wtorek, 24 listopada 2015

#FWPL - 13. edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland

W dniach 12 - 15 listopada w gmachach hotelu DoubleTree by Hilton i Klubu Wytwórnia w Łodzi odbyła się trzynasta już edycja najważniejszego polskiego wydarzenia poświęconego modzie - FashionPhilosophy Fashion Week Poland.


I ja tam byłam - a że działo się wiele, to i podzielić się moimi wrażeniami z Wami postanowiłam.


XIII edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Jeszcze nie tak dawno temu byłam zdania, że co to, to nie - niech się na takie imprezy ważni ludzie pchają, gdzie tam mi do nich, ja się przecież na modzie aż tak nie wyznaję, a jak człowiekowi do innych tego czy owego brakuje, to lepiej się tu czy tam nie pchać i w domu zostać.

I choć Fashion Week Poland organizowany jest w Łodzi od paru już lat, a i ja w niej/obok niej od urodzenia niemal rezyduję (bo pomimo tego, że adres zameldowania mam ciągle podłódzki, to i uczyłam się w niej, pracowałam i pracuję i obecnie mieszkam), to przez wszystkie jego poprzednie odbywania się lata zawitałam tam raptem - uwaga - dwa razy.

Zawsze tylko na pojedyncze pokazy i na Strefę Showroom.

A to od mojej poprzedniej szefowej wejściówkę dostałam, a to wygrałam zaproszenie na jednym z łódzkich portali - generalnie: przypadkiem i z pewną taką nieśmiałością w te wielkiej, polskiej mody progi trafiałam.

Wiele bowiem czasu zajęło mi przestawienie swojego myślenia na normalne - moim zdaniem - tory.
Wiele wody w Bzurze przepłynąć musiało, nim zrozumiałam, że do oglądania mody i wysnuwania z tego, co się ogląda wniosków jakichś nie potrzeba żadnych szkół ani stanowisk ważnych piastowania.
Owszem - pewne obycie artystyczne (albo raczej - estetyczne) i obcowanie z modą inną, niż ta na wystawach i witrynach popularnych sieciówek niesamowicie ocenę tego, co się widzi ułatwia i zaznajamia z kategoriami, według których formułować ją się powinno.

To jest coś, z czym nawet polemizować nie próbuję.

Aksjomat.

Tak, jak każdy przecież ma prawo do swojej opinii na temat książki czy filmu, tak bez wiedzy dostępnej absolwentom studiów filologicznych lub filmoznawczych lepiej nie próbować popełniać żadnych kategorycznych opinii na temat ich kunsztu artystycznego.
Bo można się zbłaźnić próbując bronić publicznie zdania, że Dom nad rozlewiskiem jest największym osiągnięciem literatury polskiej napisanej pod roku 1989, a To nie tak jak myślisz, Kotku bije na głowę konstrukcją fabularną i scenariuszem kino moralnego niepokoju.

Ale podobnie jak literatura, film, czy kino moda jest dziś uznawana za sztukę (Tatarkiewicz pisał, że Sztuka jest odtwarzaniem rzeczy, bądź konstruowaniem form, bądź wyrażaniem przeżyć – jeśli wytwór tego odtwarzania, konstruowania, wyrażania jest zdolny zachwycać, bądź wzruszać, bądź wstrząsać), to skoro każdy może iść do teatru, przeczytać książkę i obejrzeć dany film, tak i każdy ma prawo do obcowania z modą.

Tą wybiegową, projektancką, "światową".

Choćby po to, by - podobnie jak w wypadku innych sztuki dziedzin - rozwijać swoją wrażliwość.
I żeby dobrze spędzić czas w gronie osób, którym takie czasu spędzanie również wydaje się fajne - jednymi z funkcji sztuki są przecież funkcje ludyczna i integracyjna.

