sobota, 22 kwietnia 2017

Sweter z naszywkami i dawna fabryka Karola Scheiblera

Miałam zupełnie inne plany ubraniowe na tegoroczną wiosnę.


Wypchałam szafę zwiewnymi kieckami i kombinezonami, powyciągałam z pawlacza wszystkie "lekkie" buty i pochowałam w nim grube kurtki i płaszcze.


Ledwie zdążyłam się z całą tą robotą uwinąć - temperatury spadły do zera, a w poświąteczny poranek za oknem ujrzałam... śnieg.


Plus całej tej sytuacji jest taki, że nadal mogę bezkarnie nosić moje ukochane, grubaśne swetry.


sweter z naszywkami | SheIn recenzja | jak nosić sweter z naszywkami | street fashion | lenonki | stylizacja z czapką z daszkiem | miejski styl | Lofty u Scheiblera | Księży Młyn | sesja fashion Lofty u Scheiblera | Łódź fabrykancka | historia Łodzi

Ten, który widzicie tu dzisiaj pochodzi ze sklepu SheIn i jest "efektem" drugiej po Zafulu kolaboracji z tego typu przybytkami, na którą się ostatnio zgodziłam.

Drugiej i póki co ostatniej, bo o tyle o ile współpraca ze sklepem Zaful przebiegła miło i bez żadnych rozczarowań, a do tego co stamtąd dostałam nie mam żadnych zastrzeżeń, to ta przysporzyła mi wyłącznie masy nerwów (choć w dużej części nerwy te zafundowałam sobie tylko i wyłącznie dzięki własnej nieuwadze).

Ja generalnie jestem bardzo spokojną dziewczyną, ale kiedy tydzień temu wreszcie się jej doczekałam, to gotowa byłam moją przesyłkę z miejsca spakować choćby w karton po butach i odesłać za te wszystkie morza z oceanami - powstrzymały mnie przed tym tylko Święta.

sesja-fashion-Lofty-u-Scheiblera
No dobra - sugestie Lecha w pewnym sensie też.

Ale o tym później.

Księży-Młyn-sesja-zdjęciowa-fashion

Taki gruby sweter który mógłby z powodzeniem zastąpić mi płaszcz wymarzyłam sobie już jakiś czas temu.

Kilka takich mam już w szafie od wielu lat, ale ten świeżo wymarzony w początkach bieżącego roku koniecznie miał być ozdobiony naszywkami.

trend-alert-sweter-z-naszywkami

Wiecie jak jest - na większość trendów jestem odporna, jednak spośród dziesiątek panujących w danym sezonie zawsze pozwalam kilku sobą zawładnąć.

Ale pomimo tego, że bardzo się staram, to nigdy jeszcze nie udało mi się znaleźć na końcu żadnej tęczy garnka ze złotem - na wszystko co chciałabym kupić pieniędzy nigdy mi nie wystarcza (choć gdybym nie wydawała połowy pensji na jedzenie, to pewnie by wystarczyło).

Obkupiłam się tej wiosny w inne ciuchy.

Doszłam do wniosku, że bez swetra jakoś się obędę.

jak-nosić-sweter-z-naszywkami-blog-modowy-stylizacje

Kiedy po raz piętnasty w ciągu roku znalazłam w skrzynce wiadomość od SheIn i zachęcona pozytywnymi doświadczeniami z Zafulem postanowiłam odpisać, że spoko, czemu nie, to wcale nie sweter w pierwszej kolejności wybrałam.

Ba, w ogóle wówczas o nim nie pomyślałam.

W oko wpadły mi zupełnie inne rzeczy, ale wszystko to, czym byłam zainteresowana okazywało się być niedostępne.

blog-modowy-stylizacje-czapka-z-daszkiem
Najpierw upatrzyłam tam sobie fantastyczną, oversize'ową katanę z dżinsu.

Całą w dziurach i przetarciach!

Odpisano mi, że bardzo, bardzo nam przykro, ale już jej nie ma na stanie.

Dobra, myślę sobie, mogło się zdarzyć.

To wybrałam bluzkę. Taką bez ramion, na ciepłe dni akurat!
Spoglądam po kilku godzinach do skrzynki - bluzki też już rzekomo nie ma.

grey-cardigan-SheIn-streetfashion-ootd

Wściekła jak nie wiem i z podpowiedzią z tyłu głowy, że chyba warto się w takim razie z tej zabawy wycofać (bo nic innego jakoś tam mi się na pierwszy rzut oka bardziej już nie podobało) przeskrolowałam wszystkie z danych mi do wyboru propozycji i na samym niemal końcu listy znalazłam ten sweter.

Na pierwszy rzut oka wydawał się spoko.

Zdjęcia tego jak wygląda w rzeczywistości potwierdzały fakt, że jest gruby, duży i że bez problemu można się nim otulić - na nic więcej uwagi nie zwracałam.

Ani na zdjęciach w sklepie ani na tych wrzuconych przez inne blogerki.

