wtorek, 3 maja 2016

O orkiestrze, która grała do końca i (miejmy nadzieję, że nie) straconych złudzeniach - XIV edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland

O zakończonej w ubiegłą niedzielę 14. edycji największego i najważniejszego do tej pory polskiego wydarzenia modowego - FashionPhilosophy Fashion Week Poland - napisano już wiele.


Tak wiele, że zdanie na jej temat zdążyły wyrobić sobie nawet osoby modę mające w głębokim poważaniu.


Skoro wszyscy piszą, wszyscy mówią i wszyscy się bulwersują, to swoje trzy grosze wtrącam wreszcie i ja.


relacja z Fashion Weeka | XIV edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland | koniec Fashion Weeka w Łodzi | co dalej z Fashion Weekiem | Fashion Week w Łodzi relacja




Przeczucie, że coś jest nie tak i że ta edycja będzie się znacząco różnić choćby od poprzedniej nie opuszczało mnie od momentu, gdy na fanpejdżu FWPL znalazłam informację o miejscu, w którym miała odbywać się tegoroczna wiosenna edycja wydarzenia.
Stara Hala Expo mieszcząca się w Łodzi przy ulicy Stefanowskiego 30 jeszcze w pierwszych latach nowego tysiąclecia uchodziła za obiekt nowoczesny. Odbywały się tam wszystkie najważniejsze w województwie targi, wystawy i eventy branżowe - nie było zresztą wówczas w mieście żadnego innego budynku, w którym taką imprezę dałoby się ulokować.
Jednak z roku na rok hala starzała się coraz bardziej, powoli przestawała spełniać wyśrubowane, nowoczesne standardy obowiązujące obiekty tego typu. A w każdym razie na pewno nie zachęcała wizualnie.

W końcu, w roku 2013, oddano do użytku nowy budynek Międzynarodowych Targów Łódzkich - eleganckie Centrum Wystawiennicze z prawdziwego zdarzenia. Budynek ten stoi przy alei Politechniki 2. I choć w międzyczasie starą halę przy Stefanowskiego nieco odremontowano, to od tamtej pory odbywają się w niej imprezy mniejsze i mniej znaczące, te raczej niskobudżetowe.

Na pewno nie te mające być w swoim założeniu wizytówką miasta.

Pomimo tego, że raczej nie jestem osobą, która gdy nie otacza się luksusem i blichtrem to usycha, dostaje drgawek i prawie umiera z powodu palpitacji serca, to informacja o planach organizacji Fashion Week Poland w budynku było nie było dość mało luksusowym nieco mnie skonsternowała.

Owszem - dawno, dawno temu Fashion Week i tam się odbywał.
Ale po tym, jak zawędrował w progi Hotelu Hilton nikt raczej nie spodziewał się jego powrotu do miejsca, w którym dziś organizuje się targi piwne albo giełdę minerałów.

Szybko wywnioskowałam, że - zapewne - kwestia lokalizacji podyktowana jest ograniczonymi możliwościami finansowymi organizatorów.

A problemy finansowe nigdy nie wróżą niczego dobrego...

No i miałam nosa!

W czwartek (czyli w dzień, w którym impreza miała się zacząć), gdy w ciszy i spokoju piłam swoją poranną kawę i wybierałam się do pracy Internet zalały newsy (ten był pierwszym, jaki zobaczyłam) na temat tego, że wydarzenie najprawdopodobniej się nie odbędzie, bo do Hali Expo wkroczyli komornicy (chcący ściągnąć z organizatorów jakieś gigantyczne wprost kwoty pieniędzy - wtedy jeszcze nikt nie wiedział, o jakie pieniądze, za co i dla kogo właściwie przeznaczone chodziło), a Międzynarodowe Targi Łódzkie (spółka, do której obie łódzkie hale Expo należą) nie dostały obiecanej im zapłaty za wynajem hali. Bez zapłaty nie ma więc mowy o tym, że cokolwiek będzie się tam odbywać.

Organizatorzy błyskawicznie jęli tłumaczyć, że wszystko jest pod kontrolą, a winę za chaos ponosi Urząd Miasta Łodzi - który miał opłacić Expo, a tego nie zrobił.

Władze miasta odbiły piłeczkę - twierdząc, że przed rozpoczęciem wydarzenia nie mogą przeznaczyć na jego cel nawet złotówki. A nawet gdyby chciały pospieszyć organizatorom z pomocą, to i tak wszystko, co miałoby trafić na ich konto w pierwszej kolejności musiałoby być przeznaczone na zajęcia komornicze i wierzytelności należne cesjonariuszom. Dodały też, że w zasadzie Fashion Week jest im coraz bardziej nie na rękę i przyprawia je wyłącznie o ból głowy, bo prestiż imprezy spada, organizator jest partnerem coraz mniej wiarygodnym (i ciągle trzeba za niego nadstawiać karku przed tymi i owymi), a poza tym ciężko mówić o promocji miasta, kiedy takie straszne rzeczy się na oczach opinii publicznej zadziewają.

Przeciętny człowiek nadal nie wiedział, o co chodzi.

Jak to prestiż spada, jak były Hiltony, Złote Flamingi, gwiazdy i Witkowski w czapce ze swastykami, a poza tym nagrody i wyróżnienia?
Jacy komornicy, skoro na to wszystko hajs się przecież zgadzał?

Z godziny na godzinę sprawa zdawała się coraz bardziej rozjaśniać - pola komentarzy pod pojawiającymi się artykułami błyskawicznie zapełniły się wypowiedziami osób, które skarżyły się na to, że ponoć od wielu, wielu lat nigdy nie otrzymały za pracę przy Fashion Weeku należnego im wynagrodzenia. Takie same opinie można było znaleźć w wielu miejscach na Facebooku.


Print screen nagłówka artykułu z internetowego wydania "Expressiu Ilustrowanego" z dnia 20.04.2016:
http://www.expressilustrowany.pl/lodz/a/fashion-week-z-komornikiem-zdjecia,9898978/

Szopka jakich mało, prawdziwa afera!

Nie pierwsza w Łodzi i pewnie (niestety...) nie ostatnia, więc nie tyle tym, że jakiś kolejny skandal ma miejsce w moim mieście byłam zaskoczona, co faktem, że tak długo udawało się uniknąć podobnej sytuacji, skoro sprawa od dawna prezentowała się nieciekawie.

Przecież komornicy powinni byli zaczynać działać lata temu, nie zaś dopiero w dniu rozpoczęcia czternastej już edycji (swoją drogą pewnie zadziałali, więc nie do końca rozumiem, po co pojawili się przy Stefanowskiego - jeżeli zamierzali zająć sprzęt, który się tam znajdował i do organizatorów należał, to przecież mieli na to chyba wystarczająco dużo czasu, organizatorzy wszak nie ukrywali się na zamorskich wyspach, a cały czas w Łodzi przebywali... poza tym wydaje mi się, że osprzętowanie jest własnością jakichś podwykonawców, nie FWPL - nie sądzę, bym się myliła :>).

Podobnie i miasto powinno było wyrazić swoje zaniepokojenie po pierwszych choćby sygnałach, że nie dzieje się dobrze. A tymczasem jeszcze rok temu, na oficjalnej stronie Urzędu Miasta mogliśmy znaleźć notę pochwalną (która wisi tam po dziś dzień - to dowód) z której wynikało, że współpraca miasta i Fashion Weeka to spełnienie marzeń Biura Promocji, Turystyki i Współpracy z Zagranicą UMŁ - zdaniem wypowiadającego się wtedy Dyrektora tejże instytucji FWPL był imprezą prestiżowągwarantującą miastu świetną reklamę (którą przeliczono na 20 mln tzw. ekwiwalentu medialnego) i tworzącą olbrzymią platformę biznesową, z Łodzi czyniącą wciąż stolicę polskiej mody... 

Przyznam szczerze, że nieco zgłupiałam.
Tak nagle się tam to wszystko pochrzaniło?
Wiele lat ktoś za darmo pracował, ktoś inny brak profesjonalizmu znosił, kolejny wynajmował obiekty w zamian za "ekwiwalent medialny", a jeszcze jeden wszystko to nagradzał i promował?

Ciężko mi było w to uwierzyć...

Nie jestem ekspertką w dziedzinie mody, nie mam też zbyt wiele czasu, by śledzić tak zwaną prasę branżową - nigdy więc nie interesowałam się zbyt mocno tym, co w tak zwanym "światku" mówi się o Fashion Weeku, gdy na wybiegach gasną już światła, a projektanci zdejmują z modelek kreacje i pakują je do walizek.

Owszem - w Łodzi, wśród zwykłych mieszkańców, narzekało się na niego od zawsze.

Że niepotrzebny, że dla burżuazji, że lepiej szpitale postawić i żłobki.
I w zasadzie, to złodzieje dla złodziei cuda powymyślali, żeby dobrze się bawić, a szary człowiek nic z tego nie ma.

Jednak kogoś, kto z niej i jej okolic pochodzi wcale to nie dziwi i nie jest to dla niego niczym do głębszych refleksji i podejrzeń skłaniającym - tu narzeka się w zasadzie na każdą imprezę, która nie jest festynem urządzonym pod jednym z centrów handlowych.

Nie należę do osób promieniejących szczęściem nawet wtedy, gdy wszystko się wali i chodzących po świecie z amerykańskim uśmiechem przyspawanym na stałe do twarzy (wręcz przeciwnie - jestem okropną marudą!), ale tego łódzkiego malkontenctwa i nazywania każdej zmiany i nowości bzdurą nawet ja mam dość.

Zorganizowanie tu jakiegokolwiek wydarzenia graniczy z cudem. Innowacyjne biznesy, fajne festiwale, remonty i inne unowocześnienia zawsze sa ZŁE. Z zasady.

Stary, rozpadający się i obsikany przez bezdomnych dworzec jest lepszy od nowego, czystego i projektem nieustępującego tym z europejskich stolic, festiwal designu to wydarzenie nakręcane przez "nierobów z Wyborczej" i "hipsterów z OFF Piotrkowska" (w ogóle to sam OFF też się do prokuratury nadaje - knajp nabudowali, pracowni jakichś, a mogli fabrykę wyremontować i prostemu człowiekowi pracę zapewnić, o!), nowoczesne, ciekawe architektonicznie centrum przesiadkowe to kiczowata "stajnia jednorożców", normalne więc, że Fashion Week to "zabawa dla pajaców".

