niedziela, 5 lutego 2017

Kosmetyczne recenzje Mar: Hydreane Legere od La Roche-Posay, czyli mój numer 1 w nawilżaniu twarzy w trakcie kuracji retinoidami

Mój niedawny post poświęcony hydrolatom nieco zmobilizował mnie do częstszego pisania tu na tematy kosmetyczne.


Statystyki pokazują mi, że Wy też lubicie czytać u mnie tego typu posty, także chyba warto od czasu do czasu dzielić się z Wami tymi moimi kosmetycznymi perełkami ;)


Dzisiejszy wpis to pochwała produktu, który od kilku miesięcy co tydzień ratuje mi życie.

Już we wspomnianym hydrolatowym poście napomknęłam, że od pewnego czasu przechodzę kurację zewnętrznymi retinoidami. Nie chcę wdawać się tu w szczegóły na temat przyczyn, dla których zdecydowałam się na retinoidy w maściach, a nie te doustne - było ich wiele. Tak wybrałam, tak zdecydowałam, efekty kuracji są bardzo dobre i z każdym miesiącem lepsze, zatem decyzji nie żałuję. Ani trochę.

Każdy kto kiedykolwiek w trakcie walki z trądzikiem lub nadmiernym rogowaceniem skóry miał do czynienia z retinoidami wie, że potrafią one zdziałać cuda, ale używanie ich do najprzyjemniejszych nie należy - skóra w trakcie leczenia wielokrotnie się złuszcza, jest podrażniona, często przesuszona, piecze i przypomina dorodny okaz buraka

To jest całkowicie normalne, choć nie u każdej osoby stosującej retinoidy taki efekt występuje.

Wszystko zależy od rodzaju substancji aktywnej zawartej w naszym leku (jest wiele generacji retinoidów), jego substancji pomocniczych, podłoża, ale i (przede wszystkim) wrażliwości naszej skóry, sposobu w jaki aplikujemy lek oraz pielęgnacji, jaką stosujemy w trakcie kuracji (albo jakiej nie stosujemy).

To nie jest post o retinoidach, jeśli jednak pragniecie dowiedzieć się czegoś więcej na ich temat, to odsyłam Was na dwa blogi, które są skarbnicą informacji odnośnie stosowania retinoidów i pielęgnacji skór dotkniętych problemami:


Ostrzegam jednak, że wejście tam może zakończyć się totalnym zawrotem głowy i natychmiastową chęcią wyrzucenia wszystkich dotychczas stosowanych przez Was kosmetyków (co w sumie wyjdzie i Wam i Waszej skórze tylko na dobre), także proponuję zrobić to po wypłacie ;>

Hydreane Legere krem | La Roche-Posay | Kosmetyki La Roche-Posay | pielęgnacja skóry w trakcie stosowania retinoidów | nawilżanie skóry | krem nawilżający dla skóry trądzikowej

Krem Hydreane Legere od laboratorium La Roche-Posay zagościł w mojej kosmetyczce kompletnym przypadkiem.

Jego sporą próbkę dostałam w zestawie z moim ulubionym filtrem - Antheliosem - tej samej marki.

Ponieważ informacja na tyle próbki głosiła, że jest to krem przeznaczony dla skór suchych i odwodnionych, to wcale a wcale nie myślałam o nim jako o kremie dobrym dla mnie.

Aż do października...

Kiedy po pierwszym tygodniu stosowania maści Epiduo któregoś pięknego poranka obudziłam się z niesamowicie podrażnioną, suchą i swędzącą skórą twarzy nie wpadłam w panikę - wiedziałam, że tak ma być i że efekt minie zaraz po tym, jak ten poddany działaniu retinoidów naskórek się złuszczy. Musiałam jednak w jakiś sposób próbować się ratować (wszak nie mogłam nie chodzić do pracy!). Wtedy znalazłam moją zapomnianą próbkę.

Okazało się, że twarz potraktowana Hydreane Legere bardzo szybko odczuwa ulgę - przestaje piec, nie jest ściągnięta, wygląda na bardzo gładką, a wszystkie suche skórki nie są już tak widoczne, jak przed aplikacją.
Nakładanie kremu kontynuowałam przez dwa dni - przed pójściem spać, ale także rano.
Po tych dwóch dniach skóra doszła do siebie, po dokładnym złuszczeniu obumarłego naskórka kontynuowałam więc smarowanie skóry Epiduo.

Przy kolejnych atakach "buraka" (występujących u mnie regularnie co 7 nieprzerwanych dni używania retinoidów) nie od razu sięgnęłam ponownie po krem La Roche-Posay - ponieważ próbka, którą dysponowałam, zdążyła mi się skończyć, zmuszona byłam ratować się kosmetykami nawilżającymi, które miałam w domu do tej pory.