Może jeszcze na rzeczywisty kolor.

Detalom nic a nic się nie przyglądałam.

Mój błąd, bo kiedy po tygodniach czekania moja zamorska paczka dotarła do mnie tuż przed Świętami, to mało nie dostałam zawału.

Jak tylko wyjęłam sweter z tych wszystkich folii i papierów, to z miejsca przysiadłam.

grey-cardigan-shein-fashion-blogger

Do jego jakości nie mogłam się ani trochę przyczepić.

Gruby jaki miał być, układający się też bardzo fajnie, z zacnymi kieszeniami...

Wszystko jak na zdjęciach.

Ale te naszywki!

Chryste Panie - każda, każda jedna siepała się tak, że z początku w ogóle nie wyobrażałam sobie tego, jak mam niby zrobić temu swetrowi zdjęcia bez wstydu.

Ale to jeszcze nic - dopiero na żywo przyjrzałam się temu, co na tych naszywkach jest napisane.

I zapłakałam....

swetry-z-naszywkami-blog-modowy

Okazało się, że sweter zdobi logo udające logo pewnego znanego projektanta.
A angielszczyzna zaprezentowana na innej naszywce jest angielszczyzną gorszą nawet od mojej własnej.

Mój błąd, nie przyjrzałam się, schrzaniłam sprawę - trudno.

Po tym jak Leszek zasugerował mi, że naszywki można przecież odpruć chwyciłam za żyletkę i przysiadłam do badania tego, czy da się to w ogóle zrobić.

Dałoby - tyle, że w miejscach mocowania zostałyby wielkie dziury.
Nie chciałam niszczyć takiego ładnego swetra, wybrałam inną opcję - mozolne wypruwanie pojedynczych nitek.

Przynajmniej z tej naszywki "logowanej".

Zawsze mogłabym naszyć tam coś innego, ale w Wielki Piątek o 21:00 nie miałabym skąd wziąć jakiejkolwiek innej łatki.

A Lechu z miejsca zapowiedział, że zdjęcia robimy w sobotę albo dopiero za tydzień.

Przelękniona wizjami, że jak w porę nie wrzucę zdjęć na bloga, to jeszcze (po moim trupie!) ktoś każe mi za ten sweter zapłacić spięłam się i do świtu niemal wypruwałam te nitki, aż udało mi się usunąć niemal wszystkie.

To, czego usunąć nie zdołałam Lechu obiecał pousuwać w czasie obróbki ;)

No i nieźle mu się to udało ;P

Czekamy na oklaski (albo na wyrazy współczucia) - cała ta operacja naprawdę nie była łatwa ;P

Forever21-vintage-backpack-fashion-blogger

Jak już udało mi się ogarnąć nieco problem naszywek, to nie pozostało mi nic innego jak wybrać miejsce na zdjęcia - Wielka Sobota była idealnym dniem na fotografowanie w mieście, ponieważ szansa na to, że ulice pełne będą włażących w kadry ludzi równała się zeru.

Szarość najładniej fotografuje się na kontrastującym z nią tle, dlatego od razu pomyślałam o którymś z licznych w Łodzi pofabrycznych budynków.

W Manufakturze i jej okolicach zdjęcia robiliśmy wiele razy, dlatego postanowiliśmy wybrać się na nieco dalszą wyprawę - na Księży Młyn i w okolice dawnej fabryki Karola Scheiblera.

lofty-u-Scheiblera-sesja-zdjęciowa

Pomimo upływu lat z monumentalnego kompleksu fabrycznego jakim był Księży Młyn zachowało się całkiem dużo, a w ciągu tych kilku ostatnich miasto i prywatni inwestorzy postanowili przywrócić mu dawną świetność.

W pałacu zajmowanym niegdyś przez Scheiblera mieści się dziś łódzkie Muzeum Kinematografii, a przylegający do niego Park Źródliska (niegdyś również własność Scheiblera) jest obecnie jednym z najpiękniejszych łódzkich parków.

Budynek głównej przędzalni został gruntownie wyremontowany, nieco przebudowany i zamieniony na ekskluzywne lofty (nazwano je "Loftami u Scheiblera"), w innej części zespołu stworzono nowoczesne centrum kulturalno-artystyczne (Art Inkubator - Fabryka Sztuki) i klimatyczne apartamenty hotelowe, a i z ceglanymi domami mieszkalnymi wzniesionymi przez Scheiblera dla jego robotników także zrobiono porządek.

No dobra - nie ze wszystkimi.

Te przy ulicy Przędzalnianej i Fabrycznej nadal budzą skojarzenia z budynkami na terenie obozu w Oświęcimiu (w jednym z nich mieszka moja babcia, więc wiem co mówię).

Ale większość z nich wygląda naprawdę klimatycznie.

lofty u Scheiblera sesja fashion
Same i sami przyznajcie - lepszego miejsca od tych odnowionych, ceglanych murów nie mogliśmy sobie na te zdjęcia nawet wymarzyć!

