środa, 29 lipca 2015

Po urlopie - o nadbałtyckim wypoczynku Mar słów parę

Wróciłam. Jestem. Żyję.


Z mnóstwa otrzymanych wiadomości prywatnych, komentarzy i pytań o kolejnego posta wnioskuję, że nieco zdążyliście i zdążyłyście się za mną stęsknić - a że popełnione przez nas zdjęcia typowo blogowe nadal są w fazie selekcji, to postanowiłam nie kazać Wam czekać na nowy wpis przez kolejny tydzień.


Wpadłam na pomysł stworzenia takiego oto interludium - posta w typie tych, których nigdy nie tworzę, bo uważam je (zgodnie z prawdą, w sumie - bądźmy z sobą szczerzy :>) za zapychacze.


Ale raz w roku można sobie pozwolić na złamanie zasad ;)


Będzie duuużo tekstu, więc żebyście za szybko stąd nie uciekli macie moje zdjęcie w jednej z trzech wakacyjnych pamiątek, jakie ze sobą przywiozłam - w lustrzanych lenonkach.
Jak ktoś się dobrze przyjrzy, to i Lecha w nich zobaczy.
O dwóch pozostałych "suwenirach" też będzie, spokojnie ;>

Kocham polskie morze.
Jako dziecko spędzałam nad nim niemal każde wakacje.
Przebywanie nad Bałtykiem od zawsze dostarcza mi silnych przeżyć - o których jeśli napiszę, że są mistycznymi, to niewiele przesadzę.
Zawsze trudno mi uwierzyć, że właśnie dotarłam na koniec (albo - jak kto woli - początek) Polski.
Że to już jest granica.

Poraża mnie i wzrusza ta wielka przestrzeń morska.
Mogę stać na wydmie (dobra, zalewam - wolę siedzieć na ławce, ale nie w każdej nadmorskiej miejscowości wzdłuż wydm stawia się ławki ;P) i wpatrywać się przez wiele godzin w tę wielką, błękitną toń.
A przy tym tak dobrze mi się nad naszym morzem oddycha!
Nikną gdzieś wszelkie moje odwieczne problemy z chorym uchem i paskudnie suchym nosem.
Cuda, no.

Zupełnie bez emocji natomiast podchodzę do gór - podróżowałam w nie niewiele, dwa razy byłam w Karkonoszach, raz w Górach Sowich i raz też jeden w Zakopanem.

Nigdy się w nich nie zakochałam - w mojej rodzinie nie jeździło się na nartach, nie wspinało na szczyty. 
Ominęły mnie więc wszystkie te elementy wypoczynku w górach, które zwykle ściągają w nie turystów i które niektórzy zaczynają uwielbiać już jako dzieci.
Owszem - dużo zwiedzaliśmy, łaziliśmy popularnymi szlakami i podziwialiśmy cuda tamtejszej przyrody.

Morskie Oko było piękne.
Wodospady w okolicach Karpacza również.

Ale męczył mnie górski chłód (zawsze trafiałam w góry w czasie gwałtownego załamania pogody :> w czasie mojego pobytu w Tatrach na Giewoncie spadł śnieg i temperatura obniżyła się znacząco - przypłaciłam to zdrowiem, bo pojechałam tam z lekkim bólem gardła a wyjechałam z zapaleniem krtani, nie mogąc wydusić z siebie słowa), denerwował wiatr (pamiętam, że na Śnieżce dęło tak, że łeb mi chciało urwać!), a od łażenia w niewygodnych traperach bolały mnie stopy.

Kiedy trochę podrosłam i w moim otoczeniu zaczęli pojawiać się ludzie zafascynowani górami, to mogłam, mogłam jeszcze spróbować się do gór przekonać.
Proponowali mi oni wspólny wypad w Bieszczady czy inne Sudety, ale na myśl o spędzeniu nocy pod namiotem, w schronisku (z piątką obcych ludzi na łóżkach dookoła o.O) albo szałasie dostawałam drgawek.
Wypoczynek według Mar = relaks, a nie survival pod nazwą "Żywi nas las".

No fun Mar.
Sztywniara co się zowie.

Więc morze - mogłoby być jakieś zagraniczne (kilka lat temu spędzałam wakacje na południu Europy - przyznać trzeba, że nasz Bałtyk chowa się przy wielu tamtejszych plenerach, a i flamingi są o wiele bardziej od mew urocze ;>), tylko że ten sam odchył, który powstrzymuje mnie od noclegów w górskiej kniei każe mi też bać się wszelakich zemst faraonów, terrorystów, brudu, zbyt wysokich temperatur (w czasie wspomnianego wypoczynku na Côte d'Azur niemal w ogóle nie korzystałam z uroków plażingowania - ja Was przepraszam, ale 40 stopni to jest temperatura odpowiednia do tego, by wylądować na lokalnym oddziale kardiologicznym, a nie do opalania) i wreszcie: latania samolotem!
Co to, to nie. Tylko w razie wyższej konieczności.

Więc jak rasowa Cebula z Prowincji (Łódź to w sumie prowincja - nie ma się co oszukiwać) co roku dążę do tego, by choć przez chwilę móc zamoczyć swój szczypior w wodach Bałtyku.

Były takie lata, w których mi się to nie udało - i zawsze powtarzałam, że to nie były prawdziwe wakacje.
No trudno, tak już mam. Nasiąknęłam tym morzem w lato za młodu, a stare nawyki niezwykle trudno jest wykorzenić.

Po zeszłorocznym, kilkudniowym zaledwie i odbytym w końcu sierpnia urlopie we Władysławowie przysięgłam sobie i Leszkowi, że nie ma opcji - za rok tam wracamy.

Władysławowo po sezonie urzekło mnie w stu procentach - ogrom przestrzeni, piękne i czyste uliczki, mało ludzi, dużo drzew... i względna cywilizacja!
Przede wszystkim - normalne miasto mniejsze niewiele od mojego rodzinnego.
A w nim względnie normalne knajpy (nie jakieś budki z kebabami starszymi od węgla), markeciki (można bez bólu kupić mleko do kawy, piwo i twarożek na śniadanie i nie zapłacić za nie milionów monet), apteki (mam talent do chorowania na wakacjach ^^)...
Nie żadna dziura zabita dechami, w której jak coś Ci się stanie, to odnajdą Cię dopiero kolejni turyści - po roku.
No i blisko na Hel! Blisko terenów, w których się zakochałam.

Kiedy więc Leszek znał już termin swojego urlopu, to bez chwili wahania stwierdziłam, że o przysiędze pamiętam i w tym roku wracamy do "Władka".
Pech jednak chciał, że lechowy urlop okazał się być najbardziej "gorącym" okresem polskiego sezonu wakacyjnego - przypadł na drugą połowę lipca...

Jak wspomniałam - wiele razy jeździłam nad Bałtyk, jednak nigdy nie odwiedzałam go w lipcu.
Czerwiec, sierpień.. to, to i owszem.
Ale lipiec?
Już moja mama i babcia powtarzały, że w lipcu to i pogoda niepewna (największe upały albo już przeszły albo dopiero się do ataku szykują) i ludzi chmara.
Ale pomyślałam sobie, że ostatni prawie tydzień lipca to to samo co sierpień, więc różnica żadna.
Detal, drobiazg - niczego nie wnosi.
A my innego terminu wybrać i tak nie możemy, jeśli chcemy pobyć tam dłużej, niż przez weekend.

Decyzja została podjęta, nie pozostało więc nic innego, jak szukanie jakiegoś zakwaterowania - i tu powoli zaczęłam przestawać się dziwić zdaniu mamy i babci.
W pierwszych dziesięciu miejscach które obdzwoniłam dowiedziałam się, że czego ja szukam w maju? W maju? Kwatera na lipiec?
O, Pani! W marcu trzeba było dzwonić, wszystko zajęte - teraz to ja mogę Pani, Pani Kochana, garaż wynająć w tym terminie.

Nasza ubiegłoroczna kwatera też była zajęta.

Po pięciu kolejnych telefonach pojawiła się nadzieja - gdzieś miejsce się znajdzie, zapraszają nas i oczekują!
Ale niestety - będzie to apartament.
Doba 200 złotych.
A - pościel i czajnik proszę zabrać z domu.

Apartament.
200 złotych.
I własna pościel.

Dobrzeście przeczytali.

Spasowałam, szukanie pokoju scedowałam na Lecha.
Jemu znalezienie go zajęło pięć minut.
Znalazł willę w centrum miasta, z pokojami w rozsądnej jak za wynajem w lipcu cenie (55 złotych od osoby), gustownie urządzonej (żadnego linoleum, żadnych peerelowskich tapczaników o długości maksymalnej metr pięćdziesiąt), z łazienką i dostępem do kuchni.
A oprócz tego z miejscem parkingowym na terenie posesji.
Żyć, nie umierać - zaliczkę przelaliśmy i lipca wypatrywać zaczęliśmy.

Nadszedł szybciej, niż się go spodziewaliśmy ;)
W odpowiednim dniu spakowaliśmy torby i siup - pojechaliśmy.

Podróż minęła bez negatywnych atrakcji, zajechaliśmy planowo, ja się cieszyłam jak dzieciak... wszystko spoko.

Tyle że to, co zastaliśmy na miejscu nieco nas zaskoczyło.

Okazało się, że Władysławowo w sezonie nieco różni się od Władysławowa z końca sierpnia.
Ludzi najechało tyle, jakby coś tam rozdawano za darmo!

