niedziela, 19 lutego 2017

Bomberka

Bomber jacket to fason kurtki modny już od kilku sezonów, ale ja swój egzemplarz sprawiłam sobie dopiero teraz.

 

Jak przystało na mnie - kompletnym przypadkiem.

 

bomber jacket w stylizacji boho | bomberka w stylu boho | bomberka i kapelusz | jak nosić kurtkę bomberkę? | stylizacja z kurtką bomber i kapeluszem | styl boho blog | stylizacja boho | stylizacja z kapeluszem | blog o modzie | blog modowy | blog szafiarski

Nie żeby bomberki mi się nie podobały - podobały, owszem.

To kurtki idealne do wszelkich flirtów ze stylem lat '90, a ten bardzo przecież lubię i od czasu do czasu w swoich stylizacjach przemycam.

Zawsze jednak wszystkie pieniądze przeznaczone na zakup nowych ciuchów wydawałam na coś od bomberek innego (na przykład na pięćdziesiąte ponczo albo ósmą torbę z frędzlami).

jak-nosić-styl-boho

Z pomocą przyszły mi jednak tegoroczne wyprzedaże, w trakcie których udało mi się upolować taką zacną bomberkę za całe 40 złotych.

Radość z okazji tym większa, że bomberka ma w składzie sporo wełny i jest w rozmiarze 32 (czyli wreszcie jakaś kurtka nie wisi na mnie jak na kiju!).

Gdybym takiej szukała, to na pewno bym nie znalazła.

styl-boho-jak-nosić-blog

To już kolejny raz, kiedy przekonuję się, że moje najlepsze zakupy to te całkowicie nieplanowane ;)

miejski-styl-bohoDłuższą chwilę zastanawiałam się nad tym, z czym właściwie mogę moją bomberkę połączyć, aż ni z tego ni z owego doznałam olśnienia - nie muszę się zbytnio wysilać: bomberki (podobnie jak ramoneski i dżinsy) są wszak idealnym dopełnieniem każdego niemal zestawu utrzymanego w klimatach nieco alternatywnych.

Coś w podobie grunge'u?

Proszę bardzo!

Boho?

A dlaczego nie!

Postanowiłam więc połączyć jedno i drugie - i efekt przeszedł chyba moje najśmielsze oczekiwania.

Te zdjęcia uważam za jedne z najlepszych na blogu - podobnie jak samą stylizację.

lenonki-dla-kogo
Klimatu boho nie udałoby mi się stworzyć, gdyby nie moja futrzana kamizelka.

Gościła już na blogu - w tym poście.

Im dłużej ją mam, tym bardziej cieszę się z decyzji jej zakupu - jest naprawdę uniwersalna, wyjątkowo ładna i grzeje aż miło!

Usłyszałam już naprawdę sporo komplementów na jej temat - wnioskuję zatem, że nie tylko mnie się podoba ;)


stylizacja-boho-z-kamizelką
Oprócz kamizelki z pomocą w tworzeniu tej stylówki przyszły mi równie jak bomberka nowe dodatki, także łupy z wyprzedaży: fantastyczne trzewiki na masywnym słupku i choker.

stylizacja-z-kapeluszem-i-bomberką

Buty wypatrzyłam w Stradivariusie już jesienią, jednak ich pierwotna cena była dość zawrotna.

Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę fakt, że nie są skórzane.

Poczekałam parę miesięcy i udało się - dorwałam je za mniej niż połowę ceny wyjściowej ;)

buty-blucher-na-słupku-Stradivarius
Są dość podobne do butów, które kupiłam na zeszłorocznych wyprzedażach w Bershce i które pokazywałam Wam na blogu choćby w poście z krawatem, ale z uwagi na wyższy obcas i "glanowy" charakter o wiele bardziej od tamtych nadają się do noszenia z sukienkami.

A ja potrzebowałam butów właśnie do tego typu zadań specjalnych ;)

choker-styl-boho-blog
Choker z kolei to nabytek dojrzany w sklepie Forever 21 (otworzyli coś takiego w Manufakturze jakiś już czas temu, ale rzadko tam zaglądałam, bo bałam się, że to jakaś taka druga tandeciarska Terranova - jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że do Terranovy temu sklepowi daleko, oj, daleko... albo raczej Terranovie do niego :>).