Podejrzewam, że jeszcze kiedyś wrócimy tam z aparatem :)

grey-cardigan-SheIn-beauty-blogger

A jak Wam podobają się te zdjęcia?

stylizacja naszywki blog modowy

Czapka z daszkiem - H&M
Lenonki - SinSay
Sweter z naszywkami - SheIn [klik!]
Półgolf - H&M
Plecak - Forever 21
Cygaretki - H&M
Rękawiczki - SinSay
Trzewiki na traktorowej podeszwie - Stradivarius

naszywki Stylizacje blog modowy

ODWIEDŹCIE MNIE NA:

INSTAGRAMIE

FACEBOOKU

stylizacje czapka z daszkiem blog modowy

Gdybyście byli/-ły zainteresowani/-ne poczytaniem o historii fabrycznego kompleksu Karola Scheiblera i o rewitalizacji tego miejsca, to zostawiam Wam parę linków pod którymi znajdziecie garść ciekawych informacji na temat jego historii oraz nowych przeznaczeń:

Fabryka Scheiblera - Rewitalizacje

Księży Młyn - Wikipedia

Księży Młyn - dawniej i dziś

Miasto w mieście - reportaż

Niezwykły klimat łódzkich fabryk

Miłego weekendu - pozdrawiam, Wasza Mar!

poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Kosmetyczne recenzje Mar: Foreo Luna™ Play - przydatna sprawa czy zbędny gadżet?

Do zakupu szczoteczki do mycia twarzy innej niż manualna przymierzałam się długo i nie bez przygód.


To nie tak, że te manualne mi nie wystarczały - wystarczały.

Rok temu sprawiłam sobie dwie: jedną silikonową, taką z przyssawką, za którą zapłaciłam całe pięć pięćdziesiąt i drugą  - wielkości pęsety.

Z włosia i zakończoną łyżeczką Unny.
I niewiele droższą.


Sądzę, że gdyby nie fakt, że borykałam się w tamtym czasie z problemem zaskórników otwartych (nie żeby to był wówczas mój największy problem - wiosna ubiegłego roku generalnie była dla mnie momentem początku walki z najsilniejszym w moim życiu wysypem trądziku) i rozpaczliwie poszukiwałam złotego środka na pozbycie się ich z mojego nosa, brody, czoła i okolic policzków, to nigdy w życiu po żadną ze szczoteczek bym nie sięgnęła.

Nie miałabym chyba takiej potrzeby.

Okazało się, że szczoteczka to świetna sprawa, zwłaszcza kiedy podkład którego używamy na co dzień należy do gatunku tych mocno kryjących i czasami ciężko domyć go z wszelkich zagłębień i zakamarków twarzy!

Problem zaskórników udało mi się okiełznać dość szybko - w dużej mierze pomogły mi się uporać z nim kwasy: zarówno te nakładane w formie wysokoprocentowych peelingów medycznych, jak i te w maściach, kremach i tonikach (jeśli mam być szczera, to jest to jedyny pożytek z tej całej mojej ubiegłorocznej zabawy w kwasy, której generalnie rzecz biorąc mocno żałuję - jestem pewna, że gdybym nie wierzyła ślepo w moc Skinorenu i Glyco A, którymi katowałam moją gębę do późnej jesieni z wiarą, że nagle jakimś cudem specyfiki te zadziałają i już tamtej wiosny wybrałabym się do dermatolog, która zajmuje się mną od listopada, to uniknęłabym kilkunastu przynajmniej blizn, jakie dzisiaj szpecą moją twarz... ale o tym opowiem Wam innym razem ;>).

Jednak z używania szczoteczek nie zrezygnowałam - doceniałam ich pomoc w zmywaniu makijażu, wykonywaniu peelingu czy wmasowywaniu w skórę maseczek.

Szczoteczki Foreo Luna migały mi w necie co i rusz - początkowo jednak w ogóle nie byłam nimi zainteresowana. Ich cena wydawała mi się kosmiczna, poza tym średnio wierzyłam w to, że ich działanie w jakikolwiek sposób może pomóc mi w pielęgnacji mojej skóry.

Bardzo długo też nie byłam odpowiednią kandydatką do używania takich cudeniek - mniej więcej do początków grudnia niemal 3/4 mojej twarzy usiane było dużymi, ropnymi pryszczami. Nie miałabym więc na czym testować działania takiego urządzenia - bałabym się traktować skóry w takim stanie jakąkolwiek szczotką. Nawet moje manualne poszły wówczas w odstawkę.

Wszystko zmieniło się w grudniu. To wtedy leczenie mojej twarzy Epiduo zaczęło przynosić pierwsze efekty, a stany zapalne powoli odchodziły w zapomnienie.

Podczas którejś z wizyt kontrolnych moja Pani Dermatolog doradziła mi używanie szczoteczki sonicznej - nie tyle pod kątem lepszego oczyszczania twarzy, a w kwestii pomocy przy pozbywaniu się suchych, łuszczących się skórek.

