niedziela, 29 stycznia 2017

Osłódź sobie zimę: beret z kocimi uszami

Nie ma się co oszukiwać - zimowe plenery są ładne, ale zima sama w sobie jest paskudna.


Bo w zmarzniętych palcach, przemoczonych od przedzierania się przez zaspy butach i w szybko kończącym się dniu nie ma nic fajnego.


Całe szczęście, że ten niefajny czas można sobie łatwo osłodzić.


Jak?


Na przykład stawiając na urocze nakrycie głowy ;)


beret z kocimi uszami | kocia czapka | urocze nakrycie głowy | szal w kratę | jak ubrać się zimą? | stylizacja na zimę | elegancka zimą | blog modowy | blog o modzie | blog szafiarski | blogerka z Łodzi

Znacie mnie nie od dzisiaj i dobrze wiecie, że ja w kwestii tych wyżej wymienionych przede wszystkim preferuję kapelusze.

Ale zimą ciężko w kapeluszu wytrzymać...

Inna kwestia, że nie do każdego zimowego "outfitu" kapelusz pasuje.

Dlatego kiedy temperatury spadają, to chętnie zamieniam kapelusze na czapki albo berety.

beret-z-kocimi-uszami

Mój najnowszy beretowy nabytek to tytułowy beret z przesłodkimi kocimi uszami.

Wyszperałam go w H&M'ie w momencie, w którym wszelkie akcesoria kosztowały już grosze - beret przeceniono na 10 zł :)

beret-z-kocimi-uszami-H&M
Jestem wielką miłośniczką kotów - uwielbiam je chyba najbardziej ze wszystkich zwierząt (no dobra - leniwce i pangoliny też są spoko!)!

Nic więc dziwnego, że takiemu fajnemu beretowi nie mogłam się oprzeć ;)

beret-z-kocimi-uszami-stylizacja
Choć zimą niechętnie zakładam na siebie coś innego oprócz mojej czarnej puchówki, to kiedy próbuję wyglądać nieco bardziej wyjściowo zdecydowanie wybieram płaszcz.

Zwłaszcza wtedy, kiedy stawiam na nakrycie głowy inne od mojej żółtej czapy ;)
Z puchową kurtką żaden beret nie wygląda zbyt fajnie.

Z płaszczem natomiast wypada w porządku.

beret-z-kocimi-uszami-stylizacja-blogerki-na-zimę

Zatem płaszcz - nie taki już nowy, bo wkrótce stukną mu dwa lata.

zimowa stylizacja z beretem

Wyszperany na Zalando, wełniany i dość ciepły.
No i z fajnymi, trochę militarnymi guzikami.
I z obszernymi rękawami, które powinnam skrócić (jak to jest, że KAŻDY płaszcz, który mierzę/kupuję - choćby był to płaszcz w najmniejszym dostępnym rozmiarze - ma za długie na mnie rękawy? bardzo zazdroszczę tym z Was, które urosły nieco większe ode mnie i takich zmartwień nigdy nie doświadczyły!), ale nigdy nie chce mi się z nim jechać do krawcowej.

I pewnie nigdy ich nie skrócę, ale w sumie wcale mi ta ich długość nie przeszkadza - przynajmniej nie marzną mi łapska ;)

zimowa-stylizacja-beret

Ten zestaw trochę przypomina ten z początków ubiegłego roku.

Tyle, że płaszcz jest nieco inny, a wtedy miałam na głowie melonik :)
No i torebka z trochę innej bajki ;)

W sumie okoliczności powstania jednych i drugich zdjęć też są podobne - w tamtym czasie również zaczynałam nową pracę.

Ciężko uwierzyć, że zleciał rok, że czas zatoczył koło.

Znowu zaczynam gdzieś indziej, znowu muszę się przestawiać na nowe godziny pracy i do jej nowych realiów, znowu jest zima i znowu tęsknię do lata.

Do poprzedniej pracy też tęsknię (ale choć niesamowicie ją lubiłam, to nie byłam w stanie pracować w takiej atmosferze, w jakiej zmuszoną byłam pracować przez ostatnich kilka miesięcy).

Zobaczymy, czy zatrzymam się w niej na dłużej, czy poszukam czegoś innego.