Znalazłam tam masę przeróżnych chokerów - początkowo chciałam sprawić sobie taki gruby, wyrazisty i przypominający obrożę, ale ostatecznie postawiłam na coś subtelniejszego.

Jest piękny! Taki drobiazg, a jak oko cieszy!

kapelusz-styl-boho-jak-nosić
No dobra - zapomniałam o najważniejszym: kapelusz ;)

Bez kapelusza ten zestaw nie byłby taki jaki jest ;)

stylizacja-bomberka-lenonki-styl-boho

Kapelusz - H&M
Lenonki - SinSay
Choker - Forever 21
Futrzana kamizelka - Gosia Baczyńska dla Rossmann Polska
Bomberka z wełną - H&M
Rękawiczki - Reserved
Torebka - mint&berry (Zalando)
Cygaretki - H&M
Trzewiki na słupku i traktorowej podeszwie - Stradivarius

styl-boho

ODWIEDŹCIE MNIE NA:

FACEBOOKU

INSTAGRAMIE

styl-grunge-dla-kogo

Pozdrawiam Was i życzę Wam miłej niedzieli.

Buziaki - Wasza Mar!

P.S. Specjalnie do tej kurtki sprawiłam sobie przedwczoraj wełniany kaszkiet z daszkiem - spodziewajcie się więc kolejnego posta z nią w roli głównej w jakimś niedługim czasie ;)

niedziela, 12 lutego 2017

Paski i torba oversize

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że ten rok będzie należał do toreb w rozmiarze XXL.


To zabawne - kiedy dwa, trzy lata temu nosiłam takie torby z upodobaniem, to wszyscy pukali się w czoło.


Gdzie to z takim workiem na zwłoki?

Nieładne, niepraktyczne...


Nic sobie z tego nie robiłam - obnaszałam dalej ;)


I kiedy teraz Wy będziecie ganiać po sklepach za swoimi wielkimi torbami, to ja będę spała spokojnie - ten problem mam już z głowy ;)


jak nosić dużą torbę? | torba oversize | torba XXL | wielka torba hit 2017 | MOMO FASHION | szalik w paski ZARA | jak nosić kolor musztardowy | streetstyle | blog modowy | blog o modzie | blog szafiarski | blogerka z Łodzi

W mojej pokaźnej kolekcji wielkich toreb szczególne miejsce zajmuje ta ogromna torba od MOMO FASHION, przez samą projektantkę nazwana Torbą-Borbą, które to określenie na nią i ja chętnie przejęłam.

jak-nosić-torbę-XXL

Rzeczoną Torbę-Borbę upolowałam latem 2014 roku na Dawandzie i z miejsca się w niej zakochałam.

Jest jedną z najpraktyczniejszych rzeczy, jakie w ogóle mam.

Pomieści wszystko - koc na plażę, najgrubszą kurtkę, buty na zmianę, zakupy, kilkanaście książek i bagaż na wakacyjny wyjazd.

Naprawdę! Nie zalewam!

torba-XXL-w-miejskiej-stylizacji

Torba-Borba pojawiała się na moim blogu wielokrotnie, tak często, że aż nie chce mi się linkować tych postów.

Kto do mnie zagląda już jakiś czas, ten nie może jej nie pamiętać ;)

Dziś jednak po raz pierwszy występuje w takim miejskim, streetlookowym wydaniu.

W pewnym sensie więc znowu zalicza debiut.

Nie zaliczyłaby go, gdyby nie ten pasiasty komplet z Zary.

szalik-w-paski-ZARA
I szalik i czapkę dorwałam w czasie ostatnich wyprzedaży w Zarze, za jakieś śmieszne pieniądze.

szalik-w-paski-ZARA-blog-modowy
Bardzo mi się spodobały, bo od pierwszego zobaczenia ich doskonale wiedziałam, że będę miała je z czym nosić - z tymi spodniami właśnie.

stylizacja-z-dużą-torbą-jak-nosić

Spodnie też znacie bardzo dobrze - pojawiały się na blogu równie często jak torba.

musztardowe-spodnie

Do całości dobrałam workery i czarną kurtkę w typie ramoneski.