Skoro nawet Camerimage było wydarzeniem niezbyt wartym tego, by walczyć o jego pozostanie w Łodzi, to z jakiej racji coś tak banalnego jak moda miałoby być w tym mieście mile widziane?

Pomimo zwyczajowego narzekania w pewnym momencie zadziało się coś fajnego i FWPL - początkowo naprawdę niszowy - jakoś się rozkręcił.

Na pokazy odbywające się w ramach kolejnych edycji zaczęli zjeżdżać się polscy i zagraniczni dziennikarze, na fashionweekowych ściankach fotografowali się rozmaici, chętnie goszczący na łódzkim tygodniu mody celebryci, a kiedy rozpoczął się boom na pisanie o modzie także przez hobbystów - blogerzy.

Choć ciągle można było odnieść wrażenie, że to bardziej przyjezdni chwalą imprezę, niż swoi.
Łódzkie media wspominały o kolejnych edycjach FWPL jakby mimochodem, nieco przy okazji atrakcji takich, jak Dzień Ziemniaka w miejskich podstawówkach, czy wystawa kotów rasowych w jednej z galerii.

Raczej nie dawało się odczuć, że ktoś stąd traktuje Fashion Weeka jako produkt eksportowy.

W pewnym jednak momencie Łódź zwęszyła, że Fashion Week może jej się opłacać - nawet, gdy będzie musiała do niego coś od siebie dołożyć.

Właściwie, to nie Łódź jako taka, ale władze miasta - idea przyświecająca FashionPhilosophy Fashion Week Poland, czyli pomysł zorganizowania polskiego tygodnia mody akurat w Łodzi, w miejscu będącym kolebką polskiego przemysłu tekstylnego i odzieżowego została doceniona przez nie mniej więcej w okolicy roku 2011, kiedy to miasto ruszyło z hasłem Łódź Kreuje i doszło do wniosku, że promocja w kraju i na świecie jest mu jednak potrzebna (wcześniej przez wiele lat temat ten zawsze zdawał się być mało istotnym).

Okazało się więc, że Fashion Week to wcale nie jakaś tam fanaberia bogatych dzieciaków i zwariowanych artystów, a wydarzenie łączące historię z nowoczesnością i wspaniale wpisujące się w definicję produktu sektora kreatywnego, który to miał być od tej pory najbardziej w Łodzi promowanym.

Urząd Miasta postanowił więc wspierać FashionPhilosophy Fashion Week Poland dużymi nakładami pieniężnymi, miasto zostało partnerem strategicznym projektu i wydawało się, ze obie strony są z tej współpracy zadowolone. Urzędnicy, radni i przedstawiciele łódzkich instytucji trudniących się promocją miasta chętnie występowali u boku Jacka Kłaka i Irminy Kubiak (szefostwa Grupy Kreatywnej Moda Forte, która to za FWPL jest odpowiedzialna) na rozmaitych konferencjach, razem z nimi pozowali też do zdjęć i wszem i wobec opowiadali, jacy są dumni z faktu, że Fashion Week odbywa się właśnie w Łodzi. Z ochotą korzystali też z zaproszeń na kolejne edycje wydarzenia i dumni jak paw prężyli się w pierwszych rzędach widowni.

Było więc fajnie - wydawało się, że Fashion Week na stałe wpisze się w kanon symboli przeciętnemu mieszkańcowi Polski z Łodzią się kojarzących.

Taki stan rzeczy cieszył tym bardziej, że przez te wszystkie lata żadnemu z polskich miast nie udało się stworzyć wydarzenia choć w połowie tak dużego i tak wiele emocji wywołującego, jak FWPL.

Prób poczyniano wiele - obecnie w każdym dużym mieście co roku (albo i kilka w nim razy) organizuje się jakieś duże targi mody połączone z pokazami, prelekcjami i ze ściankami, na tle których ktoś tam zawsze da się sfotografować.

Ale póki co tylko pokazanie lub wystawienie się w Łodzi było dla niektórych miarą mniejszego lub większego sukcesu i jako takim wyznacznikiem "ważności".

Tym bardziej więc dziwić mógł tegoroczny obrót spraw i oziębienie relacji na linii FWPL - miasto.

Zaskakiwały też problemy finansowe organizatorów, bo nie od dziś wiadomo, że zarówno wystawcy ze Strefy Showroom jak i projektanci prezentujący swoje kolekcje muszą FWPL zapłacić (i to nie takie małe pieniądze), więc wydawało się, że jest to wydarzenie na siebie zarabiające.

Jeśli doliczyć do tego ceny karnetów VIP i wsparcie sponsorów, to bankructwo wydawało się niemożliwe.

A jednak...


Print screen nagłówka artykułu z internetowego wydania "Dziennika Łódzkiego" z dn. 21.04.2016:http://www.dzienniklodzki.pl/styl-zycia/moda/fashion-week/a/fashion-week-2016-w-lodzi-odbedzie-sie-zgodnie-z-planem-zdjecia,9903776/

W ten feralny czwartek nie miałam zbyt wiele czasu na zastanawianie się nad przyczyną takiego stanu rzeczy - musiałam iść do pracy, a po niej pozałatwiać jeszcze sporo spraw.

Pomimo zamieszania organizatorzy zapewniali, że Fashion Week się odbędzie, a kto miał się wybierać, tego serdecznie zapraszają - niech przyjeżdża (aczkolwiek na żadnym z oficjalnych profili w social mediach takie oświadczenie się nie pojawiło).

Nie planowałam pojawić się na czwartkowych pokazach - na nie wybierały się jednak goszczące u mnie Paula i Sylwia.

Z racji tego, że i ja i Lechu byliśmy w pracy i nijak nie mogliśmy odebrać od nich bagaży, to Dziewczyny postanowiły jechać do Hali Expo prosto z drogi.

Okazało się, że owszem - impreza miała się odbyć, ale o której to wszystko miało ruszyć... tego nikt nie wiedział.

Na miejscu Paulę i Sylwię powitały chaos z bałaganem,  a zamiast pokazów - próby i montaż urządzeń. Organizator nie przygotował nawet szatni, w związku z czym Dziewczyny zabrały swoje walizki i poszły do pobliskiej Sukcesji na coś do zjedzenia.
Kiedy wróciły, to nadal nic nie wskazywało na to, aby Fashion Week miał się zaczynać.

Szatni też nikt nie zamierzał uruchomić (co zaskakuje, bo w Hali Expo jest "organiczne" miejsce na szatnię). Dopiero po krótkiej awanturze pozwolono Dziewczynom na zostawienie bagaży i kurtek w recepcji. Po podpisaniu oświadczenia, że robią to na własną odpowiedzialność rzecz jasna ;)

Pokazy rozpoczęły się po kilkugodzinnym opóźnieniu...

Co jakiś czas odbierałam od Pauli i Sylwii telefony z relacjami - nie chciałam wierzyć w to wszystko, co mówiły:

Że w Hali jest zimno, że Showroom (dawniej pełen wystawców i gości) jest opustoszały, że w toaletach brakuje papieru toaletowego, a modelki chodzące po wybiegu brane są chyba z jakichś łapanek, bo potykają się, przewracają, gubią buty i ogólnie impreza nie sprawia wrażenia, że jest najbardziej prestiżowym wydarzeniem tego typu w Polsce.

Sam wybieg też pozostawia wiele do życzenia - właściwie, to nie ma wybiegu z prawdziwego zdarzenia: jest coś na wzór wykładziny.
I tyle.

Dowiedziałam się też, że na widowni są takie pustki... że obsługujący ją wolontariusze sami zapraszają publiczność do zajmowania pierwszych rzędów.

Na szczęście trochę pocieszyła mnie informacja, że prezentowane kolekcje rekompensują negatywne wrażenia.

Śledziłam profil FashionPhilosophyFashion Week Poland na FB, chcąc jak najszybciej zobaczyć zdjęcia z pokazów - i powiem Wam jedno: bardzo, naprawdę bardzo żałuję tego, że nie było mnie w czasie czwartkowych prezentacji kolekcji.

Najbardziej żałuję tego, że nie mogłam obejrzeć na żywo kolekcji
"Tangerine Dream" Marty Kuszyńskiej.

To piękne rzeczy, obiektywnie oko cieszące - kawał dobrego boho, może tylko w dwóch wypadkach nadmiernie przekombinowanego (jednak ten, kto styl boho lubi, ten raczej przeciw przekombinowaniu nic nie ma - boho w pewnym sensie opiera się na nadmiarze, kolorach i kontraście).

Pokaz kolekcji Marty Kuszyńskiej na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Marty Kuszyńskiej na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

 Autor zdjęć - Pasarella Photograpy
Zdjęcia dzięki uprzejmości
FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Zdjęcia wszystkich sylwetek możecie obejrzeć na profilu FB projektantki - o, tu.

Dotarłam na pokazy w piątek. Na własne oczy przekonałam się, że słowa Dziewczyn nie były przesadą - szatni nadal nie było, toalety były pozbawione papieru toaletowego (znaczy się - początkowo papier był, dopiero po południu wyszedł, a że Panie w recepcji niechętnie chciały wydzielać nam nowe rolki, to byłyśmy zmuszone kraść z press roomu serwetki... tak, bardzo się wstydzę swojego zachowania, ale naprawdę musiałam ich użyć :>), brudne (ja wiem, że ilość toalet w hali przy Stefanowskiego jest niewielka, ale chyba w cenę wynajmu jest wliczona obsługa? zdaję sobie sprawę z tego, że organizatorzy mogli nie mieć pieniędzy na własny personel sprzątający, jednak do cholery - wygląd wynajętego obiektu nie świadczy tylko o organizatorze wydarzenia, ale i o tym, do kogo ten obiekt należy!), modelki chodziły po wybiegu, który z wybiegiem miał niewiele wspólnego, a część z nich naprawdę nie potrafiła utrzymać się na obcasach.

