niedziela, 20 marca 2016

Kosmetyczne recenzje Mar: White Flower's - Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego (albo rzecz o mojej walce z podrażnieniami po goleniu i depilacji)

Nie miałam w planach tworzenia żadnego nowego wpisu poświęconego kosmetykom.


Chociaż posty te wychodzą mi dość dobrze (zawsze są rzetelne i - sądząc po ich statystykach - cieszą się dużym Waszym zainteresowaniem), to pisanie ich męczy mnie.


Niesamowicie!


Zawsze chcę opisać kosmetyk tak dokładnie, jak tylko się da.


A to wymaga ode mnie kilku - nierzadko - godzin pracy.


Zatem - wcale nie miałam zamiaru na siłę odbierać sobie kilku godzin z weekendu.

Ale raz, że w ubiegłym tygodniu zwyczajnie nie miałam kiedy wybrać się wraz z Leszkiem na ciuchowe zdjęcia (w sobotę pracowałam do późna, w niedzielę zaś odsypiałam wszystkie poprzednie dni - tak, tamten tydzień naprawdę dał mi w kość), a dwa, że znowu nawiedził mnie pewien kosmetyczny w połowie, a w drugiej zdrowotny problem, którego rozwiązanie możliwe jest u mnie jedynie przy użyciu tego kosmetycznego cuda, o jakim chcę Wam dziś parę słów napisać.

Cudo zagościło więc ponownie w mojej łazience - skoro było pod ręką, to je sfotografowaliśmy.

Mając zdjęcia głupio było ich nie wykorzystać ;)

O jaki problem chodzi? Już tłumaczę!

O podrażnienia po goleniu nóg.

Temat większości kobiet znany, innym obcy - mnie był obcy przez 27 lat życia.

Do zeszłego roku.

Przez wszystkie te lata mojego życia mogłam golić nogi starą, tępą maszynką, w pośpiechu i na sucho, wklepawszy w nie potem byle jaki balsam, olejek lub krem. Albo i nie wklepawszy.

Aż któregoś ubiegłorocznego marcowego ranka, po szybkim porannym prysznicu, rutynowym ogoleniu nóg moją ulubioną maszynką i nasmarowaniu ich - jak każdego innego dnia - używanym przeze mnie od dłuższego czasu balsamem do ciała poczułam dziwne szczypanie. Nie był to pierwszy raz, gdy je poczułam - zdarzało się, że gdy gdzieś się zacięłam, gdy użyłam za mało pianki do golenia albo gdy po prostu maszynka była już nie taka nowa, jaką być powinna, że posmarowanie skóry kremem wywoływało chwilowy dyskomfort.

Chwilowy.

Tamtego dnia nie minął on po chwili - nawet tej dłuższej.

Wręcz przeciwnie - nasilał się z godziny na godzinę.

Nogi swędziały mnie do tego stopnia, że w pewnym momencie nie wytrzymałam i ile sił w nich pognałam do pracowej łazienki - zobaczyć, co też się na nich zadziało.
To, co ujrzałam przeraziło mnie nie na żarty - całe nogi miałam w drobnej wysypce przypominającej pokrzywkę.

Próbowałam wrócić do moich pracowych obowiązków, jednak świąd był tak nieznośny, że w pewnym momencie nie wytrzymałam i zakomunikowałam Szefowi moją niemożność dalszej w tym dniu pracy. Pojechałam do domu, ciągle nie mając pojęcia co się stało i jak temu zaradzić - wszystkie drobne podrażnienia, które sporadycznie mi się zdarzały po goleniu nóg naprawdę przytrafiały mi się rzadko i po kilku godzinach mijały bez śladu. Ewentualnie przez dzień lub dwa miałam na nogach parę czerwonych plamek, które nigdy nie swędziały.

To była jakaś koszmarna nowość, której pochodzenia nie byłam w stanie ustalić.

Pierwszy trop prowadził do balsamu - że nowa butelka, nieco inna etykieta, może choć skład ten sam, to jeden składnik inny jakiś, może uczulenie.

Balsam wywaliłam.

Jakoś nie było mi żal kilkunastu złotych...

Skoro uczulenie, to wapno, doustny lek przeciwalergiczny, a na tę wysypkę - maść z hydrokortyzonem. Pobiegłam do apteki, zestaw kupiłam, wapno wypiłam, tabletki łyknęłam, nogi nasmarowałam. Czekałam, aż minie. Dwa dni tak czekałam - nie minęło.

Nogi miałam już całe podrapane go krwi.
Cierpliwie nadal smarowałam je hydrokortyzonem - aż wyczytałam, że dłuższe stosowanie hydrokortyzonu na duże powierzchnie skóry może zakończyć się źle. Zwłaszcza, gdy skóra ta jest zraniona.

Hydrokortyzon trafił tam, gdzie balsam: do śmieci (tak, wiem, powinnam go zutylizować w aptece ;P nie pomyślałam o tym ;P) - ryzykować nie chciałam, a pamiętałam, że gdy kiedyś przepisano mi go na jakąś alergię, to zadziałał niemal od razu. Marne więc były szanse na to, ze może zadziała za jakiś dopiero czas. Jak przez tyle dni nie pomógł, to już nie pomoże. 

