piątek, 27 czerwca 2014

Kosmetyczne recenzje Mar: (więcej niż) kilka słów o zużytych przeze mnie ostatnio żelach do mycia twarzy

Przygotowania do napisania tego posta trwały od lutego. Ukazuje się on dopiero teraz, bo... zbierałam do niego materiał ;)


Chciałam, żeby kolejna moja "recenzja" miała ręce i nogi, żeby była wyczerpująca, sensowna i w pewien sposób porównawcza.
Dlatego też - jakoś w okolicach marca - przyrzekłam sobie, że będę na bieżąco, w miarę zużywania, fotografować żele do mycia twarzy których używam.
A oprócz fotografowania będę notowała moje na ich temat uwagi.
Albo zachwyty.

Mamy koniec czerwca, a mnie wreszcie zebrała się mała lista, więc ogłaszam wszem i wobec, że tak, mogę już o nich coś napisać, co też następuje ;)

Pierwsza rzecz, jaką muszę zaznaczyć na wstępie jest kluczowa. A właściwie rzeczy:

Po pierwsze - jak zapewne pamiętają ci, którzy zaglądali tu kiedy pisałam poprzednie recenzje produktów kosmetycznych jestem posiadaczką skóry... problemowej pasuje tu chyba najbardziej.
W zasadzie to nie jest skóra tłusta, nie mam bowiem kłopotów z błyszczeniem się twarzy. Rano nie wstaję wysmarowana "smalcem".
Ale jest to, na pewno, skóra ze skłonnościami do kaprysów - uwielbia się przesuszać na policzkach i czole. Powodów tego przesuszania jest wiele i są mało uchwytne.
SLS, zimno, wiatr - te uchwycić zdołałam.
Ale zdarzają się niespodzianki i często w środku lata i w czasie używania kosmetyków bez nadmiaru chemii potrafię się obudzić z suchym plackiem pod okiem ;P
Inna, bardziej złoszcząca mnie "właściwość" mojej cery to coraz bardziej minimalna z wiekiem, ale nadal mnie wkurzająca łatwość wyskakiwania różnych, różniastych "wspaniałości" w postaci krostek i pryszczy.

Dlatego też wszystkie kosmetyki jakich używam do pielęgnacji mojej skóry to preparaty dostosowane albo do pielęgnacji skóry trądzikowej albo mieszanej.
Tak samo jest z żelami do mycia twarzy.

W lutym oczyszczałam swoją twarz bez wody, płynami micelarnymi.
Dzięki temu uporałam się ze sporym jej przesuszeniem.
Jednak taka metoda oczyszczania pyszczka nie jest moją ulubioną, mam wtedy poczucie, że jestem "niedomyta", czuję że się kleję i oczyma duszy widzę wtedy wszystkie pory mojej skóry - jak się zapychają.
Więc jak tylko przestałam się łuszczyć, to powróciłam do tradycyjnego oczyszczania twarzy.
Wodą i żelem - przaśnie, zwyczajnie, bez udziwnień ;P

Pierwszym z preaparatów, któremu postanowiłam dać wtedy szansę był

YVES ROCHER: Pure System, Nettoyant Desincrustant - Daily Exfoliating Cleanser


Ten żel trafił na moją półkę prawie przypadkiem.
Miało to miejsce na początku marca - był to okres, kiedy moja mama przeżywała fascynację wszelkimi odmianami zakupów dokonywanych przez internet i za pośrednictwem katalogów.
Któregoś razu do jednego z jej zamówień w odzieżowym sklepie internetowym dołączono katalog Yves Rocher.
Chociaż tłumaczyłam mamie, żeby dała spokój i że wiele tego typu produktów możemy kupić w innym sklepie taniej i z lepszymi składami (ja mam do Yves Rocher stosunek pełen rezerwy - ładnie to to pachnie, ale moim zdaniem to wszystko, niestety) to uparła się i powiedziała, że ona chce te kosmetyczki które są dołączane gratis do zamówienia za ileś tam złotych.
I kropka.
No więc trzeba było coś z tego katalogu kupić, żeby mama miała swoje śliczne, różowe kosmetyczki.
Wybrałam jakieś żele pod prysznic - wtedy mama powiedziała, że jak zrobi zakupy za jeszcze ileś, to będzie tusz do rzęs.
Prawie dostałam kur... ekhem, apopleksji.
Ale wybrałam - niech będzie ten żel, mówię.
Nie ja płacę, to co mi szkodzi ;P

No i właśnie tak stałam się posiadaczką tego cuda ;)

Żelu dostajemy 125 ml - mało, jak na żel do mycia twarzy.
I mało jeśli weźmie się pod uwagę jego konsystencję.

Opakowanie - zwykła tuba, informacje w języku polskim naniesione na nalepce, więc wraz z zużywaniem nalepka się niszczy i przestaje estetycznie wyglądać. Ale tuba ma porządny "klips", nie wyrabia się. To plus.

Produkt jest dość rzadki - próba wyciśnięcia niewielkiej jego ilości nie skończy się pomyślnie ;)
No, chyba że się człowiek naprawdę postara.
Poza tym - żeby się to jakoś spieniło, to naprawdę trochę trzeba tego wydozować ;)

Zapach żelu jest bardzo przyjemny, ale intensywny - jak to z Yves Rocher bywa.
Nie jestem w stanie powiedzieć, czym on mi pachnie.
Pachnie mi podobnie jak większość ich produktów. 
Czyli - perfumami.

Kolor - żółtobrązowy, coś jak rozmoczony brązowy cukier :)

Żel zawiera mikrogranulki, właściwie jest to produkt peelingujący - tyle, że gdyby chcieć traktować go jako "normalny" peeling, to moim zdaniem nie będzie się on nadawał do skóry zanieczyszczonej, skłonnej do pojawiania się wągrów.
Granulki są drobne i dość szybko się rozpuszczają, moim zdaniem byłby zbyt delikatny.

Ale trą!
Ten żel naprawdę oczyszcza!

Szczerze mówiąc - nie spodziewałam się po nim tego ;P
Jakoś koło zeszłego sierpnia dość potężnie rozczarowała mnie  seria Yves Rocher Sebo Specific.
To, co miało oczyszczać nie oczyszczało, to co matowić - przetłuszczało. 
Dlatego i w wypadku tego produktu Yves Rocher nie nastawiałam się na nic powalającego.
Ale dość miło się rozczarowałam.

Tym żelem można bez problemu oczyścić twarz.
Nawet po całym dniu łażenia z ciężkim, kryjącym podkładem na twarzy (ja używam Colorstay od Revlonu).
Zwilżamy twarz wodą, rozprowadzamy na niej żel - i dawaj!

Żel bez problemu domywa podkład - radzi sobie też z tuszem do rzęs, cieniami i szminką.
Chociaż na opakowaniu znajduje się informacja, żeby uważać na oczy.
No więc tego - ja nie uważam.
Ja każdego żelu używam także do zmywania makijażu z powiek i rzęs.
Jestem leniwa.
Od preparatu do oczyszczania twarzy oczekuję więc, że jeden wystarczy mi do zmycia wszystkiego za jednym razem.