Marzę o stabilizacji, ale w każdej dziedzinie swojego życia staram się postępować tak, żeby było mi zwyczajnie dobrze.

To nie jest łatwe - żeby stwierdzić, że coś nam w stu procentach odpowiada potrzeba czasem wielu prób i testów ;)

Trzymajcie za mnie kciuki, może wszystko będzie dobrze i tu, gdzie teraz jestem wszystko jakoś się ułoży ;)

Póki co jestem trochę zagubiona i przerażona, ale wierzę, że będzie dobrze ;)

szal-w-kratę-jak-nosić-zimą

Beret z kocimi uszami - H&M
Szalik - Lokaah
Płaszcz - KIOMI (Zalando)
Wełniane rękawiczki - Reserved
Torebka - mint&berry (Zalando)
Dżinsy - Bershka
Skórzane oficerki - Lasocki (CCC)

jak-nosić-beret-blog

Przyznam szczerze, że przedłużająca się zima nieco ogranicza moją ubraniową kreatywność i wkrótce chyba skończą mi się pomysły na te zimowe stylizacje, ale synoptycy zapowiadają ocieplenie, więc może jednak nie powinnam się martwić na zapas ;)

beret-w-stylizacji

Dajcie znać w komentarzach jak podoba Wam się mój koci beret i czy Wy też lubicie takie zabawne dodatki!

blogerka radzi jak nosić berety zimą

ODWIEDŹCIE MNIE NA:


beret z kocimi uszami stylizacja blog modowy

Pozdrawiam - Wasza Mar!

niedziela, 22 stycznia 2017

Kosmetyczne recenzje Mar: hydrolat - naturalna alternatywa dla toniku

Trochę czasu i wody w Bzurze upłynęło od momentu, kiedy ostatni raz popełniłam posta kosmetycznego.


Wyrzucam to sobie, bo chociaż mam w głowie zakodowane, że posty kosmetyczne na blogu typowo szafiarskim są postami "gorszymi", to jednak wiem, że ogólnie rzecz biorąc są od tych ciuchowych o wiele bardziej pożyteczne.


Sama co jakiś czas szukam w internecie opinii o kosmetykach, produktach do pielęgnacji i (nierzadko) o lekach, więc doskonale wiem, jak bardzo te informacje potrafią być pomocnymi.


Zatem - powracam z tym.


I mam nadzieję, że tych kilka słów pomoże komuś tak, jak i mnie pomogły kiedyś czyjeś słowa na temat produktów, o których dziś Wam trochę opowiem :)


hydrolat zamiast toniku | hydrolat - jak stosować? | hydrolat po kwasach | hydrolat w leczeniu tr adziku | hydrolaty blog
Na informacje o hydrolatach natknęłam się wiosną ubiegłego roku, kiedy zaczęłam stosować mocne, medyczne peelingi kwasowe - pisałam Wam o nich wtedy, w tym poście.

Dość szybko odkryłam, że sprawdzają się bardzo dobrze jako preparaty łagodzące stany zapalne, przyspieszające regenerację skóry i świetnie ją oczyszczająceA co najważniejsze - jako produkty, które nie podrażniają i tak już podrażnionego, zranionego naskórka.

Jesienią przekonałam się, że świetnie spełniają swoje zadanie także wtedy, kiedy leczymy skórę zewnętrznie stosowanymi retinoidami (od października ubiegłego roku codziennie, każdej nocy używam Epiduo - leku, który uratował moją skórę ze stanu, przy którym byłam o krok od wpadnięcia w depresję i w którym wstydziłam się już pokazywać na oczy ludziom), w ostatnich dniach natomiast o tym, że są nieocenioną pomocą podczas rekonwalescencji po zabiegu mikronakłuwania skóry (dwa tygodnie temu rozpoczęłam serię zabiegów DermaPenem - przeprowadzam je w celu zmniejszenia blizn potrądzikowych i rozjaśnienia przebarwień pozapalnych).

Czym są hydrolaty?

Hydrolaty (zwane inaczej "wodami kwiatowymi", "destylatami" albo "wodami roślinnymi") to produkty powstałe w trakcie otrzymywania olejków eterycznych w procesie destylacji z parą wodną całych roślin lub ich części.

