piątek, 16 stycznia 2015

Kosmetyczne recenzje Mar: dobra, ziołowa odżywka za nieduże pieniądze - Green Pharmacy, Eliksir ziołowy do włosów łamliwych i zniszczonych

Zbierałam się do napisania tej recenzji od listopada.

Ale że w listopadzie nie było mi czego fotografować dla posta potrzeb (z racji faktu, że pierwsze opakowanie tego kosmetyku mi się skończyło, a z nabyciem kolejnego miałam wtedy sporo problemów), a potem przyszły Święta, po Świętach zaś - Sylwester, a po Sylwestrze sesja...

No to właśnie, wiecie jak jest ;)

Nie zawsze udaje się wszystko zrobić wtedy, kiedy się zrobić to zamierzało ;P

Jest jednak spory plus tego opóźnienia - dłuższe produktu kosmetycznego używanie równa się zawsze lepszej na jego temat opinii ;)


Dzisiejszy post, dzisiejszą recenzję poświęcam preparatowi na informacje o którym nie natknęłam się na żadnym ze śledzonych przeze mnie blogów.

(Tak, lubię pisać o rzeczach, o których nikt ze zgromadzonego u mnie towarzystwa nie mówił wcześniej za dużo - a jeśli mówił, to dawno - bo nie mam wówczas poczucia wtórności, powtarzania czegoś po kimś, małej oryginalności)

Ogólnie w internecie niewiele jest o tym produkcie mówione.
Gdzieś tam, lata temu jeszcze, coś wspomniała o nim Anwen.
Kilka opinii jest na Wizażu.
Pojedyncze blogerki napisały na jego temat po pięć słów w swoich recenzjach utrzymanych w stylu od dawna mnie rozbrajającym - fajny jest, tani jest, ładnie pachnie, polecam.
Pięć zdjęć, dziesięć słów - cała recenzja.
Doszłam więc do wniosku, że to od niego - nie od żelu do mycia twarzy, też od GP, o którym kiedyś już Wam wspominałam - zacznę cykl moich styczniowych recenzji.

------------------------------------------------------------------------------------------

 Green Pharmacy - Eliksir ziołowy do włosów łamliwych i zniszczonych

trafił w moje ręce we wrześniu.

Jak moi stali czytelnicy i czytelniczki stałe również pamiętają - chorowałam wtedy.
Miałam takiego doła, że potrafiłam siedzieć w mieszkaniu przez cały dzień i patrzeć tylko mętnym wzrokiem w okno.
Nie w głowie mi była pielęgnacja ciała i włosów.
Ograniczałam się wówczas jedynie do umycia się.
Nie myślałam o żadnych balsamach i odżywkach.

Na efekty takiego stanu rzeczy nie musiałam czekać długo - już po tygodniu włosy mi się skołtuniły, a skóra na korpusie i kończynach zaczęła swędzieć z przesuszenia.
O tyle, o ile skórą zbytnio się nie przejmowałam (ogólnie niewieloma rzeczami byłam wtedy w stanie się przejąć), to stan moich włosów bardzo mnie przeraził.
Były suche, plątały się, kruszyły.
Nie dało się ich wyprostować, przestały się błyszczeć... gorzej, niż gniazdo gołębi bytujących na Lecha balkonie wyglądały, naprawdę.
Mało wtedy jadłam, mało było mi wolno jeść - sądzę, że dlatego też wyglądało to moje włosie tak, jak wyglądało.

Podczas jednej z wypraw do apteki (bo głównie do aptek wtedy łaziłam) postanowiłam jakoś tej mojej włosowej tragedii zaradzić - na łódzkich Bałutach (osiedlu Leszka na którym to wówczas przebywałam) nie ma żadnych "modnych" drogerii ani sklepów zielarskich, jest tylko Rossmann.
Weszłam więc do Rossmanna i zaczęłam poszukiwania czegoś, co w jakikolwiek sposób mogłoby mi pomóc.
Nie szukałam maski ani odżywki - te miałam.
Szukałam czegoś o mocniejszym działaniu.
Odrzuciłam produkty Radical - tych kiedyś próbowałam, szału nie było (aczkolwiek teraz, po przygodzie z tym eliksirem wiem, że nie dałam im najmniejszych nawet szans na to, by mogły jakkolwiek zadziałać).
Na najniższej jednak półce w dziale z odżywkami do włosów znalazłam butelkę tego eliksiru.

Nie dacie wiary - spostrzegłam ją pierwszy raz w życiu.

Widocznie naprawdę jestem leniwa - do głowy mi wcześniej nie przyszło pewnie, żeby w czasie któregoś z moich pobytów w Rossmannie schylić się trochę i zlustrować wzrokiem to, co na najniższej półce ;)

Marka Green Pharmacy nie wydawała mi się nigdy czymś specjalnie wartym uwagi.
Owszem, dużo jej widziałam na blogach, rozpanoszyła się w ciągu dwóch ostatnich lat też po aptekach.
Jednak w ich żelach do higieny intymnej, balsamach do ciała i produktach do włosów nie odnajdowałam niczego zbytnio "green" - dostrzegałam za to sporo niepotrzebnej chemii, takiej jak SLS w preparatach myjących.
A jak ja widzę napis "0% parabenów, 0% sztucznych barwników - kosmetyk naturalny!" a mimo tego znajduję jakieś inne, wcale nie w mniejszym stopniu złowrogo brzmiące dziadostwo, to uśmiecham się tylko pod nosem i idę dalej.

W tym eliksirze jednak skład był zaskakująco dobry!
Aż oczy przetarłam ze zdumienia.

No i cena - takie grosze?

Pomyślałam, że niczym nie ryzykuję.
Gorzej już z tym moim włosiem być nie może - co mi szkodzi...

Na wstępie posta zdradziłam Wam już, że kosmetyk jest ze mną już długi czas - możecie się więc domyślać, że pomógł, że mi przypasował, że jakoś mnie z tego włosowego kryzysu wydźwignął.

Jak go jednak oceniam całościowo?
Co sądzę o jego działaniu?
Jak stosunkuję się do jego wydajności, czy uważam, że wart jest polecenia komuś innemu, kto moim zdaniem może być z jego właściwości zadowolony - to wszystko w dalszej posta części, zachęcam więc do zostania ze mną przez kilkanaście kolejnych linijek :)


Cena i dostępność:

Eliksir jest ciągle dostępny w Rossmannie.
Bez problemu nabędziecie go też w drogeriach sieci Natura i aptekach - tak sieciowych, jak i małych.

Nie widziałam go w Hebe ani w Marysieńce.

Cena - od ok. 8 złotych do 15 (w drogeriach tańszy jest, niż w aptekach).

Był czas (przełom listopada i grudnia), kiedy nie szło dostać go za żadne skarby - jak znowu się pojawił, to poznałam przyczynę.
Zmienili mu nazwę i minimalnie etykietę.
Skład został ten sam.

Kupowałam go we wrześniu jako Eliksir ziołowy do włosów łamliwych, zniszczonych i farbowanych.

