piątek, 25 kwietnia 2014

Yellow & Blue

Z nadejściem prawdziwej wiosny, zaprzestaniem odczuwania przeze mnie wiecznego marznięcia, Świętami Wielkanocnymi i kolejnymi zleceniowymi (oraz uczelnianymi) urwaniami głowy zbiegły się w mym nieszczęsnym życiu biednej Mar kolejne już w tym roku jesienne niemal nawroty chandry.


Staram się - dzielnie bardzo - stawiać im czoła i nie martwić się zbyt wieloma rzeczami.
Staram się też nie wpadać w panikę i nie wmawiać sobie, że wiele rzeczy ucieka mi przez palce.

Ale czasami - kiedy przychodzą takie dni, jak wczorajszy i kiedy każda kolejna rzecz dobija i męczy jeszcze bardziej - to mam ochotę schować się gdzieś i wyjść do świata za baaaaaardzo długi czas dopiero ;P

Otóż z początku wczorajszy dzień zapowiadał się bajecznie! Uwinęłam się z dość ważnym zleceniem, dostałam za nie pieniądze, zrobiłam w Rossmannie zakupy z którymi nosiłam się już jakiś czas, a na które zawsze funduszy brakowało - i nagle czar dnia prysł, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Albo raczej - wiedźmiej.
Co jedna rzecz, to smucącą się być okazywała z miejsca. Wszystko, czego się dowiedziałam i o czym usłyszałam dołowało mnie coraz bardziej - od śmierci Tadeusza Różewicza począwszy, po fakt, że Mój Lechu - zwany tu częściej MOF'em - z racji jakichś z programem do przeglądania zdjęć rewelacji przygotował mi do wpisu mniej zdjęć, niż wybrałam w rzeczywistości ;P
Nie jego wina - rzeczy martwych złośliwości.
Rozwiązanie tego kłopotu trochę trwało, więc wiecie już, czemu wpis dopiero dziś i dlaczego musieliście na niego tyle dni czekać ;)

No więc właśnie - wiosna przyszła.
Taką temperaturę, to ja rozumiem!
Można zakładać, co się chce, nie dusić się pod ciężkimi kapotami i śmigać do woli w lekkich - albo przynajmniej odkrytych - butach!

Wreszcie - po tylu miesiącach oczekiwania mogę nosić bez lęku o to, że zmarznę
mój zeszłoroczny łup wyprzedażowy numer 1: wspaniałą, zwiewną koszulę w odcieniu jasnej, acz ładnie nasyconej, ciepłej żółci!

Obiecywałam pokazać ją Wam jakiś czas temu, jednak powody, dla których nie udało się to do tej pory wyłuszczyłam w poprzednich już postach - po pierwsze: było zimno,  a po drugie: w "zmytych" włosach nie prezentuję się dobrze w jaskrawościach ;)

A że i na farbowanie znalazłam chwilę czasu i pogoda - jak wspomniałam - bardzo się poprawiła (co pozwoliło mi móc ubrać się wreszcie jak człowiek i jak człowiek wyglądać, a więc można było wyjść do innych ludzi ;P), a w dodatku MOF miał czasu nieco, to w ubiegły piątek udało nam się wybrać na wiosenny spacer po łódzkich Łagiewnikach i przy okazji zrobić tę oto sesyję, dzięki czemu mogę Wam moje koszulowe cudo zaprezentować bez przeszkód, za to z dodatkami ;)

Pivonia - doczekałaś się! :P


Jak już Wam kiedyś wspominałam - uwielbiam szyfonowe koszule!
Lubię ich lekkość i to, że są miękkie oraz o wiele bardziej od bawełnianych odporne na gniecenie.

Ta z dzisiejszego posta została przeze mnie wypatrzona w czasie wyprzedaży w H&M'ie. Wisiała sobie na wieszaku i wyglądała bardzo niepozornie. Dopiero, kiedy ją przymierzyłam - zakochałam się. Kosztowała 40 złotych.  Uważam, że jest warta trochę więcej - choćby ze względu na kolor i fason.