Podczas destylacji para wodna zabiera nierozpuszczalne w wodzie drobiny olejku eterycznego, a po wystudzeniu olejek jest oddzielany od wody.

Pozostała po destylacji woda zawierająca rozpuszczalne w wodzie składowe materiału roślinnego i niewielkie procentowo ilości olejku eterycznego to nic innego jak nasz hydrolat.

Do niedawna hydrolaty uważano za odpad poprodukcyjny i nie wykorzystywano w przemyśle kosmetycznym ich ogromnego potencjału. To był błąd - właściwości jakie posiadają nie da się otrzymać w żaden inny sposób, na przykład przez wymieszanie olejku eterycznego z wodą (nie będzie w nich rozpuszczalnych w wodzie części składowych materiału roślinnego - one pozostają zawsze w "oryginalnej" wodzie destylacyjnej!).

Hydrolaty mają postać płynu wyglądem zbliżonego do czystej wody i pH podobne do naturalnego pH skóry - mogą być więc stosowane bezpośrednio na nią, bez konieczności rozcieńczania ich (jak to bywa w wypadku olejków eterycznych, często podrażniających skóry wrażliwe i alergiczne).

Ponieważ oprócz małych ilości olejku eterycznego hydrolaty zawierają także inne części materiału roślinnego, to ich zapach może nieco różnić się od zapachu znanych nam olejków eterycznych - ma to swoje plusy i minusy.

Hydrolat lawendowy zazwyczaj nie pachnie lawendą, a... grzybami, zapachem mchu i runa leśnego.

Hydrolaty to czyste esencje materiału roślinnego - nie znajdziemy w nich żadnej chemii (ale uwaga: nie mają tak silnych właściwości antybakteryjnych jak olejki eteryczne, więc łatwo i szybko mogą ulec zepsuciu, dlatego zaleca się przechowywanie ich w lodówce a bardzo często te dostępne na rynku w dużych pojemnościach konserwowane są alkoholem lub niewielkimi ilościami konserwantów syntetycznych).

Tutaj wychodzi ich przewaga nad tonikami, zwłaszcza tymi gotowymi, dostępnymi w drogeriach lub aptekach - dziś nietrudno już o dobry tonik z sensownym składem, jednak niemal żaden z tych dostępnych komercyjnie nie będzie równał się pod względem składu jakiemukolwiek hydrolatowi!

hydrolaty-sto-procent-natury
Ja kupuję hydrolaty firmy Bioline - z jednej prostej przyczyny: dostępne są poprzez serwis DOZ, a ja bardzo często zamawiam tam kosmetyki, które później odbieram w jednej z pobliskich aptek (magazyn Dbam O Zdrowie mieści się w Łodzi, więc moje zamówienie jest gotowe do odbioru czasem już po dwóch godzinach od jego złożenia).

Jednak miejsc w sieci, w których kupicie wybrany przez siebie hydrolat jest więcej, wymienię tu tylko parę z nich:



hydrolat z czystka Bioline

Przyznam jednak szczerze, że hydrolaty firmy Bioline mają przewagę nad tymi dostępnymi na pozostałych stronach - są sprzedawane w bardzo estetycznych, szklanych butelkach z atomizerem, co pozwala mi także na aplikowanie ich bezpośrednio na skórę, a nie tylko na wacik lub chusteczkę.

A przy okazji cieszą moje oko :)

Hydrolaty mają różne właściwości i różne z nich polecane są różnym skórom - ja zazwyczaj używam trzech:

hydrolatu z dziurawca, z czystka i z jałowca.

Hydrolaty z czystka i z jałowca polecane są dla skór tłustych, trądzikowych i zmagających się z przebarwieniami, zwłaszcza pozapalnymi. Mają za zadanie regulować ilość wytwarzanego sebum, detoksykować skórę, obkurczać jej pory i wspomagać walkę ze zmianami zapalnymi.