Dziś nazywa się tak, jak wyżej i w tytule posta cytowałam :)
Czyli - odjęli mu w nazwie te włosy farbowane ;P

Poza zmianą nazwy nic się w nim nie zmieniło.

Pojemność/rodzaj opakowania/komfort korzystania z opakowania:

Eliksiru jest 250 ml.

Dostajemy go w plastikowej "buteleczce" z atomizerem.

Opakowanie ma chyba imitować szkło - tak kształtem, jak i kolorem (Wiecie, udawać takie stare, apteczne preparaty).
Średnio to wyszło, tak moim marowym zdaniem - trochę tandetą wieje ;P
Ale że nie mam fioła na punkcie estetycznej strony opakowań kosmetyków, to wcale mi to nie przeszkadza.

Wadzi mi natomiast to, że opakowanie lubi się zagniatać - na przykład wtedy, jeśli gdzieś wyjeżdżamy i wrzucamy je do torby razem z milionem innych rzeczy.
Pęknąć nigdy mi nie pękło.
Ale podczas jednego z takich wojaży odkształciło mi się paskudnie u podstawy i nie naprawiłam tego już.
Teraz zamiast stać na półce, to leży, bo postawione kiwa się w tę i we wtę.
Także - średnio trwałe.

Jednak plusem takiego plastikowego opakowania produktu jest jego lekkość - nawet jeśli wrzucimy eliksir do niewielkiej torby, to ciążyć nam nie będzie.
Nadaje się więc do tego, by zawsze mieć go pod ręką.

Atomizer działa bez zarzutu, pompka w nim nigdy mi się nie zapchała.
Kiedy produktu zostaje już bardzo mało, to pompkę możemy bez problemu odkręcić, a resztę eliksiru wylać na rękę.

To duży plus, bo niektóre kosmetyki mają ten dozownik tak jakby przykręcony na stałe - zwłaszcza, jeśli opakowania są szklane.
Więc jak już resztki takie prawdziwe nam zostają, to nie idzie się do nich dostać.
Tu tego nie ma.

Stosunek ceny do pojemności:

Chyba nie ma na co narzekać - prawda ;)?
Moim zdaniem - w porządku.

Zapach:

Eliksir bardzo intensywnie pachnie.
Pachnie ziołowo, nie jestem znawczynią roślin i na zapachu tychże też się słabo znam - ale rumianek, tak, rumianek czuć tu najbardziej.

Zapach jest naprawdę mocny - mój Lechu, który nie znosi niczego co pachnie wyraziście zawsze się krzywi, gdy widzi mnie z butelką tego eliksiru w dłoni.
Ucieka do kuchni, ale i tak krzyczy, że pachnie ;P

Zapach ziół utrzymuje się także na włosach - jeśli nie potraktujemy ich potem jakimś innym kosmetykiem, to spokojnie będziemy wyczuwać te zioła na włosach przez dobę.
A jeśli postanowimy zaaplikować go na mokre włosy i położyć się tak spać - poduszka też nim przesiąknie.

Mnie ten fakt wcale nie przeszkadza, ale wiem, że wiele z Was mocno pachnących kosmetyków nie lubi.
Zatem - jeśli jesteście jednymi z nich i żadne pozytywne aspekty działania jakiegokolwiek kosmetyku nie są w stanie przekonać Was do niego jeśli kosmetyk pachnie, to chyba nie jest to produkt dla Was.

Skład:



Moim zdaniem - to jeden z lepszych pod tym względem produktów na polskim rynku dostępnych.
A jak za te pieniądze, to chyba jest liderem na rynku tych możliwych do kupienia "wszędzie".

Bo wśród tych typowo zielarskich zapewne znajdują się w tej półce cenowej preparaty ze składem jeszcze lepszym - jeśli znacie takie, to dajcie mi znać, chętnie wypróbuję!
Wiem, że niektóre z Was bardziej siedzą w temacie!

Chamomilla Recutita Extract - ekstrakt z rumianku pospolitego.

Ma działanie przeciwzapalne, łagodzi podrażnienia skóry głowy, pomaga w walce z łupieżem, łagodzi objawy łojotokowego zapalenia skóry, nawilża włosy i dzięki zawartości wielu związków mineralnych odżywia ich cebulki zapobiegając wypadaniu

Triticum Vulgare (Wheat) Germ Extract - ekstrakt z kiełków pszenicy.

Bogaty w aminokwasy, białka i polisacharydy.
Uelastycznia i nawilża włosy.

Tussilago Farfara (Coltsfoot) Flower Extract - wyciąg z kwiatów podbiału pospolitego.

Działa przeciwzapalnie i ściągająco na skórę głowy, chroni ją (i włosy) przed niekorzystnym wpływem czynników zewnętrznych i działaniem wolnych rodników, zapobiega przetłuszczaniu się skóry głowy, nawilża włosy (świetnie sprawdza się zwłaszcza u tych osób, u których skóra głowy jest tłusta, a włosy suche i szorstkie).

Acorus Calamus Root Extract - ekstrakt z kłącza tataraku.

Wzmacnia i nabłyszcza włosy, nadaje im puszystość.
Hamuje łupież, poprawia ukrwienie skóry głowy, pobudza porost włosów.
Ma działanie przeciwgrzybicze.


Cztery świetne składniki na pierwszych miejscach składu!


Co mamy dalej?
Co kryje się pod innymi nazwami łacińskimi, czy są to jakieś potencjalnie mniej od tych pierwszych bezpieczne cuda?

Polysorbate 20 - substancja powierzchniowo czynna.

Dobrze tolerowana przez skórę, słabo alergizująca, zapobiega rozwarstwianiu się faz w trakcie przechowywania produktu. Ponadto pełni rolę solubilizatora, czyli umożliwia wprowadzenie do roztworu wodnego substancji nierozpuszczalnych lub trudno rozpuszczalnych w wodzie, np. kompozycje zapachowe, wyciągi roślinne, substancje tłuszczowe.

Disodium EDTA - substancja pochodzenia syntetycznego mająca działanie konserwujące, chroniące kosmetyk przed zepsuciem.

Składnik dopuszczony do obrotu na rynku kosmetycznym jako mało drażniący i bezpieczny.
Jednak są badania mówiące o szkodliwym jego wpływie na organizm i zdrowie dziecka w wypadku stosowania go przez kobiety w ciąży i karmiące piersią - w dużych ilościach.

Ortodoksyjne naturomaniaczki powiedzą, że jak w każdym używanym kosmetyku jest go trochę i takich kosmetyków stosuje się kilka dziennie, to już warto się zastanowić nad zakupem kolejnego.

Ja zbyt wielu kosmetyków z nim w składzie nie mam - mnie on nie jest straszny.
Ale że niektóre z Was są w tej kwestii restrykcyjne - napominam o nim tu.

Citric Acid - kwas cytrynowy.

Naturalny, bezpieczny konserwant.

Parfum - substancja zapachowa.

