poniedziałek, 1 lutego 2016

Kosmetyczne recenzje Mar: Peeling/maseczka z pestek maliny od Ol'Vity - naturalny cud za całe dziesięć złotych

Mój stosunek do kosmetyków naturalnych zmieniał się na przestrzeni lat.


Początkowo (jeszcze w czasach, gdy pracowałam w aptekach jako dermokonsultantka) podchodziłam do nich z pewną dozą nieufności (bo nie po to, Pani, ludzie chemię studiują, żeby w XXI wieku tłuc kwiaty mniszka na kamieniu i na pysk te utłuczyny nakładać), później przeszłam fazę bezgranicznej nimi fascynacji (tylko to, co naturalne! tylko! nawet z żurawiną, która mnie uczula - co tam, że spuchnę!), obecnie wykazuję w stosunku do nich dużo rozwagi i już nie rzucam się na każdy produkt z dobrym składem jak szczerbaty na suchary. 

Ale wiem, że niektóre z nich naprawdę potrafią pomóc - i pozytywnie zaskoczyć.

Kilka lat różnych - raz udanych, innym razem mniej - przygód z nimi nauczyło mnie paru ważnych rzeczy: że naturalny wyciąg z jakiejś rośliny potrafi być czasem bardziej drażniący od najbardziej nawet złą sławą owianej substancji chemicznej (napiszę Wam kiedyś o szamponie, przez który straciłam 1/3 chyba moich gęstych i grubych włosów - a taaaaki naturalny był, taki chwalony! dobrze, że w porę zidentyfikowałam źródło moich problemów - ale zanim to nastąpiło zdążyłam wydać fortunę na suplementy diety, leki i wizyty u lekarzy) i że nie ma kosmetyku idealnego dla wszystkich.

Oprócz tego - że są stany, dolegliwości i choroby, w których samą naturą się świata nie zwojuje. Oraz że zdobyczom chemików i medyków warto czasem zaufać.

I wreszcie - że popadanie w jakiekolwiek wariactwo zawsze niesie ze sobą zgubne skutki. Nawet, jeśli to jest wariactwo poparte słusznymi i nieszkodliwymi ideami.

Nie oznacza to wcale, że przestałam kupować kosmetyki naturalne w ogóle - absolutnie nie. 

Po prostu nie dostaję już na widok jakiegoś nowego, cudownego, na Wizażu wychwalanego kosmetyku drgawek i ślinotoku i nie wykazuję już skłonności do natychmiastowego wertowania Internetu w poszukiwaniu sklepu, w którym teraz, zaraz mogę ten nowy cud kupić.

Utwierdziłam się w przekonaniu, że moje dawne nawyki (polegające na tym, że jeśli jakiś kosmetyk mi odpowiada, to nie zmieniam go tylko dlatego, bo ktoś zachwala inny) są jak najbardziej dobre - eksperymenty bywają szkodliwe.

Podobnie postępuję z innymi kosmetykami - także tymi kolorowymi.

Staram się kupować tylko to, co naprawdę jest mi potrzebne.
A zanim zdecyduję się na kupno czegoś droższego, to próbuję dostać gdzieś jego próbkę, odsypkę, odlewkę.

Jeśli produkt mi nie odpowiada, działa źle, podrażnia lub nie daje pożądanych efektow, to szybko się go pozbywam - nie czekam na cud, bo inna blogerka albo Pani w Aptece z Panią Doktor wespół powiedziały, że najpierw będzie źle, ale potem rewelacja.

Czasem tak jest - istotnie.

Ale gwałtowna reakcja skóry rzadko kiedy jest zwiastunem czegoś dobrego.

Peeling z pestek maliny Ol'Vita
Pomimo tego mojego dużego obecnie rozsądku w kwestii zakupów kosmetycznych od czasu do czasu zdarza mi się jeszcze ulec czemuś, co mnie na witrynie sklepowej albo internetowej skusi.

Tak też było z tym malinowym cudem.

Peeling z pestek maliny Ol'Vita
Peeling z pestek malin (będący jednocześnie maseczką) firmy Ol'Vita kupiłam w początkach grudnia - przypadkiem.