Jedna z modelek po przejściu kilku kroków zrezygnowała i zdjęła buty - pokaz swojej sylwetki zakończyła na bosaka.

Być może taki stan rzeczy spowodowany był faktem, że plotki okazały się prawdziwe i naprawdę żadna z łódzkich agencji modelek nie zdecydowała się na współpracę z Fashion Weekiem, a chodzące po wybiegu dziewczyny były totalnymi amatorkami.

Pewne ogłoszenie, które na jednej z grup skupiających łódzkich fotografów i modelki znalazł Lechu zdaje się tę tezę potwierdzać:


W ogłoszeniu nie ma ani słowa o wynagrodzeniu za "przejście się po wybiegu" ;)


Jednak widać było, że organizatorzy robią, co mogą, aby wszystko sprawiało wrażenie dopiętego na ostatni guzik - barmani częstujący gości darmowym winem jednego ze sponsorów FWPL byli elegancko ubrani i żurnalowo wręcz uśmiechnięci, Panie reprezentujące kolejnego sponsora (Batiste) czesały i stylizowały chętnych w specjalnie przygotowanym do tego kąciku, a w kilku miejscach pojawiły się tak wyczekiwane poprzedniego dnia ścianki (według Pauli i Sylwii nic tak nie irytowało przybyłych na czwartkowe pokazy, jak brak ścianek :> priorytety osób przybywających na polskiego Fashion Weeka są, doprawdy, przeurocze :>). Showroom działał i nawet się zapełnił (aczkolwiek wystawców było na nim jeszcze mniej, niż w Hiltonie :().

Pomiędzy gośćmi kręciło się bardzo wielu dziennikarzy i fotoreportretów - ci drudzy jednak najchętniej polowali przed wejściem do hali na wychodzących z niej blogerów.

Piątkowe pokazy także zaczęły się z opóźnieniem, jednak nie było ono tak duże, jak w czwartek. Wszystko odbywało się bez jakichś większych poślizgów i zgrzytów, aczkolwiek podobno zamieniono kolejność ostatnich pokazów - my (z powodu złego samopoczucia Sylwii) opuściłyśmy trzy ostatnie z nich, więc o tym, co działo się w hali późnym wieczorem nie mogę się wypowiedzieć.

relacja z Fashion Weeka | XIV edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland | koniec Fashion Weeka w Łodzi | co dalej z Fashion Weekiem | Fashion Week w Łodzi relacja | blogerzy na Fashion Weeku

Już w piątek udało mi się spotkać z większoścą tych znajomych z blogosfery, na spotkanie z którymi czekałam - z Dawidem, Moniką, Nabilem, Magdą, Iwoną i Kasią.

Wreszcie poznałam też na żywo Marzennę (razem z jej siostrzenicą - Klaudią) i Julkę.

Pokazy, które mogłam oglądać w piątek w większości uznaję za naprawdę dobre.

Znacie mnie już trochę, więc wiecie, jaki stosunek mam do mody - uważam, że nie to ładne, co ładne, a co się komu podoba. Gust jest jak tyłek - każdy ma swój własny. Jednak to wszystko, co miałam okazję zobaczyć trzymało poziom (choć jeśli chodzi o kolekcje polskich projektantów prezentujących się w piątek, to najlepsze recenzje zebrały pokazy Jarosława Ewerta i Nataschy Pavluchenko - które nas ominęły) w ogólnym tego słowa znaczeniu.

Projektanci raczej więc nie zawiedli i pomimo problemów z modelami i modelkami (za które ich nie winię - jeśli do samego końca liczyli na to, że organizator zapewni zespół i dopiero na miejscu dowiedzieli się, że dziewczyny i chłopcy owszem, są, ale nie mają zbyt dużego doświadczenia w tego typu pracy, to raczej nie mogli zbyt wiele zrobić) zaprezentowali swoje projekty najlepiej, jak potrafili.

Szkoda tylko, że nawet siedząc w pierwszych rzędach nie można było przyjrzeć się ich kolekcjom tak dobrze, jak choćby w Hiltonie - ekipa montująca oświetlenie (a może reżyser pokazów?) chyba czegoś nie dopatrzyła, bo światło padało obok modeli, nie na nich.

Niektóre pokazy zepsuto zaś całkiem przez puszczanie na wybieg kłębów sztucznego dymu - jak widać na zdjęciach fotoreporterów z przodu mgła wyglądała czadowo i budowała klimat (a czasami w ogóle nie było jej tam widać).

Niestety - ten, kto siedział na widowni (a nie daj Boże tuż koło ekranu i głośników) niewiele mógł przez nią zobaczyć. Ja na przykład niemal nic nie widziałam na pokazie MSL.

Najbardziej spośród wszystkich zaprezentowanych publiczności piątkowych pokazów zauroczyła mnie kolekcja niemieckiej projektantki Marion Roscher, czyli Rockmädchen.

Pokaz kolekcji Marion Roscher na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Rockmädchen (Marion Roscher) na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland


Pokaz kolekcji "Mexican Sky" był jednym z kilku gościnnych na tegorocznej edycji Fashion Week Poland.

Oprócz Rockmädchen zagranicznymi gośćmi byli jeszcze prezentujący się w sobotę Carlos Gil (Lisboa Fashion Week) oraz  Mladen Milivojevic Baron (Serbia Fashion Week) i Marta Wachholz (Lviv Fashion Week) - tych dwoje pokazywało swoje kolekcje w niedzielę.

Kolekcja "Mexican Sky" urzekła mnie od pierwszych sekund pokazu.

Jej nazwa nie jest przypadkowa. Meksykańskie inspiracje były widoczne nie tylko w wykorzystanym wzornictwie - cały klimat pokazu skupiał się wokół pustynnych motywów (chociaż mnie charakter tych ubrań przywodzi na myśl urok mody z czasów wojny secesyjnej i zdecydowanie bardziej kojarzą mi się one nie z Meksykiem, a z Dzikim Zachodem).

Te sylwetki to kawał dobrej roboty. Kunsztownej i dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach. Myślę, że takie wrażenie odniesie każdy patrzący na nie (zdjęcia wszystkich sylwetek znajdziecie tu) - nie tylko osoby śledzące modę i trendy z wybiegów.

Pokaz zakończył akcent upamiętniający zmarłego 21 kwietnia księcia muzyki pop - Prince'a. Nie przeczę - to też mnie ujęło ;)

Jeden z piątkowych pokazów wprawił mnie jednak w konsternację i uświadomił, że albo jestem totalnym bezguściem albo naprawdę nie do końca rozumiem, o co w tak zwanej "modzie wysokiej" chodzi.

Mówię o pokazie MILOV.

Pokaz kolekcji MILOV na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji MILOV na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Poznany przeze mnie w czasie tegorocznej edycji Hubert Woźniak napisał na swoim blogu, że jego zdaniem jest w tej kolekcji coś z tych kreacji Madonny, które nawiązują do estetyki sado-maso - zgadzam się, prawda to!

Hubert dostrzega tam też dużo tego rodzaju streetwearu, w którym odnajduje się sporo dzisiejszych nastolatków. Uznaje więc, że z punktu widzenia marketingu kolekcja ta jest "strzałem w dziesiątkę".

Myślę, że jest to całkiem sensowny klucz do interpretowania idei przyświecającej MILOV

Dobrze, że znalazł się ktoś, kto wytłumaczył mi o co w tym wszystkim chodzi - ja jestem chyba już naprawdę stara i w streetwearze nieobeznana, bo (oprócz nawiązań do Madonny) widzę tam tylko dywaniki łazienkowe, kicz i buty z Vices.

Sobotni dzień pokazów upłynął już bez większych obsunięć między nimi.

Jakimś też cudem modelki zaczęły chodzić bardziej prosto - przypuszczam, że projektanci nauczeni doświadczeniem poprzednich dni uruchomili wszelkie możliwe kontakty i sami zorganizowali "personel".

Wnioskuję tak chociażby po fakcie, że na wybiegu można było zobaczyć kilka twarzy znajomych z blogosfery, o których powszechnie wiadomo, że z tym czy tamtym projektantem współpracują (albo są z nim w jakichś bliskich relacjach).

relacja z Fashion Weeka | XIV edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland | koniec Fashion Weeka w Łodzi | co dalej z Fashion Weekiem | Fashion Week w Łodzi relacja | blogerzy na Fashion Weeku

W dalszym ciągu w kuluarach można było natknąć się na znajomych, choć część z nich zrezygnowała z pobytu w Łodzi do samego końca wydarzenia.

W sobotę spotkałam się z uroczą Valeriyą (cudownie było Cię poznać, Val!) i Karoliną (wreszcie wyjaśniła się tajemnica braku kontaktu ;P).

Dlaczego nie zrobiłam sobie z Dziewczynami pamiątkowego zdjęcia, to nie mam pojęcia ;P

Jeśli sądzicie, że w sobotę ktoś z obsługi poszedł po rozum do głowy i postanowił trochę posprzątać w hali, to nieco Was rozczaruję - nikt niczego nie sprzątnął.

Do siedzisk rozstawionych w press roomie można się było przykleić (choć gdyby goście nie rozlewali na nich wina i kawy, to byłoby czyściej...). Toalety jak straszyły w piątek, tak straszyły dalej.

To jeszcze mogłyśmy znieść - do press roomu chadzać nie trzeba, a jak się człowiek winem i kawą nie spija, to i mu się sikać nie chce (poza tym mając młody pęcherz można wiele w nim przetrzymać). Ale kiedy zobaczyłyśmy, że w jednej z tych brudnych toalet Pani pracująca przy rozstawionym na piętrze kąciku gastronomicznym myje warzywa przeznaczone na przygotowanie z nich zupy-kremu, to zdenerwowałyśmy się nie na żarty.

Oczywiście - szybko z pomysłu zjedzenia tam czegokolwiek zrezygnowałyśmy.
Opuściłyśmy jeden pokaz i poszłyśmy na obiad do Sukcesji (która chyba nigdy od czasu swojego otwarcia nie przeżywała takiego oblężenia, jak w tamten weekend ;P).