No tak, coś, czego fanki kosmetyków naturalnych nie lubią ;)
Producent nie wymienia, czy syntetyczny, czy naturalny.
Szkoda...

Benzyl Alcohol - alkohol benzylowy.

Konserwant, zapobiega psuciu się preparatu.
Znajduje się na liście potencjalnych alergenów.

Ale.. jest bardzo pożądany we wszystkich "wcierkach" do włosów ;) Poprawia bowiem wchłanianie substancji aktywnych w skórę głowy.
Tak jak cetyl alcohol, stearyl alcohol i cetearyl alcohol należy do grupy alkoholi tłuszczowych, które są... emolientami, więc nie wysuszają, a nawilżają ;)

Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone - kolejne konserwanty.

Tym razem takie zbędne dość i bardziej alergizujące.
One tu moim zdaniem naprawdę nie są potrzebne.

Jednak - uznawane są za bezpieczne, bo ich ilość w preparacie kosmetycznym zwykle jest minimalna.
Ale po co, na Boga - po co tu one?

Limonene - składnik substancji zapachowych.

Może uczulać.

Linalool -  alkohol terpenowy, też składnik substancji zapachowych.

Również może uczulać, na co szanse są małe, ale... ale on mało ładnie tu po prostu wygląda.

Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde - również składnik substancji zapachowych i również potencjalnie alergizujący.

"Parfum" i pięć ostatnich składników wywaliłabym z tego składu - i wtedy mogłabym z czystym sumieniem przyznać, że jest to kosmetyk w pełni "naturalny".
A tak, to klasyfikuję go jedynie jako "ziołowy" - albo "przygotowany z wykorzystaniem naturalnych składników".

Stosowanie:

Zgodnie z zaleceniami producenta - umyć włosy, wilgotne spryskać eliksirem na całej długości, dodatkowo wetrzeć odrobinę w skórę głowy.

Działanie:

Co pisze o swoim produkcie producent przeczytać możecie na zdjęciu, które zamieściłam powyżej.

Jak wygląda zderzenie rzeczywistości z obietnicami?

Jak wspomniałam w posta początkach - przyniosłam preparat do domu w okolicach połowy września.

Nie borykałam się wtedy z problemem wypadania włosów, łupieżu czy swędzącej skóry głowy.
Ilość włosów, jaką codziennie tracę od zawsze była chyba typowa dla noszonej przeze mnie włosa długości.
Norma - przy myciu, czesaniu, prostowaniu jakieś drobne ilości.

Nie uskarżałam się na duże ich gubienie.


Moim kłopotem w tym wrześniu nieszczęsnym było natomiast to, że na skutek zaniedbań pielęgnacyjnych, osłabienia organizmu i ubogiej w czasie choroby diety moje włosy zrobiły się szorstkie, matowe i przypominały siano.


Nie chciałam cudów - szukałam czegoś, co trochę choć pomoże im dojść do siebie.

Zaczęłam stosować eliksir niemalże od razu po powrocie do domu.
Tak, jak nakazał to producent.
Spryskałam włosy przy ich nasadzie, potem na całej długości.
Wtarłam w skórę, wmasowałam w kłaki.
Rozczesałam, na to zamotałam turban.
Potem z takim obmotanym łbem poszłam spać.

I tak co dwa dni, po każdym myciu.

A - ważne to dla dalszej historii: następnego dnia po rozpoczęciu kuracji udałam się do fryzjerki, chcąc obciąć zniszczone końce włosów.

Po jakichś dwóch tygodniach stosowania zobaczyłam, że włosy naprawdę zrobiły się miękkie.
Zaczęły też ładnie bardzo się błyszczeć.

W międzyczasie - zdążyłam wyzdrowieć, powoli wracałam też do normalnego życia: na praktyki, do pracy...

Więc normalnie zaczęłam włosy moje na powrót prostować - z użyciem zwykle stosowanych przeze mnie do tego celu preparatów.

Używałam tego samego co zwykle szamponu, tej samej maski (Alterra - o obydwu kosmetykach miałyście tu okazję kiedyś już parę słów czytać).

Pielęgnacja zatem wcale się nie zmieniła.

Regularnie, co miesiąc, farbowałam je.

Gdzieś w okolicach początku listopada zauważyłam, że moje podcięte po skończeniu chorowania końcówki włosów wcale nie wymagają tego, żeby znowu je skrócić - a do tej pory była to niemal rutyna.
Co miesiąc, w którymś z pierwszych dni nowego dreptałam do mojej fryzjerki i pozbywałam się tego, co zawsze gdzieś tam mi się rozdwajało.

Jednak tym razem naprawdę nie miałam czego podcinać - po chwyceniu włosów między palce nie widziałam pofilcowanej i połamanej szczeciny, a piękny, równy "pędzelek".
Do tego - miękki i błyszczący.

Kiedy po kilku dniach od tego "odkrycia" po raz kolejny ufarbowałam włosy Leszek, mama i bliska koleżanka zwrócili mi uwagę, że włosy "wyszły" jednolicie ciemne - do tej pory często bywało tak, że dolne partie włosów zawsze były bardziej rudawe, jaśniejsze.
Wiązałam to z tym, że podniszczona część włosa gorzej chwyta kolor.

Więc - kurczę blaszka!
Pomyślałam sobie, że chyba rzeczywiście jakiś progres nastąpił!

Skończyło mi się jedno tego cuda opakowanie, potem nie mogłam dostać drugiego.
Myślałam, że wpadnę w depresję.
Na szczęście - udało się je kupić ;) Obecnie kończę drugą już butelkę.

Włosy są nadal ładne, nadal - a mamy już styczeń!
Końcówki nie wymagają żadnych drastycznych na nich operacji - okey, od listopada pojedyncze zdążyły się popsuć, i tak wybieram się do fryzjerki, bo jeszcze parę centymetrów i złośliwie zaczną się wywijać... ale hej?

Tak długie trwanie ich w dobrym stanie do tej pory mi się nie zdarzyło!

Nawet w czasie, gdy z pieczołowitością traktowałam je po każdym myciu i przed każdym prostowaniem olejkiem arganowym!

Owszem - nigdy nie miałam problemów z jakimś wyjątkowym moich włosów się niszczeniem, ale takie ładne, to dawno nie były
(no, może w czasach początków mej nauki w liceum - kiedy jeszcze ich nie farbowałam, a na to by je prostować nigdy bym nie wpadła).

Olejowałam je z myślą, że gdy tego poniecham, to coś paskudnego któregoś dnia na swojej głowie znajdę.
I rzeczywiście, przed wrześniem, przed chorobą, kołtuna się na głowie nie dorobiłam.

Ale żeby to olejowanie sprawiło, że gładziutkie były.... to nie.

Zatem - dopiero eliksirowi Green Pharmacy udało się sprawić, że moje włosy powróciły do stanu sprzed dobrych kilku lat.

Mało jednak tego, że stały się odporniejsze na różne krzywdy każdego dnia im wyrządzane, to i wyraźnie mniej zaczęły się puszyć.