Zawsze mi się wydawało, że opowieści o tym, jak to w pewnych miejscach na polskim wybrzeżu na plażę trzeba wychodzić o siódmej, bo inaczej nie znajdzie się na niej nawet kawałka miejsca są wyssane z palca i tworzone przez ludzi, którzy mają skłonność do ubarwiania rzeczywistości.

W tym roku przekonałam się, że to wszystko prawda :]

Niestety - na plażę nie nosiliśmy ze sobą aparatu.
Jest to zbyt niebezpieczne dla sprzętu.

Nie zrobiliśmy więc żadnego zdjęcia tego, co tam się wyprawiało, ale uwierzcie mi - ścisk był taki, że ludzie rozbijali się nawet przy koszach na śmieci i toaletach.
Cała plaża zawalona.
Cała.
Pomiędzy rozstawionymi przez plażowiczów parawanami nie dało się zrobić kroku.
Szukanie kawałka wolnego miejsca zajmowało nam zawsze około czterdziestu minut.

A kiedy już udało się jakieś znaleźć, to zanim człowiek zaczął rozkładać te wszystkie koce, ręczniki i inne plażowe klamoty... musiał jeszcze oczyścić teren z petów.

Ludzie, ja paliłam "normalne" papierosy przez dziesięć lat, a nigdy w życiu nie zostawiłam na plaży nawet połowy niedopałka!
Do tej pory nie uważałam się za kogoś szczególnie dobrze wychowanego, ale najwyraźniej cenię się zbyt nisko.

Ale żeby tylko niedopałki w piasku wygrzebywać, to jeszcze byłoby bajecznie...

Puszki po piwie, butelki, zużyte chusteczki - takie skarby można było znaleźć nad samym brzegiem morza :]

Być może wcześniej bywałam na jakichś wyjątkowo odludnych plażach - wątpię w to.
W każdym razie taki syf nad polskim morzem widziałam pierwszy raz.


Tak, ilość śmieci pozostawianych przez ludzi na władysławowskiej plaży zdecydowanie mnie zasmuciła.

Ja rozumiem - gdyby jeszcze nie było tam koszy na śmieci, to można by to jakoś usprawiedliwiać: że nikt nie będzie niedopałków do kieszeni zbierał, a puszek po piwie upychał po torebkach...

Ale one są!
Od kilku lat każda, nawet najmniejsza plaża jest wyposażona w rząd koszy na śmieci ustawionych przy każdym zejściu na nią.
A te w "kurortach" mają ich szczególnie dużo.
To taki problem przejść się dwa metry i wrzucić puszkę/niedopałek/zużytą pieluchę/foliówkę po słodkiej bułce do śmietnika?

Powyżej wstawione zdjęcie przedstawia konstrukcję stworzoną na plaży w porcie we Władysławowie.

Piękna jest, zaprawdę...

Całe szczęście, że ani pasjonatami plażowania nie jesteśmy (w związku z czym wystarczało nam godzinne ledwie każdego słonecznego dnia leżenie na niej) ani nie planowaliśmy w czasie tego urlopu wykonania więcej niż jednej sesji na bloga - zrobienie zdjęć nad morskim brzegiem w porze innej, niż popołudnie lub blady świt nie wchodziło w grę, bo usuwanie przechodniów i plażowiczów z kadrów mogłoby być zbyt pracochłonne :>

Jedną udało nam się machnąć późnym popołudniem w porcie - tam ludzi było trochę mniej.

Zatem - pamiętajcie: jeśli plany urlopowania nad Bałtykiem dopiero są u Was w fazie dookreślania ich, to (gdy rozważacie wypoczynek w miejscu dość tłumnie przez turystów odwiedzanym i naprawdę chcecie w pełni korzystać z uroków wypoczynku na plaży lub popełnienia na niej jakichś w miarę ładnych zdjęć) albo z góry nastawcie się na to, że na plaży będziecie bawić się w udawanie sardynek... albo od razu poszukajcie jakichś dzikich lub półdzikich plaż.

My w końcu odkryliśmy, że na plaży tuż obok Chłapowa tłumów nie ma.
Ostatniego więc dnia urlopu mieliśmy dla siebie jej połowę :]

Drugą sprawą, która zaskoczyła nas bardziej nawet od tłumów i brudu na plaży była jakość świadczonych usług mieszkaniowo-hotelowych ;)

Krótko i zwięźle rzecz ujmując - nasza "piękna" i cudem niemal w maju znaleziona kwatera okazała się być pozbawioną ciepłej wody między godziną 22 a 7 rano ;)

Kiedy zapytaliśmy Panią Właścicielkę, dlaczego to tak i czemu, u licha, nie poinformowała nas o tym przez telefon ani nie odnotowała tej informacji na żadnej ze stron, na których się reklamuje... usłyszeliśmy, że:

a) wody ciepłej nocą nie ma, bo jak jest, to jej w rurach coś stuka i spać nie może [sic!]
b) nikomu to dotąd nie przeszkadzało, to i po co pisać - innym też nie powinno
c) "jak chcieliśta luksusów, to do hotelu jakiego było pójść se, o!"

Opadły mi ręce.
I majtki.

Jeśli ciepła woda jest luksusem, to ja chyba dawno już straciłam kontakt z rzeczywistością...

Wiecie, ja bym to mogła przeżyć - nawet słowem bym się nie odezwała.
Ale gdyby zawołano ode mnie nie 55 złotych za dobę, a 30.
55 to już cena wypoczynku w całkiem porządnym hostelu albo akademiku - a tam ciepła woda jednak jest przez całą dobę i bez limitów ;)

Pani nie zamierzała włączyć nam tej wody nawet na jedną noc - bo mieliśmy silne postanowienie wstania przed świtem i zrobienia porannej sesji na plaży.
No i przydałoby się wziąć prysznic i umyć włosy świeżo przed nią, a nie wieczorem.

Nie, nie ma opcji - będzie jak jest, a jak się nie podoba, to tu są nasze pieniądze i szukać możemy czegoś innego.

No to forsę zabraliśmy, spakowaliśmy się i poszliśmy szukać innego lokum ;)
Przyszło nam to tym łatwiej, że oprócz braku wody nie pasowało nam też kilka innych rzeczy - jak choćby to, że obiecany wcześniej parking "na terenie posesji" okazał się być miejscem na ulicy.
A że ulica ta znajdowała się dość blisko centrum (pełnego klubów i niezbyt trzeźwej młodzieży), to... nieco słabo ;)

Jakież było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że ta reglamentowana ciepła woda jest we Władysławowie standardem - w pierwszej wolnej kwaterze jaką udało nam się znaleźć okazało się, że ciepłej wody nie ma nie tylko po 22, ale i w ciągu dnia.

Oczywiście - na stronie tego obiektu również nie umieszczono żadnej na ten temat informacji.

Na dowód prawdziwości moich słów macie to oto zdjęcie, proszę:

Fajnie, nie?
Jedziesz sobie na wakacje z małym dzieckiem na przykład, wpadnie Ci taki szkrab w jakieś błoto, poleje się sokiem albo czekoladą z gofra... i nic nie zrobisz, nie wykąpiesz go ;)

Z ciekawostek - doba w tym z kolei przybytku wyceniona została na 65 złotych od osoby.
Przybytek również nazwano "willą" ;)

Z innych atrakcji zawartych w tej cenie wymienię tylko: brak dostępu do jakiejkolwiek kuchni, zakaz wstawiania napojów do znajdującej się na piętrze lodówki i umieszczoną na rezerwuarze spłuczki klozetu informację, że woda może do niej nie lecieć, to się zdarza.
Nie należy wtedy panikować - trzeba popukać w wężyk i gitara: na pewno poleci.

Także - kolejna rada Mar: jak się, człowieku, wybierasz nad Bałtyk i pytasz o kwaterę jakąś, to nie zapomnij dopytać się o to, jak tam stoją z ciepłą wodą.
Być może bowiem nie tylko własną pościel musisz zabrać, ale i przenośny bojler ;)

Zdaję sobie sprawę z tego, że niektórym z Was takie kwestie mogą wydawać się mało istotnymi.
Wydaje mi się jednak, że jeśli komuś nie są straszne takie kwestie jak brak wody, to noclegu szuka raczej na campingu.
Ktoś, kto rozgląda się za pokojem ceni sobie większy stopień komfortu i w głowie mu się nie mieści, że wynajęcie pokoju z łazienką nie jest tożsame ze swobodą korzystania z niej przez całą opłaconą przecież przez niego dobę.

Mnie się naprawdę nie zmieściło - i nie mieści do dziś.

Tyle mojego marudzenia ;) Zdecydowanie więcej rzeczy mi się w czasie tego naszego urlopu spodobało!

Trochę odpoczęliśmy nad tym naszym polskim morzem - objedliśmy się za wszystkie czasy (codzienne i sute bardzo objady zjadane w zaprzyjaźnionej już w pewnym sensie smażalni dały mi się we znaki: jestem w trakcie gubienia dwóch nadprogramowych kilogramów ;P), spotkaliśmy się z naszymi przyjaciółmi z Częstochowy, mnie udało się zobaczyć z przesympatyczną Joanną C i jej uroczą pociechą (Asiu - jeszcze raz dziękuję Ci za spotkanie! jesteś bardzo ciepłą osobą, przemiło było! a synka wycałuj i wyściskaj ode mnie - jeśli ja każę uściskać jakieś dziecko, to ono musi być naprawdę czarujące ;)), a przede wszystkim - w tym roku znacznie więcej czasu spędziliśmy na Helu.

Ta piękna plaża na zdjęciu wyżej to widok z helskiego cypla.
W oddali majaczy Trójmiasto.

Cały półwysep jest moim zdaniem miejscem magicznym.