Hydrolat z dziurawca natomiast dedykowany jest szczególnie skórom podrażnionym - na przykład wskutek wysuszających kuracji i poparzeń.
Przyspiesza wchłanianie się krwiaków i gojenie drobnych zranień. To właśnie on jest moim ulubieńcem w chwilach, gdy drażniona retinoidem skóra piecze, jest czerwona i łuszcząca się - i szczypie nawet po spryskaniu jej wodą termalną.

hydrolat z dziurawca Bioline

Jakie są plusy i minusy stosowania hydrolatów?

Plusy:
  • Podobnie jak toniki na bazie kwasów świetnie zobojętniają pH skóry lub delikatnie ją zakwaszają - większość hydrolatów posiada bowiem pH między 3 a 7, przyjmuje się jednak, że najczęściej jest to wartość około 4.
  • Można stosować je bezpośrednio na twarz bez użycia wacików (pamiętając jednak o tym, że podobnie jak po użyciu toniku skórę spryskaną hydrolatem należy osuszyć chusteczką) i traktować je jako bazę pod krem lub inny stosowany przez nas produkt do pielęgnacji cery.
  • Nadają się też do odświeżenia makijażu w ciągu dnia, podobnie jak woda termalna.
  • Są świetnym produktem pomocniczym łagodzącym objawy i przyczyny chorób skóry, dlatego bardzo dobrze sprawdzą się w trakcie leczenia takich schorzeń skóry jak łuszczyca, trądzik, trądzik różowaty lub atopowe zapalenie skóry. Zwłaszcza wtedy, jeśli leczenie przebiega z naruszeniem naturalnego płaszcza lipidowego skóry i zmagamy się z pieczeniem, szczypaniem lub łuszczeniem naskórka - wspomagają bowiem jego regenerację, pomagają zatrzymywać w nim wodę, koją i goją.
  • Chociaż każdy z hydrolatów posiada inne właściwości, to w gruncie rzeczy nie zaszkodzi nam stosowanie żadnego z nich. Spokojnie można stosować jakikolwiek hydrolat bez obawy o to, że nie będzie dobrany do naszego rodzaju skóry. Hydrolaty działają bardzo łagodnie.
  • Stosuje się je nie tylko do pielęgnacji twarzy, ale i całego ciała - na przykład do przemywania skóry podrażnionej po depilacji lub jako okłady miejsc poparzonych po ekspozycji na słońce.
  • Mogą być używane jako preparat do demakijażu oczu.
  • Są w stu procentach naturalne i dzięki temu są bardzo dobrym rozwiązaniem dla tych z nas, które poszukują naturalnych produktów do pielęgnacji twarzy, a którym nie chce się samodzielnie przygotowywać toników z dostępnych na rynku półproduktów.
  • Tym, którym własnoręczne zrobienie nie tylko toniku ale i kremu nie nastręcza trudności mogą zastąpić wodę w fazie wodnej kremu.
  • Nie wchodzą w reakcje z większością stosowanych przez nas kosmetyków i leków aplikowanych na skórę oraz nie powodują reakcji fototoksycznych (ale uwaga: hydrolatu z dziurawca, podobnie jak wszystkich produktów na jego bazie, nie zaleca się stosować na skórę jeśli spędzamy dużo czasu na słońcu lub korzystamy z solarium i nie stosujemy filtrów przeciwsłonecznych)