Możecie to zobaczyć na zdjęciach z jednej z ostatnich sesji "ciuchowych", o, proszę: klik!

Na tych zdjęciach prezentuję się Wam jakieś trzy godziny po prostowaniu włosów.
Odkąd pamiętam - po godzinie od wyprostowania włosów robiły mi się wokół nich takie... aureolki ;P
drobne kosmyki odstawały mi i wywijały się na boki.

Od jakichś dwóch miesięcy zjawisko to wcale nie występuje.
I nie mówię tu o odwijaniu się wyprostowanych włosów pod wpływem wilgoci, ale o takim jakby rozwarstwianiu się pasm ;P

Także - jak dla mnie jest to naprawdę spory progres!

Uważam zatem, że obietnice producenta nie są słowami rzucanymi na wiatr.

 Eliksir naprawdę wzmacnia włosy.

Są widocznie mocniejsze, zdrowsze i bardziej lśniące.

Nie niszczą się.

Włosy się nie przetłuszczają, nie są obciążone, można potem nałożyć na nie zwyczajowo używane serum, ulubiony olejek aplikowany na końce włosów lub produkt termoochronny.

Nie umiem natomiast ustosunkować się do rzekomego działania zapobiegającemu wypadaniu włosów i łagodzącemu stany zapalne skóry głowy, ponieważ nie skarżyłam się nigdy na to.
Być może znajdziecie w czeluściach Internetu jakąś recenzję, w której ktoś testował go pod tym kątem.

Zaznaczam jednak, że używam tego preparatu regularnie - od pięciu niemal miesięcy.
Po każdym myciu włosów.

Efekty nie pojawiły się od razu - chociaż już po pierwszych paru aplikacjach włosy były wyraźnie przyjemniejsze w dotyku.

Także zakładam, że i Wy - jeśli się na zakup eliksiru zdecydujecie - będziecie musiały na efekty poczekać.

Wydajność:

Jedno opakowanie wystarcza na około 2,5 miesiąca używania produktu co drugi dzień, przy posiadaniu włosów o długości za łopatki.
Moim zdaniem jest to preparat wydajny.

Stosunek ceny do jakości produktu:

Moim zdaniem - bardzo dobry.

Powtarzam - niecałe dziesięć złotych za produkt ze sporą ilością składników aktywnych, dający widoczne gołym okiem rezultaty.

Zbiorczo - dla kogo może się nadać, komu go nie polecam albo polecam przy zachowaniu środków ostrożności:

Będzie dobry dla osób, których głównym włosowym problemem jest tłusta skóra głowy i przesuszone włosy.
Nada się do włosów farbowanych, które są niszczone przez częste farbowanie.
Wzmocni włosy suszone suszarką (a, ja od czasu rozpoczęcia używania tego eliksiru całkowicie zrezygnowałam z suszenia włosów, zawsze myję je przed snem, tak aby zasnąć już z włosami naeliksirowanymi, wyjątki robię tylko wtedy, jeśli rano muszę mieć jakąś perfekcyjnie świeżą fryzurę - wigilia, ważne spotkanie, same wiecie...) i prostowane.
Powinny wypróbować go osoby, które tracą włosy - chociaż i tak uważam, że w takich wypadkach warto zrobić badanie morfologiczne krwi/odwiedzić endokrynologa.

Nie zachęcam do niego fanek bardzo naturalnych kosmetyków i osób, które mają suchą i wrażliwą skórę głowy (one mogą źle tolerować alkohol, chociaż ten tu użyty jest alkoholem "dobrym" - ale dla niektórych alkohol to alkohol, nie będę nikogo na siłę przekonywać do swoich racji).
Bo skład idealny nie jest.
Ma kilka drobnych wad.

Powinny ostrożnie podejść do stosowania tego preparatu także osoby uczulone na rumianek!!!

Jeśli nie lubisz kosmetyków które bardzo pachną - także nie sięgaj po eliksir Green Pharmacy, bo wywalisz go przez okno. 

Pamiętaj - żadna pielęgnacja od zewnątrz nie pomoże włosom osłabionym od wewnątrz!!!

Ja po przechorowaniu września znowu wróciłam do mojej zwykłej diety - dużo białka z różnych źródeł, owoce, warzywa (nie wolno mi było w czasie choroby spożywać białka w mojej ulubionej formie - kwaśnych jogurtów i twarogów, owoców też nie mogłam jeść).

Jeśli chorujesz na niedokrwistość lub awitaminozy i to one są przyczyną złej kondycji Twoich włosów, to pomaszeruj do lekarza lub apteki, tam uzyskasz pomoc dostosowaną do Twoich potrzeb.
W takich sytuacjach niezbędne jest zwykle przyjmowanie doustne witamin i produktów wzmacniających.

Moja ocena produktu:

Stawiam mu mocne 4+.

Gdyby nie skład, który nie jest na pewno godzien tego, by pisać na etykiecie, że jest to kosmetyk "naturalny" postawiłabym mu piątkę.
A, i gdyby tak mocno nie pachniał.

To, że mnie coś nie przeszkadza nie oznacza, że nie dostrzegam tego, że to coś jest słabą stroną tego, co planuję ocenić.

Ogólnie - uważam, że jest to naprawdę porządny kosmetyk, który warto wypróbować.
Zdaję sobie sprawę, że "rasowe" włosomaniaczki nie będą się na niego kusiły, bo one sporządzają same nalewki i napary z ziół.
Jeśli decydują się na używanie produktów gotowych, to także szukają ich w sklepach zielarskich.

Większość jednak osób zaglądających na mojego bloga to "zwykłe", mało z kosmetykami eksperymentujące dziewczyny i kobiety.
I takim ten eliksir z czystym sumieniem polecam!

Naprawdę, nie stracicie pieniędzy, wątpię też, byście nie zauważyły jakichkolwiek efektów.
Tylko pamiętajcie - na mokre włosy, bardzo mocno spryskać, wetrzeć w skórę głowy i włosy, rozczesać.
Iść spać.
I tak po każdym myciu!
Przez kilka miesięcy!

---------------------------------------------------------------------------------

Trochę się rozpisałam - trochę bardziej, niż planowałam ;)
Ale z racji faktu, że widzę ile osób każdego dnia odwiedza mojego bloga kierując się do postów kosmetycznych, to chcę by te nieliczne (nad czym boleję) tu recenzje były naprawdę rzetelne.
I pozwoliły osobom zainteresowanym dowiedzieć się czegoś o produkcie, którego zakup rozważają.

W przyszłym tygodniu kolejna recenzja kolejnego też produktu Green Pharmacy, na który skusiłam się po udanych początkach mojej przygody z tym eliksirem.

Wyczekujcie.

Moja sesja dobiega końca - niedługo więc być może powrócą tu posty "wyglądowe" ;)

Trzymajcie kciuki, żeby nie pokonało mnie zaliczenie z... podstaw techniki medycznej ;P
Czyli - z fizyki ;P
Jeśli by mi - nie daj Boże - nie poszło, to moja niebytność tu może się nieco wydłużyć :(


Życzę Wam fajnego, mile spędzonego weekendu.
Ściskam bardzo,

Wasza Mar!