Koszula zapinana jest z przodu na guziki, ukryte pod plisą (tudzież stójką, chociaż zastanawiam się nad tym, czy to oby na pewno już stójka...). Ja jednak nigdy ich nie rozpinam ani nie zapinam, koszulę wciągam przez głowę ;P


Zazwyczaj noszę do niej czarne spodnie.
Tym razem jednak, z racji że jestem pedantką, i że dobrałam do koszuli piękny, błękitno - kremowy naszyjnik Monopolki (który jest prezentem - nagrodą od FashionWall za czwarte miejsce zajęte w lutowym konkursie "WOW miesiąca!"), to czarne spodnie wcale a wcale mi tu nie pasowały - wybrałam błękitne, cienkie jeansy, które leżały w mojej szafie dwa lata i czekały aż schudnę ;) Gdzieś niżej będzie zdjęcie, gdzie można mnie podziwiać w nich od tyłu - dzięki niemu przestaję mieć już jakiekolwiek kompleksy na punkcie mojej figury;P 

Naszyjnik wygląda tak:


Lubię w nim to, że jest umocowany na grubej, mocnej żyłce i ma wygodne zapięcie: łączysz końce, przekręcasz i gotowe. Bez dłubania i łamania paznokci.




Szpilki już znacie bardzo dobrze (póki co - ciągle nie mam czasu na to, żeby wybrać się po zakup innej pary). Torebka - też jest ze mną od kilku lat. Wypatrzyłam ją na Allegro.

Noszę ją rzadko, bo złości mnie jej zapięcie i mało praktyczne są jej gabaryty, ale tamtego dnia wydawała mi się najbardziej odpowiednią :)
 Chociaż słońce nie świeciło wówczas w żaden z ułatwiających fotografowi pracę sposobów (im mniej ostre słońce, tym dla zdjęć lepiej :(), to kilka ładnych ujęć popełnić nam się udało.
Najbardziej lubię te, które możecie podziwiać poniżej :)



Koszula - H&M
Top - H&M
Spodnie - Bershka
Szpilki - H&M
Torba - no name (Allegro)
Wisiorek - Monopolka



Mamy piękny, słoneczny weekend, a ja - zamiast się relaksować - muszę oddać się nauce... fizyki.
Tak, to nie żarty.
Co mi przyszło!

Nigdy nie sądziłam, że jeszcze mi się to przydarzy ;P
Uciekam więc do notatek, a Wam życzę pogodnego weekendu ;)

Ściskam Was bardzo,
Wasza Mar!

P.S. Jak samopoczucie po Świętach? Mnie udało się być asertywną i nie tylko nie przytyłam ani grama, a jeszcze schudłam przez Święta ;P
P.S. (2) Kolejny post będzie o pewnej nagrodzie wygranej miesiące już temu, a dopiero w Święta obfotografowanej, także - jeśli lubicie spodnie z wysokim stanem - to zaglądajcie do mnie na dniach ;)

piątek, 18 kwietnia 2014

Fuchsia

Chyba się starzeję, bo ciągle marznę.


Marznę okropnie, ciągle mi zimno.

W Łodzi dopiero wczoraj - pierwszy raz od tygodnia - wyszło słońce.
Wcześniej zdarzało się to, owszem - ale sporadycznie.

Doprowadza mnie to do szału, bo pomijając fakt, że ogranicza to mnie i MOF'owi możliwości robienia zdjęć (pamiętacie poprzednią sesję? a właściwie dwie? z jedną kurtką? przecież to były też chwile rozpaczliwie pogodzie wyszarpane...), to kompletnie nie mam pomysłu na to, jak się ubierać.
Niby świeci słońce, a wiatr jest tak zimny, że kostnieję.

Od dziecka marzłam.

