niedziela, 17 kwietnia 2016

Wełniany żakiet na chłodną wiosnę

Myślałam, że ten post będzie pierwszym od dawna, który napiszę dla Was bez najmniejszego choćby obsunięcia - ale nie, za piękne by to było, za łatwe...


A zapowiadało się tak dobrze!


wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy

W piątek wybrałam się na kolejny już zabieg peelingu chemicznego, w sobotni poranek zaś wreszcie (po dwóch latach zbierania się do tego!) zafundowałam sobie keratynowe prostowanie włosów (jest szał :D w końcu są idealne proste - tak, wiem, większości z Was zależy na tym, żeby mieć na głowie burzę włosów, ale ja tam tej mojej gęstwiny spuszonych kłaków mam już po dziurki w nosie ;P mam nadzieję, że wkrótce uda mi się pokazać Wam tu jakieś zdjęcia "nowej" mnie!).

Nic, tylko usiąść po takim kompleksowym zadbaniu o siebie przy ukochanym, wysłużonym notebooku, zaparzyć sobie dobrej kawy, przeczytać o tym, co wydarzyło się w kraju i na świecie, a potem - na luzie i w pełnym odprężeniu - zabrać się za tworzenie wpisu.

Niestety - na drodze do osiągnięcia przeze mnie pełni mojego szczęścia stanęła mi proza życia i okazało się, że mam do załatwienia kilka ważnych spraw, od których nie szło się wykręcić.

W międzyczasie też przydarzyła mi się pewna mało komfortowa sytuacja, która wyprowadziła mnie z równowagi do tego stopnia, że miotało mną na lewo, na prawo i w przód jeszcze.

Byłam wściekła, bo wpakowałam się w nią przez totalny przypadek.

W skrócie i w nieco zawoalowany sposób rzecz ujmując - myślałam, że ktoś daje mi coś w prezencie i z dobroci serca (o, ja naiwna ^^), okazało się zaś, że próbuje mi to sprzedać.

Kupować niczego nie zamierzałam, więc jak tylko zorientowałam się, co się święci, to postanowiłam cierpliwie poczekać, aż szopka się skończy i wyjść.
Tyle, że po drodze musiałam nasłuchać się na swój temat kilku rzeczy, których słuchać nie chciałam, zatem moja cierpliwość skończyła się szybciej, niż skończyć się miała.

Było ostro, tyle powiem :>

Także - wybaczcie mi fakt, że post ukazuje się w godzinach popołudniowych.
Naprawdę - działo się ;)

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy

Ale już, udało się, więc przejdźmy do meritum - do posta!

Te zdjęcia powstały w ubiegłą niedzielę, w drodze na obiad wydawany u rodziców Leszka.

Jak zwykle wtedy, gdy udaje nam się znaleźć chwilę na zrobienie fot, aura spłatała nam figla - było zimno, wietrznie i padał deszcz.
Zdjęć jest zatem niewiele, a tych całosylwetkowych prawie nie ma - żadna to strata, ponieważ "dół" tego zestawu gościł już kilkakrotnie na blogu.

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy

Moje ukochane cygaretki ze Stradivariusa pokazywałam Wam choćby tu i tu.
Szpilki polskiej marki Romeo Rotti w tym, tym i jeszcze tym poście.

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy

Kiedyś tam uważałam, że cygaretki to spodnie, które najlepiej wyglądają z butami w typie oksfordów i mokasynów.
Dziś wiem, że choć - istotnie - pasują do nich wybornie (i tak najchętniej je noszę), to jednak takie połączenie tych dwóch rzeczy potrafi optycznie skracać człowiekowi nogi.
I choć mnie samej jest dalece obojętne, czy te moje nogi będą wyglądać na krótkie, czy długie, to doceniam to, że szpilki efekt ten znoszą ;)

Zatem - dół klasyczny. Prosty, typowo elegancki i na niedzielny obiad w sam raz.

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy
Mało odbiegający od wzorca klasycznej "góry" eleganckiego zestawu jest jednak wełniany żakiet w geometryczny wzór - bohater tytułowy dzisiejszego posta.

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | geometryczny print | blog szafiarski | blog modowy
To ciuch z upolowania którego jestem niesamowicie dumna - wpadł mi w oko już w początkach roku.

Bo choć amatorką printów wszelakich - jak wiecie - nie jestem, to jednak koło czegoś tak wyjątkowego przejść obojętnie nie potrafiłam.
Widziałam, od początku widziałam go w tych wszystkich boho zestawach, które do szaleństwa uwielbiam.

Nie kupiłam go tylko dlatego, że cena 230 złotych za (wełniany co prawda, nie w stu procentach, ale w znacznej ich ilości) żakiet to jednak trochę dużo.
Przynajmniej jak na mój budżet.

Ale niedawno całkiem - w trakcie śródsezonowej wyprzedaży - sprzedawano go za złotych 60.
Udawać, że jest się ostatnią sknerą województwa sensu nie było - wzięłam, a co.

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy

Pomimo tego, że wszelkie wyraziste nadruki na ubraniach modne są sezonowo, to ta wzorzysta marynarka posłuży mi na pewno przez kilka dobrych lat.
Choć rzeczywiście super wypada w zestawach kleconych na modłę stylu boho (z inną wówczas torebką, innymi też butami i kapeluszem rzecz jasna), to świetnie zgrywa się z każdą białą i czarną koszulą.

 Więc nie sądzę, żebym nie miała jej z czym nosić.

Uważam, że każda kobieta powinna sprawić sobie choć jeden tego typu ciuch - nie tylko eleganckie, czarne marynarki muszą znajdować się w naszej szafie.

Taki wzorzysty żakiet to idealne rozwiązanie zwłaszcza dla tych z nas, które elegancji jako takiej nie lubią ze względu na jej potencjalną nudę i przewidywalność.