Te widoki na jego początku, gdzie w najszerszym miejscu ląd ma około 300 metrów i z lewej strony majaczy Ci za drzewami otwarte morze a z prawej widzisz przystanie na zatoce chyba tylko kogoś wyjątkowo niewrażliwego mogą nie zachwycić!

Pomimo dużego dość zainteresowania turystów plaże są względnie puste i duże, bardzo piaszczyste, pełne muszelek.
Woda od strony morza jest najbardziej przejrzystą chyba wodą na całym naszym wybrzeżu.

W samym Helu można spacerować zaś tuż nad morskim brzegiem po szerokich, nowoczesnych pomostach.
Da się tam wjechać z wózkiem - i na wózku.
Są tam ławki - można usiąść i wpatrywać się w morze :)

Albo popatrzeć na Kopiec Kaszubów, stojący na samym końcu cypla od 2013 roku:


Teren Helu jest też prawdziwym rajem dla osób interesujących się historią II wojny światowej i/lub militariami.
W helskim lesie kryje się wiele pozostałości po kampanii wrześniowej - jak zapewne pamiętacie, to właśnie Hel bronił się w jej czasie najdłużej, bo do 1 października.

Nie będę Wam tu opisywać tego, co można tam zobaczyć.
Zostawię Wam tylko link do strony Muzeum Obrony Wybrzeża, o: 

http://helmuzeum.pl/muzeum/obiekty#mow

Ale Hel to nie tylko plaże i militaria - Hel to też latarnia morska!

Jedna z ładniejszych w Polsce, moim zdaniem ;)
A przynajmniej jeśli o jej wnętrze chodzi ;)

Widok z jej szczytu jest równie ładny, tylko wiecie... przez szybę ciężko zrobić zdjęcie ;P
W tej latarni nie wychodzi się na żadną zewnętrzną galerię.

Zatem zdjęcia widoku z góry nie mamy, jest za to trochę przerażona Mar.
Jak wiecie - mam lęk wysokości.
I to taki srogi ;P

Latarnie morskie kocham jednak do tego stopnia, że zawsze na nie włażę.
I zawsze jestem z siebie dumna!

Mniej zadowoleni za to z tego, że się na nie wspinam są inni zwiedzający - w dół schodzę z prędkością żółwia, trzęsąc się i jęcząc.

No i fokarium!

Nawet, jeśli nie jarają Was zabytki militarne ani latarnie morskie, to i tak musicie odwiedzić Hel - po to, żeby zobaczyć z bliska foki szare.

Zwłaszcza, jeśli macie dzieci - dzieci na pewno będą się cieszyć z tej wizyty.


Fokarium jest obiektem unikatowym w Polsce - to nie jest żaden ogród zoologiczny ani cyrk, to placówka Stacji Morskiej Instytutu Oceanografii Uniwersytetu Gdańskiego.
Celem jej działalności jest wspomaganie odtworzenia i ochrony fok szarych w Morzu Bałtyckim.

Pracujący tam naukowcy i wolontariusze opiekują się stadem hodowlanym fok szarych (obecnie na terenie fokarium znajduje się sześć fok - dwa samczyki i cztery samiczki), rozmnażają je (a po odchowaniu wypuszczają młode foki do Bałtyku - foczki wypływają zaopatrzone w specjalne nadajniki satelitarne, dzięki temu można je śledzić i dowiadywać się, w jak dalekie rejony morza się zapuszczają :)), monitorują liczebność fok szarych w Morzu Bałtyckim, rehabilitują ranne lub chore foki znalezione na nadbałtyckich plażach i zbierają informacje na temat stanu ich zdrowia/tego co im zagraża/gdzie najchętniej lubią przebywać.

 Prowadzą też działalność edukacyjną.

Właśnie edukacja jest głównym celem, dla którego do fokarium wpuszcza się turystów.

Dzięki pobytowi w nim można dowiedzieć się czegoś na temat ekosystemu naszego morza, poznać innego mieszkańca Bałtyku - Morświna - i raz na zawsze zapamiętać, że jeśli w czasie nadmorskiego wypoczynku napotkamy na swojej drodze foczą istotę, to za żadne skarby nie należy jej dotykać i próbować robić sobie z nią selfie ;)

Foki cenią sobie spokój - lepiej im nie przeszkadzać, bo zaniepokojone mogą ugryźć.
I to dotkliwie ;)

Zwiedzając fokarium można obserwować karmienie i trening medyczny fok - to nie jest pokaz sztuczek, chociaż foki wykonują różne polecenia, podają łapy (a właściwie płetwy), aportują piłki i gumowe kółka, a czasem nawet się obracają.

A za każdą prawidłowo wykonaną czynność dostają śledzia.

Trening służy kontroli stanu zdrowia zwierząt i temu, co najprościej będzie nazwać ogólnym rozruszaniem fok.

Kiedy zwierzę podaje łapę opiekunowie mogą sprawdzić, czy z jego płetwami wszystko jest w porządku, a kiedy wychodzi na brzeg ocenia się stan jego uzębienia i zakrapla mu oczy.

Taki okresowy przegląd, no ;)
Odbywa się trzy razy dziennie.

Godziny treningów i wszystkie przydatne informacje na temat odwiedzin fokarium znajdziecie tu: 

http://www.fokarium.com/wazneinf.html

Od siebie powiem tylko tyle, że jeśli chce się oglądać trening i karmienie fok, to warto przybyć do fokarium jakieś 40 minut wcześniej - żeby zająć dobre miejsce obserwacyjne.
Dzieją się tam cyrki podobne tym z władysławowskiej plaży ;)

Od lewej prezentują się przed Państwem foki: Unda Marina, Bubas i Ania.

Bubas jest wieeeeelki :)
Na zdjęciach tego nie widać aż tak, ale to zacna foka jest ;) 

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o Gdańsk.

Nie żeby go zwiedzać - na to zdecydowanie potrzeba więcej czasu, niż nasze dwie spędzone tam godziny.

Ale Stare Miasto zobaczyłam!
Chociaż w części!
I Motławę!

Wstyd się przyznać, ale chociaż dwa lata temu byliśmy z Leszkiem w Gdańsku, to na Stare Miasto nie dotarliśmy.
Nie byliśmy wtedy sami na urlopie, nie mieliśmy auta - wtedy dobiliśmy za to do Sopotu i do Gdyni-Orłowa.
Rok temu, w drodze z Władysławowa, wstąpiliśmy ledwie na Westerplatte - z czego bardzo się cieszę, bo od dziecka chciałam tam pojechać.
Bardzo lubię odwiedzać wszelkie historyczne miejsca.

Gdańsk jest piękny, na mojej liście miejsc, które chcę w nim zwiedzić jest bardzo wiele punktów (oczywiście - latarnia morska jest na pierwszym miejscu ;P).
Będę molestować Leszka o to, żeby przyszłoroczne wakacje spędzić właśnie tam.

Myślę, że w Trójmieście, to już ciepłą wodę przez całą dobę mają ;P
Dwa lata temu była ;P

Do Gdańska zawitaliśmy głównie po to, żeby spotkać się z Ruby Fridays.

Chciałyśmy zobaczyć się od dawna - ale jak dzieli Cię od drugiej osoby pół Polski, to dość trudno to spotkanie zorganizować ;P
Ruby (czyli prześliczna i przemiła Natalia) trochę nas po tych pięknych gdańskich przestrzeniach oprowadziła, za co jeszcze raz w tym miejscu wraz z Lechem dziękujemy!

Lechu cyknął nam pamiątkowe foty.
Miałam sporo oporów przed wrzuceniem ich w sieć, bo przy eleganckiej i stylowej Natalii ja w moim typowo turystycznym stroju, w zakurzonych trampkach, kapeluszu kompletnie do nich niepasującym (zabrałam go z auta po to, żeby Natalia mogła nas rozpoznać w tłumie ;P) i w potarganych od wiatru włosach wyglądam jak Kopciuszek... ale post okolicznościowy to post okolicznościowy, niech będą!


Kochana - mam nadzieję, że jak za rok uda nam się przyjechać do Trójmiasta na wakacje, to razem wybierzemy się na plażę ;)
Mnie nie odmówisz ;P
Jak odmówisz, to Cię zagadam na śmierć ;P

O!
A taki to lokal minęliśmy w drodze do jakiejś kawiarni, w której można było na spokojnie usiąść i pogadać - co prawda jego nazwę pisze się trochę inaczej, niż nazwę mojego bloga (a po wizerunku Marleny Dietrich wnioskuję, że pisać powinno się ją w jeszcze inny sposób - no, kto błąd znajdzie?), ale nie mogłam się powstrzymać przed uwiecznieniem go ;)


No - i tak mi minął ten urlop ;)

Zbyt szybko, w każdym razie ;P
Uwierzcie mi - tak mnie rozleniwił, że teraz nie chce mi się nic.
Kompletnie!

Dobrze, że sierpień zapowiada nam się też dość wyjazdowo - w ten weekend wybieramy się do Warszawy (odwiedzamy moją bardzo dobrą koleżankę z polonistyki i jej narzeczonego - bardzo się stęskniłam za Jolą i nie mogę się doczekać piątku!), w kolejnym pewnie odwiedzimy Kraków (planowaliśmy, że zrobimy to w ten weekend, ale tęsknota za Jolą była silniejsza :>).

A może potem też gdzieś wyskoczymy?

Ja jestem leniwa, ale Lechu jest człowiekiem czynu, więc kto wie - jest opcja, że gdzieś mnie jeszcze w te wakacje porwie ;P

Trzymajcie się - za kilka dni wrzucę tu posta z moim nadmorskim "outfitem".
Będziecie mogli popodziwiać Mar zsuwającą się z falochronu ;P

Ściskam Was bardzo i ciepło pozdrawiam,

Wasza Mar!