Dlaczego więc odmawiać sobie prawa do dobrej zabawy?
Zwłaszcza, gdy ma ją człowiek niemal pod nosem i niewiele wysiłku musi włożyć w to, by w niej uczestniczyć?


Jednym z powodów, który skłonił mnie do wybrania się na tę edycję FWPL był fakt, że jest to impreza tłumnie przez blogerów oblegana.

ja bardzo chciałam spotkać się wreszcie z tymi w blogosferze zapoznanymi osobami, których przy innej okazji spotkać bym rady nie dała!

Wiadomo, mała jest szansa na to, że jeśli będzie się przebywać służbowo/wakacyjnie w jakimś mieście, z którego wiemy, że dana osoba pochodzi, to akurat tego dnia lub w tym czasie będzie mogła ona się z nami spotkać.

 Tutaj spotkanie możliwe jest bez większych problemów :)

Zobaczyłam "na żywo" więcej znanych mi dotąd tylko z internetu (albo i nie do końca mi znanych - sporo nowych blogów odkryłam dzięki temu ubiegłemu weekendowi) miłych twarzy, niż spotkać się spodziewałam! 


ogromnie się cieszę, że mogłam Was zobaczyć na żywo!

Planowałam zamienić kilka słów z jeszcze większą znanych mi z blogosfery osób ilością, jednak okazało się, że nie dla psa kiełbasa - nie z każdym taka tam sobie Mar może porozmawiać ;)

Trochę mi przykro, ale nastu lat już nie mam, obrażać się nie będę ;)

Z niektórymi z Was z kolei zobaczyć się nie zdołałam albo donosiliście mi po fakcie, że widzieliście mnie, lecz nie reagowałam - już się tłumaczę: widocznie Was nie widziałam, przepraszam!

Nie byłam tam sama, więc i rozglądać się zbyt wiele czasu nie miałam!

Ale każdemu, kto mnie za rękę szarpnął albo krzyknął do mnie, że wita i jak się mam zapytuje przyjaznego słowa nie szczędziłam.


No właśnie - nie byłam sama, ponieważ na tę jesienną Fashion Week Poland edycję wybierały się również "moje" dziewczyny: Moda i Takie tam (Paula) i BAMBI Boho (Sylwia).

Żyły nią od dawna, wcześnie bardzo zainteresowały się załatwieniem tej całej akredytacyjnej papierologii, dawno temu miałyśmy już dogadane to, że w czasie trwania eventu nocleg u mnie i Leszka mają zaklepany.
Co by się nie działo.

Jakoś więc końcem października doszłam do wniosku, że kurczę - sama będę w domu siedzieć?
Dlaczego mam nie iść z dziewczynami?
Im też będzie raźniej - we trzy zawsze weselej, im nas więcej, tym lepiej :)

Dziewczyny przyjechały do nas, do Łodzi, w piątkowy ranek - w czwartek niestety ja musiałam być w pracy, a po pracy mieliśmy z Lechem kilka spraw do ogarnięcia.

Nasza fashionweekowa przygoda rozpoczęła się więc od drugiego dnia imprezy.

Trochę tego żałuję, ponieważ ominęło nas przez to kilka pokazów, z których kiedy zdjęcia i filmy oglądam, to odnoszę wrażenie, że wiele straciłyśmy.
Przede wszystkim żal mi pokazu gościa specjalnego tej edycji - Jerzego Antkowiaka (który został uhonorowany statuetką Złotego Flaminga: nagrody przyznawanej przez organizatorów FWPL osobom zasłużonym w dziedzinie mody i designu oraz tym, którzy przyczyniają się do promocji przemysłu kreatywnego w Polsce i poza jej granicami).

Niestety - bardzo mało jest w sieci filmów nakręconych w czasie trwania tego wyjątkowego (bo retrospektywnego) pokazu.
Właściwie, to są jedynie dwa - obydwa krótkie i bardzo wyrywkowe.
Nie ma sensu więc udostępniać Wam żadnego z nich.
Na pewno jednak zdążyliście i zdążyłyście już zapoznać się ze zdjęciami z niego, które od tygodnia krążą po sieci.

