piątek, 30 stycznia 2015

Kosmetyczne recenzje Mar: nie taka "chemia" straszna, jak ją malują - Green Pharmacy Face Care, Delikatny żel do mycia twarzy dla mieszanej i tłustej skóry

Trochę mnie nie było, co?


Ale ostrzegałam, mówiłam, zapowiadałam.


Tak, sesja - na szczęście ten koszmar już za mną.


No dobra - nie do końca, bo jeszcze zostało mi rozliczenie praktyk do ogarnięcia, jednakże pracuję nad tym (jak widać ;P), zamierzam wkrótce się z tym uporać!


Nie tylko sesja mi się przydarzyła w trakcie tych wszystkich dni mojego tu niebytu - znalazłam nową pracę, a właściwie sama mnie ona znalazła ;)

Zrządzenie losu, głupi ma zawsze szczęście - ot, kupiłam na Allegro książkę, pojechałam ją odebrać, z właścicielem antykwariatu pogadałam trochę o literaturze i w pewnym momencie zostałam zapytaną, czy nie przyda mi się czasem parę groszy ;)

Nawet nie wiecie, jak się cieszę - już się bałam, że znowu będę musiała dorabiać do mego budżetu studenta w pełnej rozwrzeszczanych feszyn wiktim sieciówce albo innym szykownym tylko z pozoru butiku prowadzonym przez jakiegoś Mirka (nie daj Boże - Mirka w wydaniu damskim, ughhh.... <wzdryga się>... to już przerabiałam, wrażeń mi na całe życie wystarczy), Typowego Przedsiębiorcę, co to drogich ubrań nazwozi, butik w dupie miasta rozlokuje a potem będzie miał do mnie pretensje, że pięć osób dziennie do sklepu zagląda (kiedy na promocję wydał dwadzieścia złotych na fejsbuku - no dobra, jeszcze pięć kaw kolegom i koleżankom z branży w modnej kawiarni postawił, licząc potem na wspólne na tymże samym portalu tagowanie zdjęcia kawy te przedstawiającego:> - uznając, że przecież jakoś to ruszy, jakoś to się rozkręci, po co dać więcej, na to dotacji z Unii nie było!) i na dodatek niczego kupić nie chce, bo szwy się prują już na wieszaku, a ceny ubrań do zarobków mieszkanek miasta mało adekwatne są.
O, i żeby tylko - kamerę mi nad głową założy, patrząc, czy kiedy nikogo nie ma nie drapię się czasem po tyłku, zamiast stać na baczność z uśmiechem Kota z Cheshire i wypatrywać jakiejś ofiary, której może jednak uda się coś "wcisnąć" (wcisnąć, za wszelką cenę - nawet jeśli potem miałaby owa ofiara wrócić i się awanturować, że szmatę dostała... a niech się awanturuje, zwrotów nie przyjmujemy).
I czy makijaż na pewno mam pełen, a ciuchy na sobie "drogie" odpowiednio.
Żebym wstydu czasem nie przyniosła.

A za to wszystko dostałabym tysiąc złotych, na umowie o dzieło.

Dobra, tak naprawdę czterysta - reszta pod stołem, bo po co odprowadzać składki, emerytura jest dla słabych, a podatki dla frajerów.

To już lepsza ta sieciówka - z umową o pracę, godzinami od - do i brakiem konieczności martwienia się o to, czy Mirek aby na pewno o czymś nie zapomniał i czy nie powinnam czegoś zrobić za niego.
Najlepiej - po godzinach :>

Tak, bardzo dobrze, że kupiłam tę książkę, to była jedna z lepszych decyzji, jakie w życiu podjęłam :>

Co do innych "ciekawostek" i nowinek z marowego świata - udało nam się w miniony weekend popełnić wraz z Moim Osobistym Fotografem "ciuchowe" zdjęcia!
Więc już niedługo znowu będziecie mieć możliwość oglądania tu postów szafiarskich ;)
Ta ubiegłoniedzielna sesja wyszła bardzo zimowa - bo śnieg sypał bardzo, zimno było też... ale czego się nie robi dla bloga ;)
Raz w życiu można się poświęcić ;P

Poza tym ciuchowe nowości - w czasie wyprzedaży do domu przytachane - czekają na obfotografowanie!

Także - jeszcze trochę, jeszcze kilka dni!

Dacie radę ;P

Ale już nie ględzę, przechodzę do meritum - do recenzji kolejnego produktu od Green Pharmacy.

-------------------------------------------------------------------------------------

Green Pharmacy - Face Care
Delikatny żel do mycia twarzy dla mieszanej i tłustej skóry

jest jednym z tych kosmetyków, które wzięłam z półki w ciemno.

Ot, zainteresowana "porządnością" eliksiru postanowiłam wypróbować jakiś inny kosmetyk tej marki.
Wtedy - gdy zakiełkowała we mnie potrzeba przeprowadzenia takiego "testu" - potrzebowałam właśnie żelu do mycia twarzy.

Jak wiedzą ci i te, którzy i które mnie znają albo po prostu pamiętają moje recenzje kosmetyków do oczyszczania i pielęgnacji skóry twarzy przeznaczonych - jestem posiadaczką cery ze skłonnością do tłuszczenia się i wyprysków.