Pomyślałam sobie - czemu nie. Luna na pewno nie jest jedyna, idą Święta, upoluje się w promocji jakąś podróbę - tak dla testów....

Tamtą grudniową porą udało mi się znaleźć w sieci szczoteczkę GOTIE Fineness Pro - całkiem do Luny podobną, też wyposażoną w tryby pracy, ładowalną i generalnie w paru miejscach sieci chwaloną (jako niczym od Luny się nieróżniąca). Kosztowała jedną szóstą tego, co Luna - najtańsza była w Komputroniku. Zapłaciłam, zamówiłam i czekałam na przesyłkę. Doszła dzień przed Wigilią. Niestety - nie dane było mi cieszyć się jej użytkowaniem, jako że urządzenia nie dało się włączyć (ładowało się, ale już uruchomić za chińskiego boga się nie chciało).

Pomimo tego, że zaraz po Świętach zgłosiłam sprawę do producenta, to na odebranie ode mnie ewidentnie uszkodzonej myjki czekałam... dwa miesiące [sic!].

Gdzieś w połowie lutego dopiero doczekałam się wymiany mojej myjki na inny egzemplarz - niestety: ten również nie działał. To znaczy działał - dzień. Odpuściłam sobie przygodę z myjkami sonicznymi zaraz po tym, jak udało mi się odzyskać moje pieniądze. Wściekła byłam niesamowicie, miałam nawet ochotę opisać całą tę historię na blogu, ale doszłam do wniosku, że jest to pozbawione sensu. Trudno. Najwyraźniej nie jest mi taka zabawka pisana - tak wówczas myślałam.

Zapewne po traumatycznych przeżyciach z urządzeniem GOTIE nigdy więcej do pomysłu sprawienia sobie bajeranckiej myjki sonicznej bym nie wróciła, gdyby nie fakt, że w marcu trafiłam w sieci na informację, że w drogeriach Douglas trwa promocja na najmniejsze urządzenie z linii Foreo Luna™ - Lunę Play.

99 złotych za ustrojstwo wielkości francuskiego makaronika i tak wydawało mi się kupą pieniędzy (zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę, że Foreo Luna™ Play jest nieładowalna - tak, używasz urządzenia określoną ilość razy po czym je utylizujesz, bo generujący wibracje "silniczek" zwyczajnie się wyczerpuje), ale i tak kupą mniejszą, od złotych ośmiuset.

Za hajs z premii baluj, kto bogatemu zabroni i tak dalej - pomyślałam, że co tam. Luna to Luna - wydam stówę, ale przynajmniej będzie działać. Jak nie spróbuję to nie przekonam się, czy rzeczywiście jest się czym zachwycać.

No i kupiłam!

Moja Foreo Luna™ Play jest już ze mną miesiąc. Przez ten czas nieco zdążyłam zapoznać się z jej możliwościami i przekonać, że owszem - w tym szaleństwie rzeczywiście jest pewna metoda.

Nie żebym została powalona na kolana i żeby moja skóra zaznała rytuału pielęgnacji tak luksusowej, bym gotowa była stwierdzić, że bez myjki była ona niepełna, ale dostrzegam parę plusów tej całej zabawy w wibracje.

Co sądzę o urządzeniu, gdzie upatruję pozytywów oczyszczania twarzy przy użyciu myjki sonicznej, a co mnie rozczarowało?

Zapraszam do przeczytania mojej recenzji!

Foreo Luna™ Play recenzja blog
Technika i metoda - jak działa urządzenie i w czym to działanie pomaga? (i czy w ogóle):

Generalnie nigdzie nie znajdziecie przystępnego i wyłożonego jak krowie na rowie wyjaśnienia całej tej odkrywczej technologii pulsacji T-Sonic, którą tak chwali się marka Foreo. Idzie to jednak pokumać, nawet jeśli z fizyki jest się taką nogą jak ja.

Wszystkie szczoteczki z linii Luna™ mają wbudowane coś na wzór generatora drgań (pulsacji). No dobra, nie tylko one - każdy z dostępnych na rynku "generyków" produktu Foreo będzie działał podobnie. Pulsacje te przenoszone są na silikonowe wypustki, które wibrując zamieniają mieszaninę wody i preparatu oczyszczającego w coś na wzór chmury bąbelków. Chmura ta ma o wiele lepiej od piany wytwarzanej przy myciu twarzy przy użyciu dłoni i/lub szczoteczki manualnej wnikać w pory skóry i - co za tym idzie - o wiele dokładniej je oczyszczać.

Teoretycznie drgania generowane przez szczoteczki soniczne mają też właściwości antybakteryjne - tak jak ma to miejsce w szczoteczkach sonicznych przeznaczonych do mycia zębów. W praktyce żeby osiągnąć to działanie urządzenie powinno pracować z częstotliwością przynajmniej 250Hz. W informacjach podawanych przez producenta Foreo Luna™ znajdujemy jednak informację, że Luna™ Play działa generując 8 000 pulsacji na minutę - co daje nam jedynie 133Hz.