Jeśli tak, a podobnie jak ja nie mogliście tego pokazu oglądać na żywo, to pewnie również zżera Was zazdrość ;P

Jerzy Antkowiak Gala Otwarcia XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Jerzy Antkowiak na Gali Otwarcia 13. edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Jednak nawet i w pozostałe dni imprezy nie mogłyśmy uczestniczyć w niej w całości - przyczyna była prosta i niezależna od nas: Paula się rozchorowała.
Już jadąc do Łodzi nie czuła się dobrze, ale wszystkie (z nią - oczywiście - na czele) myślałyśmy, że nie doskwiera jej nic poważnego - ot, zwykłe, jesienne przeziębienie.
Jakaś niegroźna infekcja.

Okazało się, że nie jest tak fajnie - z godziny na godzinę czuła się coraz gorzej.
Aż wreszcie straciła głos.
Jeśli kiedykolwiek nie mogliście wykrztusić z siebie słowa, Wasze zatoki wołały o ratunek, a jednocześnie mieliście gorączkę i bolała Was głowa, to możecie się domyślać, jak biedna i chora czuła się Paula.

Nie było więc mowy o tym, że będziemy siedzieć na wszystkich pokazach do późnej nocy - dla mojego chorego gościa tak spędzony weekend mógłby się skończyć długim pobytem w szpitalu.

Absolutnie nie wchodziło w grę rozwiązanie, że Paula wsiada do taksówki i wraca do mieszkania, a my bawimy się dalej.
Czułam się za nią odpowiedzialna, gościa nie zostawia się przecież samego.
Sylwia również nie chciała słyszeć o tym, że miałaby zostać w Hiltonie sama.

Tak więc zmuszone byłyśmy odpuścić udział w kilku ostatnich pokazach każdego dnia.

W ten właśnie sposób ominęło nas uczestniczenie w dwóch sobotnich, którymi od tygodnia zachwycają się media i uczestnicy:

Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz i Natalii Jaroszewskiej.

Waleria Tokarzewska-Karaszewicz XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz

Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Chociaż styl kolekcji Walerii nie jest do końca tym stylem, jaki preferuję w modzie, to nie można odmówić jej tego, że prezentowane przez nią sylwetki przyciągają wzrok.

Jej kolekcja zachwyca - to doskonałe połączenie kobiecości delikatnej, dziewczęcej niemal (te groszki!) ze stylem wielkich dam (futra - komu futro nie kojarzy się z klasą wielkich dam i urokiem paryskich ulic w początkach ubiegłego wieku?).

Wiele dobrego robi tu kontrast - tak wykorzystanych przez projektantkę materiałów (wspomniane futra Tokarzewska - Karaszewicz zestawia z lekkimi, zwiewnymi sukienkami i spódnicami), jak i kolorów.

Waleria Tokarzewska-Karaszewicz XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz

Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Pokazu Natalii Jaroszewskiej żałuję zaś dlatego, że to, co zaprezentowała było klasycznym wydaniem stylu boho - a jak wiecie: ja boho uwielbiam.

I w niczym nie przeszkadza mi fakt, że kolorem przewodnim jej kolekcji jest błękit (za którym z kolei nie przepadam). 

Natalia Jaroszewska XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Natalii Jaroszewskiej

Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Te ubrania są - moim zdaniem - piękne!

jak te wszystkie szerokie spodni nogawki i długie sukienki/spódnice falować na modelkach musiały!

Ach i och!