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy

Swoją drogą - sądziłam, że zacznę zakładać ją dopiero jesienią, spodziewając się rychłego nadejścia ciepłej i słonecznej wiosny.
Wyszło jak wyszło - okazało się, że tegoroczna wiosna więcej wspólnego ma z jesienią.

Więc pamiętajcie: wełniana marynarka to ciuch w sam raz także na chłodniejsze wiosenne dni ;)

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy

Wełniana marynarka w geometryczne wzory - H&M
Biała koszula z kołnierzykiem - Moodo
Cygaretki - Stradivarius
Kopertówka - no name (Allegro)
Szpilki - Romeo Rotti

wełniany żakiet w geometryczne wzory | wełniany żakiet H&M | kolorowy wełniany żakiet | łódzka blogerka | elegancka stylizacja z kolorowym żakietem | Łódź | blog szafiarski | blog modowy

Uciekam - żeby spróbować choć trochę nacieszyć się mijającym weekendem.

Pozdrawiam ciepło - Wasza Mar!

wtorek, 12 kwietnia 2016

Kosmetyczne porady Mar: Pielęgnacja skóry po peelingach chemicznych - w co się zaopatrzyć? Garść wskazówek

Wiele razy zbierałam się do tego, aby wreszcie zacząć pisanie nowego cyklu postów na blogu, ale zawsze jakoś nie udawało mi się zebrać w sobie odpowiednio mocno ;)


Jak to najczęściej bywa - z pomocą przyszła mi proza życia.


I oto jest!


Cykl  Kosmetyczne porady Mar  ogłaszam rozpoczętym!


kosmetyki po złuszczaniu kwasami | pielęgnacja skóry po peelingach chemicznych | złuszczanie kwasami | chemabrazja zalecenia po zabiegu | jak pielęgnować skórę po peelingu chemicznym | zabiegi kwasami blog | blogerka radzi

Wraz z odejściem zimy i pierwszymi nieśmiałymi podrygami wiosny zajęłam się moją skórą twarzy tak, jak zająć się powinnam nią już dawno temu: postanowiłam zafundować jej gruntowną pielęgnację i odnowę.
A jest w moim przypadku co odnawiać. I pielęgnować też.

Jestem posiadaczką cery ze skłonnościami do trądziku, bardzo grubej, od niedawna też chętnie zanieczyszczającej się.

Mam sporo blizn pozapalnych - niektóre z nich znikają po jakimś czasie samoistnie, większość jednak zostaje ze mną na dłużej: w postaci plam, dziur, blizn i innych nierówności skóry.

Choć wiele spośród stosowanych przeze mnie kosmetyków (do których wyboru bardzo się przykładam - w mojej kosmetyczce nie znajdziecie żadnego przypadkowego zakupu) sprawiło, że moja skóra wygląda o niebo lepiej, niż jeszcze dziesięć, piętnaście lat temu, to niestety - żaden z dostępnych w drogerii czy aptece preparatów nie jest w stanie naprawić ubytków skóry i pospłycać starych blizn.

   Dlatego też podjęłam decyzję, że wreszcie biorę się za to, za co wziąć miałam się już dawno temu, ale zwyczajnie brakowało mi na to pieniędzy:

za porządne złuszczanie twarzy peelingami chemicznymi - czyli peelingami zawierającymi w swoich składach (głównie) kwasy.

Pielęgnacja taka nie jest dla mnie nowością - już w roku ubiegłym przeszłam serię tego typu zabiegów. Były to jednak peelingi kosmetyczne, o niskich stężeniach zawartych w nich substancji aktywnych. Z perspektywy czasu żałuję wydanych wówczas pieniędzy - chociaż nie były to duże kwoty, to dziś mam świadomość, że za mocniejsze preparaty zapłaciłabym niewiele więcej, a efekty miałyby szansę być widoczne.

Niestety - w wypadku skór problemowych, grubych i pełnych śladów po niedoskonałościach niskie stężenia kwasów (a tylko takie są używane w gabinetach kosmetycznych) nie dadzą spektakularnego efektu. Nie oznacza to, że nie zobaczymy żadnej poprawy - skłamałabym, gdybym tak napisała. Ja widziałam różnicę w wyglądzie mojej cery. Ale nie było to jeszcze to, czego oczekiwałam...

Nie będę opisywać Wam w tym poście specyfiki peelingów chemicznych - po pierwsze dlatego, że temat jest skomplikowany, trudny i osobiście nie czuję się na siłach, żeby przybliżyć go Wam w fachowy i skrócony sposób .

Za dużo już w sieci bzdur tworzonych przez domorosłe Panie Kosmetolog, które kiedy człowiek z jako taką wiedzą czyta, to włos mu się zjeża na głowie.

Polecę Wam za to dwie pozycje książkowe, które swoje kosztują, ale bez trudu znajdziecie je w bibliotekach (i sami wiecie gdzie :>):

H. J. Brody, Peelingi i resurfacing skóry, Wydawnictwo Czelej, 2001

J.S. Dover, M. G. Rubin, Pilingi chemiczne, Elsevier Urban & Partner, 2008

Te książki wpadły mi w ręce dwa lata temu i to właśnie dzięki kontaktowi z nimi zainteresowałam się tym sposobem leczenia i pielęgnacji skóry. Są to publikacje specjalistyczne, ale napisane dość przystępnym językiem.

Myślę, że nikt trochę choć interesujący się kosmetyką, kosmetologią i dziedzinami im pokrewnymi nie powinien mieć większych problemów ze zrozumieniem ich treści.

We wstępie tego posta chcę też wyraźnie zaznaczyć, że moim zdaniem mocne peelingi kwasami są zabiegami obarczonymi dużym ryzykiem i gorąco namawiam wszystkich, którzy kiedykolwiek trafią na ten wpis do wykonywania ich w gabinetach lekarskich.