Ta sytuacja wkurzyła mnie chyba najbardziej ze wszystkich niedogodności, które spotkały nas w czasie pobytu w Hali Expo.
Ja rozumiem, że warunki panujące tam nie były najlepsze. Ale nawet, gdyby impreza odbywała się w jakimś luksusowym miejscu, to kładzenie świeżo umytych pomidorów na niezbyt czystej misce umywalki w toalecie publicznej jest chyba niedopuszczalne.

Nie chcę winić za takie partactwo obsługi punktu gastronomicznego organizatorów Fashion Weeka - oni przecież nie mogli fizycznie być w każdym miejscu hali w każdym momencie imprezy i patrzeć każdemu na ręce.

Sobotnie pokazy prezentowały nieco bardziej równy poziom, niż piątkowe.

Skupię się na tych, które zdecydowanie wzbudziły we mnie najbardziej pozytywne emocje.

Pokaz kolekcji Klaudii Markiewicz na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Klaudii Markiewicz na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Kolekcja "Back To The Roots" Klaudii Markiewicz wpłynęła na mnie prawie tak, jak dwa pokazy, które mogłam oglądać w czasie ubiegłorocznej, trzynastej edycji FWPL - Violi Śpiechowicz i Violi Piekut.

Klaudia zadbała o każdy detal pokazu: od grafiki wyświetlanej w tle, przez muzykę (genialne "Shout" Tears for Fears"!) aż po doskonałą selekcję modeli i modelek (pokaz otwierała zjawiskowa Anna Jaroszewska - dziewczyna na pierwszym z prawej zdjęciu umieszczonym przeze mnie na tym kolażu, którą pewnie kojarzycie z bloga Hedonisticat).

Jeśli mam być szczerą, to to był pierwszy polski pokaz tej edycji w trakcie którego odniosłam wrażenie, że naprawdę jestem na tygodniu mody z prawdziwego zdarzenia.

Klimat kolekcji to coś, co uwielbiam - grube sploty, wełna i etno.
Miks kultur - bo mamy tu nie tylko odwołanie do tradycyjnych strojów afrykańskich, ale i do polskiego folkloru ludowego (z którego projektantka zaczerpnęła techniki rękodzielnicze). 

Klaudia jest projektantką bardzo młodą - na rynku funkcjonuje od niedawna, ale jej dotychczasowe kolekcje zdążyły już zebrać mnóstwo pochlebnych recenzji i spotkały się z bardzo dobrym odbiorem publiczności.
Nie inaczej sprawa ma się z tą kolekcją - "Back To The Roots" już uznano za jeden z najlepszych pokazów tej edycji FWPL.

Z całego serca życzę Klaudii dalszych sukcesów!

Więcej zdjęć z pokazu Klaudii Markiewicz znajdziecie na profilu FB projektantki - tu.

Pokaz kolekcji Mii Stilo (Agnieszki Bonisławskiej) na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Mii Stilo (Agnieszki Bonisławskiej) na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland


Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości 
FashionPhilosophy Fashion Week Poland 

Mia Stilo (Agnieszka Bonisławska) i jej kolekcja "Dotyk wulkanu" to to tak naprawdę nic innego, jak dobrze nam znana klasyka - tyle, że ciekawie zinterpretowana.

To nie jest do końca mój styl, na pewno sama bym się tak nie ubrała, jednak te sylwetki miały w sobie coś z klimatu mody utrzymanej w stylu noir.
A noir mnie intryguje i przyciąga - nie tylko w modzie :)
Dużym plusem (wpływającym - przynajmniej moim zdaniem - na ogólny odbiór kolekcji) była charakteryzacja modelek - spójna z ubiorem, podkreślająca wrażenie tajemniczości i przywodząca na myśl skojarzenia z wizerunkiem femme fatale (typowej w sumie bohaterki kina noir - tym bardziej więc uważam szukanie w "Dotyku wulkanu" tropów prowadzących ku niemu za słuszne :>).

No i ten kontrast!

Więcej zdjęć z pokazu Agnieszki Bonisławskiej znajdziecie tu.

Pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Walerii Tokarzewskiej - Karaszewicz na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland


Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości 
FashionPhilosophy Fashion Week Poland 
Waleria Tokarzewska - Karaszewicz swoją kolekcją "Shining Square" przeniosła nas za to w czasy carskiej Rosji, a trochę i do epoki baroku. To nie pierwszy raz, kiedy projektantka zdradza nam swoją fascynację modą minionych dziejów i dalekich od Polski regionów - zauroczenie Walerii Wschodem mogliśmy podziwiać także w jej ubiegłorocznej kolekcji "Voyage - Orient Express".

Kolekcję warto oglądać nie na zdjęciach, a na filmie, o, na przykład na tym:


Niekwestionowanym faworytem sobotnich pokazów był jednak Carlos Gil.

Nie było chyba w Hali Expo nikogo, kto nie wyszedłby z niej urzeczony projektami Gila.

Pokaz kolekcji Carlosa Gila na XIV edycji Fashion Philosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Carlosa Gila na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland


Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości 
FashionPhilosophy Fashion Week Poland
To była kolekcja na medal!

Eklektyczna, ale bez zbędnego przepychu. Wyraźnie nawiązująca do estetyki retro, a dla mnie i - momentami, w niektórych sylwetkach - do mody spod znaku glam rocka i lat '70. Feeria barw, błysk, kontrast i moc kobiecości.

Pokaz zamykała sama Irmina Kubiak - co było fantastycznym wyborem ze strony portugalskiego projektanta, bo szefowa projektu FWPL zaprezentowała się z pełnią klasy i wdzięku, wieńcząc przedstawienie w najlepszy z możliwych sposobów (mało kto dziś wie i pamięta, że Pani Kubiak przez wiele lat pracowała właśnie jako modelka - dla łódzkiego Domu Mody Telimena).

Całą prezentowaną na wybiegu 14. edycji FWPL kolekcję Carlosa Gila możecie obejrzeć tu - klik!

relacja z Fashion Weeka | XIV edycja FashionPhilosophy Fashion Week Poland | koniec Fashion Weeka w Łodzi | co dalej z Fashion Weekiem | Fashion Week w Łodzi relacja | blogerzy na Fashion Weeku

Niedziela była już o wiele spokojniejsza - z hali zniknęła młodzież gimnazjalna, nikt już  więc nie potrącał nas, kiedy próbowałyśmy przecisnąć się na zewnątrz na papierosa (jeszcze w sobotę wejście w kadr komuś, kto właśnie próbował zrobić sobie zdjęcie z Radkiem Pestką na tle ścianki mogło zakończyć się śmiercią).

Większość uczestników już rozjechała się do domów.
Także dziennikarze - ku rozpaczy spragnionych atencji kamer i aparatów blogerów.

Nam to nie przeszkadzało - łatwiej było znaleźć jakieś miejsce z dobrym widokiem na wybieg.

Niedzielnych pokazów nie oglądaliśmy wiele - w zasadzie, to udało nam się zdążyć ledwie na dwa ostatnie: Mladena Milivojevica Barona i Marty Wachholz.

Pokaz kolekcji Mladena Milivojevica Barona na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Pokaz kolekcji Mladena Milivojevica Barona na XIV edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland


Autor zdjęć - Pasarella Photography
Zdjęcia dzięki uprzejmości 
FashionPhilosophy Fashion Week Poland
Na pokaz kolekcji studentów MSKPU spóźniłyśmy się i oglądałyśmy go przez plecy Panów Ochroniarzy (szkoda, że nas nie wpuszczono, bo spóźniłyśmy się naprawdę niewiele, a wolnych miejsc na widowni - zwłaszcza tych na tyłach i z boku - było pod dostatkiem...).


Ledwie emocje po tym długim, dość męczący weekendzie opadły, ledwie pożegnałam Paulę i Sylwię i wreszcie porządnie się wyspałam (wszystkie fashionweekowe wieczory i noce przegadywałyśmy do późnych godzin), to w sieci gruchnęła informacja, że Miasto Łódź zerwało z dotychczasowymi organizatorami FashionPhilsophy Fashion Week Poland umowę na dalsze organizowanie imprezy.

Nikogo to chyba nie zdziwiło.

Z kim spośród spotkanych przeze mnie w Hali Expo osób bym nie rozmawiała, to każdy pod skórą wyczuwał, że nie dzieje się dobrze.

Orkiestra jednak grała do końca: impreza się odbyła, jej główny cel - pokaz trendów na sezon jesień/zima 2016/2017 - został osiągnięty. Projektanci pokazali efekty swojej ciężkiej pracy.
Wielu z nich udowodniło, że polska moda stoi na naprawdę wysokim poziomie.

Szczerze powiedziawszy - to miał być zawsze cel nadrzędny tej imprezy.

Najważniejsze pytanie, które teraz zadają sobie wszyscy zajmujący i interesujący się modą brzmi:

"Co dalej z Fashion Weekiem?"

Miasto ma prawa do nazwy i loga wydarzenia do roku 2018.

Łodzianie podzielili się na dwa obozy - jedni krzyczą, że urzędnicy zerwali umowę z jedynymi ludźmi w mieście, którzy mieli jakiekolwiek pojęcie na temat przygotowywania takich imprez i że znając zapał włodarzy Łodzi szanse na to, że do jesieni uda im się znaleźć kolejnych zapaleńców z pieniędzmi i kontaktami są marne.

Drudzy - że dobrze się stało, bo współpraca z niewypłacalnym partnerem, za którego trzeba się wstydzić to żadna współpraca (dorzucając przy okazji, że żaden Fashion Week nie jest Łodzi potrzebny, mamy przecież rowery miejskie i trasę W-Z, czego nam więcej do szczęścia potrzeba?).

Czas pokaże, co wyniknie z tej awantury - podobno chętni do wzięcia się za przygotowanie Fashion Weeka są:

Antoni Ptak, właściciel Ptak Fashion City i organizacja Łódź Art Center (z powodzeniem zajmująca się wydarzeniem, jakim jest Łódź Design Festival).