Wyszedł mi z tego bardzo fajny miejski zestaw z energią rozweselającą nieco tę burość przedłużającej się zimy.

stylizacja-z-szalikiem-blog

Ja się sobie taka bardzo podobam.

A Wam?

streetlook-duża-torba-na-ramię

Czapka - Zara
Szalik - Zara
Ramoneska - Top Secret
Torba XXL - MOMO FASHION
Rękawiczki - no name (E.Leclerc)
Spodnie - no name
Workery - H&M

torba-borba-MOMO-FASHION

ODWIEDŹCIE MNIE NA:


stylizacja-wielka-torba-blog

Dajcie mi znać, jak Wy zapatrujecie się na trend wielkich toreb.

Lubicie je, czy jednak jesteście wierne mniejszym torebkom?

Pozdrawiam Was serdecznie i życzę Wam miłej niedzieli.

Buziaki - Wasza Mar!

niedziela, 5 lutego 2017

Kosmetyczne recenzje Mar: Hydreane Legere od La Roche-Posay, czyli mój numer 1 w nawilżaniu twarzy w trakcie kuracji retinoidami

Mój niedawny post poświęcony hydrolatom nieco zmobilizował mnie do częstszego pisania tu na tematy kosmetyczne.


Statystyki pokazują mi, że Wy też lubicie czytać u mnie tego typu posty, także chyba warto od czasu do czasu dzielić się z Wami tymi moimi kosmetycznymi perełkami ;)


Dzisiejszy wpis to pochwała produktu, który od kilku miesięcy co tydzień ratuje mi życie.

Już we wspomnianym hydrolatowym poście napomknęłam, że od pewnego czasu przechodzę kurację zewnętrznymi retinoidami. Nie chcę wdawać się tu w szczegóły na temat przyczyn, dla których zdecydowałam się na retinoidy w maściach, a nie te doustne - było ich wiele. Tak wybrałam, tak zdecydowałam, efekty kuracji są bardzo dobre i z każdym miesiącem lepsze, zatem decyzji nie żałuję. Ani trochę.

Każdy kto kiedykolwiek w trakcie walki z trądzikiem lub nadmiernym rogowaceniem skóry miał do czynienia z retinoidami wie, że potrafią one zdziałać cuda, ale używanie ich do najprzyjemniejszych nie należy - skóra w trakcie leczenia wielokrotnie się złuszcza, jest podrażniona, często przesuszona, piecze i przypomina dorodny okaz buraka

To jest całkowicie normalne, choć nie u każdej osoby stosującej retinoidy taki efekt występuje.

Wszystko zależy od rodzaju substancji aktywnej zawartej w naszym leku (jest wiele generacji retinoidów), jego substancji pomocniczych, podłoża, ale i (przede wszystkim) wrażliwości naszej skóry, sposobu w jaki aplikujemy lek oraz pielęgnacji, jaką stosujemy w trakcie kuracji (albo jakiej nie stosujemy).

To nie jest post o retinoidach, jeśli jednak pragniecie dowiedzieć się czegoś więcej na ich temat, to odsyłam Was na dwa blogi, które są skarbnicą informacji odnośnie stosowania retinoidów i pielęgnacji skór dotkniętych problemami:


Ostrzegam jednak, że wejście tam może zakończyć się totalnym zawrotem głowy i natychmiastową chęcią wyrzucenia wszystkich dotychczas stosowanych przez Was kosmetyków (co w sumie wyjdzie i Wam i Waszej skórze tylko na dobre), także proponuję zrobić to po wypłacie ;>

Hydreane Legere krem | La Roche-Posay | Kosmetyki La Roche-Posay | pielęgnacja skóry w trakcie stosowania retinoidów | nawilżanie skóry | krem nawilżający dla skóry trądzikowej

Krem Hydreane Legere od laboratorium La Roche-Posay zagościł w mojej kosmetyczce kompletnym przypadkiem.

Jego sporą próbkę dostałam w zestawie z moim ulubionym filtrem - Antheliosem - tej samej marki.