Wytrzymałość moich kończyn na zimno jest równa zeru.
W czasie, kiedy Wy pomykacie w pięknych spódnicach i zwiewnych sukniach, a na stopy zakładacie letnie już pantofelki, ja chodzę w botkach i rękawiczkach, bo po pięciu minutach na zimnie mam skostniałe odnóża górne i dolne - a w dodatku mam je w odcieniu buraka ;)
Takie... fioletowe ;)

Nie wiem, skąd to się wzięło - mam bardzo niskie ciśnienie krwi, najprawdopodobniej to dlatego :)

Odkąd schudłam marznę jeszcze bardziej, przypuszczam, że tak mi już zostanie.

Więc - niestety, dopóki temperatura nie ustabilizuje się na poziomie plus minus 20 stopni (a nie dwunastu) ja w zwiewności nie wskoczę - nie ma mowy :(

sesja w ogrodzie botanicznym Łódź | fuksja | sweter Emporio Armani | skórzane botki Sarah Karen | elegancja | blogerka | blog o modzie | blog modowy | blog szafiarski

Zdjęcia, które macie okazję dziś podziwiać to efekt dosyć nieplanowanej sesji niedzielnej - Mój Lechu, zwany tu jednak częściej MOF'em, był w niedzielę umówiony na sesję w łódzkim Ogrodzie Botanicznym.
Z modelką z MaxModels.

Niestety - spadł deszcz, było buro.
Sesję musieli odwołać.

Postanowiliśmy więc wykorzystać ten czas na zrobienie zdjęć dla mnie :)

Strój taki a nie inny, ponieważ w nocy z niedzieli na poniedziałek miałam nocować u Leszka, a w poniedziałkowy poranek wybierałam się na rozmowę kwalifikacyjną (efektów której do dzisiaj nie ma,  więc wnioskuję, że nie było się po co stroić) - długo zastanawiałam się, co na siebie założyć, żeby nie czuć się przebraną (a tak się czuję, kiedy muszę wdziewać na siebie niewdzięczne, ugrzecznione, acz dobrze przez szeroko ujęty ogół widziane zestawy eleganckie) a prezentować się "wyjściowo" i "szykownie".

Jednocześnie też - z racji branży, w jakiej miałam się o posadę ubiegać - wyraziście i z charakterem!

Postawiłam na piękny, wełniany sweter w odcieniu fuksji, klasyczne botki na masywnym obcasie i duży, rzucający się w oczy wisior.

Reszta to już kosmetyka.

Tak kopertówkę, jak spodnie, bransolety, rękawiczki i marynarkę znacie już bardzo dobrze ;)


Sweter to łup z second - handu, który jest ze mną już.... ponad 8 lat :)
Tego lumpeksu nie ma już w moim rodzinnym mieście od dawna, a sweter nosi się wyborowo.
Wełna, z której jest zrobiony jest wspaniała!
Miękka w dotyku, ciepła i delikatna.

Muszę się Wam przyznać, że dopiero w niedzielę zorientowałam się, że... sweter ma metkę Armaniego ;P
Pełna powaga! Sprawdziłam logo na metce - wydaje się, że to produkt ful oridżinal ;P
No to tego - czuję się ważna ;P

;)


Lubię fuksję.
Zwłaszcza wtedy, kiedy moje włosy są świeżo po farbowaniu i sprawiają wrażenie, jakby same w fuksję lekko wpadały.

To jeden z moich ulubionych, żywych kolorów - zaraz po nasyconym odcieniu musztardy :)


Buty pojawiły się już w jednym z pierwszych wrzuconych tu postów.
W tym ze zdjęciami w czerwonym płaszczu.

Również są ze mną od kilku lat i póki co nie zanosi się na to, by nasza współpraca miała się zakończyć ;)


Sweter - Emporio Armani (second - hand)
Marynarka - Orsay (second - hand)
Spodnie - H&M
Rękawiczki - NASHE
Naszyjnik - NASHE
Bransoletki - H&M
Botki - Sarah Karen (dla BOTI/CCC)
Kopertówka - no name (Allegro)



Ciągle wierzę, że najbliższe dni przyniosą jednak stabilną, prawdziwie wiosenną pogodę i uda mi się wreszcie móc założyć wszystkie te rzeczy, które już prawie rok czekają na możliwość ponoszenia ich :(

Ponieważ zbliżają się Święta, a raczej żadnego nowego posta przed niedzielą nie dodam, to już dziś chciałabym złożyć Wam wszystkim moc najserdeczniejszych, ciepłych życzeń - spędźcie tę Wielkanoc tak, jak chcecie.
W gronie osób, na których obecności najbardziej Wam zależy.