Dopiero wtedy przekonałam się, że to właśnie HL a nie one jest mi pisany :)

Hydreane-Legere-recenzja-blog

Okazało się bowiem, że te inne kremy (a dokładnie tak bardzo przeze mnie lubiany Pharmaceris Sebo-Moistatic - o którym pisałam Wam szerzej rok temu i który ceniłam bardzo ze względu na obecność w nim dość wysokiego filtra SPF - oraz Bioderma Sebium Hydra, który zakupiłam specjalnie na okoliczność rozpoczęcia kuracji retinoidami) bardzo szybko psują cały efekt stosowania retinoidów, o który przecież w takich bólach walczę!

Jednym z objawów mojego trądziku jest występowanie paskudnych zaskórników zamkniętych - niektóre z nich siedziały lub siedzą na mojej twarzy całymi latami.

Retinoidy działają w ich kwestii cuda, bo albo sprawiają, że zaskórniki dojrzewają (zamieniając się co prawda w równie paskudne pryszcze) albo też z miejsca je wysuszają, tak że zaskórniki dosłownie odpadają z twarzy.
Cała trudność zabawy w retinoidy polega jednak na tym, by ten stan utrzymać, a nie wracać do punktu wyjścia.

Po paru tygodniach używania Epiduo i jednoczesnego nawilżania twarzy na dzień Sebo-Moistaticiem od Pharmaceris na zmianę z Sebium Hydra Biodermy zauważyłam, że te kremy niestety przyczyniają się do powstawania na mojej twarzy nowych ognisk zaskórników.

Co więc z tego, że będę złuszczać stare zmiany, skoro na skutek takiej a nie innej pielęgnacji wywołam powstawanie nowych?

Przyznam szczerze, że taka konkluzja była dla mnie szokiem, bo znałam składy jednego i drugiego kremu i nie wydawało mi się możliwym, żeby do takiego stanu rzeczy mogły doprowadzić śladowe ilości parafiny, znajdujące się i w jednym i w drugim kremie (zwłaszcza, że wcześniej nie sprawiały one wrażenia szkodzących mi - jeden i drugi krem bardzo lubiłam, wydawały mi się też one idealnymi bazami pod makijaż, a z dobraniem kremu na którym podkład nie będzie mi się ślizgał ani warzył od zawsze miałam problem). Jednak nie chcąc zbyt mocno zawracać sobie tym głowy postanowiłam dać szansę kremowi, przy którym takich problemów nie zauważyłam - czyli wrócić do Hydreane Legere :)

Sprawiłam sobie pełnowymiarowe opakowanie i to był strzał w dziesiątkę!
Problemy z pojawianiem się nowych zaskórników zniknęły!

Produkt od La Roche okazał się też wspaniale współgrać z moimi kosmetykami do makijażu!

Jestem wierna temu kremowi już od prawie pół roku i nie zamierzam rozstawać się z nim przynajmniej do lata - latem zmuszona będę zrezygnować z niego jako z kremu na dzień (i oddać pierwszeństwo filtrom). Muszę szczerze pochwalić jego działanie kojące, łagodzące i nawilżające - jest jednym z niewielu naprawdę wartych uwagi dermokosmetyków aptecznych, po które można sięgnąć bez chwili wahania. Niewielu, bo większość z nich nie posiada wcale składów wartych ceny, za jakie je kupujemy. I niewielu naprawdę działających!

Hydreane-Legere-recenzja-blog

Cena/pojemność/dostępność i stosunek ceny do wydajności:

Za 40 ml kremu zapłacimy od 25 do 50 złotych. Cena jest uzależniona od miejsca, w którym kupujemy krem. W aptekach internetowych/na Allegro jego średnia cena to ok. 35 zł. Często zdarzają się promocje, w czasie ich trwania bez trudu uda nam się dostać krem już za 25 zł. Nie polecam szukania kremu w aptekach stacjonarnych i Super Pharmie w momencie, gdy nie są organizowane żadne dni z marką - tam regularna cena produktu jest zawrotna!

Przy codziennym używaniu kremu pod makijaż i sporadycznym stosowaniu go na całą twarz (ja na noc używam go wyłącznie w trakcie każdej fazy łuszczenia się skóry po Epiduo) jedno opakowanie wystarczy nam na ok. 2-3 miesiące.

Moim zdaniem jest to optymalny czas, uważam kosmetyk za bardzo wydajny.

Opakowanie:

Krem dostajemy w niewielkiej, plastikowej tubce z mało innowacyjnym systemem dozowania: tuba nie posiada żadnego aplikatora, wyciskamy kosmetyk bezpośrednio na dłoń. To w sumie w niczym nie przeszkadza, jest to dość higieniczne rozwiązanie (o wiele higieniczniejsze od słoiczka, w którym maczamy paluch), tyle że pod koniec opakowania zaczynają się schody: tubka lubi się zasysać, a po trwającym wtedy niekrótką chwilę mocowaniu się z nią rozpryskujemy krem po całej łazience.

Wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak rozcięcie tubki i zastosowanie tej nieszczęsnej metody "na paluch". Gdyby tubka miała aplikator, to o wiele łatwiej byłoby wydostać z niej krem.

O pompce nawet nie wspominam - pompka biłaby aplikator na głowę!

Konsystencja/zapach i łatwość aplikacji:

Krem ma właściwie postać pomiędzy żelem a emulsją.

Jest bardzo lekki i szybko się wchłania. Nie czuje się go na twarzy, nie zostawia na niej tłustej warstwy, a jedynie wygładzający film. Skóra nie "poci się" pod nim, nie robi się tłusta. Jest za to bardzo gładka i miękka.

Kosmetyk warto rozsmarowywać szybko i zdecydowanie, ponieważ jeśli nie pospieszymy się z tą czynnością, to zacznie się wałkować (zwłaszcza na przesuszonej skórze!). Ze względu na jego lekką konsystencję polecam nałożenie sporej warstwy - i tak się wchłonie, a łatwiej będzie nam rozsmarować krem na twarzy bez podkreślenia suchych skórek.

Posiada dość intensywny, ale świeży zapach, który po kilkunastu minutach obecności kremu na twarzy ulatuje. Mnie zapach nie przeszkadza, bardzo mi się podoba, jest naprawdę przyjemny.
Ale te z Was, które pachnących kosmetyków nie lubią, może drażnić.

Po aplikacji na bardzo zaognioną i podrażnioną twarz może wywołać krótkotrwałe pieczenie (ale z drugiej strony podrażniona twarz reaguje pieczeniem nawet na czystą wodę... przynajmniej moja!), co nie jest fajne, skoro jest to kosmetyk dedykowany skórom wrażliwym i mający zwalczać nadwrażliwość.

Nie ma się jednak czym przejmować - efekt pieczenia bardzo szybko mija.

Skład:

Hydreane-Legere-skład

Faza na dokładną analizę składów kosmetyków minęła mi jakiś czas temu, wklejam więc skład czysto informacyjnie. Uważam, że jest bardzo przyzwoity - znajdziemy w nim wysoko ulokowane emolienty (dużo emolientów!), nie znajdziemy za to alkoholu, parafiny ani parabenów. No dobra - mamy pochodną parafiny, użytą tu jako składnik pośrednio nawilżający, jednak w moim wypadku zdecydowanie jej działanie nie przyniosło żadnej szkody (w przeciwieństwie do czystej parafiny, obecnej w Hydrze Biodermy).

Ogółem: znajdziemy tu dużo, dużo rzeczy nawilżających - zgodnie z kierunkiem działanie kosmetyku! Mało zaś tych, które mogą realnie pogorszyć stan skóry, zwłaszcza tej nie do końca zdrowej.

Działanie:

Producent obiecuje nam to:

Hydreane-Legere-recenzja-blogerki

Jak to przekłada się na rzeczywistość?

Moim zdaniem krem w pełni spełnia swoją funkcję: nawilża skórę, zatrzymuje w niej wodę, odżywia i łagodzi podrażnienia. Rzeczywiście - koi.

Nie posiada w składzie żadnych substancji o działaniu gojącym (jak na przykład sukralfat), ale odnoszę wrażenie, że i tu sprawdza się bardzo fajnie. Stosuję go wymiennie z Cicalfatem Post Acte Avene także po kwasach i mikronakłuwaniu i uważam, że daje wtedy radę równie dobrze jak on.

Wchłania się - jak wspomniałam - zgodnie z obietnicami: błyskawicznie.

Nie jestem jednak pewna, czy poradzi sobie z nawilżaniem skóry przesuszonej ekstremalnie, na przykład w czasie stosowania doustnych retinoidów.

Tam może być różnie - jedni nie odczuwają przesuszenia większego, niż w czasie używania retinoidów zewnętrznych, inni natomiast borykają się z bardzo silnym podrażnieniem. Dermatolodzy zazwyczaj zalecają używanie Cetaphilu podczas kuracji tego typu preparatami, moim zdaniem aplikowanie na twarz tego produktu jest strzałem w stopę, bo Cetaphil nie ma dobrego składu: po prostu. Ja radziłabym zacząć od kosmetyków nieco łagodniej nawilżających, być może taka pielęgnacja nam wystarczy.

Zdecydowanie polecam Hydreane Legere jako krem pierwszego rzutu wszystkim tym z Was, którzy i które na co dzień nie borykają się z problemami przesuszonej skóry i tym, którym generalnie problem skóry suchej jest obcy, ale których skóra od czasu do czasu o to nawilżenie woła. Nie jest to bowiem krem dla skóry typowo suchej przez cały czas, a normalnej/tłustej/wrażliwej, która na skutek stosowania agresywnych leków, zabiegów dermatologicznych albo podrażnień wywołanych przegrzaniem/nadmiernym opalaniem przesuszyła się i która potrzebuje pomocy w odbudowie swojego naturalnego płaszcza lipidowego.

