niedziela, 30 października 2016

Kapelusz G by Baczyńska i kolory jesieni

Nigdy nie miałam nic przeciwko współpracom projektantów z sieciówkami i sklepami nie do końca kojarzącymi się z luksusem, z jakim kojarzy się samo słowo "projektant".


Może dlatego, że wychodzę z prostego założenia: to każdego sprawa, jaki biznes plan napisał dla swojego przedsiębiorstwa i na jaką strategię marketingową się zdecydował. Mnie nic do tego.


Sama też wolałabym, żeby postronni nie wtrącali mi się do tego, jak kieruję własną firmą (gdybym taką - rzecz jasna - miała).


Dlatego też tak do pierwszej, jak i do drugiej kolekcji Gosi Baczyńskiej wprowadzonej przez nią do sieci drogerii Rossmann (pod nazwą G by Baczyńska) podeszłam nie z pogardą, nie ze współczuciem, a z zaciekawieniem - traktując ją jak każdą inną kolekcję ubrań będącą w zasięgu mojego wzroku i portfela.


Gosia Baczyńska dla drogerii Rossmann | kapelusz G by Baczyńska | ponczo w kratę | krata | kolory jesieni | jakie kolory nosić jesienią | stylizacja na jesień | stylizacja z kapeluszem | blog o modzie | blog modowy | blog szafiarski | blogerka z Łodzi

Prawda jest taka, że choć moda na modę trwa i zostanie projektantem oraz znalezienie rynku zbytu dla projektanta tego wytworów jest dziś o wiele łatwiejsze niż jeszcze dziesięć czy piętnaście lat temu (ale nie sądzę, żeby było to typowe tylko dla biznesów modowych - w przeciągu tych dziesięciu minionych lat rozwinęła się przecież sprzedaż internetowa i przeciętny Polak korzysta z internetu z dużo większą biegłością, a to zdecydowanie ułatwia każdemu przedsiębiorcy znalezienie klienta!), to Polacy jako zbiorowość nie traktują ubrań jako priorytetu i niechętnie przeznaczają na nie duże sumy pieniędzy. Nawet, gdy nimi dysponują (bo kiedy pieniędzy nie mają, to ciężko oczekiwać, że zamiast opłacenia rachunków wybiorą zakup drogich butów).

O tym, dlaczego tak jest pośrednio (bo bezpośrednio o luksusie szeroko pojętym) dyskutowałyśmy niedawno u Soni (Sonii? zawsze mam problem z odmianą tego imienia, niech mnie Sonie uświadomią, jak powinno się ich imię odmieniać - językoznawcy rozkładają tu ręce) z bloga Jeans Please - tu, tu i tu znajdziecie tę dyskusję, polecam Wam jej prześledzenie. Może dorzucicie do niej swoje zdanie?

Nic więc dziwnego, że projektanci próbują szukać nowych sposobów na dotarcie do nabywców swoich produktów i na zaistnienie w nabywców tych świadomości - nawet, jeśli oznacza to konieczność obniżenia jakości i cen. Skoro się na to decydują, to przypuszczam, że zabieg ten jakoś im się opłaca. Moja mama (która o projektantach wie tyle, ile powiedzą w telewizji albo czasem napiszą w internecie) gdyby nie Rossmann nie miałaby nawet pojęcia, że Gosia Baczyńska to projektantka. Teraz już wie, czym Pani o tym nazwisku się zajmuje. Sądzę więc, że cel został osiągnięty.

Jeśli mam być szczera, to moim zdaniem projektanci sami sobie są winni, że po chwilowej euforii Polacy trochę się od nich odwrócili i nie są tak skorzy do zostawiania bajońskich często sum w ich butikach.

Dwa lata temu miałam okazję pracować w sklepie, w którym sprzedawano ciuchy i dodatki paru polskich projektantów. I powiem Wam, że wciskanie ludziom spódnicy kosztującej 300 złotych a uszytej tak, że po włożeniu ręki do jej kieszeni puszczają wszystkie szwy nie jest fair. Ludzie nie są głupi. W sieciówkach wyższej klasy raczej się to nie zdarza. Może dlatego, że o sieciówkach można napisać dużo złego, ale na ich liniach produkcyjnych działa chyba coś na wzór kontroli jakości. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żebym w jakiejkolwiek "lepszej" sieciówce spotkała ciuch krzywo zeszyty, niewykończony i źle leżący już na manekinie.