P.S. Na pytania o to, gdzie jest moja nadmorska opalenizna odpowiadam już tu - chociażby na nogach ;P Można porównać odcień skóry na moich nogach z tym z poprzedniego posta.
Zmieniłam kolor ze śnieżnobiałego na biały?
Zmieniłam.
No to o co chodzi ;P?

P.S. (2) Wspomniane przeze mnie na posta początku dwie pozostałe pamiątki... to maskotki Furby'ego :D
Pierwszego dnia pobytu wypatrzyłam taką w automacie z zabawkami.
Takim, z którego ponoć można jakąś zabawkę wyciągnąć, jak się wrzuci monetkę i wajchą pokręci.
Tak głosi legenda, bo nie znam nikogo, komu by się to udało.
Ja też Furby'ego nie wyciągnęłam ;P

Żebym nie płakała, to Lechu kupił mi dwie takie maskotki na pobliskich straganach - jedną wtedy, a drugą w dniu wyjazdu.

Te zabawki przypomniały mi, że w dzieciństwie marzyłam o "prawdziwym" Furby'm.
I nigdy go nie dostałam :( Leszek obiecał mi więc, że on mi go podaruje :D
Od trzech dni nie myślę o niczym innym, tylko o tym... który model wybrać :D
I oglądam w internecie filmiki, na których Furby tańczy do "Ona tańczy dla mnie" ;P

Tak, też sądzę, że zaszkodziła mi któraś z zeżartych na urlopie ryb.

Ciekawe, czy będzie gorzej...

108 komentarzy:

  1. Schody ze zdjęcia wyglądają obłędnie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Kobieto, ale się rozpisałaś! Prawie całą kawę zajęło mi przeczytanie całości;-)
    Ładne zdjęcia, choć czekam na te z falochronem:-D

    Zachowanie ludzi nad morzem to porażka - śmiecą, krzyczą, świecą gołymi dupami... no i te tłumy. Mnie już w sezonie nad Bałtyk żadna siła nie zaciągnie. Zimą, wiosną, tak, ale nie w lecie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mnie z kolei tworzenie tego posta zajęło dwa dni ;P
      To najdłużej rodzący się post w historii tego bloga ;P

      Te zdjęcia w żaden sposób i w żadnym procencie też nie miały być ładne ;P
      w ogóle się do nich nie przykładaliśmy, takie wakacyjne pstryki.

      Te na falochronie będą bardziej dopracowane ;P

      Ja kocham Bałtyk przed sezonem i po nim, marzę o podróży do Helu zimą - ale wiesz, jak się nie ma, co się lubi.... ;P

      Usuń
  3. Ja nad pl morzem byłam tylko raz, w Kołobrzegu ;) Jakoś wolę góry, zresztą mam też duuużo bliżej! :)
    Zdjęcia super, lubię takie posty z fotorelacją, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja za to uwielbiam wakacje za granicą, a do polskiego morza mnie nie ciągnie. Za to w góry jeżdżę chętnie. Może nie na same wspinaczki, bo za tym nie przepadam, ale zimą na narty to co roku i oczywiście obowiązkowe zakupy w Zakopanem.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ach, jak mi sie marzy polskie morze :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Może zabrzmi to banalnie, ale ślicznie wyglądasz bez kapelusza. Zupełnie inaczej, niczym w warkoczu :)
    Jeśli chodzi o relację morze-góry, to mam podobnie, te drugie w ogóle mnie nie kręcą, za to morze kocham, uwielbiam i co tylko. Zdjęcia oglądałam z przyjemnością i zazdrością :p, ja też niebawem śmigam na urlop i zobaczymy jaka pogoda mi się trafi :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam, super długi post, uwielbiam bałtyk, i planuje wypad jeszcze tego lata. Podoba mi sie to zdjecie tej puszki nabitej na kij. Zapraszam do mnie na www.lap-stajla.blogspot.com, u mnie post o wnętrzach w stylu Boho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie no, żartujesz?
      ta puszka to miał być taki mój krzyk rozpaczy.
      napisanie o niej "piękna" było zabiegiem opartym na ironii.

      ale dobra - rozumiem, że wygląda ciekawie ;P

      Usuń
  8. Czytam, czytam i dochodzę do wniosku, że powinnyśmy razem spędzać urlop, bo "chciejstwa" mamy dokładnie te same. Trochę szkoda, że nie udało się spotkać w 3City, ale w Częstochowie czekam :) P>S w Gdyni ciepła woda była cała dobę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeeezu, Paula - gdybyś tam była ze mną, to wyegzekwowałybyśmy nie tylko ciepłą wodę, ale i SPA by nam otworzyli!
      pewną jestem, że awantura byłaby sroga - przy Lechu się trochę krępowałam zrobić cyrk ;P

      ale wiem, że Ty byś nie miała nic przeciwko ostrej zdań wymianie z Panią Właścicielką ;P

      P.S. nie złość mnie ;P

      Usuń
  9. O, zapomniałam Ci napisać przed urlopem, żebyś odwiedziła Helska Górę Szweda :). Chociaż skoro masz lęk wysokości, to niekoniecznie odważyłabyś się tam wejść :P. To stara, nieużywana już latarnia morska, chyba jeszcze wyższa niż ta działająca, może ją widziałaś z tej działająej (o ile jej nie rozebrali, w co wątpię). Idzie się tam z 40 minut przez las, przepiękne miejsce. Polecam wybrać się w przyszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szwedów.

      Ona jest niższa od tej w samym Helu, ma około 17 metrów.
      Ta w Helu chyba 40.

      Widać tę metalową z góry, widać!
      Ale nie weszłabym tam, bo te metalowe stopnie nie wyglądają na stabilne.
      Bałabym się nie tyle wysokości, co skręcenia karku przy upadku, bo lękałabym się, że się rozleci ;P

      Usuń
    2. Oczywiście Szwedów, autokorekta w moim telefonie jest niezbyt ze mną kompatybilna ;).
      Może i jest niższa, ale jest na sporym wzniesieniu, więc ostatecznie to wiele niżej nie będzie zapewne, i co ciekawe, te wszystkie schodki nadspodziewanie dobrze trzymają się kupy.

      Usuń
  10. nie dałam rady z tekstem (słabiak ze mnie), ale patrząc na zdjęcia, chyba miałaś udane wakacje :) piękne foty!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja tez od dzieciństwa jeździłam nad morze do Mielenka , obok Mielna w czasach kiedy było mała nadmorska dziura i z roku na rok patrzyłam jak zmienia sie w pełen dyskotek i dresów i blachar kurort , przeniosłam sie do Łazow , nocowałam z Koszalinie albo Sianowie zeby nie zbankrutować .
    A jeździłam na 2-3 miesiące , wszystkie praktyki wakacyjne robiłam w Koszalinie , a kasy czasem starczało na kwaterę , jedna butelkę wody i jedna bułkę dziennie , hahaha piwo zawsze jakis frajer postawił ;)
    I przywiozłam najpiękniejsza pamiątkę - cudownego i mądrego męża :)
    Z Koszalina z akademików , w których nieraz mieszkałam :):)
    Niestety polskie morze najwiecej uroku ma poza sezonem .... Bo tak chamskich i brudnych pijaczy piwa i palących na plaży letników trudno gdzie indziej spotkac .
    Mój maź zawsze mówił , ze zapachem sezonu jest zapach uryny dobiegający z wydm ....

    Ale Bałtyk i tak kocham ! Z drugiej strony tez ma tyle uroku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja byłam w Mielnie/Unieściu w 2001, czyli nie tak wcale dawno w sumie - i wtedy to były wioski z dwiema ulicami na krzyż ;P
      a teraz, to jak oglądam zdjęcia znajomych z wakacji.... to poznać tych terenów nie mogę!

      toż to miasta!
      metropolie jakieś nadmorskie ;P
      tam wtedy nie było za bardzo gdzie jedzenia kupić, a teraz... ;P

      Świetna historia z tym mężem - taka pamiątka z wakacji, to najlepsza jaka może się trafić ;P

      Taaaak - zasikane wydmy, to kolejny koszmar.
      A toalety na każdym rogu i po kilka przy zejściu.
      Smutne.

      Mikołajki się duszą - milcząc :(

      Usuń
  12. Ej to musieliście jakoś felernie trafić po prostu, my byliśmy we Władysławowie na 2 tyg, płaciliśmy ok 45 zł od osoby (pokoj z łazienką i dostępem do aneksu kuchennego), a gorąca woda była cały czas na szczęście :) hehe
    Miło jest zobaczyć znowu to miejsce- mam nadzieję, że kiedyż nów uda nam się tam wrócić :)
    W tym roku niestety odpuszczamy sobie urlop, ze względu na ważniejsze dla nas cele.... także tylko jakieś bliskie jaziorko jeśli już :)

    Gdańsk też jest piękny- warto poświęcić mu więcej czasu na zwiedzenie, bo na prawdę warto :) ta stare kamieniczki mają swój niepowtarzalny klimat :)

    Pogody widzę aż tak złej nie mieliście... mój brat pojechał w czwartek nad morze na tydzień i wrócił po 4 dniach, bo ciągle lało, więc stwierdzili, że nie ma sensu dalej tam być :P hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, czy felernie - jeśli podobne cyrki były w dwóch miejscach na przeciwległych końcach miasta, to jest spora szansa, że to powszechna praktyka.
      W ubiegłym roku mieliśmy świetną kwaterę we Władysławowie - jeszcze nam wanilia w kontakcie pachniała!