Ten pierwszy ma pieniądze, drudzy zaś doświadczenie i zapał.
Tyle, że zapał mieli też ludzie z Moda Forte.

Przydałby się ktoś, komu nie będzie brakować jednego i drugiego.

Oby do czasu, gdy termin organizacji jesiennej edycji imprezy będzie się zbliżał nie okazało się, że do Łodzi nikt już nie zamierza przyjeżdżać, bo oczy dziennikarzy i sympatyków mody będą skupione na Mercedes-Benz Fashion Weekend Warsaw, więc Łodzi zostały jedynie stracone złudzenia.

Nie chciałabym tego.

Bo zdążyłam przywyknąć do faktu, że jak Fashion Week, to tylko u mnie, w Łodzi.

Tak po prostu.

79 komentarzy:

  1. MArczaku, ale odwaliłaś artykuł :) NIestety sama prawda, a szkoda bo to było najlepsze wydarzenie modowe w naszym kraju, niestety chyba umarło bezpowrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Artykuł na godzinę czytania. Dawno czegoś nie przeczytałam aż z taką dokładnością :p. Dobry do popołudniowej kawy :p.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja pierdziu ale napisalas artykul!! Jestem pod wrazeniem, jestes niesamowita!!Co do Fashion Week mam niepokojace wrazenie ze tego tak waznego wydarzenia jakim byl Lodzki Fashio Week nie da sie juz wskrzesic. Miasto stracilo bardzo wiele, glosno narzekajacy na wszystko doiero za jakis czas dostrzega jak sie to przedlozy na prestiz miasta, jego atrakcyjnosc a co za tym idzie takze zarobki tych najbardziej zniesmaczonych. Zawsze byl to naplyw turystow, pasjonatow mody a co za tym idzie takze gotowki. Ci ludzie musieli chocby cos jesc i gdzies spac...oj smutne to wszystko...szkoda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie uda się w żaden sposób znaleźć nikogo, kto podjąłby się organizacji kolejnej edycji to owszem, miasto straci, ale obstawanie przy tym, by organizacją FWPL dalej zajmowali się ludzie, którzy z jakichś tak naprawdę nie do końca jasnych przyczyn mieli problemy finansowe też w sumie do niczego dobrego by nie prowadziło.

      No bo zobacz - wystarczy wejść na prywatny profil Pana Kłaka (posty wrzuca z widokiem publicznym, każdy może się z nimi zapoznać), żeby przekonać się, że przyczyny rozwiązania tej umowy mogą mieć znamiona jakichś prywatnych rozgrywek między nim a jednym z łódzkich radnych.
      No wszystko spoko, znam Łódź i byłaby to nie pierwsza taka afera - w tym kontekście można się na Miasto wyzłośliwiać.
      Ale przecież Pan Radny nie wydał pieniędzy, które organizatorzy Fashion Weeka dostawali od Łodzi i sponsorów i to nie on zalegał ludziom z płatnościami. Nie on też ma na głowie komorników.

      Ja uważam, że milion złotych od miasta na organizację każdej z edycji to są i tak za małe pieniądze na przygotowanie takiej imprezy.
      Nie sądzę, żeby pozostali sponsorzy dawali więcej, przypuszczam, że to były raczej dość skromne kwoty albo barter (Carlo Rossi pewnie dawał wyłącznie to darmowe wino, swego czasu w ich reklamach TV były wzmianki o obecności na FWPL i samej imprezie).

      Jeśli chce się przygotować coś z pompą, to nie można się skrobać po kieszeniach i miasto spokojnie znalazłoby większe kwoty na tę imprezę.

      Pytanie tylko, czy widziało w tym sens, bo tak naprawdę, to jakiegoś znaczącego napływu turystów FW nie generował.
      Warszawa przyjeżdżała na parę pokazów i odjeżdżała.
      W ciągu tej edycji też nie sądzę, żeby jakieś masy ludzi zostawiły w Łodzi pieniądze.

      No, chyba że rzeczywiście wrzucimy tu ten ekwiwalent medialny i klikalność - no to wtedy tak: ilość tekstów o Łodzi zdecydowanie wzrastała przy okazji Fashion Weeka ;)

      Wiesz, w gruncie rzeczy Łódź to naprawdę niezbyt zamożne miasto.
      Z mieszkańcami kompletnie niezainteresowanymi takimi atrakcjami.
      Nie ma co się denerwować, że w Warszawie taka impreza mogłaby się udać, a w Łodzi nie - tam jest zupełnie inna struktura mieszkańców.
      A i celebryci mają wszędzie blisko ;)

      Jakbym miała do wyboru zostać w Warszawie i patrzeć, jak kupka hajsu mi się powiększa a pojechać do Łodzi i oglądać pokazy takie jak MILOV, to też bym na tyłku siedziała ;>

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  4. fab collections..an interesting and funny experience

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetnie wyglądałas i pewnie dobrze sie bawiłas :)

    OdpowiedzUsuń
  6. no to tak jak już mówiłam- nie popisali się- wstyd! Fajne jest to, że się spotkaliście, ale totalna wiocha w kwestii organizacji. A mogłoby być fajnie i światowo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka totalna to znowu nie - totalna to by była, jakby łapankę na modelki urządzali na widowni i nagle usłyszałabym nad uchem: "Marczak, idzieeeeesz!" ;P

      Usuń
  7. Mar - po pierwsze to gratulacje odwagi do 'odkrycia' rzeczy niewygodnych, i do rzetelnego dziennikarskiego 'śledztwa' popartego faktami , ręki 'pierwszej' ;), i prasy. Szacun za arykuł! To mnie utwierdza jak najbardziej w tym, że Twój blog jest niezależny, 'nieprzekupny' za bilet wstepu na imprezę => "a nuż jak źle napiszę, to jeszcze mnie kolejny raz nie wpuszczą" i oj oj, i co??

    Ja też nie jestem moderem roku, ani na PR się nie znam, z FW mam wspólnego nic, ale jedank ublewam nad faktem, że niszczy się markę, bo Łódzki FW jest jednak marką, dotchyczas jesli chodzi o tę kategorię zdarzeń najsilniejszą w Polsce - a jak wiemy chwalić się czy nie ma, jest FW i dłuugo nic. No może Mercedes-Benz jest eventem ale nie tak popularnym, jak na moje laickie oko.

    Sytuacja ta trochę przypomina mi targikomedię z GTM (Gliwicki Teatr Muzyczny), nie wiem czy pamiętasz - wspominałam jak robią w nim czystki. Początkowo byłam zła,ale później jak się okazało, najpierw poleciłay 'biurwy', często pamietające czasy komuny, później się okazało, że akotrzy nie dostali kasy, a na końcu odwołano tegoroczne 'Gliwickie Spotkania Teatralne'. I mowiąc szczerze - nie żal mi. Lepiej niech tego nie robią, po przez ostatnie lata był to bardziej przegląd teatrzyków, niż spotkania na poziomie. Możliwe, że ich rangę zagarnie bytomska "Teatromania",ale trudno. Lepiej niech nie robią nic, niż robią żenadę.


    Niech FW zrobi sobie oddech, wstyd opadnie, a gdy przyjdzie czas, wróci w dobtm stylu - wiesz 'Wejście Smoka' ;)

    Fajnie, że się spotkaliście, fajnie, że projektanci jednak mieli możliwość pokazać się, bo kosztowało ich to parę miesięcy przygotowań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niczego nie odkrywałam, wszystkie te fakty fruwają po sieci bardzo swobodnie, bo i jedna i druga strona pierze brudy bardzo publicznie ;P
      Może to i dobrze - gdyby ludzie sami się do tego wszystkiego dokopywali, to wyszłoby jeszcze gorzej ;)

      Nie napisałam źle, w gruncie rzeczy, to dla mnie ten Fashion Week może odbywać się i w tej hali i bez szatni i w ogóle nie kwękałabym wcale - byle pomidorów znowu nikt w kiblu nie mył, bo ja naprawdę mam na punkcie higieny fioła i jesienią bez kurtki to nawet do równoległej ulicy na żaden obiad nie dojdę ;P

      Ja tam nie miałabym nic przeciwko, gdyby jednak Fashion Weekiem dalej zajmowała się ta sama ekipa - tylko fajnie by było, gdyby pieniądze jednak się znalazły :>

      Totalnie nie kojarzę afery z GTM - muszę przegrzebać sieć ;P

      Usuń
    2. Źle nie, tylko prawdziwe, a prawda no nie dla wszystkich jest wygodna ;). Nawet obiektywizm może być niewygodny dla tych, co ich racja jest racjesza. Ale, nie ma się co emocjonowac, bo koniec końców i tak wygra ten 'co da więcej' ;)

      Najważniejsze, żeby nie ucierpieli projektanci i polska moda.

      Usuń
    3. Myślę, że gdyby jakimś cudem ktoś z FW trafił na tego bloga to po przeczytaniu tego wpisu raczej wywnioskuje z niego, że ja tam ich stronę trzymam, nie miasta ;P

      Moim zdaniem milion złotych na organizację czegoś, co ma być wizytówką miasta to jest kwota na reklamę wystarczająca tak naprawdę, a nie na organizację, więc jak miasto chce, żeby były luksusy, to niech z pieniędzy wyskoczy - proste :)

      Tak jak napisałam - kłopoty z kapitałem własnym organizatorów pewnie były tam od dłuższego czasu, do tej pory miastu to nie przeszkadzało.
      Zaczęło przeszkadzać niesłychanie nagle - trochę to dziwi ;)

      Usuń
  8. Genialny post, zresztą jak zawsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szkoda, że wyszło jak wyszło, ale wierzę, że za rok organizatorzy będą chcieli się poprawić i uda mi się w końcu na Fashion Week dotrzeć, tym bardziej, że nie mam do Łodzi daleko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mar, mogłabyś być dziennikarką, ma do tego predyspozycje. Ciekawa i odważna relacja. A co do mody to wyglądałaś świetnie, ta marynarka jest przecudowna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ale świetny tekst, tyle ciekawostek się dowiedziałam, bo ja takimi imprezami mało się interesuję ale po relacjach dziewczyn wiedziała, że jest coś nie tak! Wyszło jak wyszło - szkoda. Wielki plus w tym to fakt, że mogłaś spotkać inne dziewczyny.
    Pokazy oglądając Twoją relację ciekawe, wiele świetnych kreacji.
    Zapewne będziesz się inspirować a ja podpatrywać...pozdrawiam majowo...