Ściskam Was bardzo,

Wasza Mar! 


P.S. Kolokwium o którym wspominałam w poprzednim poście rozgromione na 4,5 ;) Dumnam z siebie!

P.S. (2) Nadal nie palę "normalnych" papierosów :D

P.S. (3) Mam już wszystkie McDonald'sowe Furby :D juuuupi!

czwartek, 10 kwietnia 2014

Wiosenna kurtka na dwa sposoby

Jest czwartkowy wieczór, jutro kolejne, ciężkie kolokwium z afazji, a ja...


Nie, gdzie tam - oczywiście, że się nie uczę.
Piszę posta!
Przecież na żaden mądrzejszy pomysł nawet nie planowałam wpaść ;)

Mam nadzieję, że moja edukacja jakoś szczególnie na tym nie ucierpi, a kawa (świeżym nałogowcem pod tym względem jestem, do tej pory kawy wcale nie piłam) zrobi swoje ;)

Oprócz faktu, że już wiem, z czego chcę pisać pracę licencjacką (to będzie już moja druga ;P), to z nauki afazji wypłynęła dla mnie inna korzyść - rzuciłam palenie!

Jak tak poczytałam o tych wszystkich udarach i wylewach, to od razu mi ochota na papierosy minęła.

No dobra, czepialscy napiszą, że wcale nie rzuciłam - przeszłam na elektronicznego papierosa ;)

Pałętał się po domu od grudnia, bo wtedy to MOF mi go sprezentował, ale moje zainteresowanie nim (papierosem, nie MOF'em) było wówczas nikłe.
Dopiero ostatnio to się zmieniło ;P
A więc - od dwóch tygodni palę to cudo, niczego mi nie brak i nie wyobrażam sobie powrotu do normalnych papierosów ;P
Śmierdzi to to, i nie jest nawet w połowie tak mentolowe, jak mój liquid w e-papierosie ;P
No, ale dobrze - post.

W dzisiejszym poście będzie trochę inaczej, niż do tej pory, bo z dwiema stylizacjami od razu ;)

Ale, ale - stylizacje mają wspólny mianownik ;)

Tę samą kurtkę.

Kurtka, jak spora część rzeczy z mojej szafy, zakupiona została w zgierskim butiku Nashe, w ubiegłe wakacje.
Kiedy ją kupowałam byłam pewna, że będę nosiła ją tylko do moich zielonych bryczesów, które kiedyś już tu gościły i jeszcze pewnie nie raz i nie dwa zagoszczą - nie pytajcie, dlaczego, po prostu wtedy nie widziałam jej z niczym innym.
Dopiero teraz, wiosną, mam na nią mnóstwo pomysłów!
Co jeden, to lepszy!

Kurtka jest, podobnie jak ta, którą pokazywałam Wam w "stylizacji" ze spodniami baggy - no wiecie, ta z Terranovy! - ortalionowa.
Nosiłam ją zarówno w ciepłe dni, jak i w chłodniejsze.
Bardzo fajnie izoluje przed wiatrem i spełnia rolę okrycia wierzchniego wtedy, kiedy na "zwykłą" kurtkę jest zdecydowanie za ciepło, ale wyjście na zewnątrz bez czegoś na grzbiecie jest jednak ryzykowne ;)

Lubię jej ściągacze, które luźno sobie zwisają z rękawów - rękawy są podwijane, ja podwijam je zawsze. Gdybym tego nie zrobiła, to wyglądałabym w tej ich długości - dziwnie.
Podobają mi się poza tym te złote "pierdółki", którymi jest zdobiona. Nadaje jej to - w moim odczuciu - trochę rockowego i zadziornego charakteru ;)

W zestawie numer 1 połączyłam ją z rurkami i oficerkami.