      Wydaje mi się, że takie cyrki mogą się zadziewać wszędzie, gdzie właścicielem jest osoba po pięćdziesiątce - a przynajmniej w większości tego typu miejsc.
      Przykro mi, jeśli kogoś urażę, ale ile razy wynajmowałam pokój u kogoś młodego, to zawsze wszystko było urządzone cacy, wynajmujący był ludzki, szło się dogadać... a kiedy była to osoba starsza, to syf, cwaniactwo, brak remontu od wielu lat i inne takie atrakcje.

      No cóż, teraz już jestem mądrzejsza - wiem, że powinnam o tę wodę pytać przed wpłaceniem zaliczki.
      Tylko zastanawiam się, o co jeszcze powinnam zapytać?

      O prąd w gniazdku?
      O to, czy można otworzyć okno?

      Rozumiesz mnie?
      To jest absurd....

      Pogoda była dobra - kilka razy lało, ale zawsze wieczorami. Albo rankiem. Po ulewie przychodziło słońce :)
      Szło się w czasie tego słońca jakoś wyplażować, w deszcz się spacerowało po mieście ;)

      Usuń
    2. Mój brat z dziewczyną wrócili meeeega wściekli- bo najpierw zamówili pokój w Mielnie... po przyjeździe na miejsce, okazało się, że pokój zupełnie w niczym nei przypomina tego zamówionego, wysłany przez tego Pana, to chyba jego własne marzenie było, aby w ogóle takie posiadać, na podłodze jakiś piasek, w oóle syf, nie posprzątane po poprzednich osobach, a ten gościu jeszcze rzucił im na łóżko pościel, aby sobie powlekli, gdzie się okazało, żę jest dziurawa i śmierdząca- gdy zaczęli się z nim wykłócać o swoje racje, gościu zupełnie nic sobie z tego nie zrobił... wkurzeni szukali czegoś innego, a 200 zł zaliczki przepadło, bo im nie chciał oddać- takie sytuacje to dopiero jest absurd :/ :/

      Aż się cieszę z jednej strony, że w tym roku nigdzie na urlop nie wybieramy się, bo nie chciałabym przeżyć tego co Wy... :/ brak wody po którejś godzinie- jakieś kpiny normalnie, ludzie różnie wstają, różnie kładą się spać, mają zupełnie różny tryb życia- a tu nagle wykąpać się nie można :O
      masakra jakaś :/

      Usuń
    3. Wiesz, wystarczy zgłosić Pana do skarbówki - ja w chwili największego uniesienia też zamierzałam nastraszyć tę naszą kobitę skarbówką, bo przecież oni za te zaliczki nie wystawiają żadnych paragonów zwykle ;)
      A i za całe pobyty daje się często forsę po prostu do łapy.
      Także zemsta może być słodka ;)

      tylko kto o tym myśli na urlopie, nikt nie chce sobie psuć wolnego...

      a potem człowiek wraca, cieszy się, że jakoś tam wypoczął - zapomina się.
      Jakby co, to te dwie "piękne" kwatery we Władysławowie to - chronologicznie - Pokoje Andora i Willa Urocza :>
      Miałam nie pisać, ale niech idzie w świat, a co.

      Andorze wystawiłam nawet stosowną opinię na letnik.pl, ale albo jeszcze nie zatwierdzili albo usunęli.
      Szkoda.

      No, szczerze Ci powiem, że namęczyłam się z tą wodą.
      I to bardzo.
      Ale już tam.
      Mam przynajmniej motywację do tego, żeby po obronie znaleźć dobrze płatną pracę i kolejne wakacje spędzić w luksusowym SPA ;P

      Usuń
    4. Jakbym była mściwa, to pewnie i nakablowałabym na nich, ale tak jak mówisz, na urlop jedzie się po to, by wypocząć, zrelaksować się, a nie psuć sobie nerwy i ścierać się z ludźmi :/

      A taka ładna nazwa "willa urocza" , a to Ci psikus :P hehe moim znajomym też dam znać, a co :P hehe

      A kiedy ta Twoja obrona? :)

      Usuń
    5. jak skończę pracę i jak skończą ją moje dwie pozostałe koleżanki z seminarium - póki wiem, że one są "w lesie", to i ja się nie spinam, jeśli i tak będę musiała na nie czekać.

      Usuń
  13. Poległam. No leżę i skręcam się ze śmiechu. Bardziej obrazowo opisać tego nadmorskiego kurortu nie da się :)) Mar, książkę napisz. Serio. Z największą przyjemnością przeczytam, a i pewna jestem, że nie tylko ja :)
    Ja tam wiedziałam, że piszę się na szczyt sezonu, ale i tak nie miałam wyjścia, bo zależna jestem od wolnego innych. Ale z tą wodą to do dzisiaj nie mogę uwierzyć i wszystkim znajomym opowiadam ku przestrodze. Żałuję, że fokarium jednak nie zobaczyliśmy, ale te korki skutecznie mnie odstraszyły. Mam dość tak długiej jazdy samochodem na najbliższy czas.
    Jaka Natalia zachwycająca... Mar genialnie razem wygladacie, jak zwykle przesadzasz ze swoim wyglądem, zdjęcia super. A proszę tam Lecha pochwalić za zjawiskowe zdjęcia z Helu. Ciekawa jestem tych najlepszych skoro te to "tylko tak od niechcenia".
    Maluch wbrew protestom wycałowany. Śmialiśmy się z emkiem, że teraz wisi moje i Malucha zdjęcie w tej smażalni z napisem "tych państwa nie obsługujemy". A knajpka zacna, potwierdzam i polecam :)
    My też teraz tylko weekendy wyjazdowe do dyspozycji mamy i Wawe i Kraków obskoczymy, tylko w odwrotnej kolejności.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj tak we Władysławowie jest ścisk, podobnie np w Karwii;) ale jak np byłam w Krynicy, Morskiej, Chałupach, Kuźnicy albo w Jastarni - nie było źle:)
    Kiedyś byłam w Wieliczce i tam pani wynajmująca miała w zwyczaju zakręcać wodę żeby człowiek za dużo nie zużył bo ona przecież takie wysokie rachunki płaci!:D I tak np stoję sobie pod prysznicem, a tu nagle brak wody albo zimna:P Kiedyś była wichura to pod naszą nieobecność weszła i odłączyła mi ładowarkę od aparatu i potem pretensje czemu zostawiamy jakieś lampki w kontakcie pod nieobecność:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam jest mniej ludzi, bo i baza noclegowa jest mniejsza - smutna prawda, tam w tych najbardziej obleganych lipcowych terminach miejsce trzeba rezerwować jeszcze przed majem.
      Próbowałam - wszędzie mówiono mi, że już niestety wszystko porezerwowane.

      Trochę mnie to zaskakuje - być może nie jest w Polsce tak źle z pracą, skoro tak wiele osób ma możliwość wyboru terminu urlopu na tyle miesięcy przed latem :>

      Zachowanie tej kobiety o której piszesz jest dla mnie totalną żenadą i czymś, czego inaczej jak mianem cebulactwa nie można nazwać - mam ochotę wykrzyczeć takim ludziom w twarz, że jeśli wynajmują pokoje za ceny europejskie, to niech będą uprzejmi zapewnić w nich równie europejskie warunki.
      Rozpier... nicza mnie takie skąpstwo - jak się przeliczy, to w miejscowości, w której sezon trwa dwa i miesiąca osoba wynajmująca np. takie osiem pokoi dwuosobowych chowa do kieszeni około 40 000 złotych.
      Rachunki, opłaty... ale zostaje całkiem sporo gotówki, którą można zainwestować w jakieś ekonomiczne podgrzewacze wody, energooszczędne żarówki (choć to to grosze kosztuje -.-) i w opłacenie kosztów zużycia mediów przez gości.

      W Polsce każdy chyba tylko patrzy, jak tu kogoś oskubać, rżnie głupa i udaje, że przecież zachowuje się w porządku.
      Ale to nasza wina jest.
      Nie skarżymy się, nie opowiadamy takich historii, nie wystawiamy negatywnych opinii w internecie - ułatwiamy im robotę :/

      Usuń
  15. Polskie morze ma swój urok, ale po pierwsze - jest DROGO, naprawdę hotelarze nie wiedzą ile brać za te noclegi, dla mnie to jest śmieszne, bo oprócz samego morza i paru zabytków (wyłączajac takie miasta jak Gdańsk, bo Gdańsk to zabytek sam w sobie) naprawdę nie ma się czym zachwycać. Ja osobiście nie wyobrażam sobie leżeć bity tydzień na plaży więc morze w okresie wakacyjnym nie dla mnie. Ale chętnie pojechałabym jesienią bądź wiosną.
    A sama mogę Ci polecić Pragę, jeżeli nie byłaś :))
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, bez przesady ;)
      Ja wiem, że każdego co innego interesuje, ale jak się otworzy pierwszą lepszą encyklopedię, to wyjdzie, że tych zabytków nad Bałtykiem i w jego okolicach jest nie parę, a kilka setek ;)
      Zważ, że są to tereny poniemieckie często - a i pokrzyżackie nawet.
      Na to nakłada się obszar kultury kaszubskiej, historia tych ziem w czasach drugiej wojny światowej...