    OdpowiedzUsuń
  12. Tak czy inaczej, impreza doszła do skutku.
    Ale bez echa się na pewno nie obeszła.
    Jedni mówią, że to już ostatni Fashion Week w Polsce.
    Ja w czerwcu wybieram się na Fashion Week do Berlina.
    Mam nadzieję, że impreza zrobi na mnie duże wrażenie.
    Super post kochana .

    Pozdrawiam Zocha
    http://www.zocha-fashion.pl/

    OdpowiedzUsuń
  13. "że lepiej szpitale postawić i żłobki" - haha, no nie mogę, padłam (ja już nie mogę słuchać o żłobkach, przedszkolach, "500+" i ścieżkach rowerowych:/) zresztą im jestem starsza, tym bardziej ten ciemnogród mnie dobija (i uwierz nie tylko w Twoim mieście ludzie i rządzący mają takie podejście do różnego rodzaju wydarzeń kulturalnych czy przedsięwzięć architektonicznych:/)
    W każdym bądź mam nadzieję, że to nie był ostatni Fashion Week w Łodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podzielam Twoją opinię, ale też dlatego, że jak ludzie mogą gdzieś spędzić fajnie czas na wystawach, w muzeach, teatrze czy na imprezach to odpoczywają psychicznie, a to z kolei wpływa na to, że człowiek jest mniej nerwowy i mniej choruje (to nie jest jakiś mój wymysł, ale tak po prostu jest) im wyższa kultura w państwie tym mniej chorób i mniej trzeba wydawać na lekarzy.

      Usuń
    2. Napiszcie tak na jakimkolwiek łódzkim forum albo grupie, to Was z błotem zmieszają ;P

      Poza tym u nas rower miejski właśnie ruszył, a ludzie i tak kwękają i im to nie pasuje ;P

      Usuń
  14. też nie wyobrażam sobie tygodnia mody w innym mieście jak Łódź. To miejsce z historią.. To co opisujesz to obraz nędzy i rozpaczy, aż trudno uwierzyć, że taka ogromna impreza zakończyła się w tak dramatyczny sposób. Miałam okazję być tam bodajże w roku 2013, już wtedy dziennikarze zaczynali bojkot FPFW, w kolejnym sezonie podobno nie wpuszczano części gości z zaproszeniami, bo... nie było miejsc, a potem było już tylko gorzej...
    miejmy nadzieję, że znajdzie się osoba (lub osoby) która podejmie się wyzwania, jakim jest organizacja Fashion Weeku na wysokim poziomie.
    W tym wszystkim najbardziej żal jest projektantów, bo widać, że wkładają w swoją pracę całe serce, doskonalą się i jako jedyni w tym całym rozgardiaszu trzymają poziom.
    Kolekcje które wyróżniłaś są fantastyczne.
    No i czekam, co będzie w październiku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie w tym bojkocie dziennikarzy upatrywałabym raczej przyczyn losów Fashion Weeka ;)

      W to, że kogoś nie wpuścili, to nie chce mi się wierzyć - raczej tam się nie wydawało nieograniczonej ilości zaproszeń i akredytacji, a poza tym nigdy nie jest tak, że każdy kto ma możliwość wejścia korzysta z niej przez cały czas imprezy.
      Zawsze jakiś pokaz się odpuści, choćby nie wiem co ;P

      Dawniej chyba bardziej przestrzegano tego, aby miejsca dla VIPów były miejscami dla VIPów i nie było opcji, żeby ktoś nieuprawniony zasiadł nie na swoim miejscu, więc tym bardziej nie sądzę, by była to prawda.

      Myślę, że projektanci byliby najmniej pokrzywdzeni, nawet gdyby to się odbywało w kurniku - o nich akurat się pisze i to na całym świecie (znalazłam ogrom relacji i zdjęć z pokazów tej edycji w wielu zagranicznych serwisach). I jeśli ktoś na to zasłużył a kolekcja jest warta uwagi, to pochwały zgarnie tak czy siak.

      Usuń
    2. niestety ale to prawda, pokrzywdzeni goście pisali na profilu pewnej projektantki, która zaistniałą sytuację potwierdziła i przepraszała te osoby, które nie mogły wejść na jej pokaz, bo ochrona ich nie wpuściła. Ten brak miejsc to raczej tylko wymówka, nie wiem, co było prawdziwym powodem.
      A i dziennikarze nie bez powodu przestali się tam pojawiać. Dochodziło do sytuacji, że musieli zajmować miejsca gdzieś z tyłu, bo w pierwszym rzędzie musiała siedzieć blogerka X i Y. Sama byłam świadkiem, jak dwójka młodych osób usiadła w pierwszym rzędzie i szeptali między sobą: "siądźmy tutaj, może nikt się nie połapie".

      Usuń
    3. Hehe, ale to tak zawsze tam działa, że każdy chce usiąść w pierwszym rzędzie (choćby po to, żeby coś widzieć) a czasami te miejsca są wolne nawet na minutę przed rozpoczęciem pokazu i wówczas wolontariusze sami przesadzają na nie ludzi z dalszych rzędów (pierwsze rzędy nigdy nie mogą być puste, no bo jak by to na zdjęciach wyglądało ;P?).

      Jeśli nikt się o te miejsca akurat nie upomina, to moim zdaniem z Bogiem sprawa.
      Ale do osób opiekujących się widownią należy sprawdzenie, czy aby na pewno nikt nikogo nie podsiadł.

      Gdyby uczciwie sprawdzały, kto te pierwsze rzędy zajmuje, to i ludzie by się nie przyzwyczajali do tego, że będzie można się "wcisnąć" ;)

      Usuń
  15. dobry artykuł, fajnie piszesz

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja zostawiłam sobie ten tekst na dwa dni, wczoraj połowę, a dzisiaj drugą. Co do języka pisanego to bez dwóch zdań - masz mega talent.

    A co do FW, to gdybym mieszkała rzut beretem to bym pojechała. Gdyby był u mnie w mieście to bym poszła, ale żeby jechać gdzieś dalej zapewne z noclegiem, to musiałabym mieć choć minimalną gwarancję "pewnego poziomu i jakości". Trzeba przyciągnąć potencjalnych gości "obietnicą", a potem ją spełnić. Pomijając fakt, że w tym roku czy tak czy tak nie mogłam, to jeden raz pojechałabym z czystej ciekawości. A ocena zależałaby od ilości przemykających potem w mojej głowie albo zachwytów albo przekleństw :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bez przesady z tym talentem.
      Język dziennikarski wymaga mimo wszystko zwięzłości, a z tym to ja mam spore problemy ;P

      Usuń
    2. Jak dla mnie, to najważniejsze jest to, żeby wciągnąć czytelnika, tak aby niepostrzeżenie przeczytał całość i na kocu stwierdził, "ooo to już koniec?" No i u Ciebie własnie tak jest. Ja mam z tekstami do czynienia ciągle, więc przewinęło się przez moje ręce setki tekstów (których w większości nie czytam, tylko wlewam na strony, omiatam spojrzenie o czym są i składam, ale są takie teksty, które od początku tak wciągają, że czytam jednym tchem - to są te dobre teksty, jest ich mało, ale są, a Twoje bez wątpienia do takich należą (nie mówię tu o zwięzłych notkach typu newsy itp.). A wracając jeszcze do pokazów, to oczywiście wybrani przez Ciebie faworyci i do mnie przemawiają.

      Usuń
    3. No ale mimo wszystko dobrze byłoby pisząc budować dość krótkie zdania, nawet gdy ma to być felieton ;P
      A u mnie to jest bariera nie do przejścia - zawsze miałam z tym kłopoty.
      Jedyne co, to w wypadku pisania tekstów naukowych umiałam się wstrzelić w ten model tworzenia takiej treści ;P

      Tam byłam zwięzła ;P

      Ale szalenie mi miło, że tak uważasz i mnie chwalisz ^^

      Dzięki!

      Usuń
  17. Co za kupa. Po prostu nie mogę sobie wyobrazić, dlaczego organizatorzy wybrali lokal, budynek, który teoretycznie był niewypłacalny, skoro weszli do niego komornicy :O Przez taką głupią pomyłkę (co do wyboru lokalizacji) mógł się nie odbyć FWPL :<
    >foxydiet<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, lokal był wypłacalny, Międzynarodowe Targi Łódzkie raczej przędą dobrze.
      Komornicy pojawili się, bo była szansa, że w hali znajduje się "majątek" organizatora imprezy (zajmując który mogliby odzyskać długi).
      Choć - tak jak napisałam - tak naprawdę nie wiadomo, po co się tam pojawili i dlaczego akurat wtedy ;)

      Usuń
  18. Mar, chylę czoła za tą relację! Odważnie i na temat! Czy Ty nie myślałaś o dziennikarstwie? :) No ja też już zdążyłam na czytać się tego i owego na ten temat. Przykre, że FPFWP kończy się w ten sposób :( Dali ciała! Mimo wszystko żałuję, że mnie tam nie było. Nie widziałam kolekcji, nie spotkałam się ze znajomymi z blogosfery no i nie poznałam nowych ludzi!
    www.sylwiaszewczyk.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ;P
      Dawno temu (jak miałam siedem lat) to i owszem ;P

      Potem mi się odwidziało ;P

      Na profilu jednego z organizatorów Fashion Weeka można znaleźć informację, że jakoś tam działają i że nie odpuszczą - być może nadal zamierzają organizować swoje wydarzenie, nawet gdyby miało się ono przerodzić w coś opozycyjnego do tego "oficjalnego" wydarzenia modowego Miasta Łodzi.