Na spód wybrałam luźną, przewiewną i miłą w dotyku bluzkę, którą kupiłam w kutnowskim MOODO - razem ze znanymi Wam już szyfonową koszulą i dresową marynarką - w trakcie realizacji wygranego na FashionWall bonu (lokowanie produktu, wiem, wiem ;P ale winna im to w sumie jestem, chociaż nikt mnie o to nie prosił ;P).
Chociaż po przyjeździe z Kutna zastanawiałam się, po co ja właściwie tę bluzkę brałam, to teraz cieszę się wielce, że jednak jej nie odłożyłam ;)



W tym zestawie postawiłam na prostotę w moim stylu - poza paskiem i rękawiczkami nie dobierałam żadnych dodatków.

Nie chciałam, żeby odwróciły uwagę od "gwoździa programu":
dużej, zdobionej motywem wężowej skórki kopertówki, którą kupiłam za całe 15 złotych w czasach, kiedy pracowałam jako stylistko - copywriter (dziwnie to brzmi, ale nie wnikajcie w szczegóły ;P uwierzcie mi na słowo ;P) dla jednego z łódzkich outletów internetowych :)
Wygrzebałam ją w dniu, kiedy pojechaliśmy po towar, w wielkim magazynie firmy, która jest właścicielem między innymi takich marek, jak Troll i Top Secret - Redanu.

Leżała na hali z końcówkami serii.
Pierwotnie miała iść na handel w sklepie, ale jakoś tam się dogadałam z szefem - i wzięłam ją dla siebie ;)

Jest fantastyczna! Można ją nosić zarówno w dłoni, jak i pod pachą albo - na ramieniu.
Nie wierzycie?
Sami popatrzcie:


Na początku zastanawiałam się, jak ta kopertówka będzie pasowała do mojej kurtki, ale jeden rzut oka w lustro i już wiedziałam, że wstydu na dzielni nie będzie ;)

A, gdyby ktoś nie dostrzegł, to pasek też ma motyw wężowej skórki ;)
Mam na punkcie dopasowywania takich szczegółów fioła, więc do przewidzenia było, że o to zadbam ;P


Zestaw 1:

Kurtka - Nashe
Bluzka - MOODO
Spodnie - H&M
Torebka - Top Secret
Okulary - Rossmann
Rękawiczki - Nashe
Pasek - H&M
Oficerki - Lasocki (dla CCC)


(O, a tutaj taka słodka fotka Mar - cyknięta całkowitym przypadkiem i w trakcie polemiki z MOF'em, której tematem przewodnim była jego teoria, że zdjęcia robione mi "z góry" niby nie wychodzą dobre ;P
Efekty jednak zdają się temu zaprzeczać ;P)

Zestaw numer 2 to propozycja trochę mniej w moim codziennym stylu, ale nie całkiem sprzeczna z moim gustem ;P
Lubiłam się tak ubierać jakieś dziesięć lat temu, kiedy to byłam małym, zbuntowanym stworem w glanach i z kostką na plecach ;)
Trochę takiej Mar jeszcze we mnie zostało, skoro czasem do podobnego stylu ubierania się mam jeszcze skłonność wracać ;P


Tutaj połączyłam moją wiosenną kurtkę z tą samą bluzką i z tym samym paskiem, ale reszta rzeczy jest, jak widać, inna ;)

Spodnie: to znane Wam już, kupione w Bershce, połączenie bryczesów z modelem baggy, które prezentowałam Wam w poście traktującym na temat tego, że elegancja nie musi być nudna ;)

Zamieniłam w nich tylko fabrycznie dodany pasek na ten z zestawu numer 1.