Przeszło samo - po tygodniu.

Przez cały ten tydzień nie smarowałam nóg niczym, oprócz pianki propolisowej.

Nie próbowałam ich też golić.

Ale minęło jeszcze kilka dni i nie wytrzymałam - ile można chodzić z nieogolonymi nogami? Zaryzykowałam. Ogoliłam.

Przezornie na noc.

Posmarowałam je balsamem dopiero rano - takim najbardziej eko, jaki tylko mógł być (marka nieważna).

Specjalnie kupionym, za grube pieniądze.

Bum, znowu to samo! Wysypka, swędzenie, horror.

Więc znowu propolis, znowu nic nie robię, nie dotykam tych nóg.

Ale w międzyczasie zrobiło się ciepło, ja w spódnicach i krótkich spodenkach chodzę rzadko, zaczęłam się jednak zastanawiać, co ja zrobię, kiedy ten problem będzie trwał dłużej, nastanie lato, a ja nie będę mogła pokazać nóg - bo albo będą całe w krostkach albo nieogolone. 

Postanowiłam bliżej przyjrzeć się mojemu zmartwieniu - okazało się, że wysypka pojawia się tylko wtedy, gdy po ogoleniu nóg posmaruję je jakimkolwiek specyfikiem. Bez różnicy było, czy jest to jakiś tańszy, pełen chemii kosmetyk, preparat z samymi substancjami naturalnymi, czy apteczna maść z witaminą A. Dobrze było tylko kiedy używałam olejów - ale moja skóra na ciele jakoś dziwnie znosi oleje, szybko się w nią wchłaniają i po dwóch godzinach wygląda tak samo, jak przed ich użyciem. W krótkim więc czasie dorobiłam się na nogach suchej skorupy.

Coś trzeba było zrobić - nie mogłam mieć wyboru jak ten między dżumą a cholerą: zarówno przesuszona skóra, jak i skóra z wysypką nie wygląda fajnie.

Po poradę udałam się do dermatologa - sądząc, że może jest to jakieś połączenie zapalenia mieszków włosowych, atopii i wrastających włosków.

Takie combo nieszczęść, jak to u mnie.

Dermatolog - starszy już Pan - miał dla mnie jedną, genialną radę: przestać golić nogi!

Wspaniała rada ;-)

Poszłam więc do innego lekarza, tam dowiedziałam się, że golić je mogę, ale lepiej będzie przerzucić się na depilator.

Depilator kupiłam - po dwóch tygodniach przekonałam się, że to, co mnie trapiło przed jego nabyciem na pewno nie było wrastaniem włosków.

Wrastanie włosków wygląda zupełnie inaczej. Teraz już wiedziałam jak.

Co to, to nie - pomyślałam, depilator oddając mamie.
I poszłam do trzeciego lekarza.

Tym razem trafiłam na kobietę...

Przemiłą, młodą dziewczynę, która wysłuchała mojego problemu, obejrzała nogi, dała skierowanie na badania krwi pod kątem alergii, potem dała skierowanie na przeróżne testy skórne, a kiedy w wynikach nie dopatrzyła się niczego, co na alergiczne pochodzenie moich problemów mogłoby wskazywać orzekła, że nie ma pojęcia, dlaczego coś takiego u mnie się pojawia, ale chyba ma pomysł, jak ten problem rozwiązać - stwierdziła, że całkiem niedawno miała pacjentkę z podobnym kłopotem. Początkowo przepisywała jej maści na zapalenie mieszków włosowych. Maści nie działały. Któregoś dnia pacjentka wróciła do niej i powiedziała, że pomogło jej regularne wykonywanie peelingów. Przed goleniem nóg i po nim.

Pani Doktor dała mi numer telefonu do tej kobiety i poradziła, żebym dowiedziała się, co to za specyfik.

Zaraz po wyjściu z gabinetu wykonałam telefon.

Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego White Flower's
I tak dowiedziałam się o istnieniu peelingu White Flower's :)

Pani Ewa (którą serdecznie pozdrawiam, bo być może jeszcze na mojego bloga zagląda - kiedyś donosiła mi, że podczytuje) powiedziała mi, że peeling jest do kupienia w Rossmannie, kosztuje 14 złotych, ma dobry skład i naprawdę pomógł na jej przypadłość.

Okazało się, że rzeczywiście - jej kłopot też pojawił się u niej z dnia na dzień i też objawiał się podobnie.

Zaradziła mu przypadkiem - kupiła ten peeling zainteresowana nowością na rossmannowej półce.

Zdradziła mi, że mocno wcierała go w skórę nóg przed goleniem, później normalnie goliła nogi z użyciem preparatu do tego przeznaczonego, a potem znowu peelingowała skórę.

Problem zniknął ponoć po tygodniu.

Nie mogłam nie zaryzykować!

Sama kupiłam produkt - i to od razu dwa opakowania, bo okazało się, ze akurat jest na niego promocja i kosztuje nie 14 złotych, a 8!

Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego White Flower's
Dopiero po zakupie zaczęłam analizować, co właściwie kupiłam - studiując skład i opis producenta.

Okazało się, że ten zalecał go do skóry pozbawionej jędrności i sprężystości.

A także do tej dotkniętej problemem cellulitu i odwodnionej.

Cellulit mi nie dokucza od dłuższego już czasu (przyznaję, miałam z nim spory problem w czasach, gdy brałam tabletki antykoncepcyjne i gdy było mnie o parę kilogramów więcej), ale słabe nawilżenie skóry mogłam sobie przypisać.

Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego White Flower's
Skład mnie bardzo ucieszył - nie jest łatwo kupić peeling, który nie byłby zbieraniną składników czysto chemicznych.

O tym, że większość dostępnych na rynku peelingów zawiera w składzie SLS nawet nie wspomnę.

Ten preparat go nie miał.

Miał za to wiele fajnych składników:

  • Sól morską - wspomagającą odbudowę mineralną komórek skóry, działającą antybakteryjnie i przeciwzapalnie, regenerującą skórę i poprawiającą jej sprężystość
  • Chlorek sodu - naturalny preparat ścierający i polerujący (zamiast jakiegoś syntetycznego badziewia, które zwykle czai się we wszystkich tanich peelingach w tych ich "fajnych", pachnących kuleczkach)
  • Błoto z Morza Martwego - składnik bogaty w mikroelementy i substancje czynne biologicznie, detoksykujący, odblokowujący pory skóry, tonizujący i przeciwzapalny
  • Olej kokosowy - naturalny emolient tworzący na powierzchni skóry warstwę okluzyjną, zapobiegającą nadmiernemu odparowywaniu z niej wody
  • Olej z pestek winogron - naturalny renatłuszczacz odbudowujący barierę lipidową skóry
  • Wodę morską - kolejny po błocie składnik bardzo bogaty w minerały, przeciwbakteryjny i działający przeciwzapalnie
  • Olej arganowy - którego działania nie muszę Wam przybliżać, bo wszyscy mniej więcej wiedzą, że jest świetnym środkiem w walce z wolnymi rodnikami, starzeniem się skóry, oraz brakiem jej odpowiedniego nawilżenia i nawodnienia
  • Olejek ze skórek pomarańczy - antycellulitowy, stymulujący krążenie krwi i przeciwbakteryjny

Owszem, miał też parę rzeczy, które sprawiają, że mam ochotę się skrzywić:

  • Kwas benzoesowy - jest co prawda na końcu składu i mamy go w kosmetyku spłukiwanym, a także w takim, do którego sięga się mokrą łapą i który czymś musi być konserwowany, ale z racji tego, że nie mamy podane ile procent jest go w produkcie, to nigdy nie wiadomo, czy producent nie przekroczył dozwolonego w tego typu kosmetykach stężenia
  • Alkohol benzylowy - konserwant i składnik perfumujący, potencjalnie alergiczny
  • Kompozycja zapachowa - po co, skoro olejki zawarte w peelingu i tak mają swój aromat?
  • Eugenol - kolejny trochę konserwant, a trochę poprawiacz zapachu
  • Limonen i Linalol - następne bezsensowne moim zdaniem dodatki w preparacie składającym się z dużej ilości olei (czasem odnoszę wrażenie, że producenci dodają tyle perfum do wszystkich kosmetyków na nasze własne życzenie: chcemy dostawać kosmetyki naturalne, zawierające ekstrakty i oleje, ale nie potrafimy pogodzić się z tym, że niektóre rośliny choć dobrze działają na naszą skórę, to nie pachną najpiękniej)


Ogólnie rzecz ujmując - uznałam, że większej krzywdy, niż ta, która mi się dzieje ten preparat wyrządzić mi nie może.

Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego White Flower's
Efekty działania preparatu zauważyłam bardzo szybko - okazało się, że rzeczywiście: nie wiem, czy to ze względu na zawartość soli, która być może w jakimś stopniu odkaża mieszki włosowe, czy przez bardzo dobre mechaniczne masowanie skóry złuszczające rogowaciejący naskórek (Pani Doktor stwierdziła, że jej zdaniem moja wysypka mogła być spowodowana właśnie nadmiernym jego rogowaceniem), ale mój problem zniknął.

Używałam preparatu tak, jak doradziła mi robić to Pani Ewa - mocno wmasowywałam go w skórę nóg (powiedziałabym, że nawet drapałam ją nim), spłukiwałam go, potem obficie namydlałam nogi pianką do golenia, goliłam je i powtarzałam wmasowywanie peelingu. Z racji tego, że peeling pozostawia na skórze dość grubą warstwę olejków nie spłukiwałam jej do "czysta", a jedynie zmywałam kryształki soli i lekko oklepywałam nogi ręcznikiem po wyjściu spod prysznica.

Nie nakładałam na skórę żadnego balsamu ani kremu - zauważyłam bowiem, że ten dodatek olejów zawarty w peelingu nawilżał ją w sposób wystarczający. Jeśli robiłam peeling na noc, to rano skóra wyglądała na nawilżoną i sprężystą. Była gładka i miła w dotyku. Tak samo wyglądała wieczorem, jeśli peeling wykonywałam rano.