      Tam zdecydowanie jest co zwiedzać ;)
      tylko jak ktoś nie szuka, to niczego nie znajdzie ;)

      Także ten akurat argument dla mnie jest inwalidą, przepraszam ;P
      i świadczy o niczym innym, jak o poważnych brakach w edukacji z zakresu historii i geografii ;)

      Byłam w Pradze - w gimnazjum.
      Piękne miasto.
      Chętnie kiedyś tam wrócę!
      Dobrze, że mi przypomniałaś - plan powrotu do Pragi wdrażam od jakichś sześciu lat i nadal jest w lesie ;P

      Usuń
    2. tak, tak zabytków jest dużo ale tylko jak ma się samochód i możliwość jeżdżenia po całym wybrzeżu. Jeśli się jedzie do nadmorskiej miejscowości to nie ma tam niczego oprócz drogich hoteli, knajp z piwem i plaży. A braków z historii nie mam, uwierz mi ;)

      Usuń
  16. świetny post! piękne zdjęcia, aż chciałoby się tam być! :)

    http://fashionelja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zwłaszcza w tym pokoju bez ciepłej wody :]

      Usuń
  17. Ja też dużo bardziej wolę Bałtyk niż Góry. Choć uważam, że mają swoją magię. Nad polskie morze najlepiej wybrać się we wrześniu, jest wtedy mniej tłoczno i jakoś bardziej klimatycznie.
    Co do noclegów - różnie bywa i najlepiej - szczególnie w "villach" ;)

    Pozdrawiam!

    p.s. Ruby jest śliczna, bardzo estetycznie wysmakowany blog prowadzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruby jest nawet prze-prześliczna :)
      tak delikatnej istoty dawno nie spotkałam :)

      esencja kobiecości!

      ja to, Kasiu, marzę o Bałtyku zimą - ale wtedy podobny problem z kwaterami, bo mało kto je zimą z kolei udostępnia.
      chociaż - jak się człek postara, to znajdzie.
      po prostu nigdy do tej pory tak poważnie nie wzięłam się za organizację takiego wyjazdu zimą ;P

      liczę na to, że w tym roku uda mi się przekonać Leszka - Sylwester nad morzem to byłoby coś ^^

      Usuń
  18. Kocham Bałtyk, bywało i tak, że całe lato spędzałam nad nim ( praca), polecam małą, spokojną miejscowość Sztutowo, czysta i kameralna, widoki ukochane.. pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. do Sztutowa, to chyba będzie najbliżej, jak się kiedyś na tę naszą drugą mierzeję wybiorę - Wiślaną ;)
      chciałabym wybrać się do muzeum obozu.
      mam nadzieję, że to jest ciągle czynne i udostępnione turystom?

      Usuń
    2. Tak obóz jest nadal czynny, akurat Sztutowo nie łapie się na mierzeję Wiślaną ale następna miejscowość Kąty Rybackie mają z jednej strony morze, z drugiej Zalew :)

      Usuń
  19. Boże z tą ciepłą wodą to naprawdę pojechali...
    A zdjęcia cudo kochana!:):*

    OdpowiedzUsuń
  20. z tą ciepłą wodą to jakieś przegięcie chyba, nie wspominając o porzuconych na plaży petach i puszkach z piwa .. :P
    fajnie Ci ten urlopik przebiegł :) pozdrawiam ciepło !

    OdpowiedzUsuń
  21. Uwielbiam nasz Bałtyk - zaś jego coroczne odwiedziny są już tradycją w mojej rodzinie! :D
    Mega podobają mi się zdjęcia krajobrazów jakie udało się Wam uchwycić, mogłabym się na nie patrzeć godzinami - ach... ten klimat jest wprost niezastąpiony! ♥
    PS. Sprawa z ciepłą wodą bardzo mnie zadziwiła! Do tej pory na całe szczęście jeszcze nie spotkałam się z taką sytuacją :P

    OdpowiedzUsuń
  22. piękne zdjęcia:) musiało być super:))

    OdpowiedzUsuń
  23. Ach, przegapiłam nowego posta, nie wiem jakim cudem;)
    Bałtyk lubię, ale szczerze mówiąc Lazurowe Wybrzeże jeszcze bardziej;)
    Władysławowo to chyba mój ulubiony ze wszystkich polskich kurortów, od dziecka jeździłam właśnie tam, ale w drugiej połowie sierpnia (nawet wtedy czasem bywało tłoczno). Kretyni śmiecący na plażach to porażka, ale przyznam, że pierwsze słyszę o takich problemach z ciepłą wodą na kwaterach (w sumie my zawsze wynajmowaliśmy od tej samej babki pokój, a u niej takich jaj nigdy nie było;)
    Widzę, że pomimo wszystko wyjazd się Wam udał, a to najważniejsze:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No myśmy też rok temu mieli bardzo fajną kwaterę we Władysławowie, ale kiedy klepaliśmy termin na tegoroczny wypoczynek, to nie było tam wolnych miejsc :(
      bardzo żałuję, bo tam na pewno wypoczęłabym bardziej (nie musiałabym na przykład urywać się z grilla na kwaterze u znajomych po to, by umyć włosy przed snem :/).

      Udał, udał, super było!
      a Lazurowe piękne, tylko ukrop tam jak w piekle ;P

      Usuń
  24. Im wyżej w górę, tym zimniej, a jak na dole jest upał to trzeba taszczyć ciepłą kurtkę, żeby na górze nie zamarznąć. To jest minus. Z kolei na plaży drażni mnie często tłum, a jeszcze bardziej jak ktoś pod nosem zacznie człowiekowi palić papierosa, dlatego wolę półdzikie plaże. Fakt, wiele śmieci wala się na wybrzeżu, stąd może między kocami chodzi tyle poszukiwaczy z wykrywaczem metalu, myślą, że oprócz petów znajdą jakieś skarby? :)
    Kiedyś w Ustce mieliśmy wynajęte mieszkanie w bloku na parę dób, okazało się, że mieszkanie nie jest wyłącznie przeznaczone dla turystów, bo w łazience stały perfumy/szampony, etc., a w lodówce było mnóstwo... zamrożonego mięsa. Widocznie pani, która wynajmowała to mieszkanie dla turystów przenosi się na działkę, a jak turystów brak, z powrotem wraca do mieszkania.
    Piękne zdjęcia, Hel jest cudowny! Foki, kojarzą mi się z takimi przemiłymi, spokojnymi zwierzętami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooo, widzieliśmy tych poszukiwaczy :D
      super fucha - w przyszłym roku sama się w taki wykrywacz zaopatrzę, może na paliwo na drogę powrotną się uzbiera :D

      Ta akcja z niekompletnie opróżnionym mieszkaniem bardzo słaba - ten sam typ właściciela :]

      Foki są przekochane!

      Usuń
  25. najbardziej podoba mi sie ta latarnia magiczne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Ale wspaniały urlop ! Fotograf spisał się na 6 ! :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Ohoho aleś się Panna rozpisała! :) Super, super się czytało! :) Aż mi się zdążyła kolacja ugotować :D
    No ja bym nie dała rady bez ciepłej wody - masakra... Co najmniej śmieszna ta cała kwestia z wodą. Serio?
    Mi się marzy wypad nad wodę, ale w takie ciepłe klimaty, jakoś Bałtyk mnie nie pociąga, nie wiem, może dlatego, że tak naprawdę byłam nad naszym rodzimym morzem tylko raz? I t w dodatku za młodu.
    Tak czy siak, super że urlop się udał, super zdjęcia :) Te schody w latarni.... boskie! Popstrykałabym tam zdjęć :)
    Nic, lecę jeść kolację, miłego wieczoru! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio, serio - bardzo serio :-]

      można tam, w tej latarni, porobić więcej fajnych fot - ale wiesz, jak ludzie schodzą i wchodzą, to trochę strach, łatwo upuścić aparat ;P

      smacznego, choć już ją pewnie strawiłaś nawet ;P

      Usuń
  28. Ale jaja z tą ciepłą wodą... Wstydzilby się za tyle kasy robić taką siarę... Gdzie się w końcu zatrzymaliście?:)
    Ja nad polskim morzem ostatni raz byłam w 3ciej klasie podstawówki. Wstyd normalnie, ale cóż :P jakbyk miała jechać to na pewno nie Władysławowo, zbyt duże tłumy - tak jak piszesz :) cieszę się, że wypoczęłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie!
      można by to przeżyć, jak doba kosztowałaby 30 złotych!
      ale 65?
      trochę nie halo...

      no gdzie? no w tej drugiej, tej od kartki - nie chcieliśmy stracić dnia na szukaniu kwatery, jakoś się przemęczyłam.
      jak chciałam się wykapać później niż o 22, to facet włączał nam ten piec.
      ale w ciągu dnia musiałam się zadowolić zimną :>

      polecam Rogowo ;) tam nie ma żywej duszy - a można wykupić sobie fajne wczasy w ośrodku wojskowym.
      z wyżywieniem.
      z dzieckiem jest to wygodne.

      jest ogroooooooomna plaża, zamknięta dla ludzi spoza ośrodka.
      jest blisko do Kołobrzegu, tam można pojechać na zwiedzanie :)

      Usuń
  29. Zdjęcia świetne! Schody - rewelacja.
    Akcja z wodą, a to mnie zdziwiłaś, że są takie przeboje... widać w niektórych miejscach jest jeszcze klimat rodem z PRL-u. ;) Co do śmieci - niestety z roku na rok ludzie śmiecą coraz bardziej. Nie tylko nad morzem, ale i w górach i w ogóle w różnych rejonach Polski. Jest to bardzo przykre.