Natalia Jaroszewska XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Natalii Jaroszewskiej

Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Pokaz kolekcji Natalii Jaroszewskiej wzbudził niemałe emocje także za sprawą swojego finału: z głośników popłynęły dźwięki Imagine Johna Lennona, a na telebimie za wybiegiem pojawił się symbol pacyfki z wpisaną w niego wieżą Eiffla - znak solidarności z Francją i Paryżem (o tym, co strasznego wydarzyło się we Francji w piątek trzynastego listopada wspominać chyba nie muszę).

Fajnie to wyszło - dużym nietaktem ze strony organizatorów byłoby przemilczenie tych wydarzeń paryskich.
Średnio szczerze wypadłyby też akcje w stylu minuty ciszy.

Pytanie tylko, czy gdyby projektantka (lub też reżyser jej pokazu - bo nie mam pojęcia, na ile  w takich kwestiach zdanie należy do projektanta, a na ile do kogoś, kto mu te sprawy wizualne ogarnia) nie zdecydowałaby się na taki krok, to rzeczeni organizatorzy wpadliby na podobny pomysł.

A może to był pomysł odgórny właśnie, a skoro Natalia Jaroszewska najbardziej ze wszystkich prezentujących swoje kolekcje w sobotę projektantów wpasowała się w hipisowski - możliwy do wykorzystania pacyfki - klimat, to w jej pokazie postanowiono ją umieścić?

Kiedyś się tego na pewno dowiemy ;)


Finał pokazu Natalii Jaroszewskiej XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Finał pokazu kolekcji Natalii Jaroszewskiej

Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

No dobrze - a jakie są moje wrażenia odnośnie pokazów, w których mogłam uczestniczyć?

Jeśli chodzi o same prezentacje - fantastyczne!

Nie jestem typem blogera, który żeby pokazać, jak bardzo zna się na modzie zacznie wybrzydzać i wytykać twórcom wtórność.
Nic z tych rzeczy.

(Oczywiście - w blogosferze aktywnie działa cała masa blogerów naprawdę znających historię mody, będących na bieżąco ze światowymi trendami i mających bardzo duże pojęcie na temat tego, co jest czego kopią, a co świeżości powiewem i potrafiących jednocześnie przewidzieć, które z lansowanych na przeróżnych wybiegach trendów szybko podchwyci ulica oraz wskazać te, które nadają się jedynie do zamknięcia w szafie i zaryglowania jej... ale ci zazwyczaj bardzo ładnymi słowami wypowiedzi swoje formułują ;>)

Jeśli mam być szczerą, to nie było takiego pokazu, w którym coś by mnie nie urzekło - a to pojedyncze nawet sylwetki, a to choreografia samego pokazu, a to dobór muzyki.

Każdy z projektantów (warto dodać, że projektanci prezentujący się na FWPL wystawiają swoje kolekcje w ramach różnych projektów: i tak mamy tam Designer Avenue - w obrębie którego kolekcje prezentują projektanci zaproszeni przez Radę Programową FWPL oraz Urząd Miasta Łodzi i autorzy najlepszych zgłoszeń spośród tych nadesłanych do coedycyjnego konkursu Designer Avenue; Studio - projekt, do którego zwykle kwalifikuje się kolekcje prezentowane przy bogatszej od tradycyjnych pokazów choreografii i nastawiony na wyróżnienie autorów rekomendowanych przez Radę Programową; Off Out of Schedule - platforma prezentująca modę awangardową, często przenikającą się z innymi dziedzinami sztuki, zwyczajowo służąca również do promocji twórczości najmłodszych spośród projektantów) przedstawił publiczności ubrania, o których napisanie, że były nieciekawe, nudne albo banalne byłoby naprawdę dużą przesadą.

Pokaz kolekcji Marii Wiatrowskiej XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Marii Wiatrowskiej

Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Owszem, wielu artystów bardziej lub mniej otwarcie postawiło w swoich kolekcjach na motywy etniczne - inspirowane innymi kulturami lub dalekimi krainami geograficznymi - albo na te wzory i fasony, które od razu przywodzą na myśl klimaty boho (oprócz Natalii Jaroszewskiej najbardziej chyba bliską im kolekcję zaprezentowała Maria Wiatrowska, aczkolwiek powiedzenie, że była to kolekcja wyłącznie nimi inspirowana mogłoby bardzo skrzywdzić Wiatrowską).