I to wyłącznie u dermatologów specjalizujących się w wykonywaniu zabiegów z zakresu medycyny estetycznej.

U kosmetyczek i kosmetologów można bez ryzyka wykonywać jedynie peelingi kwasami owocowymi (alfa- i beta-hydroksykwasami) w stężeniach, które nie przekraczają 30%.
Do wykonywania mocniejszych zabiegów istnieje cała masa wytycznych, które musi spełnić skóra pacjentki/pacjenta i jeszcze więcej przeciwwskazań.

Formalnie nie ma żadnych zakazów, które uniemożliwiałyby kosmetyczkom i kosmetologom wykonywanie takich zabiegów, jeśli więc chce się, to bez trudu można znaleźć gabinet oferujący je nam - nawet tuż za rogiem.

Można też samemu wykonać na sobie taki zabieg - obecnie kupienie wszystkich potrzebnych do tego celu narzędzi i półproduktów zajmuje pięć minut.

Moim jednak zdaniem nie warto ryzykować.

Osobiście widziałam w kolejkach do dermatologów wiele kobiet z poparzonymi twarzami, spotkałam też sporo tych, którym osoba wykonująca taki zabieg nie wypisała recept na preparaty przeciwwirusowe i w efekcie dziewczyny chorujące na nawracającą opryszczkę doznały masywnego ataku wirusa (każdej osobie z opryszczką należy wdrożyć przed wykonaniem mocnego peelingu chemicznego oraz po nim profilaktykę przeciwwirusową - doustną; brak takiej profilaktyki w 80% kończy się źle - ale jak niby kosmetyczka miałaby wypisać receptę ;)) i jeszcze więcej Pań z przebarwieniami posłonecznymi - bo dla kosmetyczki krem z faktorem 30 to przecież to samo, co ten z tym 50+. Zwłaszcza, jeśli akurat jest to krem, którym handluje na terenie swojego gabinetu.

Kafeteria i Wizaż także pękają w szwach od przyprawiających o dreszcz grozy relacji osób, którym niewłaściwie przeprowadzone peelingi kwasami zaszkodziły - nie zaś pomogły.

Ja przed zdecydowaniem się na zabiegi długo zapoznawałam się z opiniami na temat licznych, łódzkich klinik medycyny estetycznej - w końcu wybrałam jedną z nich, której nazwy nie będę Wam publicznie podawać. Jeżeli ktoś chce - zapraszam do kontaktu na priv, tam podzielę się tą informację bez problemu. Nie chcę zostać posądzoną o reklamę.

Tego wpisu nie kieruję do tych z Was, które i którzy zastanawiają się nad tym, czy poddać się zabiegowi peelingu chemicznego - adresuję go do tych, które i którzy już się na niego zdecydowały/zdecydowali i albo aktualnie są w trakcie kuracji (bo czas na wykonywanie peelingów kwasami generalnie jest tylko do końca kwietnia, do momentu, gdy słońca nie ma za wiele albo pojawia się tylko okresowo - aczkolwiek i wtedy skórę należy chronić silnymi preparatami przeciwsłonecznymi, o czym parę słów dalej) albo planują przeprowadzić ją na jesieni i zastanawiają się nad tym, co dalej.

Podręczniki, artykuły i publikacje medyczne dostarczają wielu odpowiedzi na pytania odnośnie tego, jak przygotować skórę do zabiegu peelingów kwasami, jak zabiegi te wykonywać, jak dobrać kwas do rodzaju problemu trapiącego skórę, natomiast w kwestii dalszego postępowania z nią informacji jest niewiele.

Lekarze na ogół wykazują się dużą wiedzą merytoryczną, natomiast rzadko kiedy śledzą rynek kosmetyczny i mogą nie potrafić udzielić informacji odnośnie konkretnych produktow, w które warto się zaopatrzyć, żeby przyspieszyć regenerację skóry.

Owszem - polecą maści, polecą dobry filtr, ale w 90% przypadków oprócz tego zaopatrzą nas jedynie w karteczkę z enigmatyczną informacją:

"Twarz myć łagodnym preparatem oczyszczającym i używać kremów silnie nawilżających". 

Ktoś, kto nie interesuje się za bardzo preparatami kosmetycznymi może poczuć się w tym momencie zagubiony.

Ponieważ sama jeszcze rok temu nie do końca wiedziałam, jakich produktów używać po takim zabiegu, a i do roku obecnego zbyt wiele osób blogujących nie pokusiło się o stworzenie tego typu wpisu, to postanowiłam stworzyć taki mały poradnik - obejmujący wszystkie kroki pielęgnacji po peelingach chemicznych.

Zaznaczę jednak, że moje doświadczenia dotyczą wyłącznie peelingu kwasem glikolowym - peelingi kwasami działającymi silniej, takimi jak kwas trójchlorooctowy (który także będę miała włączany do zabiegów - najpewniej jednak dopiero na jesieni) wymagają nieco innego, bardziej delikatnego obchodzenia się po nich z traktowaną nimi skórą.

1) OCZYSZCZANIE SKÓRY



woda termalna Uriage | kremowa emulsja do mycia twarzy Oillan Balance | pielęgnacja skóry po peelingach chemicznych | zabiegi kwasami blog

Skóra po zabiegu wysokimi stężeniami kwasów jest wrażliwa i podrażniona, może pojawić się niewielki rumień, możemy mieć też wrażenie, że nasza twarz jest napięta, ściągnięta i sucha - jest to zupełnie normalne. Tak ma być.

Generalnie brak łuszczenia, podrażnienia czy zaczerwienienia nie jest sygnałem, że coś jest nie tak i peeling nie zadziałał. W dniu wykonania zabiegu można tego jeszcze nie dostrzec, ale już po paru dniach wyraźnie zauważymy poprawę stanu skóry na całej poddanej działaniu kwasu powierzchni.