118 komentarzy:

  1. bardzo często coś mam z tej serii, szampony lub odżywki, jakiejś rewelacji nie zauważyłam ale są to naturalne kosmetyki więc nie maja chemii i za to je lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nooo, trochę jej mają ;P
      ale akurat ten eliksir ma jej jak na Green Pharmacy stosunkowo mało ;)

      Usuń
  2. Brzmi super, choć przy moich przetłuszczających się włosach rzeczy przeznaczonych do zniszczonych (choć i zniszczone moje ostatnio są :< ) - unikam jak ognia. Bo chyba bym musiała sobie w oparciu zamontować prysznic, dozownik i jakąś łapę robota, by szorować łeb trzy razy dziennie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ta odżywka nie przetłuszcza włosów, naprawdę :)
      biorąc pod uwagę skład, to raczej powinna pomóc w walce z ich tłuszczeniem się ;)
      jest lekka, nawet kiedy bardzo, bardzo dużo tego napsikam, to nigdy smalec się nie robi - a przy olejach zdarzało się to nawet przy niedużej ilości nałożonej ;)

      Usuń
    2. To może się odważę (spróbować). Bo ja wobec odżywek jestem bardzo bardzo nieufna. Ale skoro Ty polecasz... :D

      Usuń
  3. Znam szampony z tej serii, bardzo je lubię, moja córka jeszcze bardziej:)
    A odżywki nie "próbowałam", pora to nadrobić:))

    OdpowiedzUsuń
  4. używałam do loków, nieco pomógł po farbowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Naprawdę wyczerpująca recenzja, narobiła mi ochoty na zakup i wypróbowanie tego specyfiku na moich włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam wiele dobrego o tej serii, ja muszę spróbować na wypadanie włosów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Używam (chyba) nowości od Yves Rocher - szamponu przeciw wypadaniu. Cuda zdziałał, o połowę mniej włosów wypada!

      Usuń
    2. nie miałam nigdy żadnego szamponu z Yves Rocher, ale bardzo, bardzo dobrze wspominam octową płukankę z malin!
      jak to ładnie łuski domykało!
      tylko mało wydajne było. bardzo mało wydajne.

      Usuń
  7. Ja używam olejków do włosów właśnie z Green…też polecam bo włosy są po nich super miękkie i lśniące !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. widziałam te olejki, ale nie przyglądałam się składowi.
      chyba póki co zużyję do końca moją butlę arganowego, potem będę kombinować :D

      Usuń
  8. Aaaaaaa te to nawet ja znam mimo ze dostępność zerowa. Pamiętam, ze lubiłam.....

    OdpowiedzUsuń
  9. Napracowałaś się kobieto! Cieszę się że działa tak dobrze na włosy jednak ja myję włosy codziennie rano przed pracą i jakoś nie widzę możliwości jego stosowania u mnie. A szkoda!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie producent nigdzie nie napisał, że nie można ich po spryskaniu tym cudem suszyć - to ja wykoncypowałam, że tak będzie lepiej, bo mniej się przesuszać będą ;)
      myślę, że mogłabyś zaryzykować ;)

      Usuń
  10. Świetna recenzja. Niezwykle wyczerpujaca temat. Chyba się skuszę, bo moje włosy potrzebują ostatnio wsparcia po rozjaśnianiu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo!
      zawsze się staram, aby moje recenzje były rzetelne!

      rumianek jest idealny do włosów rozjaśnianych - myślę, ze warto spróbować ;)

      Usuń
  11. brzmi ciekawie, też wolę gotowce, nie mam czasu na własne napary, nalewki itd...

    OdpowiedzUsuń
  12. Polecam Ci również szampony z tej serii są bardzo dobre :)
    Co do eliksiru to już od dawna zastanawiałam się nad jego zakupem, ale do końca nie byłam pewna czy to nie czasem kolejny "bubel"
    Dzięki twojej recenzji już wiem że warto :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam balsam do włosów z tej serii i jestem nim zachwycona (choć na początku dość nieufnie do niego podchodziłam;), nad tym specyfikiem się zastanawiałam i pewnie wypróbuję niebawem:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Lily! Bardziej tematu chyba wyczerpać nie mogłaś! :D Jeszcze chyba nigdy nie widziałam tak dogłębnej analizy produktu! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, nieprawda, jest kilka dobrych blogów, gdzie dziewczyny też opisują wszystko tak, jak moim zdaniem opisywać należy ;P

      no bo bez jaj - jeśli wychodzimy z założenia, że komuś to się ma przydać, to na co komu kilka enigmatycznych słów?

      to, to na Wizażu można wyczytać...

      Usuń
  15. Chyba skuszę się na tą odżywkę, chociaż nie lubię eksperymentować i zazwyczaj wierzę wyłącznie mojej zaufanej od lat dwudziestu kilku fryzjerce. Ale właściwie temat odżywki wyczerpałaś do cna, chyba nic więcej powiedzieć o niej by sie nie dało :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Niestety nie znam żadnych kosmetyków tej firmy, więc moja wypowiedź raczej niewiele tutaj wniesie. Ale jak kiedyś wypróbuję to dam znać! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ten eliksir do włosów używałam, ale nie byłam zadowolona, za to polubiła go moja córka, szkoda że tylko na chwilę, bo początkowo była zachwycona, a po paru myciach stwierdziła, że jej wcale nie służy ;(

    OdpowiedzUsuń
  18. nie znam tego produktu osobiście. Jak wypróbuje to się wypowiem na jego temat :)
    Pozdrawiam serdecznie
    Zocha

    OdpowiedzUsuń
  19. Uprzedziłaś mnie! Chciałam dodać recenzję szamonu i odżywki z tej firmy:P ale zabieram się do tego jk pies do jeża.. Też jestem z tych produktów zadowolona, żadne Gliss Kur'y ani ine L'oreale nie odżywiły mi tak włosów co te małe cuda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale przecież możesz dodać swoją ;P
      im więcej opinii o kosmetykach różnych w Internecie, tym więcej wskazówek dla potencjalnie zainteresowanych nimi.
      no wiesz, zawsze lepiej z kilku źródeł czegoś się o produkcie dowiedzieć - łatwiej wtedy podjąć decyzję, czy warto kupić, czy nie ;)

      Gliss Kur to sama chemia.
      obojętnie który produkt.

      ale to moje zdanie.

      no i cena - z kosmosu...

      Usuń
  20. Wow! Powiem szczerze, że jeszcze nigdy nie przeczytałam tak szczegółowej, rzetelnej i przejrzystej recenzji. Będę zaglądać tu częściej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zapraszam, Estero :)

      P.S. cieszę się, że recenzja uznana została za dobrą :) taki jest mój cel - pisać rzetelnie, po coś, dla kogoś!