Prawdę mówiąc jestem załamana, bo w związku z tym, że schudłam, to te spodnie wiszą na mnie jak na tyczce
;(
Ale co tam - dorobi się dziurki w pasku i jakoś to będzie ;P


Buty: to kupione przez moją mamę na jesieni sztyblety Jennifer&Jennifer.
Tak, tak, z CCC ;P
Moja mama kupiła je, po czym uznała, że są na nią za duże i zamiast wymienić je na te same, w innym rozmiarze, to... oddała je mnie ;P
Ja przygarnęłam, czemu nie ;P

Torbę: znacie też już dobrze. Mój ukochany shopper ze Stradivariusa ;)

Kolia: kupiona w Parfois, w czasie letnich wyprzedaży. Kosztowała całe 9,90.
Tyle wygrać, ach! Jeszcze się rozczulam na wspomnienie tego, jak walczyłam o nią z innymi klientkami ;P Jednej z nich musiałam wmówić, że o wiele lepiej jej w posrebrzanej niż tej o złotym kolorze ;P Inaczej by mi ją sprzątnęła ;P

Bransoletka: jest starsza od węgla ;P kupiłam ją lata temu w New Yorkerze.

Czapka: zdobyta w łódzkim outlecie Vero Mody. Zakładam ją bardzo rzadko, bo zwykle jest mi w niej albo za ciepło albo za zimno.
Akurat tamtego dnia było w sam raz ;P



Powiem Wam, tak od marowego serca, czyli szczerze jak na spowiedzi, że bardzo swobodnie i dobrze czułam się w tym zestawie :)

Co chyba widać na zdjęciach ;)

A właśnie - zestaw numer dwa fotografowaliśmy w zeszłą sobotę, kilka godzin po wyrwaniu mojej ostatniej, nieszczęsnej ósemki.
To chyba dowodzi faktu, że mam dobrego chirurga stomatologicznego ;P
Roboty nie schrzaniła ;P
Chociaż - dała mi tak mocne znieczulenie, że przez dwie godziny nie czułam języka ;(
Myślałam, że już zawsze będę seplenić i że moja przyszła kariera logopedyczna legła w gruzach, nim się zaczęła...

:(

Ale - minęło, skończyło się na panice ;P


Zestaw 2:

Kurtka - Nashe
Bluzka - MOODO
Spodnie - Bershka
Pasek - H&M
Rękawiczki - Nashe
Czapka - Vero Moda
Bransoleta - New Yorker
Kolia - Parfois
Torba - Stradivarius
Buty - Jennifer&Jennifer (dla CCC)




To który zestaw podoba Wam się bardziej ;)?

Uciekam do nauki, bo cienko widzę jutrzejszy dzień ;P
Mam do przeczytania sporo rzeczy i przeraża mnie to najbardziej, jak może ;P
Trzymajcie za mnie kciuki jutro o 10 ;P

Ściskam Was bardzo,
Wasza Mar!

P.S. W czasie sobotniego focenia zestawu numer 2 MOF postanowił zabrać mnie na lody do McDonald's.
No bo wiecie - żeby mniej bolało po wyrwaniu zęba.
Ledwo jednak weszliśmy do restauracji - oniemiałam!
W gablotce z zabawkami dołączanymi do Happy Meal'i zobaczyłam cztery Furby!!!

Uwielbiam te stworki!

Nie było innej opcji - wzięliśmy Happy Meal'a.
Owocogurt był wcale nie gorszym pomysłem od lodów ;P


Stworki są cztery, ale tylko ten jeden jest pluszowy ;)
Co nie zmienia faktu, że na dzień dzisiejszy mam też dwa pozostałe ;P
Do zebrania został mi tylko jeden ;P

Foty innych - w swoim czasie!

Trzymajcie się ;)

piątek, 4 kwietnia 2014

Wszystkie mają kapelusz - mam i ja!

W ubiegły piątek okazało się (po raz kolejny), że MOF - czyli Mój Osobisty Fotograf, czyli Lechu - jest najcudowniejszym facetem na świecie!