Chociaż producent zalecał używanie preparatu raz lub dwa w tygodniu, ja stosowałam go codziennie. Przez trzy tygodnie. Dopiero po tych trzech tygodniach zdecydowałam się na próbę kontrolną - ogoliłam nogi bez użycia peelingu, a potem posmarowałam je balsamem.

Wysypka się nie pojawiła.

Nie wróciła też przez całe lato, chociaż nogi goliłam wówczas nawet codziennie, a że latem skóra wysusza się szybko, to i codziennie (albo i dwa razy dziennie) smarowałam je różnymi kosmetykami.

Pojedyncze ogniska tego typu zmian wróciły do mnie jesienią.

I w zeszłym tygodniu - któregoś ranka po porannym posmarowaniu nóg aktualnie używanym przeze mnie do tego celu produktem znowu ją zauważyłam.

Dlatego też jak tylko powtórnie odnotowałam wystąpienie tego paskudztwa, to ponownie szybko pobiegłam do Rossmanna w poszukiwaniu mojego peelingu - bojąc się, że może go już tam nie być.

Ale był. I ciągle w tej samej cenie.

Znowu więc do niego wracam - i znowu musimy się zakolegować, chociaż czasami jak tak zerkam do tego jego opakowania, to naprawdę żałuję, że nie mam takiego szczęścia jak większość kobiet i nie mogę używać ładnych, estetycznych produktów, tylko zawsze jest mi pisane jakieś paskudztwo: albo śmierdzące mydło z Aleppo albo takie coś, o, właśnie takie:

Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego White Flower's
Jak oceniam peeling firmy White Flower's?


Plusy kosmetyku:

  • Niska cena i dobry stosunek tejże do ilości preparatu w opakowaniu - peeling kosztuje niecałe 14 złotych, dostajemy go 300 g. Peelingów jest na rynku masa, a większość tych pakowanych w tuby kosztuje około dwudziestu złotych. Jest ich tam średnio 200 g.
  • Dobra dostępność - jest do kupienia w każdym (prawie - w paru go nie widziałam) Rossmannie. Rossmann jest dziś obecny nawet w małych miasteczkach, także każda z Was bez problemu może go sobie sprawić.
  • Porządne złuszczanie naskórka i możliwość wykonania peelingiem nawet długiego masażu - większość peelingów zawiera różne drobinki i granulki, które po krótkim ledwie kontakcie z wodą szybko się rozpuszczają. Tu rolę tych drobinek przejęły spore, widoczne gołym okiem kryształki soli, które są na wodę bardzo odporne. Kilka razy wcierałam peeling w ciało przez dobrych kilka minut - jeśli kryształki nie odpadły ze skóry, to ciągle na niej były. Te drobinki naprawdę zdzierają skórę i masują ją. Jeśli skóra swędzi, to peeling przynosi ukojenie.
  • Łagodzenie stanów zapalnych skóry - od pierwszych aplikacji widziałam, że moja podrażniona skóra wygląda lepiej, szybko zniknęło swędzenie, które wcześniej stale mi towarzyszyło.
  • Pozytywny wpływ na stan mieszków włosowych i prawidłowy wzrost włosów na depilowanej/golonej skórze - choć pozbyłam się tego depilatora, który polecił mi jeden z dermatologów, to w paru miejscach na łydkach ciągle widziałam włosy, które nie umiały się przebić przez skórę. Po pewnym czasie używania peelingu włoski się przebiły. Bez problemu
  • Fajne nawilżenie skóry, pozwalające nawet na rezygnację z aplikowania na nią balsamu i/lub olejów - po użyciu peeling zostawia na skórze oleistą warstwę, która szybko się w nią wchłania, ta warstwa jest podobna do tej, jaką nanosimy na nogi lub całe ciało w czasie wsmarowywania w nie preparatów nawilżających. Jeśli ktoś nie zmaga się z naprawdę dużym przesuszeniem skóry (na przykład wskutek zażywania retinoidów), to ten peeling zastąpi mu czynność kremowania skóry i zaoszczędzi kilka minut z dnia ;)

Minusy produktu:


  • Zapach - preparat pachnie bardzo intensywnie, dla mnie cytrusowo. Nie czuć w nim specyficznego, mdłego zapachu oleju arganowego. Mnie ten zapach się podobał, wiele osób może jednak drażnić.
  • Konsystencja mogąca wpływać na niską wydajność preparatu - peeling jest bardzo rzadki. Po dłuższym staniu na półce potrafi się rozwarstwić i wtedy mamy w opakowaniu osobno drobinki soli i błoto, a osobno wodę z olejem. Przed każdym użyciem trzeba go więc dobrze wstrząsnąć. Po zmieszaniu otrzymujemy maź, którą musimy nauczyć się nakładać - w pewnym momencie zorientujemy się, że nie trzeba nałożyć go wiele, żeby wykonać peeling nawet na dużej powierzchni ciała, ale jeśli nie zrobimy tego szybko, to w ciągu trzech lub czterech użyć możemy wykorzystać cały kosmetyk.
  • Bardzo ostre drobinki ścierające - nie jest to preparat dla osób z problemem pękających naczynek krwionośnych i tych, których skóra źle reaguje na ostre peelingi mechaniczne. Trzeba wyczuć, jak mocno można masować nim skórę. Na początku zalecam ostrożność w obcowaniu z nim.
  • Przemijające uczucie pieczenia przy nakładaniu peelingu na skórę po goleniu albo na skórę z rankami - mamy sól, sól kładziona na ranę będzie piekła. Wspominam o tym, bo można się zdziwić, dla mnie to pieczenie jednak było plusem - miałam wrażenie, że skóra się dezynfekuje i leczy ;P
  • Oleista powłoka pokrywająca wannę/brodzik po użyciu produktu - pisząc to czuję się trochę jak autorzy amerykańskich instrukcji obsługi różnych urządzeń, ale różni ludzie mogą tu zaglądać ;) Otóż tak, peeling jest tłusty, zanim postanowimy przemieszczać się w wannie lub kabinie prysznicowej, to warto dobrze je spłukać - inaczej można się poślizgnąć.
  • Przekłamanie w nazwie - olej arganowy jest niemal na końcu składu peelingu. Tak samo olejek ze skórek pomarańczy, składnik mający wpływać na rzekome działanie antycellulitowe peelingu. Kosmetyk powinien nazywać się "Naturalny peeling solno-błotny z Morza Martwego z dodatkiem oleju kokosowego". No i kłóciłabym się, czy to naprawdę jest kosmetyk naturalny. Moim zdaniem producent mógłby zrezygnować z przynajmniej dwóch konserwantów. One chyba i tak za mocno produktu nie konserwują, skoro ma tylko trzymiesięczny termin przydatności od otwarcia opakowania.

Jeśli jeszcze nigdy nie używałyście tego peelingu a lubicie dobre zdzieraki, to szczerze polecam Wam ten produkt.

Ja wystawiam mu mocną 5, bo choć ma pewne minusy, to na moje problemy pomógł w stu procentach.

Sądzę, że przypadnie do gustu także tym z Was, które z żadnymi schorzeniami skóry się nie zmagają, a lubią po prostu od czasu do czasu porządnie się złuszczyć ;)

Pozdrawiam Was i życzę Wam udanej, spokojnej niedzieli - Wasza Mar!

66 komentarzy:

  1. Myślę, że cytrusowy zapach w moim wypadku może być nie do przejścia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyczerpujący temat post ;D
    jaa miałam mega problem z wrastaniem włosków przez depilację woskiem. Teraz wróciłam do maszynek, peeleng obowiązkowo, w pewnym momencie nawet mósiałam stosowac lekkie kwasy bo włosy były tak cienkie że nie potrafiły się przebić przez naskórek. Teraz jest już wszystko ok, zdarzają się pojedyncze stany zapalne ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwasy pomagały i na to moje paskudztwo - cerkoderm dokładnie, czyli mocznik z kwasem glikolowym.
      Te krostki jak się goiły, to były takie suche i szorstkie.
      No i Cerkoderm je wygładzał.
      Ale nie zapobiegał powstawaniu nowych :(

      Usuń
  3. u mnie też często występuję takie swędzenie nóg, zwłaszcza latem, ale jakoś przyzwyczaiłam się do tych moich krostek po goleniu.. fajnie, że zrobiłaś recenzję tego kosmetyku i napisałaś o swoim problemie, chętnie wypróbuję taką metodę :) spokojnej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to nie jestem jedyna ;D
      Kiedy mnie to dopadło rok temu, to komu bym o tym okropieństwie nie mówiła nikt mnie nie rozumiał - czerwone kropki będące śladami po wrastających włoskach każda znała, ale czegoś takiego nie!
      No i naprawdę wyglądało na to, że ani mądre znawczynie kosmetyków ani blogerki urodowe też mi nie pomogą ;P
      Całe szczęście, że się udało!

      Polecam Ci ten peeling - może zadziała u Ciebie tak dobrze jak u mnie!
      Wzajemnie :)!

      Usuń
  4. Też nie lubię takich mocnych cytrusowych zapachów ale produkt ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Wprost uwielbiam czytać Twoje posty! Obojętnie na jaki temat piszesz... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak czytałam to aż mnie swędziały nogi :) Lubię cytrusowe kosmetyki i chętnie poznam się z tym peelingiem. Choć w szafce stoi już niezła kolekcja do użycia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, długo miałam opory przed tym, czy pisać o tych nieszczęsnych nogach, ale doszłam do wniosku, że skoro dziewczyny piszą o trądziku, to chyba wzmianki o wysypce na odnóżach też nikogo nie obrzydzą, a mogą pomóc trafić na ten wpis innym dziewczynom, które będą szukały w sieci informacji o jakimś kosmetyku łagodzącym ich dolegliwości :)

      Oj, ja też miewam okresowo kłopoty z nadmiarem kosmetyków do zużycia ;P

      Usuń
  7. U mnie problem podrażnień po goleniu to temat nie od dziś, więc tego cudaczka chętnie przetestuję, może i mnie pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze polecam, tylko wypróbuj go tak, jak pisałam - zanim weźmiesz się za golenie nóg i po nim!
      Na pewno nie zaszkodzi, a być może pomoże Ci tak, jak pomógł mnie :)!