Minusy:
  • Stosunek ceny do pojemności i wydajności produktu - hydrolatu zużyjemy więcej niż toniku, więc jeśli nie chcemy jedynie spryskiwać skóry hydrolatem, a pragniemy dozować go na wacik i dopiero tym wacikiem przecierać skórę, to musimy liczyć się z tym, że produkt szybko nam się skończy. Ja myję twarz dwa razy dziennie, ale czasami robię to częściej - hydrolatu używam po każdym umyciu twarzy, obficie spryskuję nim całą twarz, a następnie pryskam hydrolatem na trzy waciki. Dwoma dokładnie przecieram policzki, trzecim - czoło, nos i brodę. Jeśli używam hydrolatu na szyję lub dekolt, to zużywam jeszcze jeden do dwóch dodatkowych wacików. Przy takiej pielęgnacji butelka hydrolatu firmy Bioline o pojemności 75 ml i dostępna w sprzedaży w cenie od ok. 18 do ok. 25 zł (cena uzależniona jest od rodzaju hydrolatu) wystarcza mi na czas około półtora tygodnia.
  • Zapach - aromat hydrolatów potrafi bardzo długo utrzymywać się na skórze, a że nie każdy hydrolat pięknie pachnie, to możemy się niemiło rozczarować jeśli spodziewamy się dostać produkt o takim lub innym zapachu, a dostaniemy coś, czego nigdy nie skojarzylibyśmy z lawendą albo truskawką ;-) Dla przykładu - tak ładnie oczyszczający moją skórę hydrolat z czystka cuchnie czymś pomiędzy marcepanem a anyżem, czego nigdy bym się nie spodziewała znając smak i zapach naparu z czystka. Marcepan nie brzmi źle, ale uwierzcie - to nic fajnego. Jak sobie z tym radzić? Jeśli hydrolat nie podejdzie nam pod względem zapachu, to dozujmy go bezpośrednio na wacik, unikając spryskania nim włosów. Zauważyłam, że na włosach zapach hydrolatu utrzymuje się dłużej niż na skórze.
  • Duże butle hydrolatów dostępne chociażby w sklepach internetowych z półproduktami kosmetycznymi (bardzo opłacalne cenowo) koniecznie należy przechowywać w lodówce, ponieważ hydrolat łatwo ulega zepsuciu - zwłaszcza jeśli nie dodano do niego żadnych substancji konserwujących.
  • Hydrolaty nie są lekami, to produkty mogące pomóc nam załagodzić stan zapalny i posiadające właściwości antybakteryjne, ale ich działanie jest słabsze od działania leków. Nie łudźmy się więc, że za ich pomocą pozbędziemy się ciężkich chorób skóry. Jednak nie znaczy to, że nie widać ich działania - widać. Na skórze podleczonej. Na skórze toczonej ostrym stanem zapalnym tego nie zobaczymy. 

hydrolaty Bioline blog

Jeśli do tej pory nie zetknęłyście się z hydrolatami, to z całego serca Wam je polecam.

Mnie naprawdę bardzo ułatwiły życie i są moim must have'm kosmetycznym, z którym prędko się nie rozstanę.

Znacie hydrolaty, używacie ich , czy jesteście wierne tonikom lub wodom termalnym?

Koniecznie dajcie mi znać o tym w komentarzu!

Pozdrawiam - Wasza Mar!

niedziela, 15 stycznia 2017

Marzniesz? Miej wywalone - załóż czapkę z pomponem!

Jak pisałam w poprzednim poście - puchowe kurtki przeznaczone na te najsroższe ze srogich mrozów do najzgrabniejszych i najpiękniejszych elementów garderoby zdecydowanie nie należą.


Owszem, trafi się gdzieś czasem model, o którym bez naciągania powiemy, że jest "szykowny" - ale zdecydowana ich większość jest paskudna jak obecna sytuacja polityczna w Polsce.

A cena tych wyróżniających się pozytywnie na tle ogółu bywa zaporowa.


Ale wiecie co?

Nie ma sensu za bardzo się tym przejmować!


Jeśli zimą jest nam zimno, to zróbmy wszystko, żeby nie marznąć - niech troska o modny wygląd zejdzie w te dni na drugi plan!


czapka z pomponami | jak się ubrać zimą? blogerka radzi | puchowa kurtka | puchówka | stylizacja na zimę | zimowa sesja blog | blog o modzie | blog modowy | blog szafiarski | blogerka z Łodzi
To co napiszę może zabrzmieć trywialnie, ale bardzo często odnoszę wrażenie, że w pogoni za byciem "fashion" zdarza nam się zapomnieć o zdrowym rozsądku.

Wiadomym jest, że da się pogodzić zimowe warunki pogodowe z byciem wystylizowaną tak, że szkła obiektywów fotografów Harper's Bazaar pękają z wrażenia i nie jest to żadnym wyczynem na miarę zdobycia któregoś z ośmiotysięczników.

Naprawdę - można to ogarnąć.

Zwłaszcza, że większość z nas jest odporna na mróz i tylko takie niskociśnieniowe chuchra jak ja mają łapska sine aż po same łokcie, kiedy temperatury dopiero co spadły kilka stopni poniżej zera.