Specjalnie nie piszę "tłustej" i "trądzikowej", bo ta moja cera to jest tak nienormalna, jak i ja - nie do końca wiadomo, o co jej właściwie chodzi.
Policzki i czoło zwykle są suche albo całkiem w porządku, a broda i okolica szczęk potrafią wyglądać tragicznie.

Czasy walczenia z tym faktem za wszelką cenę i wszelkie pieniądze mam już ze sobą - dziś pojedyncze, bolesne krosty zaleczam benzoilem z klindamycyną, od czasu do czasu odwiedzam kosmetyczkę - która czymś ten mój pysk złuszcza albo zakwasowuje - a w pozostałe roku dni jakoś tam sobie ja i moja twarz żyjemy.

Raz lepiej, raz gorzej.


Jeśli chodzi o preparaty myjące, to staram się unikać SLSu w nich, bo wiem, że moja cera zazwyczaj go nie lubi - bardzo łatwo się wysusza, suche miejsca lubią być po kontakcie z nim suche jeszcze bardziej.

Ten żel ma w składzie SLS - postanowiłam jednak nie skreślać go z tego powodu, miałam w planach odstawienie preparatu, jeśli tylko zobaczę pierwsze przesuszenia oznaki.

(A właściwie to było tak, że przypomniałam sobie, iż zdarzyło mi się kilka razy skusić na produkt niby w stu procentach naturalny, a jednak skóra i tak mi się wysuszyła - więc może by tak zaryzykować?

W końcu - raz się żyje, twarz nie szklanka, zapas maści witaminowej od dermatologa stoi sobie w łazience i jest w pogotowiu, a cena tego żelu to nie majątek... co szkodzi spróbować?)

To, że ta recenzja tu się pojawia powinno wiernym czytelniczkom mych recenzji kosmetycznych podsunąć myśl, że nie było tak źle - bo zwykle jeśli o jakimś kosmetyku na blogu donoszę, to jest on jednym z tych, które w jakiś sposób się w moje łaski wkupiły.

Bingo, dobry trop ;)

Okazało się, że żel jest dość łagodny, można z nim współpracować dłuższy czas i spustoszenia nie sieje.
Mało tego - po zużyciu czterech już jego opakowań bliska jestem sądu, że nie ustępuje on pod względem jakości wielu żelom/emulsjom/płynom do mycia twarzy sprzedawanym w aptekach i drogeriach jako super-hiper-ekstra profesjonalne kosmetyki i  kosztującym sporo.
Nie oznacza to, że nie dostrzegam żadnych jego słabych stron.

Dostrzegam - kilka ich ma.
Mam nadzieję, że uda mi się wypunktować je tak dobrze, jak jego mocne strony ;)

Całość opinii dzielę jednak na kilka "rubryk", tak jak mam to w zwyczaju ;)


Cena i dostępność:

Żel kosztuje około siedmiu złotych.
W drogeriach sieci Natura zapłacicie za niego pięć złotych z groszami, w osiedlowej aptece - średnio dwa, trzy złote więcej.

O tyle, o ile Natury nie są w każdym mieście (ta sieć nie jest tak ekspansywna jak Rossmann), to jeśli chodzi o apteki nie powinnyście mieć większych kłopotów z dostaniem go w nich.
Albo - z zamówieniem.

Nie ma go w Rossmannie - wygląda na to, że Rossmann bardzo wybiórczo podszedł do dystrybucji produktów Green Pharmacy i "zainwestował" jedynie w obrót włosową częscią ichniego asortymentu ;)

Pojemność/rodzaj opakowania/komfort korzystania z opakowania:

270 ml.

Opakowanie to plastikowa, lekko zaokrąglona, pękata "buteleczka" z pompką.
Podobnie jak w wypadku eliksiru do włosów stylizowana na "stare", "stylowe" , szklane pojemniki lekarstw/kosmetyków.

I moim zdaniem tak samo tandetne ;P

Pompka też jest plastikowa.
Solidna, ale upierdliwa - pierwsze otworzenie żelu (przekręcenie tej blokady w pompce) zajmuje trochę czasu ;P
Każde ponowne zablokowanie pompki jest podobnie problematyczne, bo żeby to zrobić, to pompkę trzeba nacisnąć.
Rozlewając żel dookoła.

Pompkę można odkręcić - wylewając żel na rękę, bez dozowania go za jej pośrednictwem.

I całe szczęście...

Stosunek ceny do pojemności:

Bardzo w porządku

Zapach/Konsystencja/Komfort stosowania/Kompletność oczyszczania przy stosowaniu do zmywania makijażu:

Żel pachnie delikatnie, nieco kwiatowo.

W kwestii konsystencji bliżej mu do wodnistości niż do galaretki - jednak nie jest ani typowo lejący się ani galaretowaty.
Takie pół na pół.

Jeśli dołożymy do tego fakt, że średnio się pieni - co dla mnie nigdy nie było zaletą, bo jak kosmetyk się nie pieni, to mogę go nabierać i nabierać i ciągle będę miała wrażenie, że wzięłam go za mało, by umyć twarz/ciało/włosy - to mamy trochę kłopotu z rozprowadzeniem go na skórze.

I ze spłukaniem!

Podobnie jak w recenzowanej  przeze mnie w wakacje emulsji Bielendy spłukiwanie żelu Green Pharmacy z twarzy nastręcza nieco problemow.