Jeśli się nie sprawdzi - warto wypróbować jego bogatszą wersję: Hydreane Riche.
Ma nieco bardziej złożony skład, treściwszą konsystencję i parę składników nie tylko nawilżających, ale i natłuszczających

Plusy kosmetyku:

  • Szybko i skutecznie łagodzi podrażnienia, zmniejsza rumień i likwiduje uczucie ściągnięcia skóry - koi i goi. Będzie idealnym produktem do stosowania w trakcie kuracji wysokimi stężeniami kwasów i zewnętrznymi retinoidami.
  • Naprawdę nawilża - bez natłuszczania!
  • Nie obciąża skóry, jest bardzo lekki, wchłania się niemal w stu procentach, dzięki czemu sprawdzi się idealnie jako produkt nawilżający dla skór generalnie tłustych, skłonnych do zanieczyszczania się, zapychania i przetłuszczania pod wpływem stosowania cięższych kremów.
  • Bezproblemowo nakłada się na niego podkład - bez względu na to, czy nakładamy go palcami, czy pędzlem/gąbką (warto jednak odczekać przed nałożeniem podkładu jakieś 10 minut, w innym wypadku podkład będzie ślizgał się po twarzy i może nie stopić się równomiernie ze skórą).
  • Może być stosowany także na skórę po zabiegach dermatologicznych, nie zawiera w składzie alkoholu ani innych substancji mogących podrażnić twarz.
  • Nie wywołuje pogorszenia stanu skóry borykającej się z trądzikiem (szczególnie z trądzikiem zaskórnikowym).
  • Jest bardzo, bardzo wydajny!
  • Super sprawdza się też jako krem do rąk :)
  • Można smarować nim okolice oczu - nie powoduje łzawienia, kiedy dostanie się do oka :)

Jego słabe strony:

  • Pod koniec używania opakowania, gdy kosmetyku w tubce zostaje już niewiele, trzeba się bardzo nagimnastykować, żeby go z niej wydobyć - niewygodna jest ta tubka, no! Lubi się zapowietrzać!
  • Pachnie, co nie przez każdego jest cechą pożądaną w kosmetyku - zwłaszcza w tym dedykowanym cerom wrażliwym (i zwłaszcza jeśli nie wiemy, co dokładnie kryje się pod nazwą "parfum" zawartą w składzie).
  • Przy bardzo silnym przesuszeniu skóry aplikację trzeba powtórzyć po paru godzinach, bo ze względu na bardzo lekką konsystencję niekoniecznie może poradzić sobie z nawilżaniem mocno łuszczących się partii skóry.
  • W regularnej cenie bywa bardzo drogi - czasem trzeba się naprawdę ostro naszukać, zanim znajdziemy go w przystępnej cenie :)

Dajcie znać, czy znacie Hydreane Legere!

A może stosowałyście inne kosmetyki La Roche-Posay i chciałybyście zachęcić mnie do ich wypróbowania?

Jeśli macie za sobą kurację zewnętrznymi preparatami na bazie retinoidów i w trakcie leczenia miałyście swoje własne patenty na to, jak radzić sobie z przesuszeniem i podrażnieniem skóry, to też chętnie poczytam o tym, co możecie mi polecić :)

Chętnie je wypróbuję!

Hydreane-Legere-recenzja-blog
ODWIEDŹCIE MNIE NA:



Pozdrawiam Was ciepło - Wasza Mar!

59 komentarzy:

  1. 3 lata temu przechodziłam kurację Izotekiem. Idealnie sprawdził się u mnie Cetaphil PS. Do dziś go stosuję i nie rozstaję się z nim w ogóle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę nie wierzę w to, że mieszanka alkoholi i silikonów może być dobra dla jakiejkolwiek skóry, a już na pewno nie dla skóry trądzikowej.
      Ja nigdy nie ryzykowałam Cetaphilu.

      Ale skoro Tobie pomógł, to super!

      Nasze skóry są różne, to co u jednych się nie sprawdza u innych jest strzałem w dziesiątkę!

      Usuń
  2. Te wszystkie plusy, które tutaj wyszczególniłaś zdecydowanie do mnie przemówiły i stwierdzam , że muszę go wypróbować! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. WOw,recenzja na medal Marczaku!