Korzystając z rabatu, jaki uzbierał mi się za dotychczasowe zakupy w jednej z internetowych drogerii odnawiałam zapasy tych kosmetyków, które mi się skończyły.
Ponieważ był to jeszcze czas, kiedy nie miałam pojęcia gdzie tkwi źródło moich ówczesnych problemów z wypadaniem włosów jednym z zakupów, jakich wtedy dokonywałam był olej rycynowy.

Naczytałam się wiele o jego zbawiennym wpływie na cebulki włosów - bez namysłu wrzuciłam go więc do mojego internetowego koszyka.
W chwili, kiedy olej rycynowy wylądował w nim na ekranie pojawiła mi się propozycja innego zakupu - tego właśnie peelingu.

Nigdy wcześniej go nie widziałam - z ciekawością więc zaczęłam zgłębiać jego opis.

Peeling z pestek maliny Ol'Vita
Zmielone, wysuszone pestki malin - tylko tyle albo aż tyle. Żadnej chemii.
Coś, co ma za zadanie złuszczać naskórek, oczyszczać pory i wygładzać skórę.
A przy okazji dostarczać jej dużej ilości Nienasyconych Kwasów Tłuszczowych, witamin i antyutleniaczy.

W rzekomą bombę witaminową ciężko mi było uwierzyć - wszak żeby te witaminy wchłonęły się do wnętrza skóry musiałabym chyba trzymać maseczkę na twarzy przez całą noc.
Ale dobrego zdzieraka właściwie bardzo wtedy potrzebowałam - tyle, że wszelkie peelingi zdarza mi się traktować po macoszemu i zapominać o konieczności ich regularnego stosowania.

Peeling z pestek maliny Ol'Vita

Produkt kosztował dziesięć złotych.

Tak, dychę. Pomyślałam, że dziesięć złotych, to ja jeszcze mogę zmarnować.

Niech będzie. Się spróbuje.

Trochę do zakupu przekonała mnie informacja podana w opisie produktu i głosząca, że maseczkę lub peeling można wykonywać przez połączenie paru łyżeczek pestek z dowolnym olejem.

A ja przecież właśnie kupiłam olej rycynowy!

Co prawda wiedziałam, że nie jest to najlepszy z dostępnych na rynku olejów jeżeli chodzi o jego zastosowanie w pielęgnacji twarzy, ale pomyślałam, że na próbę będzie w sam raz.

Po otrzymaniu mojej przesyłki błyskawicznie rzuciłam się do wypróbowania tego malinowego cudeńka.

Okazało się, że warto było ryzykować!

Preparat zachwycał od pierwszych chwil: choć wyglądał średnio (i w średnio ładny, plastikowy słoiczek został zapakowany), to pięknie pachniał (trochę jak otręby z malinami, które w czasie mojego odchudzania się dwa lata temu jadłam kilogramami niemal - aż dziwne, że moje jelita wytrzymały tak potężną dawkę błonnika ;P).

Okazało się też, że pestek jest naprawdę dużo (niby każdy wie, ile to jest sto gramów, ale jednak można się czasem pozytywnie rozczarować :D) a do pojedynczego zastosowania zużywa się ich naprawdę niewiele.

Poza tym - peeling działał!

Bardzo ładnie zdzierał to, co zdzierać powinien, nie raniąc zbytnio mojej skóry - tego bym nie chciała, poza tym ze skórą ze skłonnością do pojawiania się wykwitów trądzikowych warto obchodzić się delikatnie.

Z przyczyn oczywistych.

Producent na opakowaniu zalecał używanie produktu przez połączenie niewielkiej jego ilości z wodą lub dowolnym olejem - tak też robiłam.
Podgrzewałam w mikrofalówce małą ilość oleju rycynowego, wsypywałam do niego półtorej łyżeczki pestek, całość mieszałam do uzyskania jednolitej konsystencji i masowałam twarz.

Po zabiegu spłukiwałam pozostałości papki, a olej (który samą wodą średnio dobrze się spłukuje - taka oleju rycynowego właściwość, niestety) wmasowywałam w skórę.

W połączeniu z codziennym oczyszczaniem skóry mydłem z Aleppo (o którym pisałam Wam tu - klik!) taka pielęgnacja twarzy pozwoliła mi na spore polepszenie stanu mojej cery.