Pure System radzi sobie z tym świetnie - minuta i na twarzy nie ma śladu makijażu. Oczy nie szczypią, nie pieką, nie łzawią i nie są czerwone.
Są jednak dwa, jak dla mnie dość poważne, minusy bliższych z nim stosunków:

Pierwszy - trudność spłukania z twarzy całości pozostałości po granulkach.
Nie wszystkie chcą się rozpuścić i potem muszę długo, długo to płukać.
Najbardziej kłopotliwe jest to w okolicy czoła, tuż przy linii włosów i koło uszu.
Jak tylko wezmę trochę więcej żelu, to pięciominutowe "dopłukiwanie" mam murowane.

Drugi - codziennie stosowany wysusza skórę.
Tak.
Niestety.

Ten żel jest idealny do stosowania raz na jakiś czas.
Powiedzmy, że dwa, trzy razy w tygodniu.
Po imprezie, po całym dniu w mocnym makijażu - tak, jak najbardziej.
Ale nie do codziennego stosowania, rano i wieczorem.
 Rzadko stosowany fajnie oczyszcza, daje uczucie świeżości, ale przy regularnym używaniu zaczyna powodować uczucie ściągnięcia twarzy.
Suche placki to tylko kwestia czasu.

Mam go jeszcze trochę - bez zastanowienia sięgam po niego, gdy nie mam siły ani czasu na długie, dokładne pucowanie twarzy.
No i gdy mam na sobie naprawdę dużo makijażu i istnieje ryzyko, że nawet dokładne zmywanie tego czym innym może nie dać dobrych efektów. 

Nie powoduje wysypu krostek i pryszczy - a przynajmniej nie u mnie.
Z drugiej jednak strony - nie stosowałam go nigdy w czasie, kiedy zaatakowały mnie pryszcze.
Mam taką zasadę, że unikam sytuacji, w których mogłabym roznieść to, co już mnie dopadło.
Ale... zdarzały mi się żele bez granulek, które wysyp powodowały (o jednym z nich będzie dalej), więc jeśli ten tego nie zrobił, to myślę, że z powodzeniem te z Was, które się tego "efektu" boją mogą spróbować przygody z Pure System.

Obietnice producenta a rzeczywistość - Yves Rocher raczy nas taką oto informacją o swoim wyrobie:


Oczyszczanie, zapobieganie zaskórnikom i cała reszta - ja się pod tym podpisuję.
Ale tekst o składzie...

Skład jest taki:

 Aqua, Sodium Laureth Sulfae, Prunus Armeniaca Seed Powder, Methylpropanediol, Glycerin, Hamamelis Virginiana Flower Water, Butylene Glycol, Cocamidopropyl Betaine, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Phenoxyethanol, Salicylic Acid, Xanthan Gum, Parfum, Sodium Hydroixide, Allantoin, Tetrasodium Edta, Scutellaria Baicalensis Root Axtract, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

SLS - gdybym sama miała w ciemno kupić ten żel, to ze względu na SLS nigdy bym tego nie zrobiła.
Produkty z SLS'em są dla mnie "do odstrzału". Choćby kosmetyk myjący był ze złota, to SLS zepsuje tę "złotość" do cna.
 Methylpropanediol - potencjalnie podrażniający, badania donoszą, że najbardziej dla oczu. Moich nie podrażnił wcale, ale kto wie, jak to by było u alergika...
Konserwanty - OK, rozumiem, że ten kosmetyk musi przetrwać na półce jakiś czas, ale naprawdę musi być ich aż tyle?
Substancje aktywne - jedynie puder z pestek moreli jakoś wysoko w składzie, reszta składników na końcu, więc ten "wyciąg z tarczycy", to chyba tylko dla ozdoby opakowania odnotowany ;)

Ogółem - w drogeriach i aptekach jest cała masa produktów oczyszczających i peelingujących zarówno z kwasem salicylowym, jak i z aloesem czy jakimiś tam "ekstraktami" z moreli, a będących w o wiele bardziej przyzwoitych cenach ;) To nie jest nic specjalnego.
Na pewno nie zainteresuje ten produkt fanek kosmetyków naturalnych - i nie dziwię się.
Wzmianka na etykiecie, że jeden składnik pochodzi z uprawy ekologicznej nie zmienia faktu, że 80% innych składników z ekologią nie ma nic wspólnego ;)

Stosunek ceny do jakości/ilości produktu - moim zdaniem średni.

Na wizażu widnieje informacja, że kosmetyk kosztuje 29 złotych.
My w tym katalogu dałyśmy za niego coś koło 20 złotych.
Za te pieniądze można nabyć jeszcze lepszy preparat, którego będzie więcej niż 125 ml, który nie będzie tak rzadki i który można stosować codziennie, a także - który nie wysusza i ze spłukiwaniem którego nie ma ŻADNYCH kłopotów.
I przede wszystkim - z lepszym składem.
Z drugiej jednak strony - jeśli planuje się zakup produktu, który docelowo wystarczyć ma na kilka miesięcy, a oczekuje się od niego porządnego oczyszczenia, to moim zdaniem można zacisnąć zęby i spróbować.
Zważywszy na to, że większej krzywdy z cerą nie robi.

Wydajność - mam go od początku marca i jeszcze coś mi tam zostało.
Nie jest źle.
Ale tak, jak pisałam wyżej - używałam go góra kilka razy w tygodniu, a czasem przez parę tygodni wcale.
Więc moim zdaniem to wcale nie jest jakiś rewelacyjny wynik ;)

Kosmetykowi daję 4 - mocną 4.
To nie jest zły produkt.
Miewałam przez swoje dwudziestosześcioletnie życie różne żele, ten był jeszcze całkiem przyzwoity.

-------------------------------------------------------------------------

Pod koniec marca przytargałam z zakupów w Rossmannie drugie cudo, o którym pragnę Wam trochę opowiedzieć.

Był to

RIVAL DE LOOP: Clean & Care - Seifenfreies Waschgel; Żel oczyszczający z wyciągiem z ogórka i miłorzębu do skóry mieszanej i normalnej


Kupiłam go z dwóch powodów - niska cena (coś koło siedmiu złotych) i brak SLS'u w składzie.
Doszłam do wniosku, że za taką kasę, to mogę zobaczyć, co to jest.
Specjalnie zakupu nie żałuję, bo tragedii nie było.
Chociaż - pomimo braku SLS'u - ściągał mi nieco skórę.

Pojemność - 150 ml. Przyzwoicie.

Opakowanie - tuba. Bez nalepek! Jest dobrze, bo przynajmniej nic nam z tej tuby nie spływa i się nie złuszcza. Łazienka wygląda estetycznie.
Klips jednak beznadziejny, wyrabia się już po kilku użyciach.

Konsystencja - wodnista, choć wygląda na galaretkę ;) na dłoni może to i jest galaretka. Ale spróbujcie wrzucić tubę do torebki! Wtedy okaże się, że jednak żelowi bliżej do wody, niż do galaretki ;)

Zapach - przyjemny, typowy dla produktów Rival de Loop - tania chemia, ale bez niemiłych doznań ;)

Komfort stosowania/wydajność - tu mam najwięcej zastrzeżeń. Preparat daje fajne uczucie świeżości, ale żeby je osiągnąć trzeba się namęczyć. Nie tylko bardzo trudno jest nie nalać go zbyt wiele (leje się po łapach!). Jedna aplikacja zwykle nie wystarcza na to, żeby dobrze oczyścić twarz.
Obszary takie jak czoło, broda, czy nos trzeba myć na dwa razy.
W innym wypadku można nie domyć podkładu.
Dobrze domywa makijaż oczu, szminkę też usuwa.
Raczej nie przypominam sobie, żeby szczypał w oczy.