Pokaz kolekcji Marii Wiatrowskiej XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Marii Wiatrowskiej

Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Ci, którym takie oblicze mody nie przypada do gustu nie mogli być z tego zadowoleni - nie ma się jednak co dziwić projektantom, że eksploatują etno i boho do granic możliwości.
Ulica je pokochała, dobrze się sprzedają - grzechem byłoby nie korzystać z nich, póki jest na nie popyt.

Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak trudny jest polski rynek mody (podobno - bo jak się choćby po blogosferze szybką przebieżkę zrobi, to okaże się, że nie ma takiej blogerki, która by czegoś od któregoś polskiego projektanta nie miała).

Pokaz kolekcji CAHA XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji CAHA (Katarzyny Bajer - Kaczmarskiej)

Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Ale i bardziej "klasycznych" sylwetek było pod dostatkiem - choćby u Katarzyny Bajer - Kaczmarskiej (CAHA), NANKO, La Metamorphose czy ANNISS.

Pokaz kolekcji ANNISS XIII FashioPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji ANNISS

Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Pokaz kolekcji La Metamorphose XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji LA METAMORPHOSE

Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Podsumowując - ja tej nudy, o której tak się Internet rozpisuje nie zauważyłam.
Ale co ja tam wiem, wszak nie jestem blogerką modową, a prostą szafiarką :>

Pokaz kolekcji Jarosława Ewerta XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Jarosława Ewerta

Zdjęcie - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Zapytacie, czy coś mi się w Fashion Weeku nie podobało - a i owszem, była jedna kwestia, która grymas niezadowolenia na moim obliczu kilka razy wywołała.

Bardzo denerwowały mnie długie obsunięcia czasowe pomiędzy pokazami - ja wiem, ja rozumiem, że uprzątnięcie wybiegu i zorganizowanie go na nowo przed każdym pokazem, dostosowanie go do potrzeb każdej prezentacji i próba swoje trwają.
Naprawdę, ja rozumiem bardzo wiele.

Ale jeśli ogłasza się i publikuje harmonogram, to warto go przestrzegać.

Nie każdy z uczestników ma tyle szczęścia co ja, że bez względu na to, o której godzinie pokazy się skończą, to nasunie czapkę na głowę i z buta podrepcze na najbliższy przystanek, z którego o której godzinie by tam nie dotarł, to i tak czymś się do domu w czterdzieści minut dostanie.

Tu przyjeżdżają ludzie z całej Polski - często nie swoim autem, a komunikacją międzymiejską.
Są uzależnieni od rozkładów jazdy PKP, PKS lub innych przewoźników (czemu się nie dziwię, bo bilety bywają tańsze, niż paliwo - zwłaszcza, gdy z drugiego końca Polski się jedzie).

Nierzadko wybierają się do Łodzi tylko na jeden pokaz - swojego ulubionego projektanta.
Albo projektanta, z którym chcieli współpracować, planowali sprzedawać jego ubrania w swoim sklepie - najpierw jednak mieli zamiar zobaczyć, co nowego stworzył, jak ubrania prezentują się na żywo (wiadomo, że zdjęcia katalogowe nie zawsze pokrywają się z rzeczywistym wyglądem ciucha).

I teraz czeka taki człowiek, czeka, opóźnienie wynosi już prawie godzinę, pokaz właściwie powinien był się o tej porze kończyć, a jeszcze się nie zaczął.
A pociąg odjeżdża za dwadzieścia minut...  Komu zależy, ten zostanie.

Ale gdybym ja, zostając, miała potem na szybko szukać gdzieś w obcym mieście noclegu, narażać się na dodatkowe koszta i złorzeczyć pod nosem, to bym nie została.