Niestety - preparat średnio sprawdził się u mnie w wydaniu maseczkowym: czy próbowałam łączyć go z wodą, czy z olejem, czy wreszcie z twarożkiem (takie zalecenie znajdziemy na opakowaniu), to owszem, uzyskaną tak papkę dało się nałożyć na twarz, ale jak tylko nieco podeschła, to od razu z niej spadała.

W rezultacie ani razu nie udało mi się utrzymać maseczki na skórze dłużej, niż przez pięć minut.
A jak wiadomo - maseczki mające oczyszczać pory warto przytrzymywać nieco dłużej.

Ale w zasadzie nie jako maseczkę zamierzałam te pestki stosować, a jako peeling.
Tutaj sprawdziły się bezbłędnie!

Peeling z pestek maliny Ol'Vita
Uważam zmielone pestki z malin za naprawdę świetny produkt dla kogoś, kto poszukuje dość mocnego zdzieraka - bez względu na to, jaką cerę posiada.
Nie polecam jej jedynie osobom z dużą ilością ropnych zmian trądzikowych i naczynkowcom, ze względu na to, że takie cery nie lubią mocnych peelingów.

Plusy kosmetyku:

  • Bardzo dobry stosunek ceny do ilości produktu - teoretycznie kupujemy tylko 100 gramów pestek, za które płacimy od 10 do 20 złotych (w tak różnych cenach można spotkać preparat) w praktyce jednak musielibyśmy używać produktu codziennie, żeby zużyć go w szybkim czasie. Ja stosuję peeling od grudnia raz w tygodniu, a ciągle mam go bardzo dużo. Na jedno użycie wykorzystuję dwie łyżeczki pestek.
  • Fantastyczny zapach - pestki pachną naprawdę malinowo :) Jeśli ktoś lubi pachnące kosmetyki, to to jest coś dla niego!
  • Łatwość stosowania - żeby wykonać peeling pestki można połączyć ze wszystkim, co akurat mamy pod ręką: przegotowaną wodą, dowolnym i dostosowanym do rodzaju naszej skóry olejem, śmietanką lub twarożkiem.
  • W 100% naturalny skład - to same, częściowo odtłuszczone pestki malin. Nic więcej.
  • Dobre oczyszczanie porów skóry - oczywiście, jeśli jesteśmy posiadaczami cery mocno zanieczyszczonej, to skórę trzeba masować nieco dłużej i mocniej. Ale po spłukaniu peelingu naprawdę widać różnicę.
  • Peeling radzi sobie z usuwaniem suchych skórek i pozostałości po różnego rodzaju strupkach.
  • Jest to świetny preparat dla kogoś, kto nigdy nie stosował żadnych olejów na twarz i nie wie jak się za to zabrać - tak jak napisałam wyżej: jeśli będziemy mieszać pestki z olejem a do zmycia ich użyjemy samej wody, to część oleju pozostanie na naszej skórze. Nie będzie go wiele, ale akurat tyle, ile jest potrzebne do wmasowania go zamiast kremu.
  • Uniwersalność - nada się do każdego rodzaju cery i można go stosować nie tylko na twarz, ale i jako peeling do ciała. Producent poleca go jako peeling ujędrniający i antycellulitowy.

Minusy produktu:

  • Raczej nie nadaje się do stosowania jako maseczka, ponieważ pestki po lekkim nawet podeschnięciu szybko odpadają z twarzy - w efekcie z maseczki korzystają nasze meble albo umywalka, a nie skóra.
  • Jest średnio dostępny w sklepach stacjonarnych - na żywo widziałam go tylko w jednej łódzkiej zielarni.
  • Jeśli będziemy za mocno masować skórę, to pestki mogą ją nieco podrapać albo uszkodzić ropne zmiany - z tego względu nie polecałabym stosowania pestek malin jako peelingu dla osób z nasilonym trądzikiem i skłonnością do pękania naczynek.
  • Pod wpływem zmieszania z płynem i tarcia pestki "puszczają farbę" - znaczy się: barwią skórę na czerwono. Dlatego po wykonaniu peelingu trzeba dokładnie spłukać twarz i umyć ręce.
  • Krótka data ważności - w sumie można się tego spodziewać, skoro kosmetyk nie jest w żaden sposób konserwowany. Ale biorąc pod uwagę, jak niewiele produktu zużywa się przy jednorazowym jego użyciu, to nie jestem pewna, czy się "wyrobię". Pociesza mnie to, że marne są szanse na to, by po upływie terminu ważności cudowne właściwości pestek malin się ulotniły ;)
  • Mało estetyczne, plastikowe opakowanie - jednak gdybyśmy dostawali te pestki w szklanym słoiczku, to raczej nikt by ich tak tanio nie sprzedawał ;) coś za coś!