Obietnice producenta a rzeczywistość - taką informację przeczytamy na opakowaniu:


No to tego - moim zdaniem nawilżenia tu nie ma.
Nie ma dramatycznego przesuszenia, ale nie zauważyłam żadnego łagodzącego ani nawilżającego efektu.
Odświeżenie i oczyszczenie jest, zgadzam się.
Ale - jak wspomniałam - jak bardzo trzeba się, aby je osiągnąć, nabojować ;P

Nic dziwnego, jeśli spojrzymy na skład:

Jak ma nawilżać coś, co ma aktywne składniki, za to nawilżanie niby odpowiedzialne, na ostatnim niemal miejscu składu? Owszem, jest ethylhexylglycerin, ale nie sądzę, żeby żadna świadoma kosmetykomaniaczka wierzyła, że może on nawilżyć skórę ;)
I jak ma nawilżać coś, co ma w składzie alkohol?
Po co alkohol, jeśli preparat nie jest dedykowany cerze tłustej i zanieczyszczonej?
Tego nie wiem i pewnie się nie dowiem.

W składzie preparatu znajduje się także inna rzecz, która fankom kosmetyków naturalnych dobrze się nie kojarzy - disodium EDTA.
Niby nie udowodniono, że w niskich stężeniach jest groźny dla zdrowia, ale nie zaleca się używania produktów z jego zawartością choćby kobietom w ciąży.
A to chyba o czymś świadczy ;P

Do reszty składu nie mam jakichś większych zastrzeżeń.

Stosunek ceny do jakości/ilości produktu - jak dla mnie bardzo korzystny.
Żel jest tani, jak na taki skład, to myślę że cena jest w porządku.
Na aptecznych półkach pełno jest żeli o dość podobnym składzie a w cenach wyższych nierzadko trzykrotnie.
Chociaż żel nie starcza na długo (u mnie - trzy tygodnie stosowania dwa razy dziennie), to nie masakruje cery i pomaga zachować ją w przyzwoitym stanie.
Chyba można spróbować - jeśli szukamy czegoś niedrogiego.

Wydajność - jak wspomniałam: słaba, ale z drugiej strony trzy tygodnie może dla kogoś oznaczać wcale nie tak mało...

Myślę, że jeśli wystawię mu 4, to nie zgrzeszę.
Chociaż bliżej mu, w mojej ocenie, do 3,5.
No bo to oczyszczanie, ta irytująca konieczność szorowania niemal twarzy...

Ale nie chcę Was do niego zniechęcać.
Jeśli nie macie skóry skłonnej do przesuszeń, jeśli Waszym problemem nie są jakieś ogromne problemy z trądzikiem i - wreszcie - jeśli nie macie fioła na punkcie składu kosmetyków, to można go wyprówać.
Na pewno się od tego nie zbiednieje ;)

-------------------------------------------------------------------------------------------

Trzeci gość i bohater dzisiejszej recenzji sam mnie znalazł - poszłam do Rossmanna w łódzkiej Manufakturze po to, żeby kupić drugie opakowanie żelu Rival de Loop (doszłam do wniosku, że w zasadzie, to może wypróbuję jeszcze jedno opakowanie, może skóra mi się już przyzwyczaiła, kto tam wie, może jednak nie będzie się potem ściągać? no i po taniości przecież, hajsu więcej będzie w portfelu...), ale coś mnie tknęło i zatrzymałam się przed półką z dermokosmetykami (Tak! Rossmann w łódzkiej Manu to nie tylko największy Rossmann w Polsce! To też Rossmann z bardzo bogatą ofertą dermoproduktów! i to takich z naprawdę różnych półek - od tych dość niskich do takich naprawdę fiu, fiu!).
Nie wiem co to dokładnie mnie tknęło, w każdym razie -  postanowiłam przyjrzeć się "aptecznej" linii Bielendy.

Szczerze mówiąc - do tamtej chwili nie miałam pojęcia, że Bielenda ma jakąkolwiek specjalistyczną linię kosmetyków.
Wcześniej kojarzyłam ich raczej z naprawdę tanich kosmetyków pielęgnacyjnych.
I takich niezbyt wysokiej jakości.
A tu taka niespodzianka....

Od razu wyszukałam linię do cery "trudnej".
Popatrzyłam, poczytałam.
Spodobał mi się skład.
Bez nadmiaru chemii, bez SLS'u.
No same plusy.

Cena?

Produkt do mycia twarzy - 14,80!

No to wzięłam.

Pewnieście ciekawe, co to?

Otóż

BIELENDA PHARM: Antybakteryjna emulsja oczyszczająca twarz, dekolt i plecy - seria TRĄDZIK


Pojemność - 150 ml 

Opakowanie - tuba. Tak jak Rival de Loop - bez naklejek. Z dobrym klipsem, bo bardzo długo wytrzymującym bez jakichkolwiek usterek ;)
No i - przede wszystkim - utrzymana w miłej dla oka, "drogo" wyglądającej kolorystyce i szacie graficznej. Jest pastelowo, jest nawet stylowo!

Konsystencja - to jest prawdziwa emulsja! Mleczna, trochę mętna, nie wodnista.

Zapach - neutralny, wyczuwalny ale nie drażniący. Jak dla mnie - lekko kwiatowy.

Komfort stosowania - emulsja bardzo ładnie się pieni, nawet jeśli weźmiemy jej niewiele. W wypadku tego produktu nie miałam żadnych kłopotów z wydozowaniem niewielkiej ilości emulsji, ale... ale jest coś w tym kosmetyku, że ma się niepohamowaną ochotę wyciśnięcia go jeszcze więcej i więcej. Ilekroć go używałam, to miałam ochotę nakładać go naprawdę obficie.
Może dlatego, że wtedy jeszcze lepiej się pienił (a ja lubię, jak wszystko co myjące się pieni - mam wtedy taką jakąś wewnętrzną pewność, że to, co chcę umyć umytym będzie na pewno :D). W efekcie - starczył mi na dość krótko, bo też na jakieś plus/minus 3 tygodnie.

Ale i tak...

To jest mój numer jeden, jeśli chodzi o wszystkie przedstawione tu przeze mnie preparaty!

Nie tylko bardzo ładnie, łatwo i szybko oczyszcza twarz bez zbędnego tarcia i szorowania.
Nie tylko zmywa makijaż (dobrze, dokładnie i szybko - i to cały!).
Nie tylko nie podrażnia oczu.
Przede wszystkim - łagodzi zmiany i stany zapalne!

Przemycie twarzy (i nie tylko twarzy - ja czasami stosowałam go do mycia pleców) w sytuacji, gdy coś nam gdzieś na niej zaczyna "wykwitać" naprawdę powoduje zmniejszenie podrażnienia, zaczerwienienia, a po około dwóch dniach - zlikwidowanie niedoskonałości.
Bez stosowania innych, dodatkowych mazideł.