Tłumaczenia, że jak ma być jeszcze lepiej, to musi być jeszcze drożej nadają się moim zdaniem do wsadzenia w buty - chrzanię to i wybieram sieciówkę, skoro projektant robi mi łaskę i każe płacić sobie sto złotych więcej za prosto wszyty suwak ;>

stylizacja-z-ponczo-i-kapeluszem
Ubiegłoroczną kolekcję Gosi Baczyńskiej dla drogerii Rossmann zlustrowałam z uwagą, ale niczego dla siebie w niej nie znalazłam - pamiętam, owszem, że spodobał mi się tam jeden sweter (trochę ponczo a trochę narzutka), ale nie zdecydowałam się go kupić.

Zasadzałam się też na jakieś rękawiczki, tyle że sprzątnięto mi je sprzed nosa, a kiedy pojawiły się potem na jakiejś rossmanowej wyprzedaży, to już ich nie potrzebowałam.

Zupełnie inaczej rzecz miała się z kolekcją tegoroczną - jeszcze przed jej premierą moją uwagę zwróciły bardzo ładny kapelusz i kamizelka ze sztucznego futerka.

stylizacja-ponczo
Początkowo nie sądziłam, że zdecyduję się je kupić, ale kiedy kolekcja trafiła wreszcie do sprzedaży i miałam możliwość popatrzeć na te rzeczy "na żywo", to bez wahania wrzuciłam je do drogeryjnego koszyka.

Niczego im nie brakowało, ich ceny i jakość były takie same jak w wypadku rzeczy, które zazwyczaj kupuję, a wobec kamizelki zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że tak porządnie wykonanej nie znalazłabym w sieciówce za takie niewielkie pieniądze.

Wszystkie te sztuczne futerka zwykle muszą kosztować około 200 złotych, żeby nie wyglądały tandetnie.

stylizacja-z-kapeluszem-i-ponczo

Kamizelkę zamierzam pokazać Wam wkrótce, dziś za to prezentuję Wam kapelusz :)

Portret-w-kapeluszu

To już szósty kapelusz w mojej kolekcji i znając mnie na pewno nie ostatni.

Różni się jednak od moich pozostałych kapeluszy tym, że jest taki... bardzo kobiecy :)

No dobrze, mój kapelusz z wielkim rondem też jest bardzo kobiecy, ale właściwie już go nie noszę, bo źle się w nim czuję ;P

Ten natomiast odpowiada mi w stu procentach - bardzo fajnie wypada tak w zestawach eleganckich (biała koszula, żakiet, ta futrzana kamizelka właśnie!), jak i w nonszalanckim nieco boho.

Stylizacja-na-jesień-blog

Tu widzicie go w towarzystwie innego mojego nowego nabytku, o którym wspominałam Wam w poprzednim poście, przy okazji kwęku na długi czas oczekiwania na przesyłkę z C&A - to właśnie to cudo zamówiłam razem z grubym paskiem: kraciaste ponczo.

Ponczo trochę inne od wielu, które mam w szafie, bo wykonane z cienkiego, "szalikowego" materiału i wciągane przez głowę.

blogerka-jesień-co-nosić

Ten cienki materiał może być - oczywiście - dużym poncza minusem, bo na zimne dni na okrycie wierzchnie to ono się raczej nie nada.

Ale sprawdzi się jako narzutka na kurtkę czy płaszcz.
I jako zastępca swetra, jeśli zazwyczaj sweter zakładamy w pracy czy w domu na bluzkę lub koszulę.

Z doświadczenia wiem, że grube swetry i narzutki powodują czasem dyskomfort, jeśli siedzimy w nich w pomieszczeniu.

Człowiek się poci, coś go gryzie i uwiera - takie cienkie ponczo uwalnia od tych nieprzyjemnych doznań ;)

ponczo w kratę i kapelusz
Ten post jest kolejnym, w którym powracają moje musztardowe spodnie - spodnie, których przynależności gatunkowej nadal nie jestem pewna.