Peeling z pestek maliny Ol'Vita

Ostatnio odkryłam, że firma Ol'Vita posiada w swojej ofercie także inne "pestkowe" peelingo-maseczki: wiesiołkową, ogórecznikową i różaną.

Ponoć wiesiołkowa i ogórecznikowa dedykowane są cerze tłustej/trądzikowej, a różana - naczynkowej.

Ta malinowa opisywana jest jako uniwersalna.

Możecie więc albo zdecydować się na nią albo wybrać którąś z innych wersji.

Znałyście/znaliście peeling z pestek?
Czy mój wpis dopiero uświadomił Wam, że takie cudo na rynku istnieje?

Dajcie mi znać w komentarzach :)


Ściskam i życzę Wam miłego wieczoru, Wasza Mar!

P.S. Przypominam, że możecie znaleźć mnie na instagramie - wystarczy, że wpiszecie w tamtejszą wyszukiwarkę @lilly.marlenne


Obserwujcie mnie, to będziecie wiedzieć, jak żyję w chwilach, gdy będzie mnie tu mało ;P 

63 komentarze:

  1. Też kupuję to co mi potrzebne. Nie mam uczuleń na kosmetyki ale zdarzyło się z kremem Eveline /zapach mnie drażnił i dostawałam ataków kaszlu/. Poszukam dla siebie różanego, będzie dla mnie odpowiedni. Malinowa też, bo piszesz, że jest uniwersalna. Nie znam tej firmy i tego produktu, dziękuję za informacje Mar, poszukam, cena też zachęca...pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, serdecznie polecam Ci to cudo, bo naprawdę - za takie pieniądze warto je wypróbować :)
      Cieszę się, że ten post uznajesz za przydatny!

      Buziaki!

      Usuń
  2. Ja pierwszy raz słyszę o takim peelingu, ale przyznaję, że ogólnie kosmetyki nie pasjonują mnie i posiadam ich bardzo mało, choć jak zostanę zachęcona jakąś recenzją to często coś wypróbuję. U mnie na półce stoi dosłownie jeden krem i masło kakaowe Ziai, bo pięknie pachnie i super się wchłania. Co do Twojej recenzji, to jak tu dać się oprzeć:), chyba spróbuję i dam znać, bo brzmi zachęcająco, a zapach malin bardzo lubię, ja mam olej kokosowy, więc chyba nada się do połączenia składników.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie!
      Olej kokosowy przecież po ociepleniu go jest tak samo dobrym olejem jak inne - ja parę razy też robiłam ten peeling właśnie z jego dodatkiem :) Wyszło tak dobrze, jak z olejem rycynowym.

      W sumie zazdroszczę Ci tego, że nie musisz używać kosmetyków - ja też chciałabym móc używać tylko jednego i to wtedy, gdy sobie o nim przypomnę ;P

      Niestety, moja skóra od zawsze płata mi figle ;P
      I ta na pysku i ta na ciele (tylko jedna jedne, druga drugie ;P)

      Usuń
    2. Nie ma czego zazdrościć Mar, to nie tak, że ja nie muszę, oj muszę, mam cerę mieszaną i ciągle jakieś niespodzianki mi wyskakują pomimo wieku. Kiedyś stosowałam, jakieś żele oczyszczające, toniki, preparaty apteczne itp. tylko, że w sumie nic mi to nie pomogło, więc olałam sprawę, ale peeling mojej skórze raz na jakiś czas się przyda, zwłaszcza o takim zapachu.