Jeśli kosmetyk się pieni, to po wmasowaniu w skórę robi się "lżejszy", szybko więc - wraz z wodą - można się go pozbyć.
Żel Green Pharmacy oblepia skórę i włosy tuż u ich nasady (ja bardzo rzadko związuję włosy w czasie kąpieli/mycia twarzy - z lenistwa, nie chce mi się szukać frotki).
Ponieważ ja nigdy nie zmywam makijażu żadnym micelem ani tonikiem, to kiedy myję twarz chcę się przede wszystkim pozbyć z niej podkładu - oczy maluję zawsze dość lekko.
Usuwanie podkładu = zmywanie tak twarzy, jak i szyi.
Żel dostaje się przy takiej operacji aż na kark i uszy.

Wypłukać go potem z tych uszu... horror.
Pięciu litrów wody prawie potrzeba, żeby całkowicie się go pozbyć.

Jednak - oczyszcza dobrze.
A nawet bardzo dobrze.
Nie trzeba twarzy trzeć, nie trzeba potem poprawiać tego oczyszczania żadnym płynem do demakijażu - bardzo ładnie radzi sobie tak z wszelkimi kosmetykami, jak i z sebum.

Twarz jest czysta, całkowicie.

Ale - trochę ściągnięta.
Jeśli od razu po myciu nałoży się na skórę krem - uczucie ściągnięcia mija.
Jeśli się tego nie zrobi - także mija, ale po o wiele dłuższej chwili

Skład:


Skład jest jedną ze słabszych stron tego żelu.

Mamy tu bardzo niewiele jak na kosmetyk z linii produktów zachwalanych jako "naturalne" substancji aktywnych pochodzenia roślinnego.

Hydrolyzed Wheat Gluten - hydrolizat protein pszenicy

Ma utrzymywać  wodę w naskórku, nawilżać go, zmiękczać i wygładzać.
Stosowany w preparatach myjących w celu ograniczenia drażniącego działania substancji powierzchniowo czynnych.

UWAGA!
TO CENNA INFORMACJA DLA TYCH Z WAS, KTÓRE MAJĄ ALERGIĘ NA GLUTEN - TAKĄ PRAWDZIWĄ CELIAKIĘ, WIECIE - ALBO PODDAŁY SIĘ MODZIE NA LAJFSTAJL BEZGLUTENOWY.
JEŚLI WYKLUCZACIE ZE SWOJEGO JEDZENIA I KOSMETYKÓW PRODUKTY Z GLUTENEM, TO NIE JEST TO PREPARAT DLA WAS.

Camellia Sinensis Leaf Extract - wyciąg z liści zielonej herbaty

 Składnik bogaty we flawonoidy - chroni przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Stymuluje przepływ krwi, działa ściągająco i antybakteryjnie, usuwa toksyny, reguluje pracę gruczołów łojowych skóry, odblokowuje pory, przeciwdziała tworzeniu zaskórników.

Sporo tu za to składników powszechnie uznawanych za chemiczne, złe i niepotrzebne.

Czy rzeczywiście tak jest?

Lauryl Glucoside - poliglukozyd laurylowy

Emulgator, umożliwia powstanie emulsji, działa też łagodząco, niweluje drażniące działanie anionowych substancji powierzchniowo czynnych, jest środkiem myjącym.Pełni też rolę solubilizatora - umożliwia wprowadzanie do roztworu wodnego substancji nierozpuszczalnych lub trudno rozpuszczalnych w wodzie, choćby takich jak wyciągi roślinne.

Sodium Laureth Sulfate - nasz "ukochany" szkodnik, którego nikomu już nie trzeba przedstawiać :>

Wiemy więc, że lauryl glucoside ma tu co neutralizować :>

Cocamidopropyl Betaine - kokamidopropylobetaina

Substancja myjąca, usuwa zanieczyszczenia z powierzchni skóry.
Jest dla niej łagodna.
Niweluje drażniące działanie takich składników, jak SLS.

Glycerin - gliceryna

Ułatwia substancjom aktywnym przenikanie w głąb skóry.
Dodatkowo - nawilża.
Zapobiega także zasychaniu resztek produktu na dozowniku, bo utrudnia krystalizację.
Działa też trochę konserwująco, ponieważ obniża aktywność wody.

Allantoin - alantoina

Substancja aktywna, występuje w korzeniach niektórych roślin (na przykład - fasoli), chociaż ta wykorzystywana w kosmetykach jest syntetyczna.
Działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga procesy regeneracji naskórka, stymuluje proces gojenia się ran.

PEG-7 glyceryl cocoate - niejonowa substancja powierzchniowo czynna

Brzmi strasznie, PEG-ów się każdy boi ;) a to zwykła substancja renatłuszczająca, odbudowuje barierę lipidową skóry, która w trakcie szkodniczenia takich cudeniek jak SLS może się uszkodzić ;)
Ponoć ma też poprawiać wygląd piany, ale słabo jej to chyba idzie, bo jak wspominałam - kosmetyk mało się pieni.
W kosmetykach spłukiwalnych PEG-7 jest zupełnie nieszkodliwy.

Sodium Chloride - chlorek sodu

Poprawia lepkość kosmetyku.