Kupowałam je jako bryczesy, bo dół ich nogawki jest dopasowany i opinający łydkę, a okolica bioder luźna.

Jednak po iluś tam pokazaniach ich w blogosferze przekonałam się, że ogół za bryczesy uznaje coś innego.

Nie nazwę ich spodniami baggy, bo aż tak obniżonego kroku nie mają.
Niech będzie, że to są po prostu "spodnie". I tyle.

fontanna Park Ocalałych Łódź
Noszę te portki najchętniej w chłodne miesiące, bo najbardziej podobają mi się w połączeniu z oficerkami (a poza tym musztarda to kolor jesieni! ja noszę musztardową żółć cały rok, ale jesienią lubię ją najbardziej - zestawiona z rudościami całkowicie wtapia się w kolory plenerów, w których się ją nosi!). Owszem - zestawiam je też z niskimi butami, ale to zawsze wymaga ode mnie wysiłku. Przy płaskim obcasie sylwetka nie wygląda w nich najkorzystniej, a z kolei wsadzić tych ich wąskich co prawda nogawek w cholewkę butów takich jak sztyblety nie da się tak łatwo. Wystają, marszczą się - ja tego nie cierpię.

Dlatego oficerki. Klasyczne, przed kolano - chociaż poważnie rozważam kupno muszkieterek. Mam jedne, ale ich nie noszę, bo ich cholewka pogrubia mi nogi. Chciałabym sprawić sobie muszkieterki z cholewką dopasowaną, opinającą łydkę - ale te najczęściej występują w sklepach w wersji dla tirówek, czyli na szpilce ;)

Znalazłam jedne fajne muszkieterki na Zalando, w dodatku w jakiejś mega promocji, jednak trochę przerażają mnie opinie wystawione im przez użytkowników - podobno rozbieżność między zdjęciem na stronie a realnym wyglądem butów jest taka, jakby porównywać yorka do amstaffa. Trochę nie chce mi się w to wierzyć, bo ja buty na Zalando kupuję często i taka sytuacja jeszcze mi się nie trafiła. Zobaczymy, na czym stanie - pewnie je kupię. Na szczęście zwroty w Zalando są dość proste...

ponczo-na-jesień

Kapelusz - G by Baczyńska (Gosia Baczyńska dla sieci drogerii Rossmann)
Szalik - SinSay
Ponczo w kratę - C&A
Teczka vintage - no name (Second Land)
Rękawiczki - no name
Musztardowe spodnie - no name (Butik Nashe - Zgierz, ul. Parzęczewska)
Skórzane oficerki - Lasocki (dla CCC)

kapelusz G by Baczyńska

Zdjęcia z dzisiejszego wpisu zrobiliśmy w miejscu, w którym jeszcze nas nie było, chociaż mieszkamy z Leszkiem dosłownie tuż obok niego - w Parku Ocalałych.

To chyba najpiękniejszy i najbardziej zadbany łódzki park. Na pewno najmłodszy. Został otwarty 30 sierpnia 2004 roku, z inicjatywy ówczesnego Prezydenta Miasta Łodzi - Jerzego Kropiwnickiego. Data ta nie była przypadkowa - to data upamiętniająca 60. rocznicę likwidacji łódzkiego getta istniejącego w okupowanej przez Niemców Łodzi w latach 1940 - 1944.

Ideą przyświecającą utworzeniu Parku (zlokalizowanego na obszarze przylegającym w czasie wojny do terenów, na których umiejscowione było getto) było upamiętnienie osób ocalałych z Holocaustu i które przeszły przez Litzmannstadt Ghetto. Pomysł ten wyszedł od jednej z ocalałych - Haliny Elczewskiej.
Każdy ocalały posadził na terenie parku "swoje" drzewko - drzewek posadzono dokładnie 418. Każde otrzymało tabliczkę z nazwiskiem osoby, która je posadziła. Dziś drzewek jest już trochę więcej :)

Na terenie parku znajdują się Pomnik Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej, Kopiec Pamięci oraz siedziba Centrum Dialogu im. Marka Edelmana.