      Usuń
  21. Mnie ostatnio całkiem fajnie zregenerowało włosy serum z garniera na zniszczone końcówki :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ciekawa recenzja :) Właśnie czegoś takiego potrzebuję, zobaczymy jak się sprawdzi na moich włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Mar dawno nie czytalam tak dobrej i rzetelnej recenzji :D ja potrzebuje cos po czym zaczna mi wlosy rosnac jak szalone bo jakos ich coraz mnie na tej mojej glowie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz śliczne włosy, Agata!

      Usuń
    2. Agata, nie przejmuj się, niedługo razem będziemy w perukach hassać :D hahaha

      Usuń
    3. Kochana Mar ja je tak ladnie modeluje hihi

      wiesz Daria zacytuje Ci nasz ostatni dialog z Peta:
      ja: Myniu niedlugo bede lyska, wszytskie wlosy mi wypadna, patrz jakie mam przeswity
      Peta: nie martw sie Dziubek, najwyzej kupimy Ci peruk
      ja: naprawde? wow ale jetes kochany.. <3
      peta: albo 3 perulki, blond czarna i ruda - bede mial codziennie inna kobiete w lozku

      kurtyna

      Usuń
  24. ale wnikliwa recenzja! :) ja jeszcze nie miałam okazji używać kosmetyków tej marki

    OdpowiedzUsuń
  25. Nie używałam, chociaż od jakiegoś czasu kuszą mnie produkty tej firmy. :-)
    Pozdrawiam i obserwuję. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. daj się skusić ;) nawet jeśli Ci nie podpasują, to zbyt wiele nie stracisz ;)

      dziękuję i zapraszam częściej :)!

      Usuń
  26. Jaka dokladna recenzja! Wlasnie takie lubie..wiem wszystko o produkcie:)
    Pozdrawiam
    Jolahogg.com

    OdpowiedzUsuń
  27. Kiedyś próbowałam kosmetyków z tej firmy, ale kompletnie się u mnie nie sprawdziły, pamiętam że miałam szampon i jakieś oleje, ale nie widziałaś jakiegoś szczególnego działania :) Może z tym eliksirem byłoby inaczej, nie wiem. Świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co pamiętam (bo skład podczytałam kiedyś), to oleje GP z olejami do włosów mają tyle wspólnego, że na półce obok nich w sklepie stoją ;P
      Ich zakup się, moim zdaniem, totalnie nie opłaca - dołoży się raptem kilka (dosłownie) złotych i ma człowiek małe opakowanie prawdziwego, czystego oleju jakiegoś...

      Usuń
  28. Chyba skuszę się na zakup tej odżywki, właśnie czegoś takiego szukałam :)

    http://lensooon.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  29. O widzisz, pokończyły mi się Alterry i Babydream, więc muszę się wybrać na kosmetyczne zakupy, więc do koszyka wrzucę też ten eliksir. Mam bodajże olejek paprykowy czy cuś z tej firmy, ale użyłam z dwa razy i jakoś nie wróciłam, nawet nie pamiętam dlaczego.

    OdpowiedzUsuń
  30. hmm.. brzmi ciekawie, moje włosy właśnie są trochę podniszczone przez traktowanie je ciepłem :C

    www.kkaasia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mówię - pryskać tym na noc, przestać suszyć i będzie lepiej, serio ;)
      Ale najpierw podetnij to, co podniszczone!

      Usuń
  31. Lubię kosmetyki tej marki, ale eliksiru jeszcze nigdy nie stosowałam. Przy najbliższej wizycie w Rossmannie poszukam go :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wyjątkiem żelu do mycia twarzy (no i miceli, ale ja takich rzeczy nie używam) reszta ma moim zdaniem średnie składy, więc jeśli jakoś tam Ci podpasowała, to tym bardziej do kupna eliksiru zachęcam, bo tu serio jest się czego spodziewać ;)

      Usuń
  32. Miałam ten szampon i faktycznie jest dość dobry patrzac na jego cene...przede wszystkim dobrze myje wlosy i ich nie obciaza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ej, ale tu jest odżywka w sprayu, a nie szampon ;P

      Usuń
  33. W TAKIM RAZIE I JA MUSZĘ WYPRÓBOWAĆ!
    Pozdrawiam:*
    Ola z Fashiondoll.pl

    OdpowiedzUsuń
  34. jak z włosami nie mam problemu, tak paznokcie to jakaś tragedia….łamiące, kruche i rozdwajające się na każdym kroku….stosuję teraz vitrum paznokcie, mam nadzieję, że pomoże, bo nie chcę traktować ich kolejnymi eveline'ami, w których jest pełno formaldehydu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a regenerum próbowałaś?
      albo wmasowywać w nie olej arganowy?

      ja też mam dość słabe paznokcie, ale nigdy ich nie zapuszczam i zawsze są krótkie, więc u mnie to raczej się na nic nie przekłada - nie mam szans na denerwowanie się ich słabością ;P

      Usuń
  35. Jak tylko będę przechodzić do roska to muszę wstąpić po to cudo. Jedna z niewielu wcierek, która jest na bazie wody, a nie alkoholu. Bo większość wcierek ma go na pierwszym miejscu i niby fajnie, bo ekstrakty dobrze z nim reagują, jednak moje włosy tego nie lubią. Podobnie jak Jantar na bazie wody, a Jantar dobrze mi służył tylko z dostępnością mam problem. Kto wie, może ta też będzie super :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odżywkę Jantar możesz zamówić za pośrednictwem portalu Dbam o Zdrowie do każdej apteki partnerskiej - właśnie sprawdziłam.
      W Twoim mieście jest na pewno minimum jedna apteka tej sieci :)
      tam kosztuje 12,37.

      nie dam sobie uciąć ręki, ale wydaje mi się też, że widziałam go w Naturze.

      Usuń
    2. z tym, że ojoj - właśnie patrzę na jantarowy skład i tam jest, owszem, więcej wyciągów z różnych fajnych rzeczy, ale silikon jest i sporo niefajnej chemii też :(

      Usuń
    3. Rzeczywiście, gdzieś tam daleko jest. Teraz dokładniej przewertowałam skład. Ale faktycznie Jantar u mnie się sprawdził mimo to :D Włosy mniej wypadały i były w lepszej kondycji. Chociaż nie wiem jak z nową wersją, bo słyszałam, że jest dużo gorsza. Poleciałam do roska po tą Twoją wcierkę i kupiłam złą. Tą wzmacniającą przeciw wypadaniu, a Twoja jest do łamliwych i zniszczonych. Tak to jest z zakupami na biegu. :( Ale pocieszam się, że może jest równie dobra. :D Następnym razem dokładniej zerknę, zanim wrzucę do koszyka. Mam nauczkę.

      Usuń
    4. weź się nie przejmuj, one się dwoma ziołami różnią pewnie i niczym więcej - baza ta sama ;)

      Usuń
  36. zachęcające recenzje :) na pewno wypróbuje!