      Usuń
  8. Ja ogólnie lubię zapachy cytrusów :)

    ---------------------------
    http://fashionelja.pl

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja nie mogę, Ty to masz "przygody". Jak to dobrze, że ja nie muszę golić nóg.
    Ale post bardzo intensywny, wyczerpujący. Myślę, że niejedna czytelniczka może skorzystać. Napracowałaś się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jak to?
      W ogóle nie musisz golić nóg?
      Zdradź, co zrobić, żebym też nie musiała ;P

      Usuń
  10. Mam ochote sie zluszczyc ;)!!! Przy najblizszej wizycie w Rossmannie bede go szukac :)!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, bo warto, a naprawdę śmieszne pieniądze kosztuje!

      Usuń
  11. Mar, chętnie się za tym rozejrzę, lubię peelingi. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. ten peeling wygląda super ! Chętnie bym go przetestowała !

    OdpowiedzUsuń
  13. Ale miałam lekturę na dzisiejszy wieczór! Dobrze, że zrobiłam sobie zieloną herbatę ;) Chociaż nie powiem - bardzo przyjemnie się czytało ;)

    Sama mam ten problem i to właśnie od tego lata - czerwone krostki, jakby uczulenie, więc obstawiam, że to to samo co i Tobie dolega. Tylko ja zauważyłam, że jest tak, kiedy ogolę nogi rano i dostanie się na nie jakiś suchy piach ( szczególnie nisko, kiedy idę chodnikiem, albo przed domem - pełno suchego piachu latem, mieszkam na wsi ;/), ogólnie chyba chodzi o jakieś delikatne zanieczyszczenie ;/ Więc zaczęłam golić je właśnie wieczorem. Przez pewien czas było dobrze a po jakimś czasie i wieczorem miałam taki problem ;/ Aż do czasu, kiedy zaczęłam robić sobie w domu peelingi kawowe (całego ciała). Lato, żeby mieć ładną opaleniznę wyczytałam, aby systematycznie złuszczać naskórek. Tak też robiłam. O dziwo stan moich nóg poprawił się bardzo! I obstawiam, ze to właśnie od tego. Tylko ja taki peeling robię raz - przed goleniem nóg. Po goleniu tylko balsam z Rossmanowskiej marki Isana, taki do nóg, po goleniu. I jest (tfu!, aby nie zapeszyć) świetnie! ;)

    Rób częściej takie posty kosmetyczne, bo ciekawe produkty pokazujesz, a nie takie typowe i oczywiste, więc dla mnie super! ;)

    Mimo, że mam swój ulubiony, domowy - samemu robiony kawowy peeling, tego kupnego chętnie spróbuję ;) Chociaż ten mój wyjdzie znacznie taniej cenowo ;) Raz spróbować tego kupnego nie zaszkodzi ;)

    Pozdrawiam! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One nie były czerwone!
      To była taka wysypka w kolorze skóry, jak pokrzywka albo uczulenie po czymś właśnie.
      Dopiero po rozdrapaniu robiły się czerwone i się zlewały w takie placki, które nazywałam parchem ;P

      Przyznam szczerze, że choć wiem, że peelingi domowej roboty wyszłyby mnie taniej, to jestem chyba za dużym leniem, żeby je robić ;P W sensie - ukręcić ten peeling w ogóle ;P

      Usuń
  14. Twoje recenzje kosmetyczne są faktycznie zawsze bardzo rzetelne i fajnie się je czyta:)
    Peelingi bardzo lubię i często stosuję (głównie savon noir), ale niestety mam problem z pękającymi naczyńkami (i chyba nawet z żylakami:/) więc pewnie to nie dla mnie produkt, ale skład ma fajny i jak widać działanie też:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie poszerzone, widoczne żyły?
      To nie muszą być żylaki.
      Ja mam taką pod jednym kolanem, wyszła mi od stosowania tabletek antykoncepcyjnych.
      Robiłam przeróżne USG i dopplery, okazało się, że to nie jest groźne.
      Ostry peeling przy pękających naczynkach polecany nie jest, ale jakiś porządny, łagodny peeling jak najbardziej przy żylnych sprawach zalecają - w końcu poprawia to ukrwienie kończyny :)
      no, chyba że ma się zakrzepicę, wtedy nóg masować nie wolno!

      Swoją drogą - peelingów savon noir nigdy nie robiłam!

      Usuń
  15. KupiE! dobre to a ja mam często podraźnione nogi po goleniu. DOktor Marczaku znów zaradził na zło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami udaje mi się być przydatną ^^

      Usuń
  16. no ja niestety mam wrazliwą skórę i taki drapak mógłby mi zrobić krzywdę :( ale opis brzmi fajnie tym bardziej, że tez po goleniu nóg mam podrażnioną skórę :(((

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie golić nóg - tjaaaa.... ciekawa porada...