Panthenol - prowitamina B5

Działa przeciwzapalnie, nawilża i regeneruje naskórek.

Disodium EDTA - substancja pochodzenia syntetycznego mająca działanie konserwujące, chroniące kosmetyk przed zepsuciem.

Pisałam o niej szerzej przy okazji poprzedniej recenzji - ogółem: mogłoby jej nie być, ale raczej krzywdy nie uczyni.

DMDM-Hydantoin - pochodna formaldehydu.

Konserwant.
Ponoć nie wchłania się z powierzchni skóry, ale odradza się kobietom w ciąży i karmiącym piersią używania kosmetyków, które mają go w składzie.

Citric Acid - kwas cytrynowy.

Naturalny, bezpieczny konserwant.

Parfum - substancja zapachowa, niestety sztuczna.

Methylchloroisothiazolinone, Methylisothiazolinone - kolejne konserwanty.


No i co z tą chemią?


Ogółem - poza trzema ostatnimi składnikami, formaldehydem i Disodium EDTA nie ma tu jakiejś tragedii.
Aaaa, jeszcze SLS - cóż, uważam, że zastąpienie go jakimś łagodniejszym jego odpowiednikiem jest z punktu widzenia przemysłu kosmetycznego tak łatwe, że mogło się Green Pharmacy o to pokusić.

No, ale czy sześć takich dziadostw na szesnaście składników, to nie za dużo?

Po co tak wiele konserwantów w produkcie, do którego nie pcha się paluchów i który względnie szybko jest zużywany?

Czy to jest jeszcze taka ilość z jaką można się ułożyć bez wyrzutów sumienia, gdy jest się fanką produktów "naturalnych"?

Każdy i każda z czytających tę recenzję powinna sama odpowiedzieć sobie na te pytania.

Reszta składników chemicznych straszna jest tylko z pozoru - są to rzeczy pożyteczne, pożądane w kosmetyku, krzywdy nie zrobią.
Niektóre - mogą bardzo pomóc (alantoina, panthenol), chociaż zapewne są tu takie ich ilości, że małe na to szanse...

Ja jestem osobą dość wrażliwą na bardzo chemiczne świństwa w produktach do mycia twarzy.
Nie dostaję uczuleń, ale naprawdę łatwo się wysuszam.
W wypadku tego żelu nic takiego mi się nie przytrafiło.

Działanie - obietnice producenta, a rzeczywistość:

Producent obiecuje nam usuwanie zanieczyszczeń, matowienie skóry, łagodzenie podrażnień, pozostawianie uczucia świeżości i czystości.

Zużyłam cztery opakowania tego żelu.
Od października.

Używałam go z przerwami.

Całkowicie zgadzam się z tym, że świetnie oczyszcza.
Że genialnie odświeża - także.

Jednak nie zauważyłam jakiegoś wyjątkowego kojenia podrażnień - jeśli jakaś sucha skórka gdzieś tam się przytrafi, jeśli wyskoczy jakiś paskudny pryszcz albo drobne podrażnienie, to od samego umycia twarzy tym żelem... nie zniknie.

Nie ma cudów - ten produkt nie ma w składzie niczego, co mogłoby tak zadziałać.

Myślę jednak, że najważniejszą jego zaletą jest coś innego:

przy regularnym stosowaniu naprawdę zmniejsza ilość wytwarzanego sebum, wyprysków jest mniej.

ALE UWAGA!

Najmniej różnych przykrych niespodzianek w czasie stosowania tego żelu wyskakiwało mi na twarzy, gdy do  jej pielęgnacji włączyłam jeden drobny element - wycieranie twarzy  (po uprzednim jej umyciu) papierowym ręcznikiem.

Nie mam więc pewności, czy ta widoczna poprawa stanu skóry nie wiązała się z tym właśnie faktem, a nie z wyborem tego lub innego produktu do oczyszczania pyska.

W każdym razie - żel nie rozczarowuje.

Nie wysusza (tak, jak choćby żele Fitomedu - wychwalane pod niebiosa przez ortodoksyjne fanki kosmetyków naturalnych).
Nawet przy stosowaniu go dwa razy dziennie i przez długi czas - non stop.
Nie podrażnia oczu.

Wydajność:

Butelka żelu wystarcza na około miesiąc stosowania - przy używaniu produktu dwa razy dziennie.

Moim zdaniem to całkiem długi czas.
Emulsja Bielendy kończy się po dwóch tygodniach.

Dla kogo się nada? Komu nie będzie pasował?


Będzie dobry dla wszystkich Pań i Panów, które i którzy mają skórę tłustą, ze skłonnościami do sporadycznego pojawiania się na niej pojedynczych wykwitów zapalnych.
Powinien dać radę z odblokowywaniem porów.

Nie sprawdzi się raczej przy nasilonych zmianach trądzikowych.

Nie dlatego, że zaszkodzi - dlatego, że nie ma tu żadnych typowo przeciwtrądzikowych substancji.

To idealny kosmetyk dla osób mało wymagających - jeśli szukasz żelu do twarzy, który ma Ci ją po prostu oczyścić z makijażu, jeśli zależy Ci na tym, by taki kosmetyk nie wyrządził Ci zbyt wielu szkód (nie wysuszył), jeśli nie chce Ci się jechać do odległego o 50 km większego miasta żeby odwiedzić aptekę z typowymi dermokosmetykami - wybierz ten żel.