Nigdy w życiu.

Przez bardzo wydłużoną przerwę przed pokazem Marii Wiatrowskiej Paula i Sylwia prawie nie miałyby czym wrócić do domu, a Sylwia niemal spóźniła się do pracy.

Dziewczyny miały umówiony transport na godzinę 18.
Pokaz Wiatrowskiej planowany był na 16 - zaczął się grubo po 17.

Bardzo grubo.

Tak grubo, że w moim i Leszka mieszkaniu byłyśmy już po uzgodnionym wcześniej terminie odjazdu kierowcy Dziewczyn - cud, że facet zgodził się poczekać.
Czym wracałyby, gdyby się nie zgodził - nie mamy pojęcia.
Na pewno jakieś wyjście by się znalazło, ale Sylwia nie zaczęłaby zmiany o 22 na sto procent.

Blogosfera i media związane z modą od ponad tygodnia zastanawiają się nad tym, dlaczego na tę edycję przybyło tak mało gości - fakt, z poprzednich Fashion Week'ów na których (jak wspomniałam na początku posta) bywałam jedynie przez chwilę doskonale pamiętam tłum ludzi.
Na Showroomie, przed wejściem, na pokazach.

I tu, w Hiltonie, bywały takie pokazy, na które ludzi przyszło mnóstwo - zwłaszcza popołudniowe.

Ale generalnie nie odnosiło się wrażenia, że to ten sam event, na który jeszcze rok, dwa lata temu każdy mieszkaniec Łodzi chciał mieć akredytację/zaproszenie bez względu na to, jak bardzo wiele milionów monet musiałby zapłacić (oj, pamiętam, pamiętam te screeny robione na przeróżnych łódzkich forach i grupach facebookowych, z których wynikało, że na pojedynczym zaproszeniu na pokaz projektanta można było baaaaardzo dużo zarobić - i ci, którzy taką metodę na wzbogacenie się wybierali stratni raczej nie byli, bo chętnych była masa ;>).

Co się stało?

Czy Łodzi znudziła się promocja FWPL?

Czy moda już nie jest tak modna, jak kiedyś?

Czy fakt, że Michał Witkowski ogłosił, że kończy karierę "blogerki" modowej i podpieraczki ścianek (jakby co - ja bardzo cenię prozę Pana Michała, naprawdę! ale prozę, nie takie happeningi, bo choć dla mnie fakt, że to happening i coś na kształt artystycznej prowokacji był dość czytelny, to Mądrzy Ludzie Tego Kraju orzekli, że i happeningi mają swoje granice) sprawił, że dziennikarze uznali, iż nie ma tu już nic ani nikogo ciekawego do oglądania?

Że i pisać nie ma o czym - bo nikogo to nie zainteresuje?

Mam takie nieodparte wrażenie, że gdyby impreza odbywała się w Warszawie, to przez pięć minut każdego wydania jakiegokolwiek programu informacyjnego pojawiałaby się wzmianka o niej i krótkie, bo krótkie, ale migawki z niej także.

Bo Warszawa potrafi sprzedawać w Polskę każde wydarzenie kulturalne i biznesowe, jakie się w niej organizuje.
Może władze stolicy i tamtejsi biznesmeni (a więc wydarzeń tego typu sponsorzy) dysponują większą ilością pieniędzy - tak pewnie jest.

Ale Miasto Łódź również niemałe pieniądze do FWPL dokłada - mogłoby więc zatroszczyć się o to, aby chociaż dziennikarze lokalnego, internetowego dodatku do Gazety Wyborczej napisali o Fashion Weeku jakiś obszerniejszy nieco artykuł, a nie zdawkową jedynie informację, że rozpoczął się i potrwa cztery dni.