Kto spodziewa się zatem po Foreo Luna™ Play jakichś niebotycznych właściwości odkażających niech szybko uzmysłowi sobie nierealność tego założenia ;>

Unikalne połączenie pulsacji T-Sonic™ i silikonowych wypustek według producenta gwarantować ma delikatne działanie peelingujące i o wiele efektywniejsze usuwanie sebum, brudu, makijażu i wszelkich zanieczyszczeń z porów skóry - Foreo zapewnia nas, że z pomocą myjki usuniemy ich z twarzy aż do 99,5%.

Dzięki temu nasza skóra ma stać się widocznie gładsza, lepiej oczyszczona i przygotowana na dalsze zabiegi pielęgnacyjne.

Nie mam aż tak wiele wolnego czasu, żeby po każdym użyciu myjki stać przed lustrem i z lupą przyglądać się porom mojej skóry, ale dwie rzeczy Foreo Lunie™ Play przyznać muszę - po jej użyciu skóra mojej twarzy naprawdę jest zaskakująco gładka i miękka!

Myjka bardzo dobrze radzi sobie z domywaniem z twarzy resztek makijażu - najlepiej spośród wszystkich myjek jakie miałam radzi sobie z myciem okolic nosa i żuchwy. Tam też (i na brodzie) najmocniej odczuwa się działanie pulsacji - czujemy je aż na zębach :)

Pulsacje te są bardzo przyjemne - myjka fajnie i bardzo delikatnie masuje skórę, możemy się trochę zrelaksować w czasie mycia buzi. Zawsze to jakiś plus, bo generalnie zmywanie makijażu do najprzyjemniejszych czynności pielęgnacyjnych nie należy (a przynajmniej ja strasznie robić tego nie lubię).

Odkąd używam myjki moje pory w tych miejscach, w których są rozszerzone (nos, broda i policzki - te ich okolice tuż przy nosie) zanieczyszczają się znacznie wolniej. Ale nie jestem w stanie stwierdzić, czy to zasługa myjki, czy Atredermu, którego ostatnio używam zamiennie z Epiduo.

Foreo Luna™ Play sposób użycia

Jak używać Luny™ Play?

Używanie myjki jest dziecinnie proste. Całą instrukcję wrzucam Wam na zdjęciu powyżej.

Wyjmujemy myjkę z opakowania, naciskamy włącznik znajdujący się z tyłu urządzenia, chwilę go przytrzymujemy i już - działa!

Zanim to zrobimy możemy nałożyć na myjkę zwyczajowo przez nas stosowany żel, piankę lub mydło: cokolwiek czym oczyszczamy twarz. Możemy też tylko zwilżyć myjkę, a preparat oczyszczający spienić ręcznie na buzi. Myjka i tak będzie nam go spieniać po swojemu.
Następnie przez czas około jednej minuty masujemy twarz urządzeniem (dzieląc tę jedną minutę na masowanie każdej partii twarzy przez mniej więcej 15 sekund), a kiedy uznamy, że już nam wystarczy tych ceregieli po prostu wyłączamy urządzenie przyciskając ponownie ten sam przycisk, który wciskaliśmy na początku. Myjkę płuczemy pod bieżącą wodą i pozostawiamy do wyschnięcia.

Ot i cała filozofia.

Ważne, żeby nie używać myjki z produktami zawierającymi glinkę, krzem, silikony i cząsteczki peelingujące - dlaczego konkretnie? Nie wiem, bo producent nijak nam tego nie wyjaśnia.

Podobno może to w jakiś sposób uszkodzić wypustki, ale nie wydaje mi się, żeby było to w jakikolwiek sposób możliwe. Mnie kilka razy zdarzyło się użyć mojej myjki do wmasowywania w skórę maseczki, której używam - w żaden sposób jej to nie zaszkodziło ;) (myjce oczywiście).

Muszę przyznać, że ten silikon z którego wykonana jest Foreo Luna™ Play jest rzeczywiście nieco inny od tego, z którego zrobiona jest moja manualna szczoteczka do mycia twarzy, a także płytka do mycia pędzli (bardzo fajny gadżet, polecam!), jaką znalazłam ostatnio w Rossmannie - usunięcie z niej resztek podkładu czy mydła jest właściwie bezproblemowe, samo opłukanie myjki pod bieżącą wodą w zupełności wystarcza do tego, żeby się ich pozbyć.

Myjki nie trzeba szorować, nic nie osadza się pomiędzy jej wypustkami. Nie ma potrzeby jej dezynfekować - a producent wręcz ostrzega nas przed próbami czyszczenia jej z użyciem produktów zawierających alkohol lub aceton (mogą one uszkodzić silikon, z którego jest zrobiona).

Design/praktyczność/przechowywanie:

Myjka jest malutka, co jeśli nie wczytamy się w opis jej wymiarów może nas nieco zaskoczyć, zwłaszcza jeśli nie kupujemy produktu w promocji (bez niej cena urządzenia wynosi około 170 złotych).