Wszystkich, którzy interesują się historią oraz architekturą Łodzi i chcieliby poczytać trochę o tym pięknym parku odsyłam na stronę Centrum Dialogu - tutajGorąco do tego zachęcam!

ponczo w kratę stylizacja
Uciekam - mając nadzieję, że dzisiejsze zdjęcia przypadną Wam do gustu.

Dajcie znać, czy Wy skusiłyście się na którąś z rzeczy sygnowanych przez Gosię Baczyńską i dostępnych w Rossmannie.

Jeśli chcecie podzielić się ze mną swoim zdaniem na temat kooperacji projektantów z sieciówkami i dyskontami, to piszcie je śmiało - wiecie, że lubię dyskutować :)

stylizacja z ponczo i kapeluszem

Pozdrawiam serdecznie - Wasza Mar!

moda na jesień stylizacja
ODWIEDŹCIE MNIE NA:



jesienny portret w kapeluszu
A na koniec wpisu - zdjęcia z Jeżem :)

jesienny portret blogerka
Pana Jeża kupiłam w Biedronce, razem z Panem Żółwiem.

Dojrzałam tam te maskotki dwa tygodnie temu i z miejsca się w nich zakochałam.

I postanowiłam też, że z Jeżem koniecznie muszę mieć zdjęcia! Takie jesienne ;)

No i mam :D

Uwielbiam pluszaki, ale to pewnie Was nie dziwi - wiele razy pisałam tu, że jestem dużym dzieckiem, które nigdy nie dorośnie ;P

niedziela, 23 października 2016

Ponczo z szalika

Przegrałam z tą jesienią, chociaż zazwyczaj bardzo się lubimy - zamiast przyjemnych piętnastu stopni na zewnątrz aura jak w lutym.


Jeszcze tylko deszczu ze śniegiem brakuje, bo temperatury się zgadzają.


Na nic więc zdały się wszystkie moje jesienne docelowo zakupy - długie sukienki, które zamierzałam łączyć z botkami, futrzane kamizelki (planowałam nosić je na zwiewne koszule albo cienkie golfy), zgrabne botki na szpilce (ewidentnie nienadające się do stąpania w nich po błocie)...


Ja tego nie mam gdzie i jak założyć, bo zamarznę.


ponczo z szalika | jak nosić ponczo jesienią | ponczo blog | stylizacja ponczo | styl boho na jesień | stylizacja z kapeluszem | blogerka z Łodzi | blog o modzie | blog szafiarski | blog modowy | ponczo Promod
Z musu więc niejako zostaję przy tym, co lubię najbardziej i co zawsze w taką pogodę bardzo dobrze się u mnie sprawdza - przy warstwach, przy dzianinach i przy wszelakich narzutkach, które są dla mnie alternatywą dla kurtek i płaszczy.

Tyle, że choć moja szafa pęka w szwach, jeśli chodzi o kamizelki, swetry, swetropłaszcze i poncza, to tych naprawdę grubych egzemplarzy mam w niej niewiele - albo mi się poniszczyły albo ich zakup odpuściłam sobie wtedy, kiedy był na to czas. Bo zwykle to te cieńsze rzeczy są ładniejsze, więc ciągle daję się ponieść emocjom i częściej niż powinnam kupuję rzeczy przejściowe, cienkie. Zapominając, że tak po prawdzie, to w naszej szerokości geograficznej przejściowe pory roku nie istnieją. Z zimy robi się lato, a z lata zima.

ponczo-z-szalika

Ale nie byłabym sobą, gdybym jakoś sobie nie poradziła ;) 

W szafie znalazłam gruby, wełniany szalik - ubiegłoroczny gwiazdkowy prezent od siostry Leszka.

Nie nosiłam go, bo jest jasny i żal było mi owijać nim szyję - zaraz ufajdałby się śmiertelnie podkładem i dopranie go graniczyłoby z cudem.