Ponieważ informacja na tyle próbki głosiła, że jest to krem przeznaczony dla skór suchych i odwodnionych, to wcale a wcale nie myślałam o nim jako o kremie dobrym dla mnie.

Aż do października...

Kiedy po pierwszym tygodniu stosowania maści Epiduo któregoś pięknego poranka obudziłam się z niesamowicie podrażnioną, suchą i swędzącą skórą twarzy nie wpadłam w panikę - wiedziałam, że tak ma być i że efekt minie zaraz po tym, jak ten poddany działaniu retinoidów naskórek się złuszczy. Musiałam jednak w jakiś sposób próbować się ratować (wszak nie mogłam nie chodzić do pracy!). Wtedy znalazłam moją zapomnianą próbkę.

Okazało się, że twarz potraktowana Hydreane Legere bardzo szybko odczuwa ulgę - przestaje piec, nie jest ściągnięta, wygląda na bardzo gładką, a wszystkie suche skórki nie są już tak widoczne, jak przed aplikacją.
Nakładanie kremu kontynuowałam przez dwa dni - przed pójściem spać, ale także rano.
Po tych dwóch dniach skóra doszła do siebie, po dokładnym złuszczeniu obumarłego naskórka kontynuowałam więc smarowanie skóry Epiduo.

Przy kolejnych atakach "buraka" (występujących u mnie regularnie co 7 nieprzerwanych dni używania retinoidów) nie od razu sięgnęłam ponownie po krem La Roche-Posay - ponieważ próbka, którą dysponowałam, zdążyła mi się skończyć, zmuszona byłam ratować się kosmetykami nawilżającymi, które miałam w domu do tej pory.

Dopiero wtedy przekonałam się, że to właśnie HL a nie one jest mi pisany :)

Hydreane-Legere-recenzja-blog

Okazało się bowiem, że te inne kremy (a dokładnie tak bardzo przeze mnie lubiany Pharmaceris Sebo-Moistatic - o którym pisałam Wam szerzej rok temu i który ceniłam bardzo ze względu na obecność w nim dość wysokiego filtra SPF - oraz Bioderma Sebium Hydra, który zakupiłam specjalnie na okoliczność rozpoczęcia kuracji retinoidami) bardzo szybko psują cały efekt stosowania retinoidów, o który przecież w takich bólach walczę!

Jednym z objawów mojego trądziku jest występowanie paskudnych zaskórników zamkniętych - niektóre z nich siedziały lub siedzą na mojej twarzy całymi latami.

Retinoidy działają w ich kwestii cuda, bo albo sprawiają, że zaskórniki dojrzewają (zamieniając się co prawda w równie paskudne pryszcze) albo też z miejsca je wysuszają, tak że zaskórniki dosłownie odpadają z twarzy.
Cała trudność zabawy w retinoidy polega jednak na tym, by ten stan utrzymać, a nie wracać do punktu wyjścia.

Po paru tygodniach używania Epiduo i jednoczesnego nawilżania twarzy na dzień Sebo-Moistaticiem od Pharmaceris na zmianę z Sebium Hydra Biodermy zauważyłam, że te kremy niestety przyczyniają się do powstawania na mojej twarzy nowych ognisk zaskórników.

Co więc z tego, że będę złuszczać stare zmiany, skoro na skutek takiej a nie innej pielęgnacji wywołam powstawanie nowych?

Przyznam szczerze, że taka konkluzja była dla mnie szokiem, bo znałam składy jednego i drugiego kremu i nie wydawało mi się możliwym, żeby do takiego stanu rzeczy mogły doprowadzić śladowe ilości parafiny, znajdujące się i w jednym i w drugim kremie (zwłaszcza, że wcześniej nie sprawiały one wrażenia szkodzących mi - jeden i drugi krem bardzo lubiłam, wydawały mi się też one idealnymi bazami pod makijaż, a z dobraniem kremu na którym podkład nie będzie mi się ślizgał ani warzył od zawsze miałam problem). Jednak nie chcąc zbyt mocno zawracać sobie tym głowy postanowiłam dać szansę kremowi, przy którym takich problemów nie zauważyłam - czyli wrócić do Hydreane Legere :)

Sprawiłam sobie pełnowymiarowe opakowanie i to był strzał w dziesiątkę!
Problemy z pojawianiem się nowych zaskórników zniknęły!