On nie ma składu gorszego od wielu kosmetyków, które dzięki dużym nakładom finansowym przeznaczonym na promocję weszły do aptek i są reklamowane jako "profesjonalne".

Zapewniam Cię - w tak chętnie polecanym przez dermatologów żelu pewnej marki, której nazwa zaczyna się na literę I., znajdziesz całą gamę o wiele bardziej drażniących składników.
A za jedno jego opakowanie zapłacisz dwa razy więcej - minimum, średnio trzy.

Nie ma alkoholu - sądzę, że właśnie dlatego nie wysusza, nawet pomimo obecności w nim SLS-u.

TO NIE JEST KOSMETYK "EKO" - JEŚLI SZUKASZ PRODUKTU W PEŁNI NATURALNEGO, TO NIE ZAWRACAJ NIM SOBIE GŁOWY!

Stosunek ceny do jakości produktu:


Moim zdaniem - bardzo dobry.
Płacimy grosze, a dostajemy całkiem porządny kosmetyk.

Ogólna ocena:


Ja wystawiam mu 4.
Z minusem.

Mogło być gorzej.
Nie taka chemia w tym wypadku straszna, jaką się być wydaje ;)

Plusy:

- dobre, porządne oczyszczanie skóry z kosmetyków kolorowych, w tym tak ciężkich, jak podkład Revlon Colorstay
- brak efektu wysuszenia skóry, łuszczenia się
- regularnie myta za jego pomocą twarz przetłuszcza się w bardzo niewielkim stopniu
- żel jest wydajny
- cena jest bardzo niska
- kosmetyk jest powszechnie dostępny w większości małych aptek, czyli bez trudu dostanie się go w nawet naprawdę małej miejscowości
- większość syntetycznych składników użytych do jego wyprodukowania jest mało szkodliwa dla skóry

Minusy:

- mało wygodna w użyciu pompka
- opakowanie wykonane z miękkiego, podatnego na odkształcanie się i wgniatanie plastiku
- śladowe ilości substancji aktywnych pochodzenia roślinnego, co jest nieco śmieszne jeśli weźmie się pod uwagę, że produkty Green Pharmacy reklamowane są jako kosmetyki ziołowe
- formaldehyd w produkcie "herbal"? serio?
- żel słabo się pieni, trudno go spłukać z twarzy

Gdyby był to jakiś zwykły no name z dolnej półki Biedronki, to skłonna byłabym wystawić mu notę bardzo dobrą.
Niestety - pretenduje do miana produktów "aptecznych".
Od takich preparatów wymaga się nieco więcej.

Kiedy się nad nim dłużej zastanowić, to znowu człowiek dojdzie do wniosku, że polscy producenci kosmetyków muszą się jeszcze długo uczyć od swoich kolegów... ze wschodu.

Rosjanie już dawno ograniczyli ilość konserwantów w swoich kosmetykach, taka Natura Siberica podbiła rynek kosmetyczny na zachodzie Europy.
A u nas ciągle to samo, ciągle chemiczne wypełniacze, ciągle łudzenie czymś, czego tak naprawdę w produkcie nie ma.

A jeśli jest, to w ilościach bardzo małych.

No cóż - pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś to się zmieni ;)

-------------------------------------------------------------------------------------------

Uciekam, Moi Mili - wiem, że sporo z Was gniewa się na mnie, że tak długo kazałam na siebie czekać.
Uwierzcie mi - poprawię się!

Póki co - zmykam, ciesząc się, że wreszcie nadszedł weekend.

No i że dzisiaj trzydziesty!

Moje imieniny!

Och, będzie, będzie wymówka, będzie można bezkarnie obżerać się ciachami ;)

Ściskam Was bardzo!

Wasza Mar!

P.S. Nie, nie mam na imię Maciej, musicie kombinować dalej ;P

72 komentarze:

  1. Hehe miałam kiedys za szefa takiego "damskiego Mirka", fajny zbieg okoliczności z tą pracą:) Ja się tam chemii nie boję, nie świruje na punkcie eko;)

    OdpowiedzUsuń
  2. po pierwsze wszystkiego najlepszego z okazji imienin Macieju, Marcinie i może Martyno ;) duża buźka ode mnie!
    do drugie - wielkie gratki z nowej pracy! na pewno spiszesz się idealnie na nowym stanowisku:)
    a po trzecie - produkt wydaje się ciekawy a cena bardzo zachęca:)
    czekamy na stylówy, buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. „Na Świetą Martyne przybyło dnia na godzinę.”