    OdpowiedzUsuń
  37. Ja teraz to się chyba wszystkie chwytam do poprawy stanu włosów, wypadają mi, łamią się i nie rosną, zapewne mszczą się za lata katowania ich prostownicą :/ teraz jestem na etapie picia pokrzywy i nie chcę zapeszać, ale widzę poprawę :D tego opisywanego przez Ciebie specyfiku jeszcze nie używałam ale widziałam go ostatnio w Rossmanie, może mi pomoże na mocne 6 :) hehe
    OOo tak,a fizykę to zawsze uwielbiam, pewnie do usranej śmierci bym ją zaliczała :P hahaha także powodzenia Mar, nie zawiedź mnie :D
    buziaki :*
    chcę wygląd !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak Ci kopa sprzedam za to "nie zawiedź mnie", to aż tu, do łódzkiego, przyfruniesz ;P
      zdecyduj się - raz piszesz, że recenzję byś przeczytała, a raz się wyglądu domagasz, jak górnicy piętnastek ;P

      w tym tygodniu będzie kolejna recenzja, Lechu we Frankfurcie.
      Jak wróci, to może w weekend coś cykniem ;)

      buziakuję :*

      Usuń
    2. Noooo taka piętnastka, to zdecydowanie podreperowałaby mój teraźniejszy budżet :D

      Usuń
  38. Nie dalej niż jakieś 4 dni temu wlaśnie będąc w Rossmanie przyglądałam się tego produktowi , ale stwierdziłam,że sprawę przemyśle ,teraz jestem pewna ,ze warto spróbować ;)

    Buziaki

    xo xo xo xo xo

    OdpowiedzUsuń
  39. Jak na tę cenę, to mnie przekonuje :)

    OdpowiedzUsuń
  40. chyba się na niego skusze skoro polecasz :D :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i kurde myślałam że już obserwuję Twój blog a jednak się okazało że nie, nie wiem jak to w ogóle możliwę xD także już dodaję ;*

      Usuń
  41. Niesamowicie podoba mi się jak podeszłaś do opisania składu. Wiadomo co do czego i czy szkodliwe. Bez powtarzania utartych frazesów na temat pewnych składników, co często zdarza się w internetowym świecie recenzji. Brawo!

    PS. Sweterek tylko na zdjęciach wygląda jakby był limonkowy :) W rzeczywistości ma większe zadatki na musztardę.

    OdpowiedzUsuń
  42. nie znam produktu :) ale może się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Po Twojej recenzji mam ochotę na nowo wyciągnąć go z szafki ;) wcześniej nie zrobił na mnie wrażenia, ale z drugiej strony nie byłam zbyt systematyczna w jego używaniu ;)
    Co do samej marki to fakt, trochę ta ich green-filozofia jest naciągana, ale pianki do mycia czy masła do ciała sprawdzają się u mnie całkiem nieźle :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. byłam dziś w Rossmannie i z ciekawości porównałam skład wcierki i odżywki Radical ze składem tego eliksiru - moje porównywanie skończyło się po pięciu sekundach, jak zobaczyłam, że Radical ma w składzie najgorszy z możliwych alkoholi :> no i przyjrzałam się GP'owym olejkom - cofam moje wszystkie złe na ich temat, pochopnie wypowiedziane słowa: ten skład jest bardzo, bardzo fajny!
      ja nie potrzebuję kolejnego olejku do włosów, ale jeśli komuś, coś - to też śmiało może po nie ruszać.

      Także - stosunkowo mniej naciągana niż ideologia dorabiana do pewnych produktów nazywanych przez niektórych kultowymi, a mającymi z porządnymi kosmetykami mniej więcej tyle wspólnego, ile ma krem Nivea Classic :>

      Usuń
  44. Świetna, bardzo dokładna recenzja - trzeba sięgnąć po ten eliksir :)

    OdpowiedzUsuń
  45. Ciekawy produkt! I bardzo konkretna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  46. Z chęcią wypróbowałabym go na swoich włosach :)

    OdpowiedzUsuń
  47. Ziołowe odżywki bardzo lubię. Fajnie że, jak piszesz, zapach utrzymuje się dobę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli nie nałożysz rano na włosy żadnego innego kosmetyku, to spokojnie ;)

      Usuń
  48. Moje włosy też potrzebują pomocy, więc chętnie się skuszę i wypróbuję :)
    Świetna recenzja.

    OdpowiedzUsuń
  49. Gdzies ty kobieto zniknęła ? :) wracaj tu z nowym postem bo czekam

    OdpowiedzUsuń
  50. chętnie wypróbuję, ale dopiero za jakieś kilka miesięcy, bo dopiero co kupiłam zapas kosmetyków z Kallos, które również Ci polecam!:)

    OdpowiedzUsuń
  51. Powodzenia w zaliczeniu! Ciekawy produkt :)

    OdpowiedzUsuń
  52. Mar świetna recenzja, czytanie składów to się ceni! :) Osobiście lubię firmę green pharmacy - używałam z niej olejek łopianowy z czerwoną papryką i naprawdę przynosił świetne efekty. Masz dużo racji, to co sprawdzi się u nas, niekoniecznie będzie miało pozytywne działanie u innych. Mam koleżankę, która omija tę firmę szerokim łukiem, bo dostawała od ich kosmetyków silny łupież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tym czytaniem składów to jest tak, że warto wiedzieć co jest szkodliwe i czego lepiej unikać (bo nawet jak nie zaszkodzi, to nie pomoże w żaden sposób - a przede wszystkim nie jest warto wydawać dużych sum na kosmetyki, które z nazwy i informacji na opakowaniu mają nam coś zapewnić, a ze składu wynika, że oprócz uszczuplenia stanu konta nic innego zdziałać w stanie nie są), ale nie można też wpadać w panikę na widok niektórych "modnie" piętnowanych składników ;)

      dlatego lubię, kiedy biorą się za to osoby mające jako takie na temat podstaw chemii i biologii pojęcie.
      sama też zawsze upewniam się, że dobrze coś rozumiem - żeby nikogo nie wprowadzić w błąd i nie nastraszyć niepotrzebnie czymś, co krzywdy nie zrobi.

      nie wiem w sumie, czy w składzie tego produktu jest coś, co mogłoby łupież wywołać - raczej tu są same rzeczy łupieżowi przeciwdziałające ;P

      jeśli koleżanka miała balsam do włosów ichni albo szampon, to może: a) balsam nałożyła na skórę głowy (oni mają chyba balsamy do włosów bez spłukiwania), b) szampon źle spłukała ;)

      składy ich innych (poza olejkami, na przykład tym o którym Ty wspomniałaś w swoim komentarzu) produktów do włosów rewelacyjne nie są, ale nie jest to jakaś niskopółkowa, czysta chemia - wątpię, aby aż tak ją podrażniły ;P

      zatem - na złe użycie stawiam w tym przypadku ;p

      w ogóle wiele reakcji uczuleniowych wynika zwykle z tego, że kobiety używają kosmetyków nie tak jak powinny albo wybierają preparaty nie dla swoich skór ;P

      Usuń
    2. Ona jest uczulona na wiele rzeczy więc w takim przypadku o reakcje alergiczną nietrudno :) Ten eliksir sobie chętnie kupię!