Produkt od La Roche okazał się też wspaniale współgrać z moimi kosmetykami do makijażu!

Jestem wierna temu kremowi już od prawie pół roku i nie zamierzam rozstawać się z nim przynajmniej do lata - latem zmuszona będę zrezygnować z niego jako z kremu na dzień (i oddać pierwszeństwo filtrom). Muszę szczerze pochwalić jego działanie kojące, łagodzące i nawilżające - jest jednym z niewielu naprawdę wartych uwagi dermokosmetyków aptecznych, po które można sięgnąć bez chwili wahania. Niewielu, bo większość z nich nie posiada wcale składów wartych ceny, za jakie je kupujemy. I niewielu naprawdę działających!

Hydreane-Legere-recenzja-blog

Cena/pojemność/dostępność i stosunek ceny do wydajności:

Za 40 ml kremu zapłacimy od 25 do 50 złotych. Cena jest uzależniona od miejsca, w którym kupujemy krem. W aptekach internetowych/na Allegro jego średnia cena to ok. 35 zł. Często zdarzają się promocje, w czasie ich trwania bez trudu uda nam się dostać krem już za 25 zł. Nie polecam szukania kremu w aptekach stacjonarnych i Super Pharmie w momencie, gdy nie są organizowane żadne dni z marką - tam regularna cena produktu jest zawrotna!

Przy codziennym używaniu kremu pod makijaż i sporadycznym stosowaniu go na całą twarz (ja na noc używam go wyłącznie w trakcie każdej fazy łuszczenia się skóry po Epiduo) jedno opakowanie wystarczy nam na ok. 2-3 miesiące.

Moim zdaniem jest to optymalny czas, uważam kosmetyk za bardzo wydajny.

Opakowanie:

Krem dostajemy w niewielkiej, plastikowej tubce z mało innowacyjnym systemem dozowania: tuba nie posiada żadnego aplikatora, wyciskamy kosmetyk bezpośrednio na dłoń. To w sumie w niczym nie przeszkadza, jest to dość higieniczne rozwiązanie (o wiele higieniczniejsze od słoiczka, w którym maczamy paluch), tyle że pod koniec opakowania zaczynają się schody: tubka lubi się zasysać, a po trwającym wtedy niekrótką chwilę mocowaniu się z nią rozpryskujemy krem po całej łazience.

Wtedy nie pozostaje nam nic innego, jak rozcięcie tubki i zastosowanie tej nieszczęsnej metody "na paluch". Gdyby tubka miała aplikator, to o wiele łatwiej byłoby wydostać z niej krem.

O pompce nawet nie wspominam - pompka biłaby aplikator na głowę!

Konsystencja/zapach i łatwość aplikacji:

Krem ma właściwie postać pomiędzy żelem a emulsją.

Jest bardzo lekki i szybko się wchłania. Nie czuje się go na twarzy, nie zostawia na niej tłustej warstwy, a jedynie wygładzający film. Skóra nie "poci się" pod nim, nie robi się tłusta. Jest za to bardzo gładka i miękka.

Kosmetyk warto rozsmarowywać szybko i zdecydowanie, ponieważ jeśli nie pospieszymy się z tą czynnością, to zacznie się wałkować (zwłaszcza na przesuszonej skórze!). Ze względu na jego lekką konsystencję polecam nałożenie sporej warstwy - i tak się wchłonie, a łatwiej będzie nam rozsmarować krem na twarzy bez podkreślenia suchych skórek.

Posiada dość intensywny, ale świeży zapach, który po kilkunastu minutach obecności kremu na twarzy ulatuje. Mnie zapach nie przeszkadza, bardzo mi się podoba, jest naprawdę przyjemny.
Ale te z Was, które pachnących kosmetyków nie lubią, może drażnić.