Jednakże w miejscach najbardziej wrażliwych i tych, w których nasza skóra jest najcieńsza (takich, jak okolice szczytów kości policzkowych lub miejsca po niedawno zagojonych wypryskach) z pewnością zauważymy podrażnienie. Cała powierzchnia peelingowanej skóry po potraktowaniu jej wysokimi stężeniami kwasów może być piekąca, wrażliwa na dotyk i kontakt z wodą. Przynajmniej przez dobę lub dwie.

Nie ma sensu panikować, kiedy po dobie od wykonania zabiegu zobaczymy w niektórych miejscach suche, brązowawe strupki - one są normalne.

Patologiczne są jedynie miodowe, sączące się strupy, silny ból, obrzęk lub wysypka podobna do tej uczuleniowej - to objawy wymagające pomocy lekarza, z którym warto być w kontakcie (mieć do niego numer telefonu i móc zadzwonić w razie wystąpienia objawów, które nas niepokoją). Jeśli to będzie pierwszy nasz zabieg wysokim stężeniem kwasów i nie wiemy jeszcze, jak może zareagować nasza skóra, to warto na wszelki wypadek poprosić lekarza o wypisanie nam recepty na preparaty z detreomycyną i hydrokortyzonem. Leki te kosztują grosze, a pozwolą nam w razie czego szybko zadziałać. Zwykle prosić nie musimy - lekarz sam z siebie zazwyczaj wręcza nam taką receptę.

Z wyjątkiem sytuacji, gdy byliśmy poddawani zabiegowi peelingu chemicznego kwasem trójchlorooctowym peelingowaną skórę możemy bez lęku myć i oczyszczać - warto odczekać przed tym jednak kilka godzin od zabiegu.

Przez kilka pierwszych dni - do momentu, gdy rumień, podrażnienia i łuszczenie się skóry nie znikną - powinniśmy wystrzegać się używania do tego celu produktów zawierających jakiekolwiek kwasy owocowe i substancje drażniące, potencjalnie wysuszające (SLS).

Czytaj składy - na rynku jest wiele preparatów polecanych do pielęgnacji po inwazyjnych zabiegach dermatologii estetycznej i zachwalanych jako łagodne, które wcale łagodnymi nie są.

Jeśli nie wiesz, czym jest jakiś składnik, to wpisz jego nazwę w wyszukiwarkę - nie pokładaj nadziei w Pani w drogerii ani w farmaceucie. Ten rzadko kiedy wie, co sprzedaje. Niestety.

Do chwili, kiedy łuszczące się miejsca nie wygoją się nie należy pocierać twarzy - nie wolno zatem oczyszczać jej jakimikolwiek specyfikami, które wymagają aplikacji na wacik i przecierania nimi skóry (zdrapanie lub zerwanie strupków może zakończyć się powstaniem na skórze trwałych blizn i przebarwień).

Należy być ostrożnym także przy osuszaniu skóry - lepiej nie wycierać jej ręcznikiem z materiału, a ostrożnie przykładać do niej jednorazową chusteczkę lub papierowy ręczniczek.

Takie postępowanie jest istotne również ze względów higienicznych - na podrażnioną działaniem kwasu skórę dobrze jest nie przenieść żadnych patogenów.

Dlatego też najrozsądniej w tych pierwszych dniach po zabiegu jest zmywać twarz delikatnym żelem lub emulsją, a po myciu (zamiast toniku) spryskiwać ją wodą termalną. Ważne, by myć skórę dłońmi - w odstawkę idą szczotki, szczoteczki i inne urządzenia. Środek myjący spieniamy w dłoniach i nakładamy na twarz palcami, masując ją.

Wody termalnej nie musimy wycierać - pozwólmy jej schnąć na skórze. I to też nie do końca - gdy skóra będzie wilgotna nałóżmy na nią krem pielęgnacyjny lub maść.

Ja używałam i używam Kremowej Emulsji do mycia twarzy firmy Oillan Balance - produktu, który jest ze mną od dwóch lat i do którego co jakiś czas wracam. Mam do niego zaufanie - wiem, że naprawdę porządnie oczyszcza skórę, a przy tym jest bardzo łagodny. Nigdy nie przesuszył mojej cery. Kosztuje kilkanaście złotych, a ostatnio dorwałam go nawet (w SuperPharm'ie) za dychę.

O preparacie rozpisywałam się kiedyś tu, nie będę więc dublować tamtej treści. Zamiast niego możecie sięgnąć po każdy inny, delikatny produkt zmywający. Dobrze sprawdzą się tu na przykład kosmetyki przeznaczone do skóry atopowej. Jest ich na rynku naprawdę sporo, można wybierać i przebierać!

W wypadku wód termalnych mamy nieco mniej możliwości wyboru - ich nie jest już tak wiele. I zwykle (jeśli nie upolujemy ich w promocji) trochę kosztują. Jednak bodajże Balea produkuje bardzo tanią mgiełkę z wody termalnej, którą bez kłopotu znajdziecie na Allegro.

Moja woda termalna marki Uriage nie była tak tania, jak mgiełka Balei, ale pomyślałam, że jest to kosmetyk, który na pewno wykorzystam także i po zakończeniu kuracji kwasami - wszak to idealny preparat łagodzący ukąszenia owadów, podrażnienia po goleniu i przyspieszający gojenie różnej maści skaleczeń.

bio hydrolat z Jałowca BioLine | hydrolat z jałowca | Ziaja liście manuka tonik | tonik z kwasami | pielęgnacja skóry po peelingach chemicznych | zabiegi kwasami blog | blogerka radzi

Kiedy skóra powróci już do normy a złuszczanie się zakończy, to możemy wrócić do oczyszczania, jakie stosowaliśmy przed zabiegami.

Okres rekonwalescencji skóry (czyli czas, w którym jest ona podrażniona i łuszcząca się) może mieć różną długość.