Od piątku do poniedziałku na łódzkiej podstronie Gazety.pl nie pojawiło się ani słowo o FWPL - za to organizowany w ten sam weekend koncert Disco Polo w Atlas Arenie miał taką tam promocję, że klękajcie narody!

A potem oburzenie, że Bogusław Linda nazwał Łódź i jej mieszkańców tak, a nie inaczej - a skąd ten Boguś Linda ma wiedzieć, że coś się tu dzieje?

Jeśli się modą nie interesuje, to pojęcia bladego mieć o tym nie będzie!

***

Na zakończenie tego posta postanowiłam zostawić coś, na co z pewnością czekacie najbardziej - zdjęcia z tych pokazów, które ja, Mar, uznałam za najlepsze. 

Z tych, które mnie najbardziej się spodobały.

I tak, jak doceniam kunszt projektów Walerii Tokarzewskiej i zauracza mnie boho Natalii Jaroszewskiej, więc po części rozumiem też zachwyt nad ich pracami tych, którzy je wychwalają, tak mnie najmocniej (od pierwszych zaprezentowanych sylwetek i taktów dobranej do pokazów muzyki) urzekły kolekcje dwóch Pań:

Violi Piekut i Violi Śpiechowicz. 

Nie do końca wychodzi mi tłumaczenie się ze wszystkich moich życiowych zauroczeń, tego wyboru też zapewne dobrze nie zdołam umotywować ;)

Viola Piekut XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland 2015 (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Violi Piekut

Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

W kolekcji Violi Piekut zachwyciło mnie genialne - moim zdaniem - zestawienie barw!
Pomarańcz połączony z zielenią lubię od zawsze.

A zwłaszcza takie rude pomarańczu odcienie - i taką właśnie zgaszoną, oliwkową zieleń.

Spodobało mi się też to, że część tych ubrań doskonale wpisuje się w moją definicję elegancji - tę pomarańczową kurtkę z czwartej fotografii nosiłabym zamiast marynarki do czarnych cygaretek i szpilek ;)
 A z kolei gdybym do pierwszego zestawu z powyższego kolażu marynarkę dobrała, to również na jakąkolwiek ważną okazję gotową bym była tak pójść.

No i muzyka - modelki szły po wybiegu w rytm tego oto nagrania:


Nie mówcie, że nie widzicie tych ubrań z tą muzyką ;)

Viola Piekut XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Violi Piekut

Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

To ubrania zarówno na co dzień, jak i na większe wyjście, czy na wieczorną imprezę.

Niesamowicie kobiece, ale udowadniające, że aby podkreślać swoją kobiecość i emanować seksapilem kobieta wcale nie musi odsłaniać połowy tyłka ani decydować się na czerwień ;)
Inne kolory potrafią kusić wcale nie gorzej ;)

Kolekcja Violi podoba mi się też dlatego, że nie jest w żaden sposób przekombinowana w kwestii fasonów i wzornictwa - wiecie bowiem, że do wszelkich szaleństw modowych mi daleko ;)

Viola Śpiechowicz XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Violi Śpiechowicz

Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Projekty Violi Śpiechowicz wydają się być całkowitym przeciwieństwem tych autorstwa jej imienniczki - w nich już do pracy nie pójdziemy ;)

Ale wiecie co?

Patrząc na modelki ubrane w te piękne, zwiewne białe giezła - z linii, którą prezentuję Wam powyżej - zbierałam szczękę z podłogi.
W ogóle nie myślałam o tym, gdzie mogłabym w tych ciuchach pójść,
gdzie ktokolwiek mógłby je założyć - one porwały mnie samą swoją widowiskowością!

Tym, że nasunęły mi mnóstwo różnych skojarzeń - a to z modą oświecenia (fryzury! choć skojarzenie z Gibson Girl jest tu chyba bardziej na miejscu ;> wygooglujcie, to się przekonacie, że nie zalewam!), a to ze wszystkimi znanymi mi malarskimi personifikacjami Wiosny...