      Zobaczymy, co z tego wyjdzie - może jednak to wcale nie koniec ;)

      Usuń
    2. No miejmy nadzieję bo chciałabym w końcu zobaczyć to wszystko na żywo :)

      Usuń
  19. Maaaar! W połowie poszłam robić kanapki :D

    Pierwsza i na pewno jedyna relacja, która zebrała w sobie fakty - a to się liczy najbardziej. Przynajmniej dla mnie, bo jestem zbyt analityczną osobą.
    Fakty, fakty, fakty. Cóż, jak by to przykro nie brzmiało - mam nadzieję, że znajdzie się wiarygodny zastępca. Kim on będzie i jak sprawy się potoczą - czas pokaże.

    Cieszę się, że zdecydowałam się na wyjazd. Dużo pokazał, dużo wyjaśnił. Doszłam wreszcie do wniosku kim jestem i co chcę robić w tej branży :)

    A najważniejsze jest to, że wreszcie zobaczyłyśmy się "na żywo" ^_^ Strasznie chciałam odwiedzić Łódź tuż po FWPL, była ku temu ciekawa okazja, ale niestety nie udało się

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Val, pamiętaj - jak tylko będziesz się do Łodzi wybierała, to dzwoń i pisz!
      Ja się z Tobą chętnie ponownie zobaczę!

      Zawsze!

      Usuń
  20. To widzę, że nic nie straciłam, a już w tamtym roku zarzekałam się, że w tym będę robila co w mojej mocy, aby w koncu na tym Fashion Weeku pojawić się :P hehe
    Dobrze, że pomimo zupełnej braku organizachi i amatorszczyzny, jaką w tym roku wykazali się organizatorzy, choć trochę niektore pokazy rekompensowaly Wam ten caly cyrk ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, zawsze jest to wydarzenie, które kogoś, kto się modą choć ciut ciut interesuje ubogaca - możliwość oglądania wielu pięknych ubrań na żywo, a nie tylko na zdjęciach, to jest coś naprawdę pięknego, uwierz :)!

      Usuń
  21. Muszę przyznać, że jest to najlepsza relacja jaką kiedykolwiek przeczytałam. Serio. Widać, że włożyłaś w to ogrom pracy. Świetnie zredagowłaś artykuł, ujęłaś w nim mnóstwo ciekawych informacji i opisałaś chyba wszystko. Piszesz bardzo rzetelnie i masz świetny warsztat. Tym bardziej cieszę się, że mogłam Cię poznać, w zasadzie przypadkiem, ale dzięki temu odkryłam rewelacyjnego bloga prowadzonego przez fajną dziewczynę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie umiem przyjmować komplementów, to się zarumienię tylko w podzięce, o!

      Również się cieszę, Klaudio, że mogłyśmy się poznać!
      Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się zobaczymy :)!

      Usuń
  22. Taka właśnie nasza Polska jest - podejrzewam, że chodzi bardziej o jakieś prywatne potyczki i przysłowiowe ,,utarcie nosa", bo całą sprawę można było załatwić po fakcie, w zaciszu własnego gabinetu, bez zbędnej dramy. Bo i było jak napisałaś - organizatorzy nie chowali się po kątach, tylko ciągle w Łodzi siedzieli, więc skąd nagle komornicy? Dziwne to wszystko. Widziałam już wiele problemów organizacyjnych, w niejednym wydarzeniu brałam udział jako wolontariusz i wiem, że ludziom nie dogodzisz, choćbyś ze skóry wyskoczyła. Znałam sytuację zza kulis poprzednich edycji, dzięki znajomym wolontariuszom i nawet, gdy padali ze zmęczenia, to nigdy nie narzekali na Fashion Week w Łodzi.
    Ale widocznie większość ludzi nie dorosła do tego typu wydarzeń modowych - nie są dla nich atrakcyjne, wolą weekendy spędzać w centrach handlowych (sic!), ale widzę, że i we Wrocławiu takie coś zapanowało. Coraz więcej ,,wydarzeń kulturalnych" jest właśnie w galeriach. A teraz coś czuję, że Warszawa będzie chciała przejąc inicjatywę Fashion Weeku (o ile już tego nie zrobiła?)
    A szkoda wielka, bo pomysł na wydarzenie zacne. Mam wrażenie, że ostatni rok nie był dobry dla polskiej mody w kwestii wydarzeń - Glamour Street Fashion szału nie zrobiło (ale to dopiero pierwsza edycja, jest szansa na poprawę), wszystkie Fashion Meetingi wałkują ciągle to samo, od kilku edycji nie było praktycznie żadnego nowego wystawcy z nową kolekcją (tak, od 2 lat przyjeżdżają z tym samym! a we Wrocławiu średnio raz w miesiącu są jakieś targi mody), jedyna nadzieja jeszcze była właśnie w Fashion Philosophy i nowym evencie - Slow Fashion. Tyle dobrze, że projektanci pokazali wysoki poziom i wspaniale kolekcje.
    Późno już, pora spać, a ja się tu rozpisuję...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to chyba oczywiste, że na decyzji władz miasta zaważyły jakieś prywatne niesnaski i animozje ;)
      Aczkolwiek i tak uważam, że brak wypłacalności przy jakimś tam poparciu sponsorów jest w wypadku takiego wydarzenia sprawą wielce dziwną.

      Warszawa zrobiła, zrobiła - przecież ten MBFW to już tak oficjalnie zapowiedział (a właściwie ludzie z nim związani), że za następcę się uważa :)

      Usuń
  23. Wow, Mar, co za recenzja! nie wiem czy teraz będę miała odwagę na swoją ;D muszę ja jeszcze przemyśleć ;) ale bez Twojego wsparcie to teraz nie ruszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpuść sobie pisanie relacji, jeśli napisanie jej sprawia Ci trudność - bez przesady, to nie jest żaden obowiązek, nikt Cię z tego przecież nie rozliczy :)!

      Usuń
  24. po pierwsze zazdroszczę wypady, po drugie ładne rzeczy sie tam działy, a po trzecie to może w buty trochę waty wcisne i mnie też wezmą za rok:) heh nie no musiałabym nic nie jeść chyba przez kilka dni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to był taki nie do końca wypad - no, chyba że przejazd taksówką do centrum miasta uznać za "wypad" :D

      Ja zaś musiałabym trochę urosnąć i pozbyć się garba ;P

      Usuń
  25. Ale afera!!! Cos mi sie zdaje, ze ta sprawa moze miec drugie dno i komus zalezy na tym, aby impreza odbywala sie w Warszawce (?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, na tym to chyba wszystkim zależy od początku FWPL ;P

      Usuń
  26. Mar ty jak juz napiszesz relacje to az palce bola na mysl ze to wsztsko pisalas :)

    OdpowiedzUsuń
  27. świetny post :) może kiedyś się spotkamy :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Sylwetki były w większości jak najbardziej ok, ale organizacja bardzo słaba.
    Lilly, zaciekawił mnie Twój post, z chęcią przeczytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  29. No proszę czego tu się można dowiedzieć. Opisałaś wszystko tak dokładnie, że lepiej nie trzeba:) Ale w sumie, to mam wrażenie, że mimo wszystko fajnie było i ludzi spotkałaś i pogadałyście, i w swoim żywiole byłyście, a reszta jest jaka jest i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyś się do mnie odezwała i przejęła moją wejściówkę (tak, jak się umawiałyśmy), to też byś ludzi spotkała ;P
      Dlaczegoś nie zadzwoniła, co ;P?

      Usuń
  30. Grunt ze pokazy sie odbyly i udały. Post genialny, wszystko dopięte na ostatni guzik! :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Dopiero dziś miałam możliwość przeczytania Twojej relacji z FW - przez ostatnie dwa tygodnie mało co otwierałam laptop i ogólnie leżałam plackiem od rana jeżdżąc po lekarzach - tragedia ;/

    Ja mimo wszystko mam nadzieję, że FW w Łodzi zostanie, bo to miasto kojarzone z włókiennictwem itp. a w Warszawie będzie to KOLEJNE JAKIEŚ TAM wydarzenie ;/

    Ogromnie mi szkoda, że organizacja wyglądała jak wyglądała, ale no wiadomo - nie ma pieniędzy to jest bieda ;/

    Osobiście sama chodziłam na jedzenie do Sukcesji, pierwszego dnia po ok. 3h czekania pod halą zrezygnowałam po obejrzeniu kilku pierwszych pokazów i wcześniej wróciłam do domu, bo byłam po prostu zmęczona tym czekaniem, a pęcherz mam młody, więc obyło się bez korzystania z tamtejszej łazienki - jeśli już to po pójściu do Sukcesji na obiad, tam również szłam do WC - w hali było bardzo, bardzo niemiło. Przez te 4 dni piłam minimalne ilości wody, jadłam też niewiele. Podczas drogi na FW, a szczególnie podczas powrotów marzłam, bo brak szatni spowodował to, ze nie chciałam nosić pod pachą kurtki czy płaszcza ;/

    Kolekcje na tej edycji były naprawdę dobre i szkoda, że ich ogólne oprawa wyglądała tak, a nie inaczej.

    Tak samo komornik - co on chciał zająć, skoro rzeczy, które tam wjechały do tej sali jak i sama hala nie były na własność organizatorów - mogli tylko zatrzymać imprezę, bez otrzymania ani złotówki.

    Liczę na to, że wydarzy się cud, znajdą się ludzie i pieniądze, aby impreza pozostała w Łodzi. W hali na pokazach faktycznie były pustki, a szkoda, bo w sumie nie o organizację tu chodzi a o projekty, choć większość ludzi chyba odpuściła, bo to zbyt mały lans, czy coś ;/

    Nadal żałuję, że nie próbowałam bardziej do Ciebie 'podbić', choć w planach mam nadrobienie tego przy najbliższej okazji, gdziekolwiek Cię zobaczę - biegnę, serio! ;)

    W sumie cały FW przesiedziałam w korytarzu na przerwach, bo nikogo nie znałam, albo chodząc do Sukcesji na żarcie, lecz chociaż pokazy fajne obejrzałam i to ogromny plus ;) Mogłam na spokojnie notować na bieżąco i robić zdjęcia - też dobrze wyszło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie pada Festiwal Czterech Kultur, także miasto ogólnie raczej średnio pomaga organizatorom przy takich przedsięwzięciach - wyczuwam tu pewną konsekwencję naszych włodarzy w tej kwestii.
      Nie sądzę, żeby to się jakoś zmieniło - no, chyba że ktoś z urzędników obsadzi na miejscu organizatorów kogoś ze swojej rodziny. Wtedy może być łatwiej.