Zwykle trwa około czterech dób po zabiegu.
Zależy od rodzaju kwasu, który był stosowany i od wyjściowego stanu/rodzaju skóry.
Skóry grube i tłuste szybciej dochodzą do siebie, niż wrażliwe i przesuszone.

Po wygojeniu skóry możemy już używać produktów, które zawierają w składzie kwasy AHA - jest to nawet polecane (szczególnie, jeśli mamy przed sobą jeszcze kilka zabiegów - skóra będzie lepiej przygotowana na kolejną dawkę uderzeniową tych substancji), o czym wspomnę jeszcze w dalszej części tego posta.

Wówczas do oczyszczana żelem, płynem lub zwyczajowo używanym przez nas mydłem możemy włączyć już tonik lub wodę micelarną. Ja używam toniku z serii Liście Manuka firmy ZiajaZawiera on kwas migdałowy i laktobionowy, dobrze oczyszcza cerę, zwęża pory i przywraca skórze fizjologiczne pH. Ale zamiennie z nim stosuję też hydrolat z jałowca.

Hydrolaty to moje ostatnie kosmetyczne odkrycie.

Długo nie mogłam się do nich przekonać, uważałam, że to kosmetyki dość przereklamowane i nie sądziłam, że mogą naprawdę działać.
Ale któregoś dnia skusiłam się - zakupiłam trzy różne: oczarowy, z czystka i ten z jałowca.

Te trzy bowiem są dedykowane właśnie skórze tłustej i trądzikowej.

Z nich wszystkich najbardziej przypadł mi do gustu jałowcowy - najlepiej moim zdaniem goi wypryski i oczyszcza skórę.

Chociaż pachnie najmniej fajnie - powiedziałabym nawet, że cuchnie!

Warto jednak się przemęczyć - nie do końca miły zapach szybko ulatuje, a hydrolat pozostawia skórę czystą i nawilżoną.
Porównałabym efekty jego działania do działania wody termalnej - stosując go odczuwam podobny stopień nawilżenia twarzy.

Więcej o pielęgnacji skóry hydrolatami zamierzam napisać Wam wkrótce :)

Cierpliwości!


2) NAWILŻANIE I REGENERACJA SKÓRY



Solcoseryl maść | solcoseryl po kwasach | Avene Cicalfate POST-ACTE | krem regenerujący Avene | pielęgnacja skóry po peelingach chemicznych | zabiegi kwasami blog | blogerka radzi
Tak, jak napisałam wyżej - skóra po peelingu chemicznym wymaga intensywnego nawilżania i potrzebuje pomocy z naszej strony, żeby mogła prawidłowo się zregenerować.

Żeby umożliwić jej jak najszybszy powrót do normy i przyspieszyć czas naszej rekonwalescencji musimy zaopatrzyć się w dobrze nawilżający krem.

Co ważne - krem, który będziemy nakładać na całą powierzchnię twarzy nie powinien być tłusty.

Skóry nie należy obciążać, nie ma sensu zapychać dopiero co oczyszczonych porów.
W dodatku nakładanie zbyt tłustego kremu na skórę poddawaną chemabrazji może skutkować pojawieniem się na niej prosaków (to rzadkie przypadki, spokojnie).

Wybierzmy specyfik lekki, ale bogaty. Taki, który będziemy mogli aplikować nawet kilka razy dziennie. Może to być krem przeznaczony typowo dla skór po zabiegach, ale sprawdzą się tu także kremy dedykowane skórze poddawanej naświetlaniom, atopowej, przesuszonej lub swędzącej.

Ja polecam emulsję Cicalfate Post Acte Avene - to bardzo delikatny kosmetyk, który nawilża bez pozostawiania na twarzy tłustego filmu i szybko (a nawet bardzo szybko!) się wchłania. Nie ma rewelacyjnego składu, ale nie zawiera parafiny i nie zatyka porów (chociaż ma w składzie silikon). Nie powoduje przetłuszczania się skóry, łagodzi zaczerwienienia i wrażenie suchości oraz szorstkości. Poznałam go już rok temu - kupiłam go z myślą o tych ubiegłorocznych peelingach, którym wówczas się poddawałam. Spodobał mi się do tego stopnia, że został ze mną na dłużej - to jeden z dwóch kremów, których używam przez cały rok. Najczęściej na noc, ale wiele razy zdarzało mi się używać go i na dzień - jest świetną bazą pod makijaż!

Tłusty krem lub maść możemy zaś z powodzeniem (a nawet powinniśmy) nakładać na te obszary, na których pojawiły się strupki lub na strefy objęte rumieniem.

Dobrze, gdy jest to krem lub maść przyspieszająca gojenie skóry - ja zamierzałam kupić polecany w sieci Alantan. Dermatolog jednak doradziła mi zakup maści Solcoseryl.

Trochę się zdziwiłam, bo Solcoseryl znałam tylko w postaci żelu stomatologicznego.

Otóż nie, jest też maść - a nawet i żel przeznaczony do stosowania na skórę. Maść stosujemy na zmiany suche, żel natomiast na mokre, ropiejące lub sączące się.

To preparat dostępny w aptece, wydawany bez recepty. Zawiera bezbiałkowy dializat z krwi cieląt (jeśli ktoś jest więc zwolennikiem pielęgnacji wegańskiej, to z pewnością po Solcoseryl nie sięgnie), który stymuluje w komórkach skóry procesy naprawcze, aktywuje transport tlenu do nich i ułatwia przyswajanie im substancji odżywczych. Bardzo ładnie goi skórę.
Jest dość tłusty, więc nie ma powodu, żeby nakładać go tam, gdzie nie widzimy potrzeby zastosowania go (na miejsca bez podrażnień), ale jeśli położymy go na twarz w dniu zabiegu (na przykład przed snem), to na pewno sobie nie zaszkodzimy. To naprawdę dobry opatrunek!

Kosztuje około osiemnastu złotych (cena może różnić się w zależności od apteki).