      Usuń
  3. Rewelacja! Sama chętnie bym takie cudo wypróbowała :)

    ______________________
    PERSONAL STYLE BLOG
    http://evdaily.blogspot.com
    NOWY POST

    OdpowiedzUsuń
  4. uczulona na żurawinę? :< to przykro, bo żurawina jest pycha :)
    Fajna recenzja, ja neistety nie mogę używać tak mocnego peelingu, bo mam bardzo wrażliwą skórę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. noooo, jak zeżrę, to krtań mi puchnie ;P
      jak się posmaruję, to jestem w kropki cała zaraz :D

      Ty masz ładną buzię, po co Ci peelingi ;P

      Usuń
    2. ładną z daleka :D haha.
      moje włosy przybijają pionę Twoim !
      a Polską zimę doświadczyłam w tym roku przez 1 dzień, akurat wyjeżdżaliśmy gdy nastało -11 i nigdy się nie cieszyłam bardziej z wyjazdu :D

      Usuń
    3. Trafiłaś na ten wyjątkowy weekend na początku roku ;P
      On był jedynym takim tej zimy póki co ;P

      Usuń
  5. uwielbiam naturalne kosmetyki, na pewno przetestuję!
    http://mrs-caroline.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądre i ważne rzeczy napisałaś na wstępie - o chemii w kosmetykach i wspaniałych ekstraktach roślinnych. Lubie kosmetyki naturalne, wybieram te, które dobrze współgrają z moją skórą, ale mam też w swojej kosmetyczce takie typowe tanioszki drogeryjne, które zawierają w swoim składzie samo zło (alkohol! najgorszy wróg skóry podobno). Tyle, że kupiłam je w jakimś celu i zdecydowanie spełniają swoją rolę, nie podrażniając przy tym. Także chyba do wszystkiego trzeba podchodzić z rezerwą i przede wszystkim uwzględniać potrzeby swojej skóry :)
    Na ten produkt nigdy jeszcze nie natrafiłam - ale za sam zapach dałabym się chyba pokroić (uwielbiam maliny!), więc jeśli będę miała okazję, to pewnie go zamówię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten alkohol się czasem przydaje, zwłaszcza mnie, jak jakiś syfek się rozwali i trzeba rankę na szybko zdezynfekować - ja od takich zadań specjalnych mam Afronis.
      Nie jest on drogeryjny co prawda a apteczny, ale z punktu widzenia dermatologii, to on jest samym złem ;P Ale wypala chyba każde niechciane żyjątko i goi jak żadna inna rzecz ;P

      Ten peeling jest naprawdę fajny, ale naprawdę raczej nieobecny w sklepach stacjonarnych, więc nic dziwnego, że szerzej nieznany ;)

      Usuń
  7. Ja o tym nawet nie słyszałam! A mam bardzo kapryśną cerę - niby sucha, trochę tłusta, można powiedzieć, że mieszana. Na której lubią często pojawiać się pojedyncze ropne niespodzianki raz na jakiś czas. A i do tego mam bardzo rozszerzone pory. Uwielbiam kosmetyki od firmy Ziaja bo tylko one nie robią mi krzywdy. Próbowałam różnych, nawet tych droższych i wtedy moja skóra wariowała. Miałam kiedyś jakiś tonik i krem w 100% naturalny z flos-lek czy jakiejś takiej firmy i to była tragedia... Tak samo wychwalana przez wszystkich seria Siarkowa Moc - u mnie, na mojej twarzy przypominało to bardziej 'siarkową rzeźnię'!

    Dlatego w 100% się z Tobą zgadzam, że nieraz 'naturalne' składniki mogą być gorsze od tych chemicznych ... ;/

    Zainteresował mnie ten peeling i chętnie go przetestuję - 10zł to nie majątek.

    Recenzje z wizażu średnio mi służą - chyba nie jestem jak wszystkie, a wyjątkowa, hihihi ;D A kiedyś, na początkach moich przygód z kosmetykami sugerowałam się bardzo i w sumie tylko tymi opiniami. Aż w końcu zmądrzałam, a przynajmniej tak mi się wydaje ;)

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naturalny w stu procentach FlosLek? Nie wierzę ;)
      Generalnie FlosLek nie ma za dobrych kosmetyków, niestety - w sensie, że tak jak wszystkie: krzywdy nie zrobią, ale używanie w stosunku do nich przymiotnika "naturalne" jest po prostu przegięciem pały ;)
      Tyle ode mnie ;P W stosunku do produktów Ziai też - ale ja parę kosmetyków od Ziai akurat sobie chwalę, szczególnie tę serię z liśćmi manuka.