    W sumie ten problem podrażnień ciągle mi nie doskwiera, to chyba dobrze.

    No kurczę blade, napłodziłaś danych w tym poście. Gratulacje dla wytrwałości i rzetelności w pisaniu!

    OdpowiedzUsuń
  18. kiedys miałam dokładnie takie same problemy przez kilka lat, aż zaczęłam własnie robic peelingi i nawilżenia + rzadziej goliłam nogi. problem sam znikł. teraz może mam podrażnioną skórę jeżeli golę częściej niż co 3-4 dni, ale nie do tego stopnia co kiedys...

    daydreamjuice.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym móc golić nogi co 3-4 dni :( Ja jak nie ogolę ich następnego dnia to już mam na nich coś takiego, co nazywam "kłujkami" - denerwuje mnie to i nie umiem z czymś takim chodzić ;P
      Ale w czasie, gdy tamto dziadostwo mnie dopadło, to nawet tydzień byłam w stanie się przemóc ;P

      Usuń
  19. Ale historia! :) Ja mam nogi koszmarne - wyglądaja jak po wojnie - sucha skorupa, wrastajace włoski, zadrapania, podrażnienia - dramat. Peelinguję się, ale problem jest nadal/ Może to cudo by mnie uratowało przed latem? :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  20. Poszukam go :D Kochana Mar, wystraszyłam się bo ja ciągle tak robie że gole nogi pianką lub na sucho, potem wklepuję jakikolwiek balsam nawilżający lub krem nivea... ale bywa że gole nogi w pośpiechu i nie wklepuje w nie potem nic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak nic Ci nie dolega, to nie musisz się przejmować ;P

      Usuń
  21. Nie dziwię się, że piszesz te posty kilka godzin, to chyba najdłuższy wpis jaki kiedykolwiek widziałam. :D Ale przynajmniej po jego przeczytaniu człowiek już wie wszystko. ;p Swoją drogą, ciekawe to cudeńko, chętnie wypróbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, bez przesady - miewałam dłuższe posty ;P

      Usuń
  22. My osobiście bardzo lubimy zapachy cytrusów! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. świetnie napisane! teraz mam ochotę iść, kupić i wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Coś czuję, że się z nim zaprzyjaźnię :)

    OdpowiedzUsuń
  25. Lubię te Twoje recenzje kosmetyczne, zawsze rzetelne i do cna wyczerpujące! Widziałam ostatnio ten peeling, gdy pracowałam na Kneippie. Zapach pewnie by mi nie przeszkadzał, bo lubię takie dziwne mieszanki owocowe (Pina Colada od Perfecty idealna!), bardziej konsystencja i ta ostrość drobinek, po której skórę miałabym zdartą do krwi :( Sporo naturalnych składników, to też się chwali :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co to Kneipp ;P?

      Konsystencję można przeżyć, tylko trzeba pamiętać o wstrząśnięciu :D

      Usuń
  26. Ale problemy mam z dodaniem tu u Ciebie dzisiaj komentarza, wciąż wyświetla mi się błąd! Cudowny kosmetyk! Najważniejsze, że problem szybko po nim zniknął :) Zapamiętam sobie jego nazwę, może przydać się latem przy bardzo częstym goleniu nóg i ewentualnych podrażnieniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja mam je dzisiaj przy komentowaniu u innych - blogger wariuje chyba ;P

      Proszę bardzo, mam nadzieję, że nie będzie potrzebny - w sensie, że dla samej przyjemności stosowania będzie używany, a nie z przykrej konieczności!

      Usuń
  27. Przeczytałam od deski do deski, faktycznie wyczerpująco recenzujesz kosmetyki i na pewno zajęło Ci to mnóstwo Czasu! Przygodę z nogami miałaś przykrą, ale dobrze, że peeling pomaga, na pewno nie tylko Tobie się przyda. Na ten zdzierak od dawna mam ochotę i teraz jestem pewna, że jak spotkam go w promocji na pewno nabędę i sama sprawdzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet bez promocji jest wart swojej ceny, bo w przeciwieństwie do wielu peelingów naprawdę peelinguje skórę, a nie tylko udaje, że to robi :)!
      Serio, serio!