Moim zdaniem warto mieć ten lek w apteczce - właściwie nie ma przeciwwskazań (poza alergią na któryś z jego składników), a spektrum jego zastosowań jest naprawdę szerokie: oparzenia, odparzenia, owrzodzenia, leczenie blizn pooperacyjnych... Może się przydać!


3) OCHRONA PRZECIWSŁONECZNA



Pharmaceris Sebo-Moistatic SPF 30 | Pharmaceris krem z filtrem skóra trądzikowa | krem z filtrem po kwasach | Ziaja SPF 50+ matujący krem do twarzy skóra tłusta i mieszana skłonna do trądziku | pielęgnacja skóry po peelingach chemicznych | zabiegi kwasami blog | blogerka radzi
Jeśli stosujemy jakiekolwiek preparaty na bazie kwasów (nawet te o niewysokich ich stężeniach) lub retinoidów, to BEZWZGLĘDNIE musimy starać się unikać ekspozycji na słońce i stosować ochronę przeciwsłoneczną

W wypadku zaniechania jej możemy nabawić się podrażnienia skóry i trwałych przebarwień.

Nie ma nic do rzeczy to, że przebywamy na słońcu "tylko chwilę" - na przykład wyłącznie w drodze do i z pracy. Lepiej dmuchać na zimne.

Filtry należy stosować w czasie kuracji i przez miesiąc po jej zakończeniu - miesiąc mniej więcej trwa bowiem cykl odnowy naskórka.

Są różne "szkoły" traktujące na temat tego, jak mocny filtr należy wybrać - w sieci można znaleźć wiele niby naukowych opracowań, według których SPF 30 ma być wartością wystarczającą. Moim zdaniem jest wystarczająca, jeśli stosujemy niskie stężenia kwasów i naprawdę nie spędzamy na słońcu wiele czasu (warto dodać, że krem z filtrem należy stosować na dzień także wtedy, jeśli w jego trakcie jesteśmy w domu i nie wychodzimy na zewnątrz). No i jeśli mieszkamy w takim miejscu, że słońce nie świeci w danej szerokości geograficznej jak w tropikach. W innym wypadku bezpieczniej będzie zdecydować się na wyższy faktor.

Swoją drogą - stosowanie kremów z filtrem powinno nam wejść w nawyk. Zwłaszcza, jeśli już od iluś lat nie jesteśmy nastolatkami. Wszak promieniowanie słoneczne przyspiesza proces starzenia się skóry...

Ja krem z filtrem SPF 30 - w moim wypadku jest to Krem nawilżająco-kojący Sebo-Moistatic firmy Pharmaceris z jej serii "T" - stosuję od dwóch lat. Jest to jedyny krem z faktorem przeciwsłonecznym, który bardzo dobrze współpracuje z kosmetykami kolorowymi, jakich używam, a przy tym nawilża moją skórę i nie powoduje wzmożonego jej przetłuszczania. Nawet powiedziałabym, że je niweluje.

Próbowałam używać też innych kosmetyków tego typu, jednak zawsze coś mi w nich nie pasowało - najczęściej krótka trwałość nakładanego na nie makijażu :( Ten sprawdził się świetnie!

Pomimo tego, że wszystkie mocniejsze filtry przeciwsłoneczne moja skóra znosi średnio dobrze (nie reaguje na nie jakimś specjalnym pogorszeniem swojego stanu, ale jest mi o wiele trudniej zadbać o to, żeby ładnie wyglądała po nałożeniu makijażu), to na czas kuracji zdecydowałam się kupić krem z filtrem SPF 50+.

Wszak 70% kwasu glikolowego to nie przelewki!

Przed zakupem zapoznałam się z wieloma dostępnymi w sieci opiniami na temat obecnych na rynku produktów tego typu przeznaczonych cerom tłustym, mieszanym i trądzikowym - okazało się, że dość dobre recenzje zebrał krem matujący  SPF 50+ dla cer problemowych wyprodukowany przez Ziaję.

Miał nie bielić (co częste dla kremów z filtrem, niestety), matowić skórę i dobrze grać z podkładem. Kiedy okazało się, że kosztuje on niecałe dwadzieścia złotych, to pomyślałam, że wybór właśnie tego produktu powinien być dla mnie oczywistością (po zakończeniu leczenia i odczekaniu przepisowej ilości dni zamierzam bowiem powrócić do kremu Pharmaceris, nie chciałam więc wydawać zbyt wielu pieniędzy na kosmetyk ewidentnie sezonowy i taki, którego mogę nie zużyć do końca). Przyznam szczerze, że trochę się rozczarowałam - owszem, nie bieli, dobrze się rozsmarowuje i można nałożyć na niego podkład, ale niemal w ogóle się nie wchłania i skóra nawet przez chwilę nie jest matowa.
Nałożony na nią fluid prawie wcale się nie utrwala, więc łatwo jest zetrzeć go z twarzy (razem z filtrem) - na przykład w czasie poprawiania włosów. Co godzinę trzeba też matowić skórę bibułkami matującymi. Na szczęście nie powoduje wysypu wykwitów trądzikowych, więc chyba nie jest komodenny. Tyle choć z niego pożytku.

Jednak chyba znalazłam dla niego godnego zastępcę - dermatolog po zabiegu dała mi próbkę emulsji Anthelios XL La Roche Posay, także z faktorem SPF 50+ i także przeznaczonej do skór tłustych. Użyłam jej z dużą nieufnością - opinie miała średnie. Dziewczyny narzekały na Wizażu, że jest tępa, słabo się rozprowadza i że nakładany na nią podkład się roluje. Może i się roluje - ale emulsja przynajmniej się wchłania i pozostawia skórę suchą w dotyku!