    OdpowiedzUsuń
  4. z tej serii miałam tonik i był świetny - nie podrażniał mojej suchej skóry. Teraz mam dużo kremów i musze je zużyć, ale w przyszłości może się skuszę kto wie :D skoro polecasz!
    A co do Twojego komentarza to fajnie to zauważyłaś, że w internetach jak i wszędzie najłatwiej mają najpiękniejsi, chociaż czasem chyba trzeba mieć po prostu to coś żeby brylować, a ja tego chyba nie mam :D dlatego.
    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zacięcie jest najważniejsze, tak naprawdę wrażenie bycia piękną można bez trudu sfabrykować - zdjęcia dają możliwość manipulacji odbiorcą ;)
      Ale jeśli nie będzie się miało zapału do tego i "medialnej" osobowości, to i piękno nie pomoże :D

      Choć i tak moim zdaniem to taki kapitał początkowy - z nim jest prościej, niż bez niego.

      Usuń
  5. Bardzo lubię tą firmę! Polecam krem dyniowy z serii Pumpkin Line Organique :) świetny jest!! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. produktu nie znam ale firmę tak i lubię <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Właśnie jestem w trakcie używania tego kremu i jest naprawdę świetny! Sama przeszłam kurację, ale z izotretynoiną, a to również bardzo wysusza skórę.
    Pozdrawiam ! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doustną?
      Trochę podziwiam a trochę zazdroszczę, u mnie wystąpiło wiele przesłanek do tego, żeby w Izo jednak nie wchodzić.

      Fajnie, że nie tylko mnie ten krem przypasował :)

      Usuń
  8. Bardzo dobra recenzja! Nie znam tego kremu ani innych kosmetyków z tej firmy, ale wiem jak to cieszy, gdy znajdzie się idealny krem dla siebie (ja swojego ulubieńca używam już od pięciu lat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalezienie dobrego kremu, który nam przypasuje na dłużej to naprawdę trudna sprawa ;P

      Usuń
  9. Napisałaś bardzo dobry post dla osób, które mają podobne problemy.
    Nie znam tych kremów, firmę znam ale nie stosowałam żadnych ich produktów, muszę się nią zainteresować. Serdecznie pozdrawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. La Roche jest super!
      To jedna z niewielu koncernowych, dużych marek, której można zaufać, bo jej produkty są naprawdę dobrze przebadane i byle badziewia się tam nie znajdzie!

      Buziaki, Basiu!

      Usuń
  10. niestety nie znam :( duża recenzja, napracowałaś się! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Po wypłacie.. Uśmiałam się jak to przeczytałam. Haha :)
    Bardzo lubię produkty La Roche Posay, moim faworytem jest Lipikar Baume AP+.
    Świetna recenzja, bardzo wyczerpująca i dobrze się czytało. Na szczęście moja skóra nie jest aż tak wymagająca i jedyny problem, to przesuszanie, albo świecenie się w strefie T. Krem nawilżający mi wystarcza. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lipikar to ja kiedyś miałam i smarowałam nim łokcie bodajże :D
      Bardzo fajny był!

      Cieszę się, że recenzje się podobają, zawsze staram się pisać je tak, żeby ktoś kto tu wpadnie w poszukiwaniu kilku słów o produkcie naprawdę coś z lektury wyniósł.
      Strasznie mnie złoszczą recenzje, które nie są recenzjami, a lokowaniem produktu albo okazją do wrzucenia ładnych zdjęć (takim przedłużeniem instagrama). Ja bym chciała, żeby moje były inne :)

      Zazdroszczę bezproblemowej buzi ;P

      Usuń
  12. Odpowiedzi
    1. To co napiszę będzie szczerze i w żadnym razie nie złośliwe - szczerze polecam znalezienie dobrego dermatologa!
      Nie będzie łatwo, bo większość z marszu zapisałaby Izotek (nie zwracając uwagi na wywiad - czy choruje się na coś, czy planuje się ciążę, czy można stosować konieczną wówczas antykoncepcję) albo wysłała na lasery (nie posiadając jednocześnie laserów wskazanych w leczeniu zmian zapalnych twarzy), ale uwierz mi: jest to możliwe!

      Ja po wielu latach wróciłam do lekarki, która prowadziła mnie w czasach nastolęctwa i jestem jej wdzięczna za to, że uratowała moją twarz.
      I psychikę, bo w październiku byłam już o krok od wpadnięcia w depresję!

      Usuń
  13. Świetna recenzja. Prawdopodobnie kupię ten krem, gdyż syn mój stosował Epiduo i nieraz mówił, że potem skóra ściągnięty i podrażnienia. Pani doktor wspominała o tym i żeby jakiś krem nawilżający stosować. Dzięki za podpowiedź:)
    U siebie też zastosuję, w końcu mam cerę mieszaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kup synowi ten krem, na pewno mu nie zaszkodzi, a gwarantuję, że ukoi ;)

      I niech syn pod żadnym pozorem nie odstawia Epiduo!
      Ewa, tego typu leki dają efekty nie od razu, a po paru miesiącach regularnego stosowania!
      U mnie różnica jest kolosalna, może kiedyś pokażę Wam zdjęcia przed i po :)

      Usuń
  14. Ciekawy krem. Moja skóra ma tendencję do przesuszania więc chetnie bym go przetestowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam szczerze, choć jeśli suchość jest głównym problemem Twojej skóry twarzy, a nie masz kłopotów z nadprodukcją sebum/trądzikiem/zaskórnikami, to ja bym z marszu zalecała wersję Riche :)!