Tylko po co?

zimowa-czapka-z-pomponami

Kiedy mróz szczypie w policzki i uszy, a nogi cudem utrzymują się w pionie na oblodzonych chodnikach, to i tak mało kto zajmuje się ocenianiem outfitów ludzi, których mija na ulicy w swojej codziennej drodze z i do pracy (chyba, że ktoś z tych ludzi zajmie mu miejsce przy koksowniku - ale jeśli mamy to "szczęście" i to my zajęliśmy komuś miejscówkę przy najbardziej rozżarzonym węgielku, to chyba nawet lepiej, żeby nie było nas widać zza szalika, którym zakryliśmy się po same oczy).

Czy nie lepiej wyciągnąć z szafy pierwszą lepszą naprawdę ciepłą kurtkę (nawet jeśli jej fason wyszedł z mody już kilka lat temu), wdziać na nogi stabilne buty i na luzie wyjść na zewnątrz po to, by cieszyć oczy widokiem pięknej, śnieżnej zimy?

Tych słów nie kieruję do tych z Was, którym zima nie jest straszna i które ten sam elegancki płaszcz noszą przy +5 jak i przy -20, bo nie dostrzegają zbytniej różnicy w temperaturze jaką odczuwają.

Ani też do tych, dla których bycie zawsze "zrobioną" i wystrojoną jest czymś tak naturalnym jak oddychanie, w związku z czym przyszykowanie outfitu jest dla nich tak samo bezproblemowe w czerwcu, jak i w styczniu.

Wreszcie też nie do tych, które od swojego wyglądu nie uzależniają własnego samopoczucia i dla których problem okrycia wierzchniego, to problem rzędu problemów pierwszego świata (choć właściwie po części do nich - bo taką postawę pochwalam i takiej zazdroszczę z całego serca, choć wiem, że zazdrość to bardzo brzydkie uczucie!).

Ten post kieruję do tych dziewczyn i kobiet, które tak bardzo przejmują się kwestiami wyglądu, że z lęku przed posądzeniem o bycie mało stylową wolą zmarznąć, niż ubrać się ciepło. I marzną - z dumą obnosząc po skutym lodem i obsypanym śniegiem mieście dopiero co upolowane na wyprzedażach trzewiki i krótkie płaszczyki, szczękając zębami i w duchu przeklinając moment, w którym postanowiły udowodnić sobie albo światu, że dadzą radę :>

stylizacja-na-zimę-jak-się-ubrać-zimą

Może zimowe outfity nie są eleganckie, ale częstokroć są urocze - i dziewczęce!

Kiedy jak kiedy, ale zimą mamy najwięcej okazji ku temu, by wyluzować i nie przejmować się nie do końca perfekcyjną fryzurą (pod czapką i tak jej nie widać), nie najlepszym makijażem (szalik zetrze go z brody bardzo szybko) i wszystkimi detalami, których w cieplejsze miesiące nie da się ukryć, bo i ciała odsłania się nieco więcej.

Korzystajmy z tego - codzienne obowiązki dostarczają nam i tak wystarczająco wielu stresów, po co denerwować się tam, gdzie można odpuścić?

zimowa-stylizacja-z-puchową-kurtką

Zdjęcia z dzisiejszego posta zrobiliśmy w ubiegłym tygodniu, kiedy mój termometr pokazywał jakieś -15 (albo i jeszcze zimniej nawet było).

Takie spadki temperatur to czas, w którym mam wywalone - z szafy wyjmuję najcieplejszą kurtkę, jaką kiedykolwiek udało mi się kupić, a głowę zakrywam moją fantastyczną czapą z pomponami, będącą JEDYNĄ rzeczą spośród wszystkich moich ubrań i dodatków, którą ratowałabym z jakiegokolwiek kataklizmu, gdyby tenże kataklizm zechciał kiedyś (oby nie!) nawiedzić moje mieszkanie.

Dlaczego?

Takiej nie ma nikt, takiej nigdzie już nie kupię, a poza tym to czapka czyniąca cuda i ułatwiająca takiej aspołecznej istocie jak ja kontakty interpersonalne :D

Nie zalewam!

Nie żadne kapelusze, nie żadne fikuśne narzutki, odjechane buty albo wielkie torby - to ta czapka sprawia, że obcy ludzie bez przerwy się do mnie uśmiechają!