Świeżość! Lekkość! Siła! To wszystko aż biło od prezentujących te ubrania dziewczyn!


Myślę, że podobnie jak w wypadku pokazu Violi Piekut wiele dobrego w kwestii odbioru kolekcji zdziałała tu muzyka - nie elektroniczne brzmienia tym razem: nie, nie.

Symfoniczny cover Light My Fire The Doors.

Znacie?

Ja nie znałam. Pokaz zaczynał się nutą z 00:43.
Aż mnie wbiło w krzesło (oglądałam ten pokaz z balkonu).

Nie wyobrażam sobie tu innej muzyki! Wcale a wcale!

Viola Śpiechowicz XIII FashionPhilosophy Fashion Week Poland (c) 2015 Mike Pasarella

Pokaz kolekcji Violi Śpiechowicz

Zdjęcia - materiały FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor: Mike Pasarella / PASARELLA PHOTOGRAPHY

Tym, co wyróżnia kolekcję Śpiechowicz wśród innych prezentowanych na tej edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland jest oprócz regionu, z którego projektantka czerpała inspiracje (Daleki Wschód - nawet takiemu etnologicznemu laikowi jak ja jakaś kierunkująca właśnie tam lampka w głowie zaświtała, gdy patrzył na te ubrania) także tkanina, jaką wykorzystała przy tworzeniu jej - ramia.

To jest tkanina stworzona z włókien pokrzyw - mówiła Śpiechowicz w wywiadzie dla wp.pl - Bardzo specyficzna, bo trochę przypomina len, trochę bawełnę, a trochę organdynę jedwabną. Ma szczególny charakter i to ona stała się podstawą do stworzenia tej kolekcji. Ramia może być lekko przezroczysta - wszystko zależy od gramatury. W części projektów podkładałam pod nią kolor. Spod białej tkaniny prześwitują błękity, czerwienie, beże, a elementem dekoracyjnym są stemple, które wyglądają jak podpisy na ubraniach. To stara technika, pierwsza z technik drukowania na tkaninach metodą stemplowania (...).

No i widzicie!

I powie ktoś, że moda nie może poszerzać ludzkich horyzontów - jak nie może, jak może?

Skąd ja bym się dowiedziała, że coś takiego jak ramia w ogóle istnieje, no skąd?

***

FashionPhilosophy Fashion Week Poland Logo



Jeśli pytacie mnie, czy warto wybrać się na nasz Polski Tydzień Mody do Łodzi, to odpowiem bez chwili wahania - warto!

Choć raz!

Żeby zobaczyć, jak to wygląda, żeby przekonać się, czy rację mają ci, którzy twierdzą, że nie dzieje się tam nic ciekawego, czy może raczej ci, którzy zachwycają się wydarzeniem.

Żeby poczuć ten klimat "wielkiej" mody - nawet, jeśli wielką jest tylko z nazwy (chociaż według mnie nasi polscy projektanci naprawdę mają się czym przed kolegami z większym już od nich dorobkiem pochwalić).

Żeby spotkać innych ludzi zakręconych na punkcie ciuchów - ich noszenia i tworzenia.

I - jeśli nigdy dotąd nie mieliście okazji - pozwiedzać przy tej okazji Łódź.
Bo Łódź jest ładna.
I - jakich by tu Warszawa walorów nie miała - jest Łódź kolebką polskiego przemysłu tekstylnego.
A więc i odzieżowego.
Zatem nie będzie dużym nadużyciem stwierdzenie, że również jest ona kolebką polskiej mody.

Przyjedźcie na wiosnę - może się spotkamy?

Ja dołożę wszelkich starań, żeby móc pojawić się na Fashion Week'u w czasie kolejnej, czternastej już edycji.
Najwyżej znowu będę się wściekać, że przerwy między pokazami są taaakie długie ;)

Ściskam Was bardzo i pozdrawiam,

Wasza Mar!