Wielkością przypomina wacik kosmetyczny albo francuski makaronik. Dzięki temu zmieści się nam do najmniejszej nawet kosmetyczki.

To duży plus, bo pełnowymiarowe urządzenie jest trochę większe i miejsca też nieco więcej zajmuje.

Foreo Luna™ Play wielkość
Do myjki dołączone jest plastikowe etui, które niestety dość szybko się wyrabia (mnie po miesiącu używania właściwie już się ono nie zamyka i wyjmując myjkę z koszyka w szafce w której ją przechowuję muszę zawsze uważać, żeby nie wywalić Luny na podłogę), ale bardzo ładnie wygląda i umożliwia nam zabranie naszej szczoteczki wszędzie tam gdzie mamy ochotę - bez lęku o to, że będziemy ją trzymać w niehigienicznych warunkach.

Myjka posiada dwa rodzaje wypustek - tymi drobniejszymi możemy masować delikatne partie naszej skóry (na przykład policzki), a grubszych używać do oczyszczania skóry w strefie T.

Dostępna jest w siedmiu wersjach kolorystycznych.

Foreo Luna™ Play etui

Plusy urządzenia:

  • Działanie w oparciu o technologię soniczną zamknięte w najmniejszym chyba dostępnym na rynku urządzeniu - bez wdawania się w dyskusje na temat tego, czy technologia soniczna to ściema czy nie: jeśli komuś zależy na używaniu tego typu myjki, a miał sposobność testować urządzenia większe i było mu z nich zwyczajnie trudno korzystać ze względu na ich romiary, to Luna™ Play będzie dla niego bardzo dobrym rozwiązaniem. Nie wyślizguje się z dłoni i bardzo dobrze w niej leży. Bez trudu da się nią dotrzeć we wszystkie zakamarki twarzy, nie zajmuje dużo miejsca w łazience ani w kosmetyczce. Można ją zabrać ze sobą naprawdę wszędzie!
  • Ułatwienie wykonywania demakijażu twarzy - pomoże nam pozbyć się z niej trudnych do ręcznego usunięcia resztek produktów do makijażu szybko i przyjemnie, bez konieczności tarcia skóry, a co za tym idzie - bez ryzyka podrażnienia jej czy uszkodzenia (taką "ręczną" szczoteczką pewnie nie raz i nie dwa zdarzyło Wam się sprawę przedobrzyć :>).
  • Pomoc w usuwaniu suchych skórek - moja dermatologa miała rację! Wszelkie łuszczące się skórki (zmora każdego, kto złuszcza się kwasami lub retinoidami) Foreo Luna™ usuwa łatwo i bezboleśnie :)
  • Pozostawianie skóry widocznie bardziej miękką i gładką - ale oczywiście efekt ten jest tymczasowy, jeśli nie fundujemy skórze żadnej wygładzającej pielęgnacji na co dzień :)
  • Oczyszczanie twarzy bez podrażnień - nijak nie idzie zrobić sobie nią krzywdy, więc będzie dobra dla każdego rodzaju cery (oczywiście lepiej nie używać jej na cerze z ropnym trądzikiem).

Słabe jego strony:

  • Stosunek ceny do wydajności - urządzenie jest nieładowalne, według producenta wystarcza na sto użyć. To czy Waszym zdaniem 99 - 170 złotych jest ceną wysoką czy niską jeśli chodzi o urządzenie jednorazowe pozostawiam do Waszej indywidualnej oceny. Moim zdaniem to jednak nieco dużo i tak jak napisałam: gdyby nie fakt, że moja przygoda z "zamiennikami" myjek Foreo skończyła się tak jak się skończyła i nie miałam ochoty na powtórkę z rozrywki w razie gdybym znowu zdecydowała się na kupno jakiegoś produktu nieoryginalnego, to nigdy w życiu nie wpadłabym na pomysł sprawienia sobie takiego cuda. Zdecydowałam się na Foreo Luna™ Play tylko dlatego, że tutaj szansa kupienia urządzenia niesprawnego była zdecydowanie mniejsza. Chciałam wypróbować szczoteczkę soniczną, a model Play był po prostu najtańszym wariantem w ofercie firmy Foreo :)
  • Brak możliwości używania urządzenia jako przyrządu do nakładania masek/peelingów/kremów - przynajmniej w teorii, bo nie wydaje mi się, żeby przy dokładnym oczyszczaniu myjki takie działania mogły jej jakkolwiek zaszkodzić ;)

    Foreo Luna™ Play recenzja blog uroda

    Komu się przyda, a komu nie zrobi różnicy, czy używa myjki sonicznej czy szczoteczki do manualnego oczyszczania twarzy?

    Warto wypróbować szczoteczkę soniczną, jeśli jesteśmy posiadaczkami/posiadaczami skóry tłustej i skłonnej do zanieczyszczania się. Taka skóra, istotnie, wymaga wspomagania w oczyszczaniu i palce NA PEWNO nie sprostają w jej wypadku dokładnemu domyciu z porów jej skóry zanieczyszczeń.