Zmiany się nie rozwijają!

W dodatku emulsja Bielendy nie podrażnia ani nie wysusza cery.
Nawet przy codziennym stosowaniu.
Nawet, jeśli mamy ochotę przemywać twarz parę razy dziennie!

Wydaje mi się, że dzięki temu przypadkowemu wtedy wejściu do Rossmanna znalazłam mój numer jeden jeśli chodzi o oczyszczanie twarzy :)

Obietnice producenta a rzeczywistość - no to lecimy z informacją z tuby:

W zasadzie do niczego nie mogę się przyczepić.
Może tylko tego niwelowania przetłuszczania nie jestem w stanie ocenić, a to dlatego, że raczej nie mam kłopotów z tą sprawą (jak na początku posta wspomniałam).

Ale pory naprawdę są czyste, wszelkie krostki przysychają, a nowe nie wyskakują.
Przez czas stosowania emulsji nic "nowego" nie postanowiło pojawić się na mojej twarzy.

Skład:



Tuż nad składem, z tyłu tuby, widnieje informacja, że preparat zawiera 0% składników mogących wywołać reakcje podrażnieniowe.

Pozwolę się sobie nie zgodzić się z tą informacją - o tyle, o ile sporą zaletą emulsji jest brak w niej znienawidzonego przeze mnie i wielu innych ludzi SLS'u i zastąpienie go SCA (to środek myjący łagodny, bakteriobójczy co prawda, ale nie agresywny!), o tyle też, o ile bardzo wysoko w składzie znajdują się substancje aktywne (wyciąg z fiołka trójbarwnego, wyciąg z liści zielonej herbaty, zielona glinka, witamina B3, aktywny cynk i łagodzący panthenol - bardzo fajne, detoksykujące skórę i poprawiające jej stan substancje!!! pierwszy z  recenzowanych tu przeze mnie kosmetyków, który w ogóle ma coś sensownego w składzie!!!), o tyle jednak Citronellol (ha! to już wiem, dlaczego ta emulsja mi tak kwiatowo pachniała :>), disodium EDTA, Hexyl Cinnamal, Limonene i Linalool (cała trójeczka także odpowiedzialna za kwiatowy aromat emulsji :>) mogą wywoływać reakcje alergiczne.
I wystarczy wpisać te nazwy w google, żeby się o tym przekonać.

Benzoesan sodu w czasach nagonki na niego też dobrze nie wygląda - chociaż jestem jeszcze w stanie tę akurat obecność zrozumieć, bo naprawdę zdaję sobie sprawę, że kosmetyki jakoś zakonserwować trzeba...

W moim wypadku żadnej reakcji uczuleniowej nie było, bo mnie szkodzą jedynie agresywne środki myjące.
Ale nie sądzę, żeby był to idealny (bo nie twierdzę, że nie byłby dobry - moim zdaniem też świetnie by oczyszczał! pytanie tylko, co jeszcze robiłby poza tym :>) kosmetyk dla alergika.

Także - trochę przekłamania!

Stosunek ceny do jakości/ilości produktu i wydajność - moim zdaniem bardzo dobry! produkt nie kosztuje wiele, nie jest go mało. Mógłby być nieco wydajniejszy, ale tak jak pisałam - być może lałam go tak wiele z kaprysu, nie z konieczności :>

Ocena - korci mnie, żeby napisać, że 4+. Ale doskonale zdaję sobie sprawę jaka - wbrew temu, co się wydaje - posucha na rynku sensownych preparatów do oczyszczania twarzy panuje i że w dobie produktów zachwalanych jako naturalne, lecznicze i łagodzące 90% żeli, mydeł i emulsji do mycia trądzikowej cery naszpikowana jest chemią tak, że świeci, a twarz wysusza, podrażnia i złuszcza. Na tym tle preparat Bielendy jest naprawdę bardzo, bardzo dobrym produktem.

Ma naprawdę warte uwagi, dobrze dobrane i połączone ze sobą substancje aktywne.
Jest skuteczny.
Nie wysusza skóry twarzy.
Nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry.
Bardzo dobrze działa stosowany jako produkt do demakijażu.

W świetle tych zalet i po wzięciu pod uwagę faktu, że jednak zdecydowana większość konsumentek nie zwraca jeszcze aż takiej uwagi na składy produktów i mało je zajmuje obecność na końcu samym składu niemal kilku potencjalnych alergenów, skoro ich one nie alergizują, uważam, że powinnam wystawić tej emulsji 5.

Naprawdę - trudno się do niej przyczepić.

Jedynym kłopotem, jaki z nią mieć możemy, jest jej dostępność.
Ja widziałam ją tylko w tym jednym Rossmannie.
W innych - nie.
W aptekach - też nie.
Mignęła mi jedynie na allegro.

Ale - dziewczyny na wizażu piszą, że jednak bywa w innych Rossmannach.
Nie pozostaje mi więc nic innego, jak zachęcić Was do poszukiwania jej ;)

---------------------------------------------------------------------------------

Czwarty i ostatni preparat to stosunkowo nowa rzecz w mojej łazience.
Kupiłam go z premedytacją, chociaż korciło mnie, żeby nie cudować i sięgnąć z półki kolejną tubkę emulsji Bielendy ;)

Ale doszłam do wniosku, że nie - plany trzeba realizować.
Im więcej produktów przetestuję, tym lepiej będzie dla moich planów recenzenckich ;) 

AVA: Cleansing Line; Żel myjący do twarzy z naturalnym olejkiem pomarańczowym


Pojemność - 200 ml. Bardzo dobrze! Moja ulubiona pojemność!

Opakowanie - wygodna buteleczka z zatrzaskiem. Lubię. Można po prostu mocno kliknąć i już. Do tego butelka bardzo estetycznie wygląda.

Konsystencja - rzadka, ale nie wodnista.

Zapach - jest to najpiękniej pachnący żel do mycia twarzy, jaki kiedykolwiek miałam! Naprawdę pachnie, jakbyśmy w czasie używania go jedli kilogram pomarańczy :) To sprawia, że chce się go nalać na rękę więcej i więcej... trzeba się na siłę opanować ;)
Zapach jest jednak intensywny, a to się nie każdemu może podobać.

Komfort stosowania - no i od tego momentu zaczynają się "schody". 

Żel nie pieni się zbyt dobrze.
W sensie - jakoś tam się z wodą łączy, ale piana jest niewielka.
Trzeba dolewać go trochę w czasie mycia twarzy, jeśli chcemy całą ją umyć.
No i niestety - bez tarcia i usilnego wmasowywania się nie obejdzie.
Inaczej po prostu możemy nie domyć skóry z podkładu.

Jeśli jednak ktoś zmywa makijaż przed umyciem twarzy, to myślę, że ten aspekt nie jest dla niego tak istotny.

Istotne mogą być jednak inne kwestie - po pierwsze pod żadnym pozorem nie należy w czasie mycia twarzy tym żelem otwierać oczu ;P
Bo będą szczypały.
Po drugie - po paru raptem dniach stosowania idzie zauważyć  negatywny wpływ kosmetyku na skórę.
Skóra zaczyna się przetłuszczać - co widać zwłaszcza po nocy.
Jeśli ktoś ma z tym problemy, to może tego nie zauważyć, ale jeśli nie (jak ja) to zorientuje się dość szybko.
Poza tym - zaczynają pojawiać się paskudne krostki.
Mnie powysypywało na linii brody.
I to nie jest wyprysk alergiczny.