      Usuń
    2. nie znałam tego, a wydawało mi się, że znam wszelkie te porzekadła ;P

      hehe, Marcin, Martyna - prawie to samo, nie ma niemal różnicy ;P

      to nie dziękuję, żeby nie zapeszać ;) :*

      Usuń
  3. A ja o tym żelu już czytałam kilka opinii na blogu. Nawet na studium dziewczyny o tym mówiły, ale zaraz koleżanka weganka odezwała się,że jest gluten to produkt nie dla niej i mi się o tym przypomniało jak przeczytałam w poście o glutenie;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam swoje zdanie na temat antyglutenowej histerii, ale że w blogosferze staram się być powściągliwa w opiniach, to się ugryzę w język ;P

      Usuń
  4. hi dear, i'm so curious to taste it
    kisses

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie mam tłustej cery (choć ostatnio, chyba od stresu, wyskakują mi na twarzy jakieś sensacje), więc nawet się nie wczytywałam. Ale szacun za naprawdę rzetelną, wyczerpującą recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Twoje recenzje są tak wyjątkowe że aż chce się te produkty przetestować. Będąc dziś w Rossmanie przypomniałam sobie o Twoim eliksirze do włosów i postanowiłam go wypróbować. Ostatecznie skusiłam sie na balsam tej firmy, bo bardziej odpowiadal do moich włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli chodzi o szampon i wszelkie odżywki/maski, to wystarcza mi Alterra i jedyne w tej kwestii eksperymenty z niewiadomymi jakie mam w planach to Sylveco/Natura Siberica.
      nie porwał mnie skład GP'owych balsamów, ale Ty koniecznie daj znać, jak się sprawują!

      no i... dziękuję ;)

      miło mi!

      Usuń
    2. Odezwę się na pewno, ale za czas jakiś. Dziś pierwszy raz skorzystałam z tego specyfiku:)

      Usuń
  7. Polscy producenci często nie spełniają nawet wymogów prawa unijnego, więc trudno liczyć na to, że sami z siebie zaczną ulepszać składy w stronę tych bardziej naturalnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wydaje mi się, że aż tak źle nie jest.
      a przynajmniej - oficjalnie ;)

      Usuń
  8. Bardzo lubię czytać Twoje posty :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, miło czytać takie słowa :)

      Usuń
  9. ja mam mieszane uczucia do Green Pharmacy, ich szampony i kosmetyki do włosów średnio się u mnie spisują, natomiast ten żel do twarzy bardzo lubię. Najbardziej w połączeniu z szczoteczką do mycia twarzy :D jest na tyle łagodny, że idealnie spisuje się przy oczyszczaniu twarzy nią bez podrażnień ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nigdy w życiu nie miałam szczoteczki do mycia twarzy ;P
      swego czasu miałam tylko gąbkę - taką prawdziwą, morską gąbkę ;P
      ale szybko mnie złościć zaczęła, bo jakoś najlepiej mi idzie tradycyjne twarzy oczyszczanie ;P

      ja uważam, że tylko eliksir i olejki do włosów od GP na jakąś taką mocną i prawdziwą uwagę zasługują :)
      ten żel jest dobry, zapewne jeszcze nie raz i nie dwa będę z niego korzystać, ale - jak napisałam w recenzji - szału nie robi.

      Nie potrafię, nie umiem wybaczyć żadnej firmie oszustwa - a ja zaliczam do oszustwa już sprzedawanie pod szyldem "herbal" czegoś, co produktem herbal nie jest ;P

      Usuń
  10. Mar jestem teraz w Polsce i chyba az zagladne do rossmanna i chyba sie skusze na te opisywane przez Ciebie rzeczy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do Łodzi byś lepiej zaglądnęła, a nie do Rossmanna, niedobra Ty ;P

      Usuń
  11. Gratulacje z okazji zdanych egzaminów, wszystkiego najlepszego z okazji imienin - Martyny?
    Od kilku miesięcy kupuję kosmetyki z tej serii: peeling, żel, szampon, odżywka, balsam, krem do rąk etc. I sobie chwalę. A cena też przystępna. :)
    Miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaaaak, Martyną jestem :D! bingo ;)

      dziękuję, Basiu :*


      i, oczywiście, również samych miłych tym weekendem rzeczy życzę ;)!

      Usuń
  12. To nieciekawą szefową miałaś, ja mam o przedsiębiorcach dobre zdanie, znacznie gorsze o urzędnikach z US czy ZUS-u;) Ten żel raczej nie dla mnie, niestety mam koszmarnie suchą cerę:/ aktualnie używam mleczka arnikowego z Sylveco i mogę powiedzieć, że wreszcie udało mi się znaleźć odpowiedni dla siebie kosmetyk, który nie wysusza i dobrze oczyszcza:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tam, oj tam - przynajmniej wiem już, jak dość szybko się orientować, z kim mam do czynienia :>
      zignorowałam pewne sygnały i mam za swoje ;)

      ja się zasadzam na wypróbowanie sylvecowego żelu, tego z rumiankiem, ale zawsze zapominam zajrzeć po niego do mojej zgierskiej zielarni.

      a próbowałaś olejów?

      swoją drogą - podziwiam Was, że umiecie sobie zmyć twarz samym mleczkiem, ja po takich "zabiegach" ciągle mam wrażenie, że jestem niedomyta...