Wyobraźcie sobie, że siedzę sobie w domu, odpoczywam po ciężkim kolokwium (udało się! drugie kolokwium z afazji zdane na 5! jeszcze zaliczyć trzy i będę zwolniona z wielkieeeego, ciężkiego egzaminu na koniec semestru :)! dziękuję wszystkim, którzy trzymali tu za mnie, w komentarzach, kciuki :)!) i nagle odbieram telefon od MOF'a:

"Słuchaj, czy Tobie się podobają takie duże kapelusze? Takie z wielkim rondem? Filcowe?"

Cóż za pytanie! Pewnie, że mi się podobają.

Jako, że jestem naturalnie blondynką (nie widać, co ;)?), to w ogóle nie skojarzyłam jego pytania z tym, że potem mi zakomunikował, iż wybiera się do Manufaktury.

Myślałam, że będzie coś fotografował, a nie kupował ;P

Wieczorem miałam do niego pojechać, ale ... miałam wywalone ;P

Nie, nie, nie, że mi się nie chciało.
Dosłownie miałam wywalone.

Wypadła na mnie cała zawartość mojej szafy (mam tak dużo rzeczy, że jak się bardzo spieszę, to wszystko tam upycham i co jakiś czas to "wszystko" na mnie wypada).
A na dodatek - w tej całej szafy zawartości nie mogłam znaleźć ŻADNEJ pary skarpetek, która by się nadawała do wyjścia. Wszystkie skarpetki były albo dziurawe albo... nie do pary.
Nie mam pojęcia jak to możliwe, bo dałabym sobie odciąć rękę za to, że jeszcze tamtego poranka widziałam w szafie przynajmniej 15 całych par. Wieczorem jednak nie udało mi się skompletować żadnej :( Spłakałam się okropnie, bo okazało się, że jest już ciemno, zimno i za chwilę ucieknie mi ostatni tramwaj, którym mogłabym się wydostać ze Zgierza do MOF'owego mieszkania. MOF jął mnie pocieszać, że mam się nie martwić, bo ma dla mnie niespodziankę. A ja na to: "Jaaaaaką?"

Naprawdę, w ogóle nie pomyślałam o tym, że może chodzić o ten kapelusz z rozmowy ;)

kapelusz z szerokim rondem | blog modowy kapelusz | stylizacja z kapeluszem | Manufaktura

A jednak ;)
MOF żałował, że mi ją zdradził, zanim do niego przyjechałam ;)

Nie mogłam się doczekać soboty!

Ustaliliśmy bowiem, że jak tylko przyjadę - robimy zdjęcia.

Okazja była podwójna, bo MOF kupił nowy obiektyw i miałam pomóc mu testować tego obiektywu możliwości ;)


Przy wyborze rzeczy, które mogłabym zestawić z moim nowym, prezentowym nabytkiem nie namyślałam się zbyt długo - uznałam, że bardzo dobrym pomysłem będzie postawienie na klasykę.

Wybrałam moje nieśmiertelne rurki z H&M'u, botki na szpilce i z odkrytym palcem (mój nabytek z czasów, kiedy połowę roku spędzałam w Krakowie, u boku mojego ówczesnego narzeczonego - służą mi już czwarty rok a nadal wyglądają i noszą się świetnie! biorąc pod uwagę, że zapłaciłam za nie 5 dych, to chyba sukces ;)), torbę od firmy Fason zakupioną swego czasu na ich aukcjach Allegro i całkiem dobrze już Wam znaną, luźną, ściąganą u dołu bluzkę w cętko-ciapki i jedną z nowości w mojej szafie: czarną marynarkę z dresowego materiału.
Przywiozłam ją z kutnowskiego salonu MOODO razem z koszulą, którą podziwiać mogliście w poprzednim poście :)


Ze zdjęć, które udało nam się popełnić podczas sobotniej "sesji" jesteśmy oboje - wraz z MOF'em - bardzo dumni, mam nadzieję, że i Wam przypadną do gustu :)

botki peep-toe z kokardą
Botki są fantastyczne!
Sami zobaczcie!