      Obecnie używam toniku z tej linii do tonizowania gęby po myciu mydłem Aleppo i sprawdza się super :)

      Siarkowa Moc to rzeźnia - kiedyś robili tylko to mydło i pamiętam, że jak byłam nastolatką, to myłam tym twarz.
      Boże, nie zapomnę smrodu tego mydła ;P Mydło Aleppo to przy nim perfumy ;P
      I masakrycznie wysuszało twarz!

      Dziś bym tego nie znosiła, a wtedy chodziłam z taką łuszczącą się od tego mydła twarzą, wierząc, że tak ma być i tak jest dobrze ;P

      Usuń
  8. Noo nieźle :D Kocham maliny, musi pięknie pachnieć! Kiedyś w rossmanie był taki malinkowy balsam do ciała z AA, pachniał jak mamba <3 Ja teraz przerzuciłam się na peeling enzymatyczny + kawitację!

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawa ta maseczka. Szukałam czegoś na zaskórniki i stosuję czarne mydło. Dla mnie jest idealne, ale mam ochotę wypróbować tę maseczkę malinową. Fajne działanie i cena:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A próbowałaś Aleppo?
      Ja o czarnym póki co słyszałam, nigdy go jeszcze jednak nie miałam.
      Aleppo też fajnie daje radę z zaskórnikami :)

      Usuń
  10. Nigdy nie spotkałam tego produktu.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja mam z kosmetykami podobnie, dość dużo dobroczynnych (dla innych osób) substancji mnie uczula, a że używam tylko naturalnych, to wybieram te wypróbowane, które faktycznie mi pomagają, a nie szkodzą. Kiedyś się rzucałam na kremy z jak największą ilością ziół i olejów, niektóre mi służyły (i służą do dzisiaj) a inne szkodziły, chociaż np. dla mojej mamy były bardzo dobre.
    O tym peelingu słyszę pierwszy raz, musi cudnie pachnieć:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Szczerze mówiąc trochę się przeraziłam, że nawet kosmetyki o naturalnym składzie mogą okazać się tymi złymi. Wzmianka o szamponie, który pożarł 1/3 włosów aż przyprawia o dreszcze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, skoro Ciebie o dreszcze przyprawia wzmianka, to pomyśl, co ja przechodziłam, jak przy myciu i czesaniu każdorazowo znajdowałam w odpływie i na szczotce około 200 włosów :>
      Biorąc pod uwagę, że normalnie było i jest ich maksymalnie 30 (i to są włosy czesane raz dziennie a czasem zdarza się im raz na dwa dni, myte raz na 2-3 więc powinno być więcej) :>

      Naprawdę, zaczęły mi się robić na skroniach prześwity i to nie było zabawne.
      Kupowałam nowe wcierki, łykałam biotebal... aż któregoś dnia skojarzyłam, że kiedy jestem u rodziców i myję włosy moją starą, dobrą Alterrą, to jakimś dziwnym cudem niemal wcale nie lecą.

      Wywaliłam szampon z miejsca.
      Wypadanie ustało niemal od razu.

      Włosy mi odrosły - nie wiem, czy same z siebie, czy dzięki olejowi rycynowemu.
      Znaczy się - póki co są oczywiście króciutkie w tych miejscach i miękkie, ale są, zagęściły się i znowu mam ich tyle, co dawniej.
      Ale naprawdę - nikomu nie życzę takiego stresu.