Czy jest to nieznana mi kobieta w tramwaju, czy sąsiad, którego na oczy wcześniej nie widziałam, a którego nagle spotykam w windzie, kasjerka w centrum handlowym albo listonosz - każdy, z kim skrzyżuję swój wzrok będąc ubraną w tę pocieszną czapę uśmiecha się do mnie szczerym, dziecięcym uśmiechem.

Może się mylę, może to jednak jest uśmiech z gatunku tych pełnych politowania ("Dorosła baba a w takiej czapie, paczaj Pan!"), ale mało mnie to obchodzi - i tak poprawia mi to humor ;)

czapka z pomponami blog modowy
Moja ciepła kurtka jest starsza od dzieci niektórych odwiedzających mnie blogerek - mama kupiła mi ją chyba jeszcze w czasie, w którym chodziłam do liceum (albo kiedy akurat je kończyłam).

Był to na pewno pierwszy rok marki F&F w Polsce, czyli 2007.

Wtedy byłam na nią niesamowicie wściekła, bo kurtka jest na mnie nieco za duża.

Pamiętam jak strzelałam focha, że wyglądam w niej jak w worku na kartofle.

Mama ze stoickim spokojem wyjaśniała mi, że bardzo dobrze, bo dzięki temu zmieści się pod nią nawet najgrubszy sweter - fakt ten doceniłam po latach, kiedy zaczęłam marznąć na tyle, że pokochałam ubieranie się na cebulkę.

Kurtka nie jest piękna, ale jest tak ciepła, że choć dłonie zamarzają mi zimą do tego stopnia, że potrafię nosić naraz trzy pary rękawiczek, to moje ciało nie czuje chłodu nawet wtedy, kiedy zakładam kurtkę od razu na cienką bluzkę i marynarkę.

szeroki-pasek-C&A

Jej gabaryty staram się okiełznać grubym paskiem, który przeplatam przez szlufki w talii kurtki (kurtka miała kiedyś swój oryginalny pasek, ale przez tyle lat użytkowania zdążył mi się on gdzieś zgubić).

No i jakoś tak kulam się przez tę zimę, choć jej nie lubię ;)

zimowa-stylizacja-z-czapką-z-pomponami

Czapka z pomponami - no name (Carrefour)
Szalik - H&M
Puchowa kurtka - F&F
Pasek - C&A
Rękawiczki - Reserved
Listonoszka - H&M
Dżinsy - KappAhl
Skórzane oficerki - Lasocki (CCC)

jak się ubrać zimą

Na sam koniec posta (oprócz najładniejszych chyba zimowych kadrów, jakie kiedykolwiek udało się nam wraz z Lechem popełnić - no bo nie mówcie, że te "śnieżne" foty nie są piękne, ej!) zamieszczam Wam dowód na to, że moje słowa o uroku, który roztaczam wokół siebie będąc odzianą w tę fantastyczną czapę nie są przesadzone!

Dowód to komentarz Lidki, która wczoraj tak skomentowała mój ostatni post na blogu: 

Pierwszy komentarz u Ciebie. Widziałam Cię dzisiaj w "3" (3 to tramwaj, który zasuwa na moje osiedle - przyp. Mar). Nieprawda, że powyższa puchówka jest najładniejsza! W czarnej wyglądałaś super. I wiem, że (beznadziejnie/nie na miejscu/idiotycznie/szczerze) to zabrzmi - ale jesteś o wiele ładniejsza niż pokazują to zdjęcia. Lidka z "3".

sesja-spadający-śnieg-blog

No Kochani! 

Teraz nie możecie mi zarzucić, że ściemniam!

Dodam jeszcze, że Lidka nakryła mnie, kiedy wracałam z miasta będąc obładowana zakupami z wyprzedaży, bez makijażu i oddaną łapaniu Pokemonów ;P

Także według moich własnych standardów zbyt szykowną nie byłam - a tu proszę ;)

zimowa-sesja-fotograficzna-spadający-śnieg

ODWIEDŹCIE MNIE NA:


sesja w śniegu blog

Pozdrawiam zimowo i na luzie - Wasza Mar!