    OdpowiedzUsuń
  30. ależ się rozpisałaś, ależ emocje Tobą targają, choć wcale się nie dziwię. Przyznać muszę, że jeszcze takiego numeru z wodą nie słyszałam, chwała, że nam się nie przytrafiło:)

    Na Helu byliśmy dwa lata temu i z okna pokoju mogłam morze podziwiać, a wszelkie atrakcje militarne musiałam zaliczyć, cóż jedyną kobietą w rodzince naszej jestem, więc innej możliwości nie było. Plan mój był taki,żeby chłopakom moim całe wybrzeże pokazać, ale w tym roku po raz drugi ( synom moim się tak podobało, że dałam się namówić) wylądowaliśmy w Dziwnowie, ale na Wolinie, nie w centrum, a tam plaża idealna, brak tłumów, spokój, nie martwiłam się o dzieciaki, że gdzieś mi się pogubią, potopią. Bosko:)

    Nasze Morze uwielbiam, nic nie zastąpi mi tych wrażeń i tego spokoju, który właśnie tam osiągam (choć powinno być odwrotnie, bo prof. od oceanografii dał mi popalić)

    Ach i wcale jak Kopciuszek nie wyglądasz, tyko jak rasowa turystka, co to odpocząć przyjechała, poplażować i się zresetować:) Uroczo:)

    I nadal żałuję, że choć w tym samym czasie Bałtyk żeśmy nawiedziły to jednakże tak daleko od siebie:)

    Pozdrówka:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja to bym chętnie bardzo znowu na zachodnie wybrzeże zawitała, ale jeździłam tam pociągiem, jak podróże pociągiem jeszcze opłacalne były, bo się zniżkę miało - autem, to jest podróż męcząca i daleka.
      Lechu nie chce tam jechać, a ja mu się wcale nie dziwię - prawa jazdy nie mam, nie zmienię go za kierownicą :(

      Dziękuję bardzo, Kochana!
      choć ja przy wersji z Kopciuszkiem zostanę ;P

      ściskam mocno!

      Usuń
  31. Ja chcę więcej takich wpisów! :) Świetna relacja, bardzo fajny wyjazd! Z noclegami nad morzem rzeczywiście jest straszny problem. Ja szukałam kilka godzin... Nie mogę doczekać się sesji. Mi jakimś cudem udało się zrobić zdjęcia na plaży, nie było tam niemal nikogo... ale pogoda była okropna i to wszystko tłumaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta nasza sesja też była sesją na plaży - tylko w takiej mniej plażowej jej części zrobioną ;P
      ale falochron chyba ciekawszy nawet jest, więc nie narzekam ;P

      Usuń
  32. Kochana, Twój look nie ma nic wspólnego z turystycznym! Pięknie i stylowo wyglądałaś :)
    Ja mam zawsze dylemat co wybrać - góry czy morze i zazwyczaj musimy pojechać na dwa urlopy w roku żeby wilk był syty i owca cała;)

    OdpowiedzUsuń
  33. Widać wakacje się udały, ohh Lily zawsze trzymasz styl ♥.
    Pewnie z Warszawy i Krakowa zrobisz małą relacje, mam nadzieję! z krótkiego tripu =)

    http://delavie-paula.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  34. A ja przebieram nóżkami, bo urlop zaczynam za kilka godzin...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wszystkiego więc dobrego dla Ciebie na nim!

      Usuń
  35. Przyznaję, się, że nad naszym morzem nie byłam już dobrych kilka lat i po twojej relacji chętnie się bym tam wybrała. Z pewnością nie zapomną zapytać i ciepłą wodę :-))

    OdpowiedzUsuń
  36. O matko! Własna pościel, godziny z ciepłą wodą, tragedia! : D
    Ja na szczęście nigdy nie trafiałam na takie atrakcje, ale raz właścicielka domku przychodziła do nas co 10 minut, kiedy (zaznaczam, że normalnym tonem, nie jakimiś pijackimi okrzykami) odważyłyśmy się z koleżankami rozmawiać po 22....
    A w tym roku z moim Gabrysiem z kwaterą trafiliśmy super - płaciliśmy 30 zł, mieliśmy do dyspozycji ogród z masą owoców, które mogliśmy wcinać, dostęp do aneksu kuchennego, łazienka w pokoju, parking na podwórku i świetna altana do grillowania. Pani teoretycznie też poinformowała nas, że ciepła woda raczej tylko w okolicach porannych i wieczornych, ale właściwie można było z niej korzystać cały dzień... może mieszkańcy kwater mało jej zużywali. ;p
    Tylko ten tydzień oczywiście tak jak w Twoim przypadku zleciał zdecydowanie za szybko. : (
    A nad polskie może też chcemy się jeszcze wybrać, chociaż na weekend, bo co to za wakacje, bez tego widoku i spaceru po plaży. :)
    A i powiedz mi jeszcze Mar, co to za obiektyw ten z poprzedniego wpisu od fajnego rozmycia? ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli, że to nie jest jedynie nadmorskie skąpstwo, a takie ogólnopolskie dziadostwo kwaterowe, tak?

      raaaany, nie byłam świadoma skali zjawiska -.-

      u nas zapowiada się, że wrócimy nad morze jeszcze w sierpniu - co prawda póki co to wszystko są ledwie plany, ale jednak pojawiła się taka opcja i mam nadzieję, że uda się wcielić w życie te zamierzenia ^^

      Usuń
  37. Haha... Parę razy byłam we Władku i za każdym było gorzej. Mierzeja Helska też mnie zachwyca i marzy mi się, żeby pojechać nań zimą!!! To musi być dopiero klimat!!!

    OdpowiedzUsuń
  38. piękne zdjęcia, zazdroszczę wypoczynku :)

    OdpowiedzUsuń
  39. ja byłam nad morzem w pierwszej połowie lipca, upałów brak niestety (no ja ubolewałam baaardzo). Tym razem byłam w Ustce ale trzy lata temu byłam we Władku, na szczęście problemów z ciepłą wodą nie było :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Zapychacze? Niekoniecznie, mnie się takie wpisy bardzo podobają, bo są inne, wyjątkowe i można zobaczyć wiele ciekawych rzeczy! No i przeczytać :) Mnie zasmucają śmieci pozostawiane przez ludzi wszędzie. Nie rozumiem tych, którzy nie utrzymują porządku tam, gdzie są na wakacjach. Przecież to ich wypoczynek!

    OdpowiedzUsuń
  41. Ja mam o tyle dobrze,że mam chrzestną nad morzem, więc szukanie apartamentów, pokoi omija mnie szerokim szczęściem (uf...). Mieszkam u rodzinki nie martwiąc się, że coś będzie nie tak. Oczywiście morze kocham i minimum raz w roku muszę tam jechać - relaksuje mnie bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak ja mogłam zapomnieć napisać - dobrze,że już jesteś! Cała i zdrowa:*

      Usuń
  42. Tak to jest z urlopami, albo wracamy z nich mega zmeczeni albo wsciekli bo nie bylo tak jak zapowiadali w ofercie!
    Tak czy inaczej, zdjecia przepiekne!

    Pozdrawiam z Ameryki!

    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  43. Mar moja droga - zazdroszczę urlopu- wieki nie byłam nad polskim morzem tak wypoczynkowo i czysto rekreacyjne raczej bywałam ostatnio w tzw interesach :) co do naszego spotkania- juz od rana czułam ze wpadniemy na siebie hihi to bylo dla mnie wrecz oczywiste - wcale nie czulam sie potraktowana nieodpowiednio i wcale nie bylas dzikusem zupełnie wszystko normalnie jakbyśmy sie znały całkiem długo :) zapraszam do wawy one more time- spotkamy sie przejdziemy starówką :) pokażę ci złotą kaczkę, tamkę, biblioteke uniwersytecka i ogrody, a teraz także i bulwary wiślane potem świętokrzyską to niedaleko i jest na co popatrzeć ( o ile jeszcze tego nie widziałas :) ) Co do Twojego wygladu - o mamo jakas ty drobniutka kurcha i delikatna czulam sie jak beton przy Tobie hahah głos taki własnie sobie wyobrazałam ze masz -naprawdę ciesze sie ze zobaczyłysmy sie w takim dniu i przepraszam ze nie mialam czasu ( rodzinka czekała) nadrobimy next time :) Ogromne usciski i buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magdo, koniecznie!!!
      ja już zapowiedziałam moim warszawskim przyjaciołom, że wkrótce nawiedzam ich ponownie ;P
      bardzo chętnie pozwolę Ci oprowadzić się po tym pięknym mieście!
      Trochę pooglądałam w sobotę, ale to było bardzo pobieżne, bo jeden dzień w Warszawie to stanowczo za mało ;)
      Będę zaszczycona!

      I ten, no - bez przesady, ja miałam takie same wrażenia względem Ciebie: kruchutkaś, chudziutka i to ja się czułam jak klocek ;P

      Moc pozdrowień!
      Także dla Męża!

      Usuń
  44. Morze nasze kocham miłością niezmienną od roku 1987, gdy je pierwszy raz ujrzałam. I chociaż inne morza cieplejsze, bardziej błękitne, mniej wzburzone, to to nasze mnie uspokaja, to jego szum mnie odpręża...ehhh muszę się wybrać w tym roku...może uda się we wrześniu. Kobieta niepoważna z ta wodą :/ A urlop rozleniwia zawsze i powrót do realnego życia boli...czasami nawet bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  45. No to wspólczuje początku wyjazdu! Widać w niektórych rejonach Polski dalej jest PRL! Jednak jak widać , nie ma ego złego co by na dobre nie wyszło!

    Swoją droga mój Małoletni też zaliczył z babcią w tym roku polskie morze, ale na szczęście obeszło się bez jakichkolwiek nieprzyjemności, których się mega obawiałam!.