      Usuń
  13. Do wszelkich kosmetyków trzeba podchodzić z rezerwą, nieważne, czy naturalne czy nie :)
    Tych nie kojarzę, ale na peeling z malinami chętnie bym się skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakoś nigdy nie zwracałam szczególnej uwagi na składy kosmetyków. I czy naturalne czy też nie specjalnie mnie nie rozczulały. Po prostu biorę to co uważam za dobre. A wiadomo jak to z tym jest. Raz trafię dobrze innym razem wręcz bardzo źle. A na tym cierpi moja cera- niestety :/ No tu kosmetyk mnie zaciekawił. Może warto przerzucić się na te naturalne? :)
    www.sylwiaszewczyk.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem zdania, że normalny człowiek nie powinien się aż tak składami przejmować - co innego osoby ze skłonnościami do alergii, chorzy na jakieś przewlekłe choroby skóry.
      Nasze mamy nie przejmowały się tym, jakich kosmetyków używają i ani włosów zniszczonych nie miały ani ich skóry gorszymi od naszych nie były ;)

      Ba! Nasi faceci też raczej nie mają takich fiołów na tym punkcie jak my i żyją ;P

      Myślę, że w dużym stopniu ulegamy modzie na eko i całą tego typu resztę spraw - ale z drugiej strony chemii jest wokół nas w dzisiejszych czasach tak wiele, że warto czasem sprawić sobie coś jej pozbawione ;)

      Usuń
  15. No to lipa, znaczy róża :) Dla mnie w takim razie tylko różana. A szkoda, bo ja lubię maliny :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja to w ogóle nie nadaję się do takich specyfików. Kupię takie coś i leży i leży, użyję może parę razy. Niechcicę mam do smarowania się czymkolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie widziałam wcześniej tego produktu ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. hmmm, malinowy powiadasz. Musi być faktycznie przyjemny do stosowania,
    a jeszcze jak dobrze się sprawdza to jednak okazuje się, że czasem warto zaryzykować :)

    http://fashionelja.pl

    OdpowiedzUsuń
  19. IG Twój mam a co do kosmetyku to nie znam!

    OdpowiedzUsuń
  20. szkoda, że jest trudno dostępna ;( na rynku jest tyle dobrych produktów, że jak już coś mi jest potrzebne to chcę to mieć od razu :) ale jak spotkam taki produkt to na pewno go kupię :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Suuuper!! :)
    Obserwuję,
    zapraszam do siebie. Dopiero zaczynam, ale znajdziesz u mnie wszystko, co my kobietki kochamy :)

    claaudija.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  22. Nigdy wcześniej nie testowałam żadnego z tych produktów, współczuję uczulenia na żurawinę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest czego, jak się kiedyś napiłam przez własną głupotę soku z żurawiną, to myślałam, że się uduszę ;P Na migi tłumaczyłam jakiejś spotkanej na ulicy kobiecie, że warto zadzwonić w mojej sprawie na pogotowie ;P

      Usuń
  23. Nie miałam do czynienia z tą firmą, a szkoda, bo mnie zaciekawiłaś. Najbardziej spodobał mi się prosty skład - nie pamiętam, kiedy widziałam taki skład:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przyznam szczerze, że też firmy nie znałam - dopiero, kiedy oleju rycynowego szukałam, to się zaznajomiłam.
      W ogóle mają naprawdę mnóstwo różnych olejów - z pestek truskawek, malin... no szał zwyczajnie :D

      A skład tak - wybitnie unikatowy ;P

      Usuń
  24. Rzadko uzywam takich kosmetykow. O pilingu z pestek malin pierwszy raz slysze :)! Ciekawe jakby sie sprawdzila maseczka ze swiezych malin. Latem mam do nich staly dostep. Tylko czy pokusa zjedzenia nie bylaby zbyt wielka ;)!!!
    Fajny produkt, moze kiedys sie skusze :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że bardzo dobrze :) I na pewno o wiele lepiej od papki z pestek by się na twarzy trzymała ;P

      Naprawdę masz maliny w ogródku? Bo domyślam się, że to się kryje pod hasłem "stały dostęp" ;P

      Usuń
  25. bardzo fajna recenzja. Sama szukam jakiegoś fajnego pilingu i może się na to zdecyduję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo oprócz tego, że naprawdę peelinguje, to i walory zapachowe naprawdę zacne posiada ten kosmetyk ;)

      Usuń
  26. Ja uwielbiam zapach malin, więc kupiłabym bez wahania, ale używam rzadko takich "drapakow" do twarzy. Muszę coś w tej kwestii zmienić, bo przecież wiek na mydło z wodą już nie ten ;) Bardzo zainteresowałas mnie informacją o produkcie, który powodował u Ciebie wypadanie włosów, co to było? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dobre mydło zawsze odpowiedni ;)
      Masz ładną buzię, jakaś wielka pielęgnacja nie jest Ci chyba potrzebna!