To są normalne, regularne krostki trądzikowe.

Tylko tyle albo aż tyle - mnie to zniechęciło do tego żelu w sposób wystarczający.
A szkoda, bo spodziewałam się po nim nieco lepszych efektów.

Biorąc pod uwagę skład


nie sądziłam, że coś w nim może mi zaszkodzić.

I właściwie nie wiem, co zaszkodziło.

Phenoxyethanol?
Wątpię.
Winię jednak ten olejek pomarańczowy.
Może za intensywny, może skóra się broni?

W każdym razie - produkt nie dla mnie. Jak dla mnie - nie sprawdził się całkiem.
Na pewno nie oczyszczał delikatnie, na pewno nie robił tego dokładnie. Działania antybakteryjnego nie zauważyłam.
Odświeżenie - może.
Jak już się nim człowiek doszoruje do czystości, to rzeczywiście, jest chwilowe uczucie rześkości ;)

Stosunek ceny do jakości/ilości produktu - zapłaciłam za ten żel 13,80.

To niewiele jak na 200 ml żelu, to niewiele jak na żel z pozbawionym paskudztw składem.
Ale z drugiej strony - w tym składzie nie ma żadnej rewelacji.
Ot, po prostu - mało szkodników.
To prawie tak, jak mąż, który oprócz tego, że nie pije i nie bije nie ma żadnych innych zalet ;P

Trochę biednie.
Fitomed podobne produkty (chociaż z SLS'em, niestety) i w podobny sposób "rozwalające" cerę sprzedaje po dychu.
Zawsze to parę złotych taniej.

Wydajność - właściwie, to dwa tygodnie i po żelu. Jakoś tak szybko się kończy. Niby nie jest wodnisty, no ale trzeba go dolewać, dolewać... I schodzi. Moim zdaniem słabo tu wypada.

Ocena - jak dla mnie 3. Za sam fakt, że można się z pomocą tego czegoś zdemakijażować.
I to chyba jedyna, według mnie, pozytywna właściwość żelu.
Na pewno do niego nie wrócę.
A szkoda, bo polubiłam się z jego zapachem.

------------------------------------------------------------------------

Miałam napisać jeszcze parę słów o żelu do skóry tłustej Fitomedu.
Ale musiałabym same niemiłe rzeczy o nim napisać.
A tego nie chcę - już kiedyś pisałam, że nie chcę pisać o złych kosmetykach ;)
A jeśli już - to tylko o tych ciekawych, które czymś mogą potencjalnie kusić (tak jak ten żel AVY - zapachem).

Mam nadzieję, że moje recenzje jakoś tam Wam się przydadzą - i moim stałym czytelniczkom i tym, które tu pewnie zajrzą przypadkiem, przekierowane z czeluści internetu po wpisaniu w google nazw żeli ;P

Uciekam szykować się do pracy, Wam życzę miłego weekendu, ściskam Was mocno i zapewniam, że kolejny post "modowy" ukaże się na początku tygodnia - myślę, że we wtorek ;)

Pozdrawiam Was serdecznie,

Wasza Mar!

P.S. Zmieniłam trochę szablon, ktoś zauważył? Czy te "podstrony" pod nagłówkiem jakoś wyglądają w ogóle?
P.S. (2) Was też tak wkurzyła ta awaria Bloggera, która niedawno miała miejsce? Ja myślałam, że się wścieknę! Dobrze, że to już za nami ;P

76 komentarzy:

  1. Ja lubie z Tołpy .
    I szczerze nigdy aż tak nie analizowalam kosmetyków ... Myje ?! Myje ! Jest ok ! ;);)
    Mydłem a tez czasem myje ;) a mam cerę wypisz wymaluj tak Ty!
    Tylko potem Micel , tonie czy coś ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tołpa jest fajna, ale moim zdaniem wcale nie idealna :) Więcej tam marketingu, niż autentycznej doskonałości ;)
      Ale tak, ich produkty do mycia twarzy są też jednymi z lepszych jakie miałam :)

      ja nie cierpię poprawiać po żelu! o, nie!

      Usuń
  2. miałam kiedyś podejścia do tej metody ( żel + woda ) ale jakoś to nie dla mnie , ja z kolei wybieram mleczko i tonik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to szacunek! taki szczery!
      ja jestem bardzo niecierpliwa, zwykle zagoniona i denerwuje mnie to, że ta metoda jest taka pracochłonna :(

      Usuń
    2. Ja też wolę mleczko i tonik teraz bardziej mleczko i płyn micelarny :-) Poza tym przerzucam się na naturalne sposoby :-) I lubię firmę Ava:-)
      Bardzo treściwy o potrzebny post ,pozdrawiam :-*

      Usuń
    3. a ja właśnie do Avy mam coraz to bardziej mieszany stosunek - mają bardzo fajne składy pod tym względem, że rzeczywiście dodają naturalne składniki. Za to dla nich plus. W tym żelu akurat nie ma chemicznych pierdół, co - jak napisałam - jest ogromnym plusem, ale w wielu produktach "psują" całkiem ten efekt naturalności przez dodawanie mnogości tanich zapychaczy i konserwantów. Zbyt wielu często.

      hehe, kolejna mleczkowa :) nie mam pojęcia, dlaczego ja mam do takiej formy demakijażu awersję - może dlatego, że ja naprawdę mam mocno kryjący podkład (ale muszę, mam okropne ślady po dawniej przebytym trądziku - kwasy zrobiły co mogły, ale nigdy nie będzie idealnie już, niestety :() i zmywanie go za pomocą wacików jest po prostu zabójstwem dla portfela. Tonik i mleczko mam wtedy na tydzień.

      Łatwiej mi to idzie, kiedy zmywam twarz olejkami, ale z kolei olejki zostawiają mi tłusty film i zapychają skórę - to nie dla mnie, dobre to dla dziewczyn, które mają suchą skórę :(
      albo - co też jest realne - muszę po prostu znaleźć idealny dla mnie olejek :)

      też pozdrawiam, dziękuję! cieszę się, że tak uważasz! dla takich opinii warto prowadzić bloga, naprawdę :)!

      Usuń
  3. ja również nie lubię tego uczucia 'klejącej twarzy' po zastosowaniu tonika... kurcze, myślałam, że jak przetestowałam 3 żele to już jestem obcykana w temacie, a tutaj okazuje się, że przede mną jeszcze dłuuuuga droga;) Jak już skończę under20, to z pewnością wypróbuję jedną z Twoich propozycji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale, ale - ta seria Under20, o której pamiętam, że jej używasz, jest bardzo fajna!
      ja miałam z niej micel i tonik, bardzo dobre produkty, pisałam Ci o moim na nich temat zdaniu :)
      Jeśli Ci ten żel pasuje, to myślę, że możesz spokojnie przy nim zostać na dłużej :) Moim zdaniem w zakupach kosmetycznych nie chodzi wcale o usilne przeskakiwanie na co i raz to nowe produkty, a o szukanie po to, żeby znaleźć swój ideał :)

      Jeśli mam Ci polecać cokolwiek z tej recenzji, to namawiam do spróbowania tej emulsji Bielendy - naprawdę fajna rzecz, niedroga, dobra i skuteczna.
      Reszta to takie kupienie czegoś, żeby było.