      Usuń
    2. olejów nie próbowałam, ale wydaje mi się, że zmywanie samym mleczkiem jest dobre przy suchej skórze, co prawda jeśli zaszaleję z makijażem, to wtedy mleczko nie wystarcza, ale tak na co dzień bardzo dobrze się sprawdza.
      miłego weekendu Mar:)

      Usuń
  13. mam go! czeka grzecznie w kolejce na testowanie :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. spóźniona, ale wszystkiego najlepszego z okazji imienin kochana! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. No to kolorowo widzę tam miałaś z tym Markiem, nie ma co :/ on powinien być dumny, że taka fajna dziewczyna u niego pracuje, która ma swój oryginalny styl i to pewnie tylko dzięki temu klienci do niego wchodzili, bo tak, to nie miałby żadnych :P
    Ale cóż kochana... widzisz, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... gratuluję nowej pracy ! :* na pewno będzie na odpowiednim poziomie, bez zbędnych stresów i odwalania całej roboty za szefa :) powodzenia życzę :)
    I tak, przyznam się bez bicia... czekam na tego posta szafiarskiego :D hłe hłe :P
    Udanego weekendu :)
    Daria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mirkiem ;P widać, żeś bezfejsowa - każdy kto ma fejsa zna Mirka, Typowego Przedsiębiorcę ;P
      Ty już znasz tę historię, bo Ci opowiadałam to i owo wakacyjnym czasem :>

      dla mojego Mirka mój styl był biedastylem i wstyd było się mną "chwalić" - całe szczęście, że już nie muszę rżnąć głupa ;P

      post ciuchowy będzie koło środy - zaglądaj wtedy ;)

      ściskam :*

      Usuń
    2. Aaaa to dużo mnie minęło, widzę Mirek na fejsie robi już furorę :P hehe ostatnio przymierzałam się do założenia konta, ale coś zepsułam i się nie udało grrrr :/ teraz muszę ochłonąć i jak to zrobię, to może znowu się zabiorę za założenie go, mam nadzieję, że z lepszymi skutkami tym razem :) hehe
      Czekam z niecierpliwością... :D
      buziaki :*

      Usuń
  16. super, że tak Ci się udało z tą pracą!!;))

    www.kkaasia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. słodki jezusie znam to doskonale , pracę za takie "bogactwo" kosztem nerwów i stresów , wrrr ;/
    tym bardziej gratuluję nowej pracy i samych sukcesów zawodowych !
    ooo czekam z niecierpliwością na nowy post ! :)
    Spóźnionego Najlepszego z okazji imieninek !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "bogactwo" to najlepsze podsumowanie ;P

      nie dziękuję ;)

      w środę, w środę będzie nowy :)

      Usuń
  18. Kosmetyk raczej nie dla mnie, ale wstęp chętnie przeczytałam :) czekam w takim razie na stylizację

    OdpowiedzUsuń
  19. Ciekawy kosmetyk, warty uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Nie używałam jeszcze tego żelu.

    OdpowiedzUsuń
  21. w życiu nie ma zbiegów okoliczności, to wszytsko miało się zdarzyć aby "coś" pokazać i z czymś się zmierzyć, a to nowa praca to efekt Twoje otwatości na zmiany i wyciągnięcia wniosków z poprzednich lekcji :) - życzę więc tylko sukcesów
    co do kosmetyku, to tego nie znam, ale sięgnęłam po kilka innych produktów z tej linii i musze przyznać, że może nie zachwycają bezgranicznie, ale jestem z nich zadowolona

    OdpowiedzUsuń
  22. mam z tej serii olejek do masażu :)
    pozdrawiam serdecznie :))
    woman-with-class.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. Jaki szczegółowy opis, firmę znam i też ją chwalę.

    OdpowiedzUsuń
  24. Przede wszystkim gratuluję pracy :) A żel chyba wypróbuję, nie jestem tylko pewna czy u mnie w mieście go znajdę, bo tutaj zawsze jest baaaardzo okrojona asortyment i częściej kupuję przez Internet :/

    OdpowiedzUsuń
  25. Jaka wyczerpująca recenzja, super takie lubię najbardziej :) Żel wygląda bardzo fajnie,znajoma firma, ale ja do mycia twarzy używam mydła Allep i jestem w nim absolutnie zakochana do tego stopnia, że nie zamienię go na nic innego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. od bardzo dawna noszę się z wypróbowaniem mydła Aleppo.
      tyle, że z likwidowali mi w Zgierzu Mydlarnię u Franciszka, i teraz to już nie wiem, gdzie je kupię :(

      Usuń
  26. Ten produkt jednak nie dla mnie!!! Ja mam cerę sucha jak wiór!!!

    OdpowiedzUsuń
  27. U mnie by się to chyba nie sprawdziło. Ja myję twarz mleczkami tłustymi które zostawiaja tłusty film na skórze. Nie wyobrażam sobie np. umyć mydłem albo tonikiem czy tez innym czyms po którym skóre mam ściągniętą tak mocno że mam wrażenie ze sie posypie lada moment ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. farciara.
      u mnie by się to skończyło wysypem pryszczy ;P

      Usuń
  28. Bardzo ciekawy blog, interesujący post. Niedawno sama wróciłam do pisania bloga. Najbardziej do tworzenia nowych postów mobilizuje mnie liczba odwiedzających i obserwujących. Zapraszam do obserwowania i komentowania. Buziaki :) http://obiektywniepozakadrem.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten typowy Mirek sprzedawca to wychodzi na to, że zwykły cham i prostak. Widzisz jak Cię na książkę los naprowadził ;) gratulacje! Ja czekam na tego posta ciuchowego, bardzo ciekawa jestem coś tam upolowała na tych wyprzedażach ;P a 'rozwrzeszczane faszyn wiktim' to mój ulubiony tekst z tego posta :D...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taki zakamuflowany cham i prostak ;)
      tacy najgorsi.
      tu niby Wielki Pan, a słoma z butów (oczywiście - takich za grube stówy, jak nie tysiące :>) wystaje.
      Słoma też markowa, ale oglądu ogólnego na Mirka to nie zmienia ;)

      będzie, będzie!
      już niebawem!