Kiedy je kupowałam urzekło mnie w nich nie tylko to, że miały odkryte palce.
Przede wszystkim spodobała mi się ta urocza kokarda z boku.
Na drugim miejscu - ażurowość zdobienia :)
Są bardzo wygodne (chociaż pierwszy kontakt z nimi każdej wiosny kończy się i tak obtarciami - jednak u mnie jest to coś normalnego, przywykłam do tego, mam tak nawet z balerinami :( każde kolejne założenie jest już bezproblemowe)!

Gdzie je kupiłam?

Jeśli ktoś pamięta Kraków sprzed remontu przejścia podziemnego z Dworca Głównego/Galerii Krakowskiej na Planty, to dobrze pamięta też, że w tym przejściu stali handlarze ;)
Mieli tam swoje stoiska, na których można było nabyć buty i torebki.
Botki wypatrzyłam na jednym z takich stoisk.

kapelusz z szerokim rondem blogerka

Marynarka jest fantastyczna nie tylko z powodu tego, że jest dresowa, a więc miękka w dotyku, mało się gniotąca i cieplutka - jest jedyną marynarką, jaką mam w szafie i jaka ma rękawy idealnej dla mnie długości!


Nie muszę ich podwijać, żeby jakoś w niej wyglądać.
To, że mogę ją nosić z "odwiniętymi" rękawami sprawia, że bardzo wydłuża i wysmukla mi ręce.
Poza tym - jest taliowana.
Dzięki temu "protezuje" mi biodra i wyglądam w niej bardzo kobieco :)

Nabyłam ją, jak wspomniałam, w czasie realizacji karty upominkowej w MOODO, a kartę, gdyby ktoś nie pamiętał, wygrałam w konkursie "WOW Tygodnia" na portalu FashionWall.pl

;)


Bluzka jest z czasów początku moich pierwszych, polonistycznych studiów - wygrzebałam ją w jakimś zgierskim second - handzie.
Często o niej zapominam, ale raz na - średnio - półtora roku przypominam sobie o jej istnieniu ;P

Noszę ją zwykle bez marynarki - lubię ją spuszczać z ramion i nosić nieco po hipisowsku.
 Czasami dokładam też do niej długi wisior.

bluzka typu carmen

Jak wygląda w takiej wersji "bezmarynarkowej" możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu :)
 
kapelusz z szerokim rondem blogerka

Kapelusz - H&M
Spodnie - H&M
Marynarka - MOODO
Bluzka - GEORGE (second - hand)
Buty - no name
Torba - Fason
Bransoletki - H&M

dziewczyna w kapeluszu blog
Na koniec posta bardzo serdecznie chciałabym przeprosić Pivonię (http://p-ivonia.blogspot.com/), że nie mam zdjęć w żółtej koszuli ;P
Kochana, no ale ten kapelusz nie pasowałby do niej wcale, a wcale ;P
A poza tym - lepiej będzie, jak poczekamy z foceniem jej do czasu, jak się ufarbuję ;)

O wiele mi w niej ładniej, kiedy moje włosy są wiśniowe, a nie rude ;)

dziewczyna w kapeluszu

I... to by było na tyle ;)

Zmykam, bo za kilka chwil czeka mnie wyrwanie ostatniej już, czwartej ósemki ;)
Dziś też możecie trzymać kciuki ;)

Mam nadzieję, że obędzie się bez powikłań i problemów ;)

Pozdrawiam Was ciepło i już kwietniowo :)

Wasza Mar!

P.S. Zdjęcia popełniliśmy w Manufakturze. W Łodzi, rzecz jasna ;)
P.S. (2) MOF powiedział, że on protestuje, bo on z tych zdjęć dumny nie jest ;P że mu się podobają, owszem, ale do dumy daleko ;P że wie, że lepsze by jeszcze zrobić potrafił ;P
P.S. (3) Nie wyrwałam zęba ;(! Pojechałam do poradni, a tam pacjentów jak mrówek :( odesłano mnie na jutro... :(