Chociaż emulsja ta kosztuje niemało (w zależności od apteki/drogerii 45 - 65 złotych), to wyszłam z założenia, że komfort stosowania jest dla mnie ważniejszy, niż zaoszczędzone pieniądze (które pewnie i tak wydałabym na głupoty) - zamówiłam ją. Właśnie czekam na pełnowymiarowe opakowanie!

Aha, jeszcze jedna ważna uwaga - przy nakładaniu kremu z filtrem należy odczekać około 15 minut, zanim zaczniemy się malować.
Krem musi się wchłonąć w skórę, inaczej go zetrzemy i nie zapewni nam żadnej ochrony.

Tyle też czasu (a najlepiej wydłużyć go do 30 minut) powinniśmy poczekać, zanim wyjdziemy na słońce.

Ważna jest też ilość kosmetyku, którą aplikujemy na twarz - powinno to być około pół łyżeczki!


4) PODTRZYMANIE EFEKTU DZIAŁANIA KWASÓW,

PRZYGOTOWANIE SKÓRY DO DALSZYCH ZABIEGÓW



ISIS Pharma Glyco A 12% | Glyco A blog | krem z kwasem glikolowym 12% | pielęgnacja skóry po peelingach chemicznych | zabieg złuszczania kwasami blog | porady blogerki

Chemabrazja to nie żadna szarlataneria ani obiecanki - cacanki.

To naprawdę działa.

Ideą peelingów chemicznych jest kontrolowane złuszczanie naskórka (wskutek aplikacji substancji reagujących z powierzchniowymi warstwami skóry), służące pobudzeniu procesów odnowy biologicznej skóry.
Przyspieszenie złuszczania warstw powierzchniowych naskórka przekazuje sygnał do pobudzenia podziałów w jego warstwie podstawnej - zaś w skórze właściwej stymuluje produkcję kolagenu i macierzy zewnątrzkomórkowej.

Za pomocą peelingów chemicznych możemy odświeżyć naszą skórę (przydać jej zdrowego kolorytu), spłycić widoczność pierwszych zmarszczek (a przy stosowaniu peelingów głębokich i średniogłębokich także i tych starych), usunąć blizny i przebarwienia,
czy znormalizować wydzielanie sebum i zwęzić pory .

Aby osiągnąć pożądany przez nas efekt musimy jednak spełnić dwa podstawowe warunki: wybrać odpowiedni kwas i wykonać kilka (a czasem nawet kilkanaście) serii zabiegów złuszczania.

Pomiędzy nimi zaś podtrzymywać działanie peelingów przez stosowanie specjalnych preparatów, które jednocześnie będą przygotowywać też naszą skórę do kolejnych wysokich dawek kwasów.

Skóra powinna przyzwyczaić się do kwasów - nie chcemy przecież, żeby po każdej serii zabiegów reagowała podrażnieniem (które i tak będzie występować, ale chodzi o to, żeby nie fundować skórze terapii szokowej). Żeby ułatwić jej tę adaptację powinniśmy na około miesiąc przed przystąpieniem do leczenia jej wysokimi stężeniami i mniej więcej tydzień po jego rozpoczęciu (to umowny czas - zawsze włączamy dalsze stosowanie produktów z kwasami po całkowitym wygojeniu skóry) stosować preparaty z niskimi do średnich zawartościami kwasów.

Toniki i płyny możemy stosować na noc i rano, kremy - wyłącznie na noc!
I pamiętając o używaniu w ciągu dnia kremów lub emulsji z filtrami przeciwsłonecznymi!

Wybór produktu powinien być uzależniony od tego, jakiego kwasu używaliśmy poprzednio lub jakiego będziemy jeszcze używać. Jeżeli nie znamy się na chemii i biochemii, nie jesteśmy kosmetologami ani dermatologami, a w dodatku nasza cera jest dość wrażliwa, to nie eksperymentujmy i nie mieszajmy ze sobą różnych kwasów - nie wszystkie można stosować jednocześnie ani w krótkich od siebie odstępach czasu.

Jeśli przygodę z kwasami mamy dopiero przed sobą, to pamiętajmy o tym, by w domowym zaciszu zaczynać ją od naprawdę niskich stężeń. Do wszystkich powyżej 10% podchodźmy z rezerwą i ostrożnością - nie pozwalajmy im od razu zostawać na naszej twarzy przez całą noc, zacznijmy od kilku-kilkunastu minut. Obserwujmy reakcję naszej skóry. To, że zaraz po nałożeniu kwasu wygląda ona dobrze nie jest jednoznaczne z tym, że będzie tak wyglądać za kilka godzin.

Kremy, żele i toniki z kwasami są powszechnie dostępne w aptekach i drogeriach - dziś ma je w swojej ofercie niemal każda marka kosmetyczna.

Wybrać jeden z nich dla siebie możemy sami.

Jeśli nie umiemy dokonać wyboru, to możemy poprosić o poradę w tej kwestii osobę, u której zamierzamy wykonać/u której wykonywaliśmy peeling.

Mnie przez mojego lekarza został polecony
Glyco A - Krem peelingujący z 12% kwasu glikolowego marki ISIS Pharma.

Kupowałam go z duszą na ramieniu, bo naczytałam się na jego temat wielu strasznych rzeczy (miał podrażniać niemal tak bardzo, jak mój peeling wysokim stężeniem tego kwasu!) - okazało się, że współpracuje się nam nie tak źle.

Nie będę się rozpisywać tu na temat tego kremu, mam nadzieję, że uda mi się stworzyć o nim osobny post!


5) MECHANICZNE ZŁUSZCZANIE NASKÓRKA I OCZYSZCZANIE PORÓW SKÓRY



Naturalny peeling żelowy do twarzy Orientana | peeling dla cery trądzikowej | delikatny peeling do skóry tłustej | blogerka radzi | porady blogerki
Tak, jak wspomniałam wcześniej - w czasie, gdy nasza skóra po przeprowadzeniu na niej peelingu chemicznego jest podrażniona, pokryta strupkami i gojąca się jakiekolwiek manewrowanie przy niej, drapanie jej, pocieranie, czy mechaniczne oczyszczanie są surowo zabronione.