    OdpowiedzUsuń
  46. Naczytałam się za wszystkie czasy :D Ja rok temu byłam w Stegnie, płaciłam 40zł za dobę, ciepła woda była przez 24h i warunki rewelacja! :) Lodówka w pokoju, łazienka wyremontowana, pełny luksus! :) Nawet telewizor działał :D Jak już mam wracać do Stegny to zdecydowanie tam, chociaż syfu na plaży się nie ominie :) Mimo wszystko warto, bo kocham wieczorne spacery nad polskim morzem.... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. swoją drogą - jak nas ktoś poczyta, to zapłacze :D
      pełny luksus utożsamiamy z ciepłą wodą w kranie, lodówką i łazienką bez grzyba ;P
      w XXI wieku ;P ^^

      fajna ta nasza Polska jest, w sumie ;P przynajmniej można się pośmiać ;P

      Usuń
  47. Może jestem jakaś dziwna, ale ubawiły mnie Twoje przygody z zakwaterowaniem. :D jeszcze nie miałam nigdy takich problemów, nawet nad morzem. Ale Ci się trafiło. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj, nie śmiej się, Dziadku, z cudzego wypadku... ;P

      Usuń
  48. Ja w dzieciństwie objeździłam i nasze polskie morze i nasze góry. Zdecydowanie bardziej lubię morze:) i żałuję, że już od kilku lat mnie tam nie było:(
    Ps. Przy okazji tego wpisu dowiedziałam się, że jesteś z Łodzi;) No to łodzianka pozdrawia łodziankę;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja już kiedyś, kiedyś byłam u Ciebie i wyrażałam radość z tego, że Cię znalazłam, bo mi Modna Polka podpowiedziała, żeś z Łodzi ;)
      nie pamiętasz pewnie ;P

      Usuń
  49. Jak ja Ci Mar zazdroszczę wyjazdu! :D Sama nie miałam okazji spędzić czasu nad naszym (podobno :P) pięknym, polskim morzem. Mam tylko nadzieję, że uda mi się nadrobić zaległości :D
    No początek urlopu nie był zbyt miły... :/ Ważne, że nie zepsuło to reszty wyjazdu i miło spędziliście czas ;)
    Coś czuję, że z racji mojego uwielbienia do historii polskie wybrzeże i mnie by zauroczyło :D I po plaży też bym się przeszła, mewy przegoniła, rybkę ze smażalni zjadła, szumu fal posłuchała.
    Zdjęcia jak zwykle powalają, świetne są :)
    I mam nadzieję, że uda nam się zobaczyć podczas Twojego weekendu w Krakowie :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ale że nigdy?
      nigdy nigdy?
      naprawdę?

      nie mogę w to uwierzyć ;P

      Julko, tak jak napisałam u Ciebie - jak tylko Kraków będzie zaklepany, to piszę do Ciebie ;)

      Usuń
  50. Fajnie podsumowanie ! Ja osobiście też nie przepadam za górami byłam w tym roku i po dwóch dniach zdecydowałam że jadę nad morze ;p Bardzo ładne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ło, to trochę kilometrów do przejechania miałaś ;P

      Usuń
  51. Ja także uwielbiam morze i ciągle się nim zachwycam ;) Jest dla mnie takie niezwykłe, tajemnicze i romantyczne ;) W prawdziwych górach nigdy nie byłam, ale gdybym miała wybierać znów wybrałabym morze ;) My pojechaliśmy w ubiegłym roku po sezonie, dzięki temu mieliśmy piękny pokój w rozsądnej cenie, a na plaży było bardzo spokojnie ;)
    Hahah no i też jestem 'sztywniarą' - spanie w namiocie? pff ;D

    P.S piękne zdjęcia ! aż mi się zatęskniło za naszym pięknym morzem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdybym mogła decydować, to też wybrałabym późniejszy termin - ale niestety, siła wyższa :(

      hehe, naprawdę miło mi, że podobają Wam się te zdjęcia - to takie zwyczajne pstryki, mało się przykładaliśmy do zdjęć innych, niż foty stylizacji ;)

      Usuń
  52. Super ze wrocilas Mar! I ze mimo wszystko wakacje sie udaly i przede wszystkim ze odpoczeliscie! Pozdawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  53. Mar taki post to zapychacz? Nie powiedziałabym, osobiście bardzo lubię takie relacje :)
    Też uwielbiam polskie morze i co roku staram się je odwiedzić, czy to w sezonie czy poza nim.
    Uśmiałam się, jak pisałaś o tej wodzie, pościeli i innych rzeczach. W sumie nie mieści mi się to w głowie i pierwszy raz o takim czymś słyszę.
    Co do brudnych plaż, niestety mam takiego pecha, że widzę to co roku. O poziomie ludzi, którzy w ten sposób zaśmiecają plaże, nie będę więcej nic pisać. I tak, jak mówisz a kosz kilka kroków dalej...
    Zdjęcia i relacja z wyjazdu świetna - śmiało mogę napisać, że chcę więcej :)

    Dobrze, że jesteś cała i zdrowa i mam nadzieję, że mimo wszystkich przygód wypoczęłaś :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  54. Kurcze Mar, ale naplodzilas tekstu, az nie wiem w co klawiaturę włożyć :p.

    To może od meritum, a później najwyżej sobie wrócę i dokomentuję to i tamto.

    Ja uwielbiam polskie morze chyba tylko jesienią tam nie bylam, bo o pozostałych porach tak, ale rzeczywiście latem tam jest mrowisko ;). Na całe szczęście nie miałam nigdy takich przebojów z wodą, bo zatrzymuję się u kuzynki w Rumunii, albo kolegi w Pucku. Puck mało atrakcyjny, ale dobra baza wypadowa na półwysep ;).

    Jest to niezły wałek z tą wodą i parkingiem. Szkoda, że niestety z braku laku jest popyt i na takie kwatery, i tacy 'oszukiści' nadal będą zarabiać na lamerni :(.

    Szkoda, że nie mogłam się z Tobą spotkać, ale taki tam problem mam, i dobrze ze w ogóle udało się wyjechać na Kaszuby na kilka dni :).

    Fajnie, że udało się pospacerować tym deptakiem na Cyplu, to właśnie tym z foty tak się od roku jaram.

    Ja też jestem tak mega opalona jak Ty;). Pewnie mamy ten sam 'naturalny' dyskretny odcień ;) :p.

    To tyle na teraz. Idę cos zjeść ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rumii, znaczy?
      bo z Rumunii, to daleko ;P
      No co Ty gadasz o tym Pucku - piękny parking tam jest ;P
      z widokiem na Zatokę ;P

      (Jezu, jak to zabrzmiało ;P)

      jaki problem? co się stało?

      To się nazywa "opalenizna nienachalna" ;P

      smacznego ;P

      Usuń
  55. ja w tym roku do Sopotu, mam nadzieję, że będzie warto :)

    OdpowiedzUsuń
  56. piękne zdjęcia !!! świetnie wyglądasz Kochana urlop Ci służy <3

    OdpowiedzUsuń
  57. Great post and photos dear!

    Please click on the link on my blog
    http://helderschicplace.blogspot.com/2015/08/no-drama-with-newdress.html

    OdpowiedzUsuń
  58. Kochana hhhaaahaha! Super wpis!
    pozdrawiam:*
    Ola
    FASHIONDOLL.PL

    OdpowiedzUsuń
  59. Uwielbiam Cię czytać! Ty nawet najzwyklejszy tekst potrafisz zamienić w wyrafinowany felieton :D
    Takimi zdjęciami jesteś w stanie zachęcić nawet największego domatora do wyjazdu :)
    A stylizacja jest idealna - pasuje do Ciebie w 100%, a zarazem jest stworzona na upały :)

    OdpowiedzUsuń
  60. Wciagnelo mnie to czytanie, az bylam smutna ze to koniec.
    Tez kocham polskie morze!

    OdpowiedzUsuń
  61. Kocham polskie morze, ale zdecydowanie wolę wybrać mniej uczęszczane miejscowości. Właśnie przez te tłumy...

    OdpowiedzUsuń
  62. Super wpis ! Co do outfitów na urlopie to się zgodzę, ja jak byłam nad morzem, to mogłabym chodzić tylko w stroju kąpielowym, nawet śmigałam tak z plaży do pokoju, a co nikt mnie nie zna to mogę. A gdy było chłodno zwykły t--shirt i spodnie mi wystarczyły, żadne przebieranki. A na Helu również byłam, pamiętam taką smieszną fokę, a raczej Pana Fokę. Taki czarny kumpel, jedyny się wyrózniał bo stał i pozował do zdjęć prawie w pozycji stojącej , haha ;))

    http://whisperyourlove.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  63. właśnie to samo napisałam od nowszym postem... :D Władek między 15 lipca a 15 sierpnia to jedna wielka imprezownia, lepiej tam nie jechać, jeśli się nie musi. Co prawda znam to tylko od drugiej strony (pracowałam 2 lata z rzędu najpierw w spożywczaku, potem w naleśnikarni) to widziałam, co tam się wyrabia... za to uwielbiam morze zimą, wtedy tylko ja, narzeczony, i jakiś jeden samotny spacerowicz, magia!
    I dlatego też bardziej lubię góry - za ciszę, spokój, atmosferę, brak turystów, ceny (za jakieś 35-40zł/os jest przytulny pokój, dostęp do kuchni i łazienka z ciepłą wodą całą dobę). Nie jestem fanką sportów zimowych typu narty i snowboardy, ale uwielbiam wędrować po górach.

    OdpowiedzUsuń
  64. Świetny blog,piękne zdjęcia <3

    http://alliness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.