Leżał więc na dnie szafy, ślicznie złożony i czekający na czas, kiedy wykoncypuję wreszcie do czego może mi się przydać.

stylizacja-z-ponczo-i-kapeluszem

No i wykoncypowałam - zarzuciłam go na plecy, przewiązałam paskiem i w ten oto sposób bezkosztowo zafundowałam sobie grubaśne ponczo ;)

 Kiedyś już wykorzystałam podobny patent, tyle że wówczas na ponczo zamieniłam komin - o, ten z frędzlami.

stylizacja ponczo i kapelusz

Leszek się śmieje, że szalik doskonale sprawdziłby się też w roli obrusu albo narzuty na łóżko - coś w tym jest, moja babcia podobnym kilimkiem nakrywała stół w dużym pokoju ;)

Zapamiętam lesze rady - jak kiedyś przetracę już wszystek hajs na ciuchy i nie będę miała za co urządzić mieszkania, to z pewnością przypomnę sobie o tym szaliku ;P

Jesienna stylizacja ponczo

Do szalika dobrałam biały sweter, który pokazywałam Wam na blogu na początku roku, w tym poście.

Oczywiście - korciło mnie, żeby założyć pod spód czarny sweter, ale doszłam do wniosku, że biel lepiej zgra się z jasnością szala.

Poza tym (wiedząc, że zestaw ten będę wrzucała na bloga) wolałam nie drażnić Was nadmiarem czerni, bo wiem, że co jakiś czas kwękacie, że czerni jest tu za dużo. 

Niespecjalnie przejmuję się tym kwękaniem (odkąd pamiętam byłam średnio wrażliwa na zmuszanie mnie do ubierania się w sposób inny, niż mam to w zwyczaju - choćby i ktoś patrzący z boku uznał mnie za ostatniego przebierańca), ale niech będzie, że jestem otwarta na rady ;P

I wisior, mam przecież na sobie jeszcze wisior, kolejny z mojej sporej kolekcji drewnianych wisiorów - prezent od mamy, przywieziony mi przez nią z tegorocznego urlopowego wyjazdu rodziców!

Wełniany szal Promod



Mama wypatrzyła tego ptaszka (bo to chyba ptaszek, prawda?) na jakimś nadmorskim stoisku z biżuterią.

Mówiłam Wam to już kiedyś, ale co tam, powtórzę się - takie stoiska to prawdziwa kopalnia skarbów ;)

boho stylizacja jesień

Kapelusz - H&M 
Drewniany wisior - no name (nadmorskie stoisko z biżuterią)
Sweter - Reserved
Szal/Ponczo - Promod
Wełniane rękawiczki - Reserved
Pasek - H&M
Cygaretki - Stradivarius
Listonoszka - H&M 
Półbuty - Even&Odd (Zalando)

Jesienna stylizacja z kapeluszem

Zapewne uznacie, że o wiele lepiej pasowałby tu jakiś szeroki pasek - tak, też tak uważam.

I nawet zamówiłam taki - jak rasowa szafiarka, specjalnie do zdjęć. W C&A.
Przez internet, bo w sklepie stacjonarnym akurat tego modelu się nie uświadczy.

Tyle, że nie zdążył do mnie w porę przyjechać :>

Przyjechał dopiero wczoraj, po trzech tygodniach!

Historia jego drogi do mnie jest tak długa, jak czas, który upłynął zanim pasek znalazł się w mojej szafie.
Nie chce mi się rozwijać tematu, to powiem Wam tylko jedno - nigdy, przenigdy nie zamawiajcie niczego w sklepie online C&A.

Będziecie czekać na paczkę tyle, że zdążycie zapomnieć o zamówieniu :>
Moje trzy tygodnie to podobno i tak dobry rekord ;)

Cóż: najważniejsze, że się doczekałam - pasek pokażę Wam (mam nadzieję) wkrótce, tak jak i inną rzecz, którą zamówiłam razem z nim.

Ale o tym, co to za cudo póki co ciiiiii... ;)

sesja jesień blog
 ODWIEDŹ MOJE PROFILE W SERWISACH:

INSTAGRAM

FACEBOOK

stylizacja jesień kapelusz

Trzymajcie się ciepło, ściskam Was - Wasza Mar!

stylizacja ponczo i kapelusz
P.S. Zbliża się kolejna rocznica mojego blogowania - myślę nad jakimś fajnym, kreatywnym postem.

Innym, niż wszystkie pozostałe.

Żeby jakoś to moje małe, blogowe święto uczcić.

Zobaczymy, co mi z tego wyjdzie ;)