Jednak w momencie, gdy wygląda już normalnie i zdrowo możemy używać już "zwykłych" peelingów - dobrze jednak odpuścić sobie te gruboziarniste, a pozostać przy enzymatycznych lub drobnoziarnistych.

Tradycyjnych peelingów będziemy potrzebować zwłaszcza, jeśli nasza skóra z natury jest skłonna do przesuszania się (kwasy mogą czasowo przesuszać ją bardziej) lub gdy kurację kwasami wdrażaliśmy z powodu obecności na naszej twarzy rozszerzonych porów skóry i gromadzących się w nich zanieczyszczeń.

Suche skórki nie wyglądają estetycznie, a pory nie zwężą się od razu - zwykle na to, byśmy zauważyli widoczne ich obkurczenie potrzebne są 2-3 powtórzenia zabiegu w wyższych stężeniach. Do tego czasu musimy sami regularni usuwać zalegające w nich paskudztwa (będzie nam łatwiej, bo pamiętajmy, że naskórek nie jest już tak gruby, jak przed kwasami).

Ja długo szukałam peelingu, który mógłby się tu sprawdzić - totalnym przypadkiem trafiłam na Naturalny żelowy peeling do twarzy Orientany.

Nie przeczę, że najbardziej przyciągnął mnie do niego jego skład - to kosmetyk absolutnie naturalny!
A przy tym polecany do stosowania skórom tłustym i trądzikowym.

Wybrany przeze mnie produkt bardzo ładnie oczyszcza pory z sebum, resztek kremu z filtrem i kurzu. Pozostawia skórę odświeżoną, nie podrażnia, nie wysusza i nie rani - chociaż posiada drobinki pestek moreli i orzechów, to nie drapie jej. A jak ładnie pachnie!

Nie należy do najtańszych - pomimo niezbyt dużej ilości go w opakowaniu (50 g) w regularnej cenie kosztuje około 30 złotych. Gdzie mu tam w tej kwestii do mojego ukochanego peelingu z pestek malin Ol'Vity!

Uważam jednak, że warto było go sobie sprawić - ostrożności nigdy zbyt wiele!



6) WYKONYWANIE MAKIJAŻU



Za wyjątkiem sytuacji wykonywania peelingów średniogłębokich i głębokich nie ma istotnych przeciwwskazań do wykonywania makijażu twarzy po chemabrazji - owszem, zaleca się używanie do tego celu kosmetyków naturalnych i nieprzesadzanie z ilością podkładu (skóry po zabiegach nie trzemy, także wacikami, dlatego dokładne oczyszczenie jej z resztek "kolorówki" może być problematyczne), ale specjaliści są zgodni, że jeśli chcemy lub musimy, to możemy się malować.

Pomimo tych wszystkich pozytywnych opinii ja odradzam wykonywanie makijażu przez kilka pierwszych dni po zabiegu - a przynajmniej zalecam malowanie się wówczas tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne (no nie wiem - mega ważne spotkanie biznesowe? chrzciny dziecka? wesele?).

Po pierwsze - dobrze jest pozwolić skórze oddychać.
Po drugie - nakładanie makijażu na krem z filtrem lub tłustą maść może człowieka wpędzić w atak furii.
Po trzecie - malując się zawsze trochę ścieramy z twarzy filtr... a przecież mamy chronić ją przed słońcem!
Po czwarte - pomalowanie łuszczącej się twarzy jest nie lada wyzwaniem, a twarzy pokrytej strupami tym bardziej ;) Wygląda to po prostu brzydko. Wiem, że jeśli nie możemy wziąć zwolnienia i musimy spędzić ten czas między ludźmi, to możemy czuć się niezręcznie, ale moim zdaniem sprawę załatwia powiedzenie zbyt mocno przyglądającym się nam osobom:

"Przepraszam, wyglądam jak wyglądam, bo jestem po zabiegu dermatologicznym.
No wiesz przecież, że mam trądzik/melasmę/te paskudne blizny!"

Nie zawsze musimy być perfekcyjne.

Ale wiecie, mogę być mało obiektywna, bo ja ogólnie nie mam problemów z wychodzeniem do ludzi bez makijażu - do swojej pracy maluję się bardzo rzadko. Serio ;)

A żyję! I mam się dobrze :)

kosmetyki po złuszczaniu kwasami | pielęgnacja skóry po peelingach chemicznych | złuszczanie kwasami | chemabrazja zalecenia po zabiegu | jak pielęgnować skórę po peelingu chemicznym | zabiegi kwasami blog | blogerka radzi

Napisanie tego posta zajęło mi sporo czasu - miał się ukazać w niedzielę, a mamy wtorek.

Nic nie poradzę na to, że tak już mam - niektórych rzeczy nie lubię robić na odwal się ;)

Jeśli macie jakieś pytania, na które sądzicie, że mogłabym Wam odpowiedzieć, to zadawajcie mi je - postaram się pomóc.

Nie ukrywam, że jestem wielką zwolenniczką leczenia i pielęgnacji kwasami - zwłaszcza w wypadku skóry trądzikowej.

Uważam je za świetną i zdecydowanie obarczoną mniejszą ilością skutków niepożądanych alternatywę dla tego, co jest często przepisywane osobom zmagającym się z trądzikiem bezrozumnie i niepotrzebnie - doustnym retinoidom.

O tyle, o ile widzę sens leczenia nimi ciężkich postaci trądziku, o tyle wszystko to, co choćby z daleka wygląda na twarzy na "w miarę w porządku" naprawdę można załagodzić w sposób mniej wyniszczający organizm.

Ale o tym - mam nadzieję - innym razem ;)

Wtorkowe pozdrowienia i buziaki - Wasza Mar!