      Usuń
  4. ja tez wole żel + woda, jakość czystsza się czuję, ale kiedyś były takie w piance i to było super, teraz jakoś nie wite tego typu produktów, przynajmniej w Rossmannie ;))

    http://lamodalena.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pharmaceris ma piankę do mycia twarzy! I na pewno w kilku wariantach dostosowanych do różnych cer!
      to nie są złe kosmetyki, jedne z lepszych "aptecznych"!

      no tylko właśnie... Pharmaceris znajdziesz w aptekach. I na Allegro :)

      ściskam!

      Usuń
    2. dzięki, również ściskam :)

      Usuń
  5. Jeśli Cię to jakoś pocieszy, to Ava ma z tej serii pomarańczowy olejek do ciała. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://bit.ly/1qiiydM - o, tu go masz razem ze składem. ^^

      Usuń
    2. choćby mnie kołem łamali i obiecywali miliony za wypróbowanie, to nie chcę go znać ;P

      Usuń
    3. Ojej, szkoda, że Ci tak zalazło za skórę, olejek jest naprawdę przyjemny w działaniu i pachnie tak, że miałam ochotę go wypić. :<

      Usuń
    4. ten żel też tak pachnie ;P
      ale wolę nie ryzykować, bo boję się, że źle by to się dla mnie skończyło (spodziewam się wszystkiego ;P) :>

      Usuń
  6. Z nieba mi spadłaś z tą recenzją, bo ja też mam suchą skórę, a do tego skłonną do alergii. Ten żel z bielendy na pewno przetestuję, z avy lubię serię organiczną, ale przy dłuższym stosowaniu mnie uczula, a szkoda, bo nieźle odżywia i nawilża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wybierz w takim razie wersję Bielendy dla skóry suchej! :)

      Usuń
  7. Oj tam SLS. Wszystkie z wymienionych kosmetyków zawierają monotlenek diwodoru - główny składnik kwaśnych deszczy i przyczynę tysięcy zgonów każdego roku, na całym świecie. Zgroza. A w poście o tym ani słowa... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w takich chwilach wiem, za co Cię kocham :D

      Usuń
  8. o i pojawil sie fenoksyetanol- duzo szumu wokol niego - a jest wszedzie, ale to kolejna bzdura jak z prarabenami ( metylparaben jest w porzeczkach i w żarciu a ogólnie wydalany i metabolizowany jest szybciej niz zadziala )czy aluminium hahah - testuja cos na biednych szczurach daja im to doustnie i potem publikuja wyniki ze to neurotoksyna ze powoduje biegunki i takie tam rewelacje albo raka- a jak to ma sie mieć do dzialania ogolnoustrojowego podanie na skore w jakim stezeniu dostaje sie to do krwi i czy w ogole skoro kosmetyk ma dzialac tylko na naskorek z definicji i jak sie ma metabolizm szczurka do czlowieka haha a najlepsze bylo z tym ze aluminium z antyperspirantow powoduje to ze wezly chlonne pod pachami nie moga przez niepocenie sie usunac toksyn hahah a wezly chlonne usuwaja toksyny - no ale bawia mnie takie rewelki a prawda jest taka ze kazdy nawet na najbardziej hypoalergiczny skladnik moze byc uczulony jak ludzie ktorzy sa uczuleni na odczulajacy hydrokortyzon :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rasz! Dzięki wielkie za ten komentarz - dzięki niemu miałam co czytać w drodze powrotnej z pracy do domu :) i serio - masz rację z fenoksyetanolem! dotarłam do kilku ciekawych publikacji w świetle których moje nastawienie do kilku z substancji, jakich do tej pory unikałam zdecydowanie się zmieniło!

      właśnie dlatego lubię dyskusje na blogach!

      ściskam Cię bardzo!

      Usuń
    2. ciesze sie bardzo :) na coś się zdałam, zdrowy rozsadek i poszukiwania na własną rękę to podstawa :) to tak jak z ang u co poniektórych - warto zawsze sprawdzać :* luv bejbe :) a btw kupilam maseczke labiotiki ( czy jakos tak)i tam sie chwalą ze brak parabenów SLS czy cos tam a fenoksyetanol jest i co wiecej to podstwa w octanisepecie gdzie zalecają go położne w higienie pepowiny hahah, no nie da sie unikac, choćby nawet wychodzac na ulice ile swinstwa tam fruwa- matki sie pluja o substancje w kosmetykach a idac na spacer ich dziecko wdycha resztki ogumienia z opon i smrody ze spalania paliw i te ekologiczne uprawy ahaha temat rzeka a ile jest w żarciu okropnosci, same fitoestrogeny powodujace ze dziewczynkom teraz w wieku 9 lat zaczynaja piersi rosnac a plujemy sie o estrogenowy efekt jakiegos lewdwo wchlaniajacego sie filtru UV czy parabenu obecnego w porzeczkach , wiec te wojny wokół kosmetyków przy tak niewielkich stężeniach sa śmieszne hahah

      Usuń
  9. Kiedyś żel do mycia twarzy to był jeden z najszybciej kończących się produktów w mojej łazience. Ostatnio jednak mojego żelu Białego Jelenie nie mogę zużyć prawie od roku. Rano przerzuciłam się na płyny i toniki, a wieczorem często zmywam makijaż płynem i wskakuję pod prysznic.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aldona, Ty to masz taką ładną cerę, że wodą z kałuży mogłabyś twarz myć i nic by Ci jej nie zepsuło ;P

      Usuń
  10. A ja w ogole nie uzywam zelow...zwykle mleczko radzi sobie z wszystkimi zanieczyszczeniami :)

    OdpowiedzUsuń
  11. obszerne recenzje! :) jestem wierna raczej jednemu żelowi do twarzy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja stosuję tylko żele do mycia, mleczek nie lubię. Obecnie mam 2 i stosuję na zmianę. Nivea Pure Effect Wash Off i Żel do mycia twarzy Mythos - oba są bardzo dobre. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo ciekawe opisy, fajnie sie czyta:)
    Ja osobiście stosuje zazwyczaj Clerasil superfruits do twarzy lub maseczki z Lush<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo, przywieziono mi jakiś czas temu cudeńka z Lush - "<3" to najlepszy komentarz, jaki mogę do nich dać ;P

      Usuń
  14. No właśnie, ja też nie znoszę tego uczucia klejącej się twarzy, dlatego z toników zrezygnowałam całkowicie. Za to stosuję żel-krem z Nivea do mycia twarzy oraz posiadam płyn miceralny dwufazowy z Nivea, którego także stosuję jako taki oczyszczasz cery hah :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. używałam ten micel Nivei w czasie pobytu u koleżanki - nie jest zły, on akurat fajnie radził sobie z moim podkładem!