      Usuń
  15. Te Twoje recenzje sa baaradzo rozbudowane :) Takie powinien każdy pisać :) Jednak o kosmetyku wypowiedzieć się nie mogę, gdyż nie stosowałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ja w nich ujmuję to, czego sama we wszelkich recenzjach produktów szukam :)
      lubię traktować czytelników tak, jak sama chciałabym być traktowana ^^

      Usuń
  16. Lubię kosmetyki tej firmy, ostatnio na szkoleniu Pani polecała je ze względu na skład. Ja posiadam tej marki krem z filtrem i jestem bardzo zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Miałam z tej serii krem matujący i słynny Effaclar. Oba produkty bardzo lubię :)
    Niedługo wybieram się po kolejny łup :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o gamę Effaclar, to ja lubię właściwie tylko ichni Effaclar Duo (także ten BB! jest świetny!).
      Żel do mycia bardzo mnie wysuszał :(

      Usuń
  18. będę musiała wypróbować :) obserwuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. O rany ileż informacji. Różnica w cenie zakupu w zależności od miejsca jest spora! Kiedyś miałam krem La Roche Posay i pamiętam, że byłam zadowolona, jaki dokładnie był nie pamiętam, za to czasem kupuję ich wodę do twarzy w sprayu i jestem z niej zadowolona. Kremy stosuję sporadycznie. Jeden z moich ulubionych kremów L'oreal już nie produkują, teraz jedyne kremy jakie mam to Eveline i nivea soft, ale ostatni raz użyłam chyba ponad dwa miesiące temu, ciągle albo zapominam, albo nie mam czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wody termalne w sprayu uwielbiam :D na zmianę z hydrolatami używam ich jako toniku do twarzy :)

      Bardzo zazdroszczę Ci tej możności zapominania o stosowaniu kremu - ja też chciałabym móc tylko zmyć z twarzy makijaż i tak po prostu iść spać ;P
      A tak cała toaleta twarzy razem z nałożeniem kremu/maści zajmuje mi blisko 40 minut :/

      Usuń
  20. Jak zawsze obszerny, ciekawy i przydatny post! Kiedyś używałam krem La Roche Posay, niestety przy mojej skórze on się nie sprawdził. Ten produkt wydaje się naprawdę ciekawy, ale aktualnie przez wizyty u dermatologa muszę zrezygnować z produktów "ogólnie" dostępnych :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marka ma wiele linii, jedne kosmetyki są lepsze, inne gorsze.
      Ja swego czasu przerobiłam wiele jej produktów i też nie wszystkie mi podpasowały.

      Usuń
  21. Nie używałam jeszcze kosmetyków tej marki.Powiem Ci, że robisz zbyt długie wpisy po połowie nie chce już się czytać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe szczęście, że dla większości moich czytelników nie jest to problemem - statystyki nie kłamią ;)
      Jeśli nie chcesz czegoś czytać, to nie czytaj :) nie zmuszam ;)

      Usuń
  22. Bardzo lubie produkty tej marki :))) uzywam juz od dluzszego czasu i nigdy sie nie zawiodlam :))) ich krem pod oczy z vit C jest genialny :)))

    OdpowiedzUsuń
  23. Kosmetyki tej firmy są dobre, polecane ale chyba cenowo niestety nie jest tak dobrze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie nie!
      Jest wiele aptek internetowych, w których kupi się je w naprawdę korzystnych cenach!

      W stacjonarnych to owszem - tam jest dramat.
      Ale wystarczy dobrze poszukać :)!

      Usuń
  24. retinoidy brzmią groźnie :) Ja zawsze boję się takich kuracji, wiesz? Boję się, że taka złuszczająca się skóra zostanie mi na zawsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, nie, nie w wypadku retinoidów stosowanych zewnętrznie - one też przeprogramowują skórę, ale nie zaburzają jej naturalnych zdolności regeneracyjnych.
      Co innego Izotek - tak, po terapii doustną izotretynoiną można na stałe zaburzyć strukturę skóry i jednym ze skutków ubocznych jest skóra na trwałe sucha, wrażliwa i cienka jak papier.

      Dlatego ja nie zgodziłam się na takie leczenie :)

      Usuń
  25. Super recenzja! Ja odkąd pamiętam borykać się z problemami tradzikiwymi. Kiedyś problem występował non stop. Teraz mam naloty: raz mam spokój i piękną cerę ale przychodzą takie dni, że nie mogę sobie z nią poradzić. Naprawdę bardzo fajny produkt.
    www.sylwiaszewczyk.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im dalej w ciążę, tym powinnaś mieć mniejsze kłopoty z cerą, bo im większy poziom estrogenów w organizmie, tym cera zwykle ładniejsza :)
      Spokojnie, teraz sobie tym głowy nie zawracaj!