    Ale jeśli nasza skóra jest normalna i nie sprawia nam żadnych problemów, rozszerzone pory i zaskórniki oglądałyśmy tylko przelotem w Internecie, a na co dzień nie wykonujemy makijażu (lub jeśli go wykonujemy, to nie robimy tego przy użyciu ciężkich, kryjących podkładów), to wydaje mi się, że spokojnie możemy zostać przy zmywaniu makijażu przy użyciu własnych dłoni i/lub wacików (w zależności od tego, w jaki sposób oczyszczamy twarz). Ewentualnie zaopatrzyć się w myjkę silikonową do ręcznego użytku.

    Naprawdę nie sądzę, żeby myjka soniczna wniosła w takim wypadku do życia skóry Waszej twarzy jakąkolwiek nową jakość ;)

    Mnie Foreo Luna™ Play bardzo podpasowała, nie spodziewałam się po niej żadnych cudów, a jedynie pomocy w wykonywaniu demakijażu i pozbywaniu się suchych skórek (których obecność często utrudnia mi w miarę estetyczne nałożenie podkładu).

    Mogę nawet powiedzieć, że bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ tego efektu wygładzonej i zmiękczonej skóry wcale się po niej nie spodziewałam.

    Jestem z niej naprawdę zadowolona, ale kiedy już mi się wyładuje, to nie zamierzam kupować jej ponownie - tę stówę wolę chyba dołożyć do kolejnego zabiegu mikronakłuwania.

    Foreo Luna™ Play czy warta swojej ceny
    ODWIEDŹCIE MNIE NA:



    Pozdrawiam Was świątecznie - Wasza Mar!

    P.S. Jeśli macie już jakieś doświadczenia z sonicznymi myjkami do twarzy, to podzielcie się nimi ze mną - chętnie przeczytam co Wy o nich sądzicie :)

    niedziela, 9 kwietnia 2017

    W stylu lat '90 || Mój pierwszy raz ze sklepem ZAFUL

    Zrobiłam to!


    Po prawie czterech latach blogowania dałam się złamać i poniechałam wrzucania do spamu maili od przedstawicieli chińskich sklepów.


    Zachęcił mnie do tego fakt, że w asortymencie spośród którego dane mi było wybierać znajdowały się perełki, na jakie ostrzyłam sobie zęby w sklepach stacjonarnych, ale które kosztowały tam tak wiele, że od przeliczania ile na nie wszystkie wydam rozbolały mnie zęby.


    Ryzyk-fizyk, mieć albo nie mieć - mogłam stracić jedynie dobre relacje z Lechem, gdyby otrzymane ciuchy prezentowały się na zdjęciach tak fatalnie, że musiałby je od nowa rysować w Photoshopie (żebym nie narobiła w Internetach wiochy).


    Jeśli chodzi o współpracę ze sklepem Zaful, to na szczęście obyło się bez takich atrakcji ;)


    Zaful współpraca | Zaful recenzja | styl grunge | styl boho | stylizacja z kapeluszem | bell sleeves | mom jeans | styl lat dziewięćdziesiątych | blog modowy | blog szafiarski | blog o stylu osobistym

    Modę w stylu lat '90 pokochałam miłością niemal tak wielką, jaką od kilku dobrych lat kocham styl boho.

    Przyznam szczerze, że tą miłością zaskakuję samą siebie, bo przecież to nie tak, że ja dzięki trendom powracam do jakichś korzeni czy pięknych wspomnień - w latach dziewięćdziesiątych chodziłam do podstawówki, byłam wtedy szczylem małym jak niewyrośnięta kalarepa, nie oglądałam MTV, nie czytałam BRAVA! ani innych tego typu gazet, nie obchodziło mnie to w co stroją się moje koleżanki (ba, jako dziecko właściwie żadnych koleżanek nie miałam, ale o tym napiszę Wam kiedy indziej).

    Nie oglądałam też żadnego z modnych w tamtych czasach seriali, które większość z Was uznaje za kultowe.

    Podsumowując - o tym co było wówczas trendy dowiaduję się tak naprawdę dzisiaj.

    sweter rękawy bell sleeves jak nosić

    No dobra - pamiętam te chokery, pamiętam mom jeansy (też je nosiłam, bo innych dżinsów w sklepach nie było, a przynajmniej nie w zgierskich), pamiętam bluzki odsłaniające brzuch, ale to wszystko było wtedy tak bardzo dla mnie egzotyczne (tak stroiły się dziewczyny z ostatnich klas podstawówki, które zaraz po tym jak zarejestrowałam ich obecność na szkolnym korytarzu przepadły mi z oczu, przechodząc do liceów i gimnazjów), że właściwie wcale nie skłamię jeśli napiszę, że przeszło obok mnie.

    Sporo z mody tamtych czasów odkryłam dla siebie kilka lat później, kiedy podrosłam i zostałam zbuntowaną punkówą, chadzającą w podartych portkach, kraciastych koszulach, obrożach (koniecznie z kolcami, a jak!) i ciężkich butach.