      Ten paskudny szampon to szampon do włosów farbowanych O'Herbal :] Będzie o nim osobny post!

      Usuń
  27. Ojj Mar, bardzo fajny rzetelny opis, i bardzo zachęca mnie do zakupu, ale po tym co przeszłam niedawno, gdy o 22:30 jechałam do całodobowej przychodni na zastrzyk antyhistaminowy, po przetarciu twarzy tonikiem z porzeczki (100% ekstrakt) z buzią jak jeden wielki, czerwony bąbel to mam awersję do natury :(.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę Ci, że było tak mało fajnie, bo ja kiedyś po umyciu się żelem pod prysznic z jakimiś naprawdę śladowymi ilościami żurawiny ledwie cała spuchłam i się zbąbliłam :(

      Współczuję!

      Usuń
  28. ale zrobilas reklame! wlasnie chce go zamawiac online bo moja mamuska bedzie u mie przyszlym tyg to moze go wziasc :)

    OdpowiedzUsuń
  29. CZASEM WARTO ZARYZYKOWAĆ ! Pachniał pewnie obłędnie ;)
    POZDRAWIAM MALWA

    OdpowiedzUsuń
  30. Bardzo lubię naturalne produkty, dlatego ten mnie zaciekawił, choć tak jak wspominałaś, nie wiem czy sprawdzi się w przypadku mojej lekko naczynkowej cery... Dzięki za recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Nie miałam jeszcze okazji testować żadnego z kosmetyków, ale ze względu na wrażliwą skórę używam tylko sprawdzonych produktów :) Może z czasem się przełamię i zakupię coś nowego.

    http://callmekinga.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  32. po pierwsze zachęca mnie cena, a po drugie chciałabym poczuć ten zapach :)
    buźka

    OdpowiedzUsuń
  33. Odpowiedzi
    1. Tak myślałam ;) To znaczy, że jeszcze to miejsce się niewiele zmieniło od czasów, gdy tam bywałam ;P

      Usuń
  34. Przydatny post kochana, jednak ja nadal boje się stosować takie produkty gdyż mam bardzo wrażliwą cere i skórę.. Nawet na naturalne kosmetyki..

    OdpowiedzUsuń
  35. Such a nice post dear! :)

    I'm following you on GFC :)

    mystylishcorner.blogspot.ba

    OdpowiedzUsuń
  36. a to ciekawe! i jaka rzetelna recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  37. To musi być świetny produkt, jest naturalny,skuteczny,pięknie pachnie i niewiele kosztuje!

    OdpowiedzUsuń
  38. Bardzo zaciekawiłaś mnie tym produktem... Nigdy o nim nie słyszałam... Pozdrawiam, melodylaniella.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  39. Nigdy nie miałam kosmetyków tej firmy ale zaciekawił mnie peeling malinowy :)

    OdpowiedzUsuń
  40. Hmh, Te problemy sercowe przysłaniają nam tak często to, co w życiu najważniejsze. Znam to.

    Świetna i bardzo wyczerpująca recenzja (Twoje recenzje są najlepsze, jesteś już profesjonalistką ;) ). Uwielbiam naturalne peelingi. Osobiście często używam w tym celu kawy ;) Jednak te pestki malin wydają się być równie doskonałe. Szkoda tylko, że nie przepadam za zapachem malin :(.

    OdpowiedzUsuń
  41. Po pierwsze, nie znam tej marki. Fajnie poznac cos nowego ;)
    Po drugie, te pestki malin...ahhh, no to mnie skusilas! :) Brzmi rewelacyjnie♡

    OdpowiedzUsuń
  42. Przyznam, że pierwsze słyszę o takim kosmetycznym wynalazku - ciut zacofana jestem pod tym względem. Zapowiada się dobrze, to trzeba przyznać.
    I mam tak samo jak Ty - lubię te sprawdzone kosmetyki.

    Pozdrawiam pięknie :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.