      Usuń
  26. Jakos nie przepadam za tą firma:) mialam kiedys od nich krem i tak zle sie wchlanial:) czekam na nowe stylizacje kochana:*

    WWW.KARYN.PL

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy takiej pogodzie jaka u mnie panuje za wiele ich nie będzie, bo nie jestem samobójczynią ;P

      Usuń
  27. Świetnie Ci to wyszło, pisz recenzje częściej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko to taaaakie pracochłonne jest ;P

      Usuń
  28. Hydraphase La Roche Posay znam i używałam wielokrotnie, już jako nastolatka, jako krem codzienny :) Początkowo wersję lekką, w czasie większego przesuszu bogatszą, a także wersję z pompką Hydraphase Intense i wszystkie bardzo lubię.
    Z innych kosmetyków La Roche Posay przypadły mi do gustu Effaclar K (idealnie rozjaśnia skórę i likwiduje zaskórniki z nosa) oraz niedawno odkryty Redermic C.

    Mocno mnie zaintrygowałaś tym epi-duo, jako że ja od roku używam retinoidów przeciwzmarszczkowo i jestem mega zadowolona z efektów i z tego, że moja skóra przyjmuje je z ogromną tolerancją i oprócz mikro-łuszczenia nie mam buraka czy podrażnień. Ale....od końcówki grudnia nie mogłam zrealizować recepty na mojego retinoida bo został wycofany z aptek. Ponieważ wyjeżdżałam wtedy za granicę poprosiłam znajomego lekarza o pomoc i wypisane recepty na ten lek lub jakiś zamiennik i okazało się, że tam także w aptekach jest brak możliwości zamówienia tego leku.
    Nie wiem jak z Twoim epi-duo? Ale domyślam się, że to może być coś bardziej stricte przeciwtrądzikowego niż retinoid stosowany głównie w celach odmładzających . Póki co zostaje mi redermic, ale tam chyba niewielkie stężenie w porównaniu do zoraca czy locacidu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Redermic to jest świetny krem, chciałam kupić mamie na gwiazdkę, ale że wiem jak to jest z jej motywacją do stosowania kremów, to odpuściłam :D

      Ewelina, ja nakładam to epiduo na całą twarz i grubą warstwą, którą czasem nakładam podwójnie, bo mnie zależy nie na mikrołuszczeniu, a na takim totalnym obłażeniu ze skóry właśnie - obecnie moim problemem są duże plamy przebarwieniowe po wypryskach i w inny sposób niż intensywnym złuszczaniem połączonym z mikronakłuwaniem się tego nie pozbędę, dlatego czasami sama przyczyniam się do buraka (na przykład nakładając epiduo wacikiem, wtedy działa silniej drażniąco albo kładając je na wilgotną skórę) i efekty daje to bardzo dobre, dlatego bawię się tym tak trochę na ostro :D

      A co Ty masz za retinoid? Atrederm? Bo z nim to wiem, że są problemy.
      Epiduo chyba w aptekach jest, mam jeszcze jedną receptę którą muszę wykupić, ale tę na początku stycznia wydaną realizowałam bez problemu.

      Każdy retinoid działa i odmładzająco i przeciwtrądzikowo tak po prawdzie :D
      Z tym, że ja gdybym problemów z cerą nie miała, to nigdy bym się w retinoidy nie bawiła a w retinol właśnie.

      Locacid jest jednym ze słabszych retinoidów, ale Zorac w porównaniu z Redermiciem do istna kobyła, prawda :D

      Usuń
    2. Ja mam 2 przebarwienia, takie symetryczne, jak motyle skrzydła na policzkach, nie są ciemne, ale są i mnie denerwują i kwasy i takie popularne kosmetyki bez recepty już tego nie usuną. Może się zdecyduję na jakiś laser, tylko to z kolei wymaga jakiegoś wolnego tygodnia, a mam trochę urwanie głowy w pracy więc mnie nie puszczą na urlop "żebym wypiękniała" .
      Ja właśnie Zorac miałam na recepcie, a w Niemczech wypisano mi Locacid i jeszcze coś czego w PL nie znałam i wszędzie w aptekach rozkładają ręce, że niedostępne... Ostatecznie mama dorwała mi jakiś zamiennik, produkowany przez ZIAJĘ , ale jeszcze go od niej nie odebrałam.