    Ale gdyby ktoś próbował mi wówczas wmówić, że to co na siebie zakładam nawiązuje do jakiegoś stylu, do jakichś trendów... to chyba bym go wyśmiała.

    stylizacja-z-kapeluszem-blog

    Cóż... ludzie się zmieniają ;)

    Albo raczej na wszystko w życiu przychodzi czas ;>

    stylizacja-boho-lenonki-choker

    Dziś cieszę się, że śledzenie trendów sprawia mi radość, bo to hobby pozwala mi zapomnieć o wielu trudnych sprawach i resetuje mi mózg jak mało co.

    A nie wiem jak Wy, ale ja MUSZĘ mieć coś, do czego będę mogła uciekać od poważnych, codziennych problemów i "dorosłych" trosk.

    szerokie rękawy blog

    Wracając jednak do wstępu - po tym jak zobaczyłam, że na stronie sklepu Zaful bez trudu znajdę kilka perełek które pozwolą mi na stworzenie looku w duchu miksu mody lat '90 i najnowszych trendów nie zastanawiałam się ani chwili nad tym, czy warto czy nie bawić się w tę całą współpracę.

    Zamówiłam i już.

    sweter z rozkloszowanymi rękawami
    I tak do mojej szafy trafiły: fantastyczny, milutki sweter z szerokimi rękawami (bardzo polubiłam te rękawy - gdyby ktoś nie pamiętał: tydzień temu pokazywałam je w wersji boho, o tutaj), srebrne, lustrzane lenonki i kolejny już choker do mojej małej chokerów kolekcji.

    choker Zaful blog
    Swoją drogą - moja "kolekcja" liczy obecnie piętnaście sztuk i jestem trochę jej wielkością przerażona.

    Połowy z tych chokerów nigdy i nigdzie nie założę.

    Ale pocieszam się tym, że choker to nie Ferrari - fortuny nie kosztuje, a podobno każdy ma jakiegoś bzika...

    http://www.zaful.com/moon-hollow-out-tattoo-choker-p_207297.html?lkid=47193

    Z zamówienia jestem niesamowicie zadowolona - przeżyłam szok, ponieważ wszystkie rzeczy wyglądają identycznie jak na stronie.

    bell sleeves sweater Zaful
    A jeśli chodzi o sweter, to nawet gotowa jestem powiedzieć, że wygląda dziesięć razy lepiej niż na zdjęciu produktowym.

    Jest miękki, świetnie się układa, nie mechaci... i te rękawy!

    Bell Sleeve Chunky Sweater Zaful

    Jest mi wstyd, bo spodziewałam się dostać szmelc rodem z fanpejdża Niezgodność produktu z opisem, a dostałam rzeczy nieodbiegające wyglądem i jakością od tych, które zazwyczaj kupuję w sieciówkach.

    portret w lenonkach

    Samo zamówienie dotarło do mnie szybciej, niż moje pamiętne ponczo kupione jesienią w sklepie online C&A - na tamto czekałam miesiąc, a paczka z Zaful dojechała do mnie po mniej niż dwóch tygodniach.

    http://www.zaful.com/streetwear-metal-round-mirror-sunglasses-p_224328.html?lkid=47193

    Ciuchy z Zaful ciuchami z Zaful (czy z Zafula?), ale w tym poście debiutuje jeszcze jedna nowość, która zapewne z miejsca rzuciła Wam się w oczy - plecak!

    styl boho jak nosić blog blogerka boho

    Z plecaka jestem dumna jak nie wiem, bo takiego modelu naszukałam się przez blisko trzy miesiące - ale twarda ze mnie sztuka, łatwo się nie poddaję: znalazłam!

    czarny plecak Forever 21
    Zależało mi na plecaku wyglądającym jak rasowy plecak vintage, ale z okuciami w kolorze srebra.

    stylizacja-grunge-blog

    To nie taka łatwa sprawa - w sklepach dominują złote okucia.

    No i mam!

    Upolowałam go w Forever 21 ;)

    styl-boho-portret-Nikon-flara

    Kapelusz - H&M
    Lenonki - Zaful [klik!]
    Choker - Zaful [klik!]
    Sweter - Zaful [klik!]
    Plecak - Forever 21
    Mom jeans z dziurami - H&M
    Trampki - H&M

    styl-boho-blog-moda

    ODWIEDŹCIE MNIE NA:


    szerokie-rękawy-blog

    Wszystkiego pięknego z okazji tego ładnego (choć zimnego) niedzielnego dnia dla Was!

    boho style fashion blogger

    Pozdrawiam - Wasza Mar!

    bell-sleeves-sweater-Zaful
    P.S. Lenonki są srebrne - takie jak na zdjęciu na stronie.

    Tylko że światła było tak dużo, że wyglądają jakby były złote.

    Także gdyby ktoś chciał je zamawiać, to niech ma to na uwadze ;P