      No, tym razem uwinęłam się w półtorej godziny - dzięki :D

      Usuń
  28. rzeczywiście cena super, a jak peeling dodatkowo peelinguje to podwójnie super ;D nabędę go z pewnością, lubię takie "rzetelne" peelingi :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Szczerze powiem, że chyba pierwszy raz się spotykam z tak "dobrą" z naciskiem na dobrą recenzją kosmetyku na blogu. Tak trzymaj ! :)
    Wygląda on zachęcająco :)
    zapraszam na : twoimioczami.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Lubię takie szczere recenzje. I jeszcze w ten sposób napisane hihi. Ja jak zwykle patrzę tylko kto jak pisze, a nie co haha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się też zdarza skupiać na formie, a nie na treści ;P
      Taki fetysz z lat studiów polonistycznych jeszcze ;P

      Usuń
  31. Lubie peelingi, dobrze ze znalazlas coś co Ci pomaga! :)
    sensiblees.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  32. Widziałam go nie raz, ale tak jakoś nie zachęca, że zawsze odkładałam, a może właśnie to jest lek na moją przesuszoną, swędzącą skórę nóg :) Dobrze Mar, że testujesz takie paskudztwa, to człowiek wie, że jak Mar od tego nie padł, to nikt nie padnie :D

    Chociaż, z drugiej strony... złego diabli nie biorą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej no, jakie "nie padł" - ja wiem, że mam męskie rysy pyska, ale zaręczam: rodzaj żeński ;P;P;P

      Ten peeling tylko paskudnie wygląda, pachnie naprawdę zacnie i działa także bez zarzutów :D

      Usuń
    2. I prawda to - z tym złym ;P

      Usuń
  33. przeczytałam od dechy do dechy i na pewno go kupię jak tylko będę w Rossmannie - jeśli będzie! Również miewałam problemy po goleniu - co najgorsze latem, bo teraz zupełnie przeszły. Koniecznie muszę go wypróbować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koleżanka polecała mi także peeling cukrowy, choć podejrzewam, że skład ma bardziej sztuczny ( również dostępny jest w Rosmannie:)

      Usuń
  34. Dziękuję Ci za recenzje, które są totalnie Twoje i mówią całkowitą prawdę! Dobrze, że w blogosferze są jeszcze ludzie, którzy starają się dać coś od siebie i nawet w tej modowo-urodowej tematyce dobrze robią swoją pracę. Wreszcie coś, co jest tylko słowami producenta:)
    Szukam dobrego pilingu, ale czy wybrałabym ten? Dla mnie zapach jest bardzo ważny, więc chyba odpada :(

    OdpowiedzUsuń
  35. Wyczerpałaś temat do cna:) chyba powinnaś pisać wiecej postów kosmetycznych:)

    OdpowiedzUsuń
  36. Z pewnością sobie go kupię... Też mam problemy ze swędzącą skórą... Już myślałam, że złapałam jakiegoś pasożyta czy coś :D Nogi swędziały mnie bezlitośnie... Ale dermatolog powiedziała, że sobie głupoty wymyślam...
    Spróbuje go... może w tym tkwi problem... Lub sucha skóra... Co jak co i tak go kupię... Drogi nie jest :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Mar a próbowałaś serię Oriflame Eco Beauty krem na dzien, na noc i płyn micelarny? Działają cuda, polecam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, mam naprawdę spore problemy z trądzikiem, na noc używam wyłącznie Benzacne + Acne Derm, na dzień mój dawno temu wypróbowany krem z filtrem.
      Płynów micelarnych nie używam, wyłącznie kwaśny tonik.
      Ale dzięki za cynk, nie wiedziałam, że Oriflame wypuściło taką linię :)

      Dawno już temu przestałam być ich konsultantką ;P

      Usuń
  38. Dzięki Mar za ten wpis ja też dostaję uporczywego swędzenia na skórze nóg i drapię się do czerwoności czasami - peeling to jest dobra myśl. Ja robię mój z kawy mielonej z odrobiną cynamonu, zalewam dość ciepłą wodą i smaruję dobre 10 minut. Rewelacja, a skóra gładka, miękka i jędrna za niewielką cenę. pzdr

    OdpowiedzUsuń
  39. ja Cie podziwiam za te rzetelne recenzje... naprawde. ne wiem czy zas powinnam sie skusisc... kupilam ten malinowy peeling co ostatnio polecalas i mnie tak wypryszczylo ze hej! Hehehe

    OdpowiedzUsuń
  40. No i dotarłam do Twojego wpisu, choć przyznaję bez bicia, że wiedziałam o nim już wcześniej, ale postanowiłam, że poczytam na spokojnie, bo pracy przez ostatnie dni miałam tyle, że...szkoda gadać. No więc teraz poczytałam sobie z przyjemnością, tak jak artykuł w czasopiśmie. Po pierwsze Twój post przypomniał mi o zakupie wapna, bo zawsze mam na wszelki wypadek, a tu mi się skończyło. Po drugie bardzo ciekawy peeling, ja mam problemy po goleniu raz na 2-3 miesiące ale wtedy faktycznie podrażnienie mocno mnie denerwuje, aż takich objawów jak Ty nigdy nie miałam, ale z pewnością przyda się awaryjnie w takich sytuacjach. No i jako peeling też się przyda, bo nie czarujmy się, choć nie narzekam - to dodatkowa jędrność i sprężystość jest równie mile widziana:). Wesołych i przede wszystkim zdrowych Świąt Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  41. Miałam problem z wrastaniem po pierwszym depilatorze a były to lata 80-te, od tej pory golę nogi i nie mam problemu, chyba już mocno przyzwyczajoną mam skórę. Dobrze jednak wiedzieć więcej o tym ciekawym kosmetyku. Pozdrawiam serdecznie...

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.