      To dobra myśl z nakładaniem na wilgotną skórę, muszę spróbować miejscowo, tam gdzie mam przebarwienie :)

      Usuń
    3. To jest melazma? Bo jeśli to są tego typu przebarwienia, to retinoidy/kwasy/laser je usuną, ale one bedą Ci wracać, bo to jest już wgrane w skórę tak jakby.
      One mają podłoże hormonalne, są ciężkie do usunięcia, ale nie są niemożliwe do wywabienia - trzeba tylko zawsze smarować je filtrem.
      Też mam takie, z boku, na policzku - jedno. Wyszło mi w pierwszym roku stosowania tabletek anty, po tym jak spaliłam się na słońcu.
      Bo melazma jest uwarunkowana hormonalnie zawsze :)

      I powiem Ci, że zarówno Epiduo jak i mikronakłuwanie bardzo ładnie to rozjaśniło, natomiast i tak obecność tego jakoś mi nie przeszkadza, bo to ma taki kolor jasnej kawy z mlekiem, ładnie się zakrywa.

      Przebarwienia po pryszczach to z kolei przebarwienia pozapalne, które same po jakimś czasie znikają, ale trwa to długo i póki nie znikną są brunatne, czerwone, paskudne no...

      Ciężko zakrywa się to podkładem, zawsze przebijają.
      Po dwóch mikronakłuwaniach i kilku miesiącach z Epi udaje mi się już zakrywać je bez korektora (szczególnie przy aplikacji fluidu pędzlem!) a niektóre zniknęły całkiem, także jestem szczęśliwa :)

      Też rozważam lasery, natomiast w Łodzi NIE MA dobrego dermatologa/lekarza medycyny estetycznej, który ma odpowiedni sprzęt do tego typu zmian.
      Takie przebarwienie usuwa się jedynie laserem bromkowo-miedziowym, a z tego co wiem posiada go w Polsce tylko Marek Wasiluk.
      Nie jest drogi, ale to jednak eskapada do Warszawy, zatem póki co odpuszczam to sobie.
      Może jesienią...

      Tobie też polecam poczytanie o nim (jego bloga zwłaszcza!).
      On tam dokładnie tłumaczy choćby to, jakie lasery są odpowiednie na Twoje zmiany przebarwieniowe.
      Serio warto to poczytać, jak nie chcesz wywalić hajsu w błoto.

      Usuń
    4. p.s. Izotziaja? Bardzo dobre! Dziewczyny z linkowanych w tym poście przeze mnie blogów chwalą. Każdy retinoid działa, trzeba tylko dać mu czas i uzbroić się w cierpliwość!

      Usuń
    5. Tak, właśnie Izotziaja czeka na mnie u rodziców :) za tydzień u nich będę wiec od razu zaczynam testowanko :D
      U mnie to właśnie takie hormonalne przebarwienia, o dziwo mam jeszcze takie na udzie. Nie jest to jakoś bardzo upierdliwe, bo tak jak piszesz, podkład zakrywa to bez problemów, a nawet po użyciu samoopalacza wszystko mi się wyrównuje.
      Bardzo dziękuję za polecenie bloga tego dermatologa - pierwszy raz słyszę o tym lekarzu, a co więcej o tym laserze. Polecano mi laser CO2 (cena oczywiście kosmiczna), więc lecę na ten blog poczytać:)

      Usuń
  29. Jest mi smutno, bo jeszcze nigdy nie używałam :(
    No ale wszystko przede mną:D

    OdpowiedzUsuń
  30. a ja słyszałam, że te kosmetyki bardzo uzależniają od siebie….tzn., że po jakimś czasie, gdy odstawisz je na chwilę na bok, zaraz wysypuje na twarzy… i jakoś od tego czasu nie mogę się do nich przekonać :(

    OdpowiedzUsuń
  31. Kurcze. Czytalam i czytalam, ale jak doszlam do momentu suchej skory. .. A juz nawet zapisałam sobie nazwe... Noe chce chyba ryzykowac :( dobrze, ze Tobie odpowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  32. bardzo cenię sobie kosmetyki tej firmy <3

    OdpowiedzUsuń

Jeśli coś Ci się spodobało (albo i nie spodobało - to się zdarza), to daj mi o tym znać :) Byle kulturalnie ;)
Za wszystkie odwiedziny i komentarze serdecznie dziękuję.
Zawsze staram się odwiedzać wszystkich, którzy tu zaglądają. Bądź więc spokojny/-a, bo na pewno i do Ciebie zajrzę (nie musisz zostawiać linków do swojego bloga/strony w komentarzu - trafię do Ciebie po profilu blogera/profilu Google).
Na wszelkie pytania zwykle odpowiadam w komentarzach pod postem (ale zwykle, to nie "zawsze" - także nie ma reguły ;P).

Pozdrawiam, Mar.

P.S. Agresywny, jawny spam będzie kasowany - nie proś mnie więc o klikanie w linki, obserwację i resztę takich spraw. Jeśli Twój blog mi się spodoba, to sama go zaobserwuję. Wiele mi się podoba. W konkursach nie biorę udziału.