      Usuń
  30. Wiesz powiem Ci, że jeśli chodzi o naturalny skład kosmetyków, to takim może poszczycić się Ziaja, choć nie posiada certyfikatów w tym zakresie (i dzięki temu nie jest taka droga)

    Lilly pewnie, że bym chciała, ale jak? Daj mi coś jeszcze uszyć po drodze :)

    OdpowiedzUsuń
  31. o matko ile tekstu :D ciekawy ten kosmetyk, jednak aktualnie odstrawilam wszystko zapachowe :D

    OdpowiedzUsuń
  32. uwielbiam twoje recenzje - sa niezwykle skrupulatne !!!

    OdpowiedzUsuń
  33. Maatko, uświadomiłaś mi właśnie jaka ja jestem mało kosmetyczna i jak się nie znam! ;p Wiem, że każdy powinien dla własnego dobra, choć trochę ogarniać nazwy tych wszystkich składników i mniej więcej wiedzieć co i jak... ale ja tego zwyczajnie strawić nie mogę. : D Hah, część o damskim Mirku przecudowna! : D Swoją drogą, też u takich pracowałam (sklep Vansa, nie będę podawała, który konkretnie, co by nie było, że ludzi oczerniam, ale dużo ich w Łodzi nie ma : D) - koszmar. : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. składałam tam dawno temu papiery, dobrze, że mnie nie wzięli ;P

      Usuń
  34. Nie kupię bo po pierwsze formaldehyd w składzie- to zło! Ja prawdopodobnie jestem na niego uczulona, kiedy miałam odżywkę Eveline i użyłam je jak ściągnęłam hybrydy bo mi się zachciało to myślałam że palce mi odpadną :<. Na szczęście paznokcie mi odrosły i są piękne, nie zniszczyłam ich chociaż było bardzo blisko :<. Po drugie słabo się pieni, tego też nie lubię :<<<. Na razie używam żelu Nivea w takiej zielonej tubce, polecam!! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale ponoć w spłukiwanych kosmetykach szkodzić nie powinien.

      nie, Nivea nie dla mnie, niestety.
      swego czasu próbowałam tych ich myjących cudeniek.
      fakt, było to dawno temu i może od tego czasu coś się na lepsze z ichnimi kosmetykami zmieniło, ale wtedy, to one się nie różniły od zwykłych "pasiaków" teskowych ;P

      Usuń
  35. No no, ale żeś to konkretnie i rzetelnie zrecenzowała! :P Zdecydowanie za mało wiem o kosmetykach i jego składnikach, więc z pewnością i z tego powodu będę tu do Ciebie zaglądać!

    OdpowiedzUsuń
  36. jestem pod wrażeniem recenzji:) być może się na niego skuszę:)

    OdpowiedzUsuń
  37. Ajjj, muszę koniecznie wypróbować ;) Mam cerę mieszaną więc z opisu pasuje a za taką 'cenę' to aż grzech nie wypróbować :P
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  38. Ciekawy jest ten żel, poza tym fajnie piszesz ;-)

    OdpowiedzUsuń
  39. Jestem pod wrażeniem- bardzo chcę!

    OdpowiedzUsuń
  40. Miałam ten żel .. jak dla mnie jest taki sobie - ogólnie ok ale niestety wysusza skórę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. poważnie?

      ja jestem tak podatna na wysuszanie po używaniu różnych tego typu rzeczy - tu nic, jednej przesuszonej skórki nie było!

      Usuń
  41. Ach Ty i Twoje potoki słów, które lubię czytać :D
    Jak będę w Pl to będę się musiała udać do jakiejś Natury :)
    Gratulacje Kochana z okazji nowej pracy!! :) :* a powiedz, co to za książkę kupiłaś? ;)

    OdpowiedzUsuń
  42. Och jak ja ci zazdroszczę, że sesja już za tobą :)
    Co do kosmetyku, nie jest do mojej skóry ale recenzja profesjonalna :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Hmm, może i się skuszę na ten żel, za taką cenę warto spróbować. :) Miałam szampon z Green Pharmacy (już daaawno dość) i z tego co pamiętam to nie narzekałam na niego. :) Przecież to, co tańsze, wcale nie musi być gorsze od droższych kosmetyków.

    PS. Martynko, zaległe wszystkiego najlepszego z okazji imienin! ♥ Ściskam mocno! :*

    OdpowiedzUsuń
  44. Mam mieszana cerę, więc gdy skończy mi się żel z Yoskine to może skuszę się na ten, ponieważ nie oczekuje od żelu niczego oprócz dobrego zmycia makijażu ;)

    http://roksanakowalewska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  45. Ja mam suchą cerę, więc to nie dla mnie :)

    Pozdrawiam :*
    Alice

    OdpowiedzUsuń
  46. Trafiłam na twój blog przypadkowo i bardzo mi się tutaj podoba
    życzę powodzenia w dalszym prowadzeniu i obu tak dalej
    będę tutaj częściej zaglądała
    pozdrawiam i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.