      Usuń
  15. Świetny, bardzo wyczerpujący post :) Najbardziej lubię żele mocno ściągające, jako, że moja twarz ma tendencje do rozszerzonych porów i zaczerwienień. No i niestety muszą być bardzo delikatne - często po kilku użyciach muszę zrezygnować z danego żelu, bo mnie podrażnia i wyskakują takie tam różne "kwiatki" - doskonale rozumiem Twoje problemy z cerą. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja zwykle trafiałam na takie żele, które ściągać, to i owszem, ściągały, ale delikatne nie były :(
      moja cera w dodatku na takie, które mocno ściągają reaguje reakcją obronną - tłuści się :(

      Usuń
  16. I właśnie taki post świetnie się przyda na te nasze letnie dni!

    pozdrawiam i zapraszam na serię wpisów "Z Podróży"
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  17. ciekawy ten żel :)

    +z miłą chęcią obserwuję i zapraszam do mnie! ♥

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja tam chyba pozostane przy moim mleczku i toniku

    OdpowiedzUsuń
  19. jakie podstrony pod nagłówkiem, odświeżałam ze 3 razy i nic nie widzę? buuuu
    bardzo interesujące podsumowanie, akurat nic dla siebie nie znalazłam, za to cieszy mnie, że Tobie się udało:)
    ja bardzo lubię (i taki mam system) zmywać oczy z makijażu micelami, a potem, żel, czy olejek - fantastyczna sprawa... no ale każdy ma swój ulubiony sposób, ważne, by był skuteczny i nie szkodził:)

    pozdrawiam serdecznie
    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a bo jednak usunęła, wczoraj te podstrony do poratli modowych, zostałam przy banerach ;P
      jakoś tak mnie to jednak w oczy raziło ;P więc bardzo dobrze, że ich nie widzisz ;P
      a nie usuwałam już tego PS-a, bo ja mam zawsze problem z dodawaniem postów - skasowanie czegoś sprawi, że mi się całość w cały świat rozjedzie ;P
      wolałam sobie problemów zaoszczędzić ;P

      ja, jak pisałam wyżej w odpowiedzi na jeden z komentarzy, nie daję rady z olejkiem :( kleję się cała.
      jestem ewidentnie "wodna" - bez zmycia makijażu wodą ani ze mną rusz :)

      Usuń
  20. Cool products!

    Would you like to follow each other ?

    Kisses,

    Emily from Pretty Tiny Things

    OdpowiedzUsuń
  21. Nigdy nie miałam tych produktów - fajna sprawa :)
    Pozdrawiam i zapraszam do siebie ♥

    OdpowiedzUsuń
  22. Chyba wolałabym mieć problem z przesuszoną skórą, niż z tłustą, którą posiadam :P tragedia jakaś, makijaż trzeba poprawiać sto razy dziennie, jednak od jakiegoś czasu też używam fluidu z Revlonu i jestem mega zadowolona, fajnie matuje i kryje :) Czekam na jakaś stylówkę :) Miłego dnia Mar :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a Revlon też poprawiasz?
      bo widzisz, chociaż mnie się skóra normalnie raczej nie przetłuszcza, to pod takim Dermablendem, czy podkładem Pharmacerisu w ciągu godziny robiła mi się okropna masakra i wszystko ze mnie spływało. I wtedy, to fakt - poprawiać trzeba było, bez pudru nie wychodziłam z domu.
      a Revlon trzyma się kilkanaście godzin (naprawdę! nałożony o siódmej rano wytrzymuje do późnej nocy, jeśli go mechanicznie nie zetrę przez przypadek!) i nic przy nim majstrować nie trzeba.

      stylówka będzie we wtorek, foty już się przygotowują ;)

      wzajemnie, ściskam!

      Usuń
    2. Właśnie z Revlonem nie mam tego problemu, nie muszę go poprawiać będąc 12 godzin w pracy :) Także jestem mega zadowolona, ale teraz wypróbowuję z Rimmela Stay Matte- też póki co rewelka! :) Miłego dzionka :) Daria

      Usuń
    3. oj, nie - Stay Matte u mnie się nie sprawdzał.
      przemieszczał się, słabo krył.
      to już Affinitone, czy jakoś tak, od Maybelline był o wiele, wiele od niego w moim wypadku lepsiejszy ;)

      Usuń
  23. skusiłabym sie na produkty z bielendy, sa one sprawdone i nie wywołują nieporzadanego działania

    OdpowiedzUsuń
  24. ja jestem fanką jak najbardziej naturalnych kosmetyków dlatego wybrałam mydło Aleppo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. barowałam się swego czasu z wszelkimi mydłami naturalnymi, tym z Aleppo też :(
      mnie ściągają skórę, wysuszają ją.
      niestety - nie dla mnie one :(

      Usuń
  25. Super recenzje :D Może się skuszę na któryś z tych kosmetyków :D

    OdpowiedzUsuń
  26. Od dwóch lat stosuje naprzemiennie kosmetyków La Roche Possay i Iwostin. Iwostin jest tańszy od La Roche i bardzo bardzo go polecam. Kosmetyki są rewelacyjne, opłacalne i bardzo wydajne. Tych kosmetyków, szczerze jeszcze nie stosowałam, mam mieszaną skórę, więc kapryśną. Iwostin pomógł mi utrzymać skórę w równowadze!!
    ♥ ♥

    http://delavie-paula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. próbowałam i La Roche'a i Iwostinu - bardzo długo byłam wierna Iwostinowemu żelowi do mycia twarzy z serii Purritin (tak to się chyba pisze ;P) - zużyłam chyba z 12 opakowań. Fajnie oczyszczał, radził sobie z trądzikiem, ale koszmarnie wysuszał - starałam się to olewać, a że akurat w czasie "kuracji" używałam podkładów Dermablendu i Pharmaceris, czyli takich, które mi twarz z kolei przetłuszczały, to jakoś ten efekt przesuszania nie był tak widoczny.
      Ale jak zmieniłam podkład na Revlon, to powiedziałam dość. W dodatku w międzyczasie Iwostin zmienił formuły kosmetyków, w tym skład żelu - nowa formuła już w ogóle masakrowała mi twarz, odpuściłam więc sobie. Tak, jak Normaderm, z którego także do czasu byłam zadowolona.

      La Roche nie jest dla mnie - jako gówniara miałam Effaclar K, leczył mi skórę fajnie, dziś nie mogę używać ich kremów, wyrzucają mi na zewnątrz mnóstwo syfów :(
      żelu Effaclar nie mogłam używać nigdy, też mi po nim wyskakiwało więcej niespodzianek, niż normalnie :(

      ale najważniejsze, że Tobie służą i dla Ciebie są odpowiednie! o to właśnie chodzi, żeby znaleźć swój ideał :)!


      ściskam!

      Usuń
  27. Ja uwielbiam żel z 'Biały jeleń' hipoalergiczny' Genialny jest!