      No ja naprawdę nie rozumiem, dlaczego do mnie nie podeszłaś - serio ;P
      Przecież ja nie z tych, które wyrazem twarzy ludzi odstraszają ;P

      Usuń
  32. Świetny artykuł Mar! Czytałam trochę w internecie o tym całym zamieszaniu. Mam nadzieję, że znajdą się odpowiedni ludzie, dzięki którym to wydarzenie odzyska dawny blask :)

    Bardzo spodobała mi się kolekcja Mii Stilo. Też bym się sama tak nie ubrała, ale te projekty mają coś w sobie.

    Pozdrawiam :-*

    OdpowiedzUsuń
  33. Zgadzam się z Tobą w dużej części. Jednak jakim sposobem nie zauważyłaś (chociażby przeglądając tak wiele zdjęć z pokazów), że modelki z soboty to te same, które chodziły w czwartkowych pokazach? (Oprócz niektórych pokazów, do których dany projektant wybierał osobno swoje modelki lub część z nich).Tu nie było żadnej łapanki - może w czwartek były pod wpływem dużo większego stresu. Nie zapominajmy też, że nie miały odpowiedniej ilości czasu na próby, z czego mogły wynikać błędy. Chociaż jak sięgam pamięcią, to podczas każdego FWPL takie rzeczy się zdarzały i nie były ogłaszane miarą porażki danej edycji.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż jeszcze raz musiałam przeczytać to, co napisałam, bo coś mi nie grało ;>
      Czy ja gdziekolwiek napisałam, że moim zdaniem modelki były inne?
      Napisałam tylko, że po znajomych twarzach wnioskuję, że kto mógł ten najbardziej "wadliwe" modele wymienił na pasujące ;)

      I że "zaczęły chodzić bardziej prosto" ;)

      Więc niezbyt rozumiem bulwers z pierwszego zdania :)

      Nie do końca jako gościa obchodzi mnie to, czy organizator miał wystarczająco dużo czasu na próby, czy go nie miał - jeśli chce się robić coś, co aspiruje do miana wydarzenia o światowym formacie, to wypada zrobić wszystko, aby prowizorka nie była z daleka widoczna :)
      Może być biednie, ale dobra modelka przejdzie prosto nawet i po piachu ;)

      Sądzę, że zrobienie z totalnej maxmodelsowej amatorki modelki wybiegowej trochę czasu zajmuje, więc owszem - zapewne wypadało poświęcić na to więcej czasu niż rzeczywiście poświęcono ;)
      Zwłaszcza, że wszystkie współpracujące z FWPL agencje modelek podobno już w lutym zapowiedziały, że żadna z nich tym razem swoich dziewczyn na imprezę nie wyśle ;) Czasu na znalezienie kogoś, kto choć nie z agencji to pójdzie po wybiegu prosto było raczej sporo ;)

      Guzik mnie obchodzi, czy łapanka się ostatecznie odbyła czy nie - ślad po jej urządzaniu w sieci pozostał, a nie powinien.
      To wszystko nie składa się na obraz wydarzenia z wielkiego świata.

      Nie wiem, to był trzeci FWPL na którym byłam i jakoś nie przypominam sobie, żeby na poprzednich edycjach na które zawitałam modelki gubiły buty, miały metr sześćdziesiąt wzrostu i garba :)
      Ale być może mam wadę wzroku i sklerozę :)

      Też pozdrawiam :)

      Usuń
  34. Fajny post, wiele dowiedziałam się (nie miałam pojęcia, że takie zamieszanie było).Ważne, że się w końcu odbyło i było ciekawie! :)

    OdpowiedzUsuń
  35. W tym roku opuściłam i zdecydowanie nie żałuję;p Co chwilę słyszę, czytam niezbyt przyjemne opinie. Już rok temu średnio mi się podobało. Szkoda, że organizacja jest jaka jest, bo takie wydarzenie modowe w Polsce to świetna sprawa.

    OdpowiedzUsuń
  36. Świetny wpis! Z przyjemnością przeczytałam!

    OdpowiedzUsuń
  37. Na szczęście przepychanki miasto-organizator nie wpływają na poziom kolekcji i nadal można coś ciekawego obejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  38. To smutne, bo FW rzeczywiście swego czasu był potęgą i do tej pory władał największą renomą jeśli chodzi o tego typu wydarzenia w Polsce, szkoda byłoby gdyby przestał istnieć. Zmiana właściciela, jeśli oczywiście sprawą zajmie się ogarnięty człowiek, może być dobra - sama jestem zwolenniczką wszelakich rozwiązań, nawet radykalnych zmian, które mają moc naprawczą - niekoniecznie trzymanie się sztywno tradycji może okazać się zdrowe dla imprezy. Akurat byłam w tamten weekend w Łodzi, z planami właśnie FW, ale wszystko było pod znakiem zapytania (ze względu na wejściówki) - wybrałam więc łódzką palmiarnię, ogród botaniczny, naleśniki iiiii czytając to wszystko - nie żałuję ;) Uchylisz mi rąbka tajemnicy - co z Minge i Jacobem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja nigdy nie byłam w łódzkiej palmiarni ;P?
      Chociaż teraz tuż obok niej mieszka moja babcia.

      Co do pokazów o które zapytałaś - nie było mnie na pokazach Ewy Minge, pokaz Jacoba nie podobał mi się wcale, ale skoro odniosłam się krytycznie do pokazu MILOV, to nie chciałam przeginać (poza tym napisanie tego posta i tak mnie mocno dość zmęczyło, nie chciałam dokładać sobie pracy).

      Kupa huku (modelki szły do piosenki Cool Kids of Death), masa dymu, dziewczyny w strojach rzekomo rewolucyjnych, które z rewolucyjnością miały wspólne tylko berety, mało sylwetek i więcej formy niż treści.

      Ale to tylko moje zdanie, ze Zgierza pochodzę, to mogę się nie znać :>

      Usuń
    2. Moschino mu się zachciało, daj chłopakowi pożyć ;) To Minge pewnie całym sercem żałujesz, co?
      Palmiarnia bardzo fajna, tylko mała. A ten park przed nią - jeden z najstarszych w Polsce. Albo w Łodzi.. Tak, w Łodzi na bank najstarszy! Wchodząc poinformowali nas, że pół godziny do zamknięcia, więc już prawie ze stresem wypisanym na twarzy zaczęłyśmy biegać, a tu się okazało, że z 15 minut nam wystarczyło. Ale warto, jeśli się lubi rośliny i ten specyficzny zapach wilgoci - ja lubię.

      Usuń
    3. Szczerze?
      Ze wszystkich pokazów, których nie zobaczyłam żałuję tylko Kuszyńskiej.

      Minge w porządku, ale jakoś mnie to na zdjęciach nie porwało.

      Podkreślam - mogę się nie znać :>

      Usuń
  39. Szkoda, że ten Fashion Week stracił swój prestiż :( Zawsze był dużym wydarzeniem w świecie mody. Niestety tak już bywa, a szkoda, bo wielu niezwykłych młodych projektantów mogłoby pokazać swoje możliwości jeśli byloby komu...

    OdpowiedzUsuń
  40. słyszałam o tym skandalu, niemniej jednak zazdroszczę, że tam byłaś i mogłaś na żywo oglądać wszystkie pokazy :)

    OdpowiedzUsuń
  41. Z jednej strony chciałabym kiedyś zobaczyć taki pokaz na żywo ale z drugiej to nie moja bajka:) A przez taką aferę to jednak cieszę się, że nie miałam okazji tam być. Ale Łódź i tak chcę odwiedzić. Ciekawe gdzie indziej mogłyby odbywać się FW? Warszawa?

    OdpowiedzUsuń
  42. świetna relacja całego wydarzenia (i nie tylko!)
    zawsze chciałam pojechać na Fashion Week, ale chyba nigdy się nie uda

    OdpowiedzUsuń
  43. Wiesz co Mar? Myślałam że mój post z relacją z FW to będzie coś szałowego, coś czego nie mogę się doczekać i co? Wróciłam już wieki temu i nadal nie mam weny by go napisać. Z jednej strony było całkiem fajnie, zobaczenie pokazów na żywca dało mi bardzo dużo wiedzy o nadchodzących trendach, selfie z Jacobem (moja misja) została wypełniona i strasznie się cieszę że poznałam Ciebie i Twoją przesympatyczną ekipę i w sumie tyle z pozytywów niestety. Muszę ogarnąć temat i napisać w końcu co myślę. Jeśli chodzi o Twoje oko, to zgadzam się z większością, do łazienki miałam odwagę zajrzeć dopiero w sobotę wieczorem i było to tragiczne przeżycie, a szpilki zaprojektowane przez Ewę Minge te czerwone to porażka całego FW jeśli każda modelka szła koślawo, a jedna poległa na wybiegu. Pozdrowionka i mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Świetnie napisane! Nic bym kompletnie nie dodała w kwestii organizacji i całości w ogóle. Dla mnie było to ogromne rozczarowanie. Tym bardziej, że ostatni raz byłam na Łódzkim Fashion Weeku 4 lata temu, gdy ranga tej imprezy była wysoka i wciąż rosła. Dziś niestety to już tylko wspomnienie, ale masz rację, że kolekcje zdecydowanie wynagradzają żal jaki pozostaje po tym wydarzeniu. Mimo wszystko liczę na to, że to nie będzie smutny koniec..
    Pozdrawiam,
    Madlen

    OdpowiedzUsuń
  45. Kochana zawsze podziwiam Cię za Twoje teksty! Po prostu jesteś niesamowita, powinnaś dostać nobla za najciekawsze posty w polskiej blogosferze :)

    Bardzo mi się podobała Twoja FW stylizacja, podobnej kamizelki już szukam od dawna! :)

    Miło było Cię poznać, tak myślałam, ze się zobaczymy!

    ściskam ;)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.