeśli nie mogę sobie na to pozwolić ;P ;(

      Usuń
  12. Bardzo porządny post ! Powodzenia w blogowaniu
    pozdrawiam http://etiennette-fashion.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. mistrzyni postow kosmetycznych - j sie sile ale marnie mi to idzie i baaaardzo opornie haha

    OdpowiedzUsuń
  14. Witaj wśród żywych:D
    Podoba mi się Twoje świadome podejście do tematu kosmetyków, brawo wielkie za to, że wiesz co na siebie nakładasz!
    Przyjemnie się czyta Twoje tekst... czuję luz i poczucie humoru... też czasem mam wrażenie, że lata nikotyzowania spaczyły mi węch;)

    pozdrawiam serdecznie
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej.. ile miłych słów :) bardzo się cieszę, ciepło mi się na sercu robi :)!
      to nikotynizowanie to jeszcze się u mnie odbija na tym, że wszystko zawsze przesalam i przepieprzam - dla mnie i tak jest niedoprawione ;P
      ja też pozdrawiam :*

      Usuń
  15. Lubie właśnie takie połączenia stylizacji bo to jednocześnie odnawianie wcześniejszej mody :) Kosmetyków z Twojego postu nie muszę na szczęście używać do mojej cery, ale zapewne są dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Hmmmmmmmm nie miałam tego peelingu ale na mnie działa bardzo fajnie taki droboziarnisty peeling z Perfecty chyba :) Jest super i ma fajny zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie używam takich kosmetyków, bo jestem za leniwa, ale przydałoby się. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdybym ja nie była leniwa, to dawno bym wyglądała jak milion dolarów ;P

      Usuń
  18. Peeling mnie zaciekawił, chętnie spróbuję :))

    OdpowiedzUsuń
  19. oł widać,że się rozwijasz coraz to lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja tez używam tego peelingu i powiem szczerze jest to moj ulubiony peeling ! Oprócz pięknego morelowego zapachu i gęstej konsystencji dzięki czemu peeling nie przecieka prze palce jets to naparawde skuteczny produkt. Peeling ma dużo drobinek które skutecznie złuszczają skore, po użyciu jest ona gładka, przyjemna w dotyku i oczyszczona. mimo iz jest dość ostry to nie podrażnia skory. polecam - super produkt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie - dzięki tej konsystencji wystarcza na ponad pół roku ;)
      przynajmniej poprzednia wersja na tyle mi wystarczyła ;P

      Usuń
  21. Cała seria Świat Natury Soraya jest pięknie wydana. Szata graficzna i opakowania wyjątkowe. Ale nie to jest najcenniejsze w tych kosmetykach. Mam z tej serii peeling, krem i balsam. Kosmetyki mają lekki kosmetyczny, bardzo miły zapach, w zawartości mają olejki, które to sa dla suchej skóry zbawieniem. Więc idealnie nawilżają i odmładzają skórę, powodują ze jest elastyczna i gładka w dotyku. działanie cała seria tych samych kosmetyków przynosi dużo dobrego skórze, tzn stosuje peeling balsam i krem tej samej linii, zapomniałam dodać, że antyperspirant też mam ze Swiata Natury.

    OdpowiedzUsuń
  22. Mój ulubiony peeling. Dla mojej cery jest dobrodziejstwem absolutnym. Bardzo dobrze oczyszcza, złuszcza, nie wysusza i faktycznie dzięki swojej konsystencji jest bardzo wydajny. A z tej serii mam jeszcze olejek regenerujacy do twarzy / też super/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiedziałam, że mają coś takiego, jak ten olejek! :) super, dzięki za cynk, przyjrzę się :)
      pod względem wydajności to jest najlepszy kosmetyk, jaki kiedykolwiek miałam.

      pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń
  23. Przyjrzyj się, przyjrzyj koniecznie, bo warto :). Świetnie nawilża twarz. Właśnie nawilża, a nie natłuszcza jak mogłoby się wydawać i skóra jest pon nim tak gładka jak nigdy . I cena bardzo przystępna :). Ja na rzecz tego olejku odstawiłam krem na noc, ponieważ olejek znakomicie go zastępuje :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Ten peeling Sorayi stosuję od dawna. Dla mnie jest super. Złuszcza tak jak bym sobie życzyła :), moja cera czuje się całkiem dopieszczona :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Ja też peelingi Soraya miałam chyba wszystkie, Bardzo lubie ich delikatność ale skuteczność i to, że nawilżają i nadają młodszego, wypoczętego i odnowionego wyglądu nawet zmęczonej szarej skórze.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.