    OdpowiedzUsuń
  28. u mnie najlepiej sprawdza się pianka z pharmaceris, choc z tego co pamiętam pod recenzją tej pianki pisąłas u mnie, że u cb sprawdziła się kiepsko :/
    ogólnie większość żeli mnie wysusza... nieważne jakiej firmy po ok połowie opakowania mam meeega przesuszoną skórę, ewentualnie jakieś suche place. Teraz szukam fajnej pianki, niekoniecznie z pharmaceris ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pharmaceris był dla mnie jakiś taki delikatny - ta pianka nie czyniła mi szkody w sumie, ale słabo oczyszczała.
      żel radził sobie o wiele lepiej.
      natomiast z tej serii dla tłustej skóry, od Pharmaceris, chwalę sobie bardzo ich płyn bakteriostatyczny i krem nawilżający (Moistatic bodajże, tak się kiedyś nazywał, potem kombinowali, zmiany formuł, asortymentu... może i nazwę mu zmienili).

      co do pianek - wypróbuj piankę od Baikal Herbals. Bez nadmiaru chemii, same zioła. No dobra, właśnie nie same - jest alkohol i to mi wystarczyło, żeby się powysuszać. Ale: jest tania, dobrze zmywa twarz i jest łatwo dostępna w Internecie. Może u Ciebie jednak nie będzie tak wysuszająca, możesz spróbować, pieniądze niewielkie. Chociaż - skoro piszesz, że jednak masz problem (jak ja) z tym przesuszaniem, to może być różnie :(

      Wiem też, że na rynku jest pianka od Natura Siberica - jej nie miałam, ale też ma w składzie alkohol. To co mi po milionie ziół, jak wiem, czym to się skończy :(

      Usuń
    2. Firma Natura Siberica bardzo mnie zawiodła... swoimi szamponami i ludzmi z marketingu, dlatego z pewnoscią nie wyprobuje :P
      Myślałam, nad iwostinem, ale ma gorszy skład od tej pharmaceris. Teraz na oku mam Starą Mydlarnię, tylko boję się, że same zioła i delikatny skład również będą zbyt słabe przy mojej tłustej i lekko trądzikowej cerze.
      Ten płyn od Pharmaceris już kiedyś widziałam, ale nie zdecydowałam się na zakup. Musze o nim poczytać i możliwe, że zakupię, choć najlepiej sprawdzają się u mnie ogólnie micele :) Zastanawiam się jeszcze nad kremem z kwasem migdałowym 5% i pewnie przy najbliższej wizycie w hebe go kupię :D A Żel...boje sie ze może wysuszac, bo jest mocniejszy. Niby używam raz na jakiś czas siostry żelu z iwostinu i nie jest zły, więc może wypróbuję i żel :)
      jeśli chodzi o krem nawilżający to uwielbiam z iwostinu z serii purritin :) idealnie sprawdza się przesuszeniu.

      A Baikal Herbals...nie wiem czemu ale mam wrażenie, że te rosyjskie kosmetyki wcale cudowne nie są. A cokolwiek co ma alcohol w składzie wyrzucam - szczególnie w pielęgnacji twarzy ;) już ostatnio sobie krzywde zrobiłam takim żelem... :D



      Usuń
    3. a racja, Iwostin też miał piankę - wyrzuciłam ją z pamięci, bo jak teraz sobie przypominam, ciężko mi było nią domywać makijaż.
      jak Cię wszystko wysusza, to odpuść sobie ten Iwostin do częstszego stosowania ;P raz na jakiś czas jest ok, ale wysusza dramatycznie - wiem, co piszę, już tam wyżej pisałam: 12 opakowań mi poszło i ciągle wierzyłam, że będzie lepiej. Syfy znikały, ale place miałam coraz większe.
      Ten płyn pharmaceris to nie jest micel, to takie coś jak tonik - ma naprawdę dobry, porządny skład. Fajnie oczyszcza, leczy wypryski, usuwa makijaż i nie wysusza skóry.
      Miałam obydwa kremy Pharmaceris z kwasem migdałowym, moim zdaniem nie są warte kasy, niewiele dają, nawet przy codziennym, systematycznym stosowaniu - to już lepiej wydać kasę na peeling kwasem migdałowym, to daje chociaż efekty (u mnie dało! duże! muszę powtórzyć na jesieni). Naprawdę, nie rozjaśniają przebarwień, nie likwidują śladów nawet po świeżo zgojonych pryszczach.

      Ale jeśli już chcesz je kupować, to polecam apteki na allegro, na pewno uda Ci się znaleźć jakąś, która jest z Twojej okolicy i przy opcji "odbiór osobisty" zaoszczędzisz spokojnie jakieś 15 złotych od ceny regularnej. Hebe ma masakrycznie drogie dermokosmetyki. Zawsze się zastanawiam, kto tam kupuje ;P

      ja właśnie chwalę sobie rosyjskie szampony, chociaż mój ulubiony nie był z Siberiki, a z Organic Shopu ;P

      Usuń
  29. o kurcze Mar, aj sie spoocilam jak to czytalam a Ty to pisalas, serio respekt! mega dokladna i rzetelna recenzja :) sama korzystam tylko z zeli do buzi bo lubie jak napisalas zeby produkt zmazal mi wszystko za jednym zapachem z buzi, pote poprawia plynem micelarnym. jednak rzadnego z tych Twoich nie probowalam - moze dlatego ze rosmanna i bielendy nie mam u siebie ato czwarte to nie znam :P

    buziak Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to czwarte, to Ava, pewnie nie ma jej u Ciebie, tak jak Bielendy :( niektóre rzeczy Avy fajne są, chociaż i tak więcej w tych kosmetykach taniej chemii, niż czegokolwiek aktywnego :(

      Usuń
    2. musze sie za tym porozgladac jak bde nastepnym razem w pl :)

      Usuń
  30. ja nad bielendą od dawna się zastanawiam. Wszyscy chwalą ich kosmetyki, mnie kuszą, ale jakoś nie mogę się przekonać w 100%. U mnie świetnie sprawdza się pianka do oczyszczania twarzy z flosleku, zaraziłam nią już dwie koleżanki z pracy i też sobie chwalą ;d
    Myślę sobie tak, że może ten żel z yves u mnie zadziała dobrze skoro ja "lubię" się świecić ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. FlosLek jakoś tak niewiele zwykle u mnie działał.
      ale pianki oczyszczającej w ich wydaniu nie próbowałam - dzięki za wzmiankę, jak wypatrzę, to wypróbuję :)

      spróbuj sobie tego Yves'a - to jest naprawdę niezły produkt!

      Usuń
  31. bardzo ciekawy post , jest w czym wybierac :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że się Wam spodobał :)

      Usuń
  32. Żel z YR bardzo lubiłam a maseczka oczyszczająca jest świetna - stosuję ją tylko na nos i serio działa jak żadna inna. Muszę kupić kolejne opakowanie bo mam ją na wykończeniu.

    Dołączyłam do grona obserwatorów i zapraszam również do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mają z tej serii maseczkę? idę paczać ;P

      dziękuję, bardzo mi miło, idę zwiedzać Twój świat :)!

      Usuń
  33. Nono podziwiam cię za tego posta, świetnie opisane!!! :*
    {Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  34. Ależ informacji! Bardzo dobry post :)
    Dziękuję za wizytę u mnie i miły komentarz. Pozdrawiam :)

    VANILLAMADNESS.com

    OdpowiedzUsuń
  35. Aaale się tego uzbierało. Fajnie to opisujesz, czuję się trochę tak, jakbym rozmawiała o tych kosmetykach z koleżanką przy kawie :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie miałam jeszcze żadnego z nich.

    OdpowiedzUsuń
  37. ja lubie z yves rocher z tej samej serii maseczke do twarzy :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.