      Usuń
    3. poleć koleżance, żeby próbowała do pielęgnacji włosów i skóry głowy produktów dermo - teraz jest olbrzymi wybór tych kosmetyków, niech się przejdzie do jakiejś apteki, w której dermokonsultantki urzędują (superpharm - na przykład), niech jej doradzą jakiś taki porządny naprawdę szampon.

      tylko bez SLSu - taki prawdziwy "dermo", wiesz.. ;P

      Usuń
  53. Koniecznie muszę wypróbować! Świetna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Super blog . perfekto <3
    Obserwacja za obserwacje na blogu ? Zacznij kochana a napewno sie odwdzięczę tylko poinformuj <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no jasne, lecę - bo mało mam rzeczy na głowie innych ^^'

      Usuń
  55. Nie przepadam za tą firmą ,ale może kiedyś wypróbuję :) Pozdrawiam i zapraszam do siebie, buziaki! ♥

    OdpowiedzUsuń
  56. omg Mar!!!! Takiej recenzji to ja jeszcze nie czytałam :) Jeśli każda Twoja recenzja będzie taka rzetelna, to ja już nie potrzebuję żadnych innych :D I jak tak to poczytałam to stwierdzam ze śmiałością, że ten egzamin na pewno zdasz, bo Ty po prostu jesteś tak rzetelna, że nie ma innej opcji, na pewno wszystko masz do perfekcji przygotowane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. moje recenzje zwykle tak wyglądają - w prawym panelu jest podział postów, kosmetyczne są pod jednym linkiem, możesz kiedyś zajrzeć i poczytać inne ;)

      rzetelna, to jest chyba dobre słowo - bo pracowita to nie jestem, ale jak już się za coś zabieram, to nie lubię lipy robić, lubię robić wszystko co muszę albo chcę... porządnie ;P

      Usuń
  57. Eliksiru nie miałam. le po przeczytaniu opinii zaciekawiłaś mnie. Szukam czegoś dobrego na włosy łamliwe i zniszczone (chciało się pofarbować na czarny mając blond włosy i potem zejśc z koloru:P). Myślę,że jak skończę moje specyfiki, które powoli doprowadzają moje włosy do ładu to wypróbuję i ten eliksir. Byle pomógł! Nie wiem czy już po egzaminie, al powodzenia kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już po ;P
      jeszcze rozliczyć praktyki i sesja z głowy!

      moim zdaniem ten eliksir może Ci pomóc - jeśli będziesz go regularnie, po każdym myciu używać :)
      spróbuj, grosze to są, nawet jeśli nie pomoże jakoś spektakularnie, to na pewno nie zaszkodzi!

      Usuń
  58. Ale recenzja, matko! Nie slyszalam o tej marce, ale poszukam jej u siebie i jesli tylko znajde to na pewno wyprobuje, bo wlasnie jestem na etapie eksperymentowania z tego typu kosmetykami. dziekuje kochana za rzetelny wpis!

    OdpowiedzUsuń
  59. Ja używam spray i szampon z Farmony i jestem bardzo zadowolona:) dodatkowo zażywałam tabletki o których pisałam tutaj: http://www.vixenfashion.pl/2014/11/biotebal-tabletki-na-wlosy.html i jestem zadowolona z rezultatów-polecam dla osób, które borykają się z wypadaniem i zniszczonymi włosami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. biotebal jest bardzo, bardzo dobrym produktem!

      Usuń
  60. Nie stosowałam tej odżywki ;/ :) Używam odżywki z garniera i jestem zadowolona także na razie nie planuję jej zmieniać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. każdemu według jego potrzeb :)
      ja też nie zmieniam kosmetyków, jeśli te których używam mi pasują :)

      Usuń
  61. Bardzo dobra, dokładna, wyczerpująca recenzja. Ciekawe produkty!

    OdpowiedzUsuń
  62. Bardzo lubię tę markę! Dzięki za szczegółową recenzje :)

    OdpowiedzUsuń
  63. Jeszcze nigdy nie czytałam tak długiej recenzji ;) Czy dobrze zrozumiałam, że trzeba się kłaść z mokrą głową?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, nie wiem czy trzeba, ale suszenie zdecydowanie osłabia i niszczy włosy, wtedy gdy wypowiedziałam wojnę mojemi kołtunowi postanowiłam wyeliminować suszarkę.
      Myłam więc włosy, pryskałam, wcierałam, motałam mój satynowy turban na nich i szłam spać ;)
      Myślę, że unikanie suszenia robi włosom dobrze.
      I tak katuję je prostownicą, po co je dodatkowo osłabiać jeszcze...

      Usuń
  64. Naprawdę wnikliwie opisałaś :) jestem skłonna się skusić :)

    OdpowiedzUsuń
  65. wow to chyba naprawdę jakiś eliksir dający cudowne efekty, chyba i ja powinnam zacząć go stosować :)

    OdpowiedzUsuń
  66. Miałam ten eliksir-u mnie cudów nie zdziałał:P

    OdpowiedzUsuń
  67. i oto mamy prawdziwą recenzję , czapki z głów dziewczyny ! Faktycznie buteleczka jest trochę staroświecka i chyba nie o ten efekt chodziło , ale przekonałaś mnie , nie mam większych problemów z włosami nie farbuję od dwóch lat nie prostuję raz w życiu mi się zdarzyło za namową koleżanki (choć nie było czego prostować) , końcówki podcinam jak mi mama wytknie palcami :) ale chętnie kupię eliksir , dla miękkich i lśniących włosów , od jakiegoś czasu mam problem z częstym przetłuszczaniem ale to może wina szamponu , moje włosy upominają się o codzienne mycie a zazwyczaj mogłam myć co dwa dni , chętnie wypróbuję , z czystej ciekawości :) super wpis Mar ! :)

    OdpowiedzUsuń
  68. To się nazywa wyczerpująca recenzja! Czuję się w obowiązku nabyć ten produkt :)

    OdpowiedzUsuń
  69. Przesuszone może nie ale łamliwe to mam bardzo! I właśnie bardzo lubię jak mi się zapach utrzymuje na włosach, czuję wtedy że są świeże ;)) Świetna recenzja, chętnie przetestuję tą odżywkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  70. Super, że ta książka odmieniła Twoje życie. Szczęście zawsze znajdzie dobrych ludzi, a co do butiku, w którym wcześniej pracowałaś to bez komentarza. Niestety coraz częściej znajdują się tacy prywaciarze-cwaniacy, dla których my szaraki mamy zbierać kokosy z najwyższych palm i nie obchodzi ich to, że możemy się po drodze zabić.
    Co do recenzji to wow, postarałaś się :)

    OdpowiedzUsuń
  71. podziwiam Cię bardzo za chęci do tak sumiennego prowadzenia bloga:)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.