Po aplikacji na bardzo zaognioną i podrażnioną twarz może wywołać krótkotrwałe pieczenie (ale z drugiej strony podrażniona twarz reaguje pieczeniem nawet na czystą wodę... przynajmniej moja!), co nie jest fajne, skoro jest to kosmetyk dedykowany skórom wrażliwym i mający zwalczać nadwrażliwość.

Nie ma się jednak czym przejmować - efekt pieczenia bardzo szybko mija.

Skład:

Hydreane-Legere-skład

Faza na dokładną analizę składów kosmetyków minęła mi jakiś czas temu, wklejam więc skład czysto informacyjnie. Uważam, że jest bardzo przyzwoity - znajdziemy w nim wysoko ulokowane emolienty (dużo emolientów!), nie znajdziemy za to alkoholu, parafiny ani parabenów. No dobra - mamy pochodną parafiny, użytą tu jako składnik pośrednio nawilżający, jednak w moim wypadku zdecydowanie jej działanie nie przyniosło żadnej szkody (w przeciwieństwie do czystej parafiny, obecnej w Hydrze Biodermy).

Ogółem: znajdziemy tu dużo, dużo rzeczy nawilżających - zgodnie z kierunkiem działanie kosmetyku! Mało zaś tych, które mogą realnie pogorszyć stan skóry, zwłaszcza tej nie do końca zdrowej.

Działanie:

Producent obiecuje nam to:

Hydreane-Legere-recenzja-blogerki

Jak to przekłada się na rzeczywistość?

Moim zdaniem krem w pełni spełnia swoją funkcję: nawilża skórę, zatrzymuje w niej wodę, odżywia i łagodzi podrażnienia. Rzeczywiście - koi.

Nie posiada w składzie żadnych substancji o działaniu gojącym (jak na przykład sukralfat), ale odnoszę wrażenie, że i tu sprawdza się bardzo fajnie. Stosuję go wymiennie z Cicalfatem Post Acte Avene także po kwasach i mikronakłuwaniu i uważam, że daje wtedy radę równie dobrze jak on.

Wchłania się - jak wspomniałam - zgodnie z obietnicami: błyskawicznie.

Nie jestem jednak pewna, czy poradzi sobie z nawilżaniem skóry przesuszonej ekstremalnie, na przykład w czasie stosowania doustnych retinoidów.

Tam może być różnie - jedni nie odczuwają przesuszenia większego, niż w czasie używania retinoidów zewnętrznych, inni natomiast borykają się z bardzo silnym podrażnieniem. Dermatolodzy zazwyczaj zalecają używanie Cetaphilu podczas kuracji tego typu preparatami, moim zdaniem aplikowanie na twarz tego produktu jest strzałem w stopę, bo Cetaphil nie ma dobrego składu: po prostu. Ja radziłabym zacząć od kosmetyków nieco łagodniej nawilżających, być może taka pielęgnacja nam wystarczy.

Zdecydowanie polecam Hydreane Legere jako krem pierwszego rzutu wszystkim tym z Was, którzy i które na co dzień nie borykają się z problemami przesuszonej skóry i tym, którym generalnie problem skóry suchej jest obcy, ale których skóra od czasu do czasu o to nawilżenie woła. Nie jest to bowiem krem dla skóry typowo suchej przez cały czas, a normalnej/tłustej/wrażliwej, która na skutek stosowania agresywnych leków, zabiegów dermatologicznych albo podrażnień wywołanych przegrzaniem/nadmiernym opalaniem przesuszyła się i która potrzebuje pomocy w odbudowie swojego naturalnego płaszcza lipidowego.

Jeśli się nie sprawdzi - warto wypróbować jego bogatszą wersję: Hydreane Riche.
Ma nieco bardziej złożony skład, treściwszą konsystencję i parę składników nie tylko nawilżających, ale i natłuszczających

Plusy kosmetyku:

  • Szybko i skutecznie łagodzi podrażnienia, zmniejsza rumień i likwiduje uczucie ściągnięcia skóry - koi i goi. Będzie idealnym produktem do stosowania w trakcie kuracji wysokimi stężeniami kwasów i zewnętrznymi retinoidami.
  • Naprawdę nawilża - bez natłuszczania!
  • Nie obciąża skóry, jest bardzo lekki, wchłania się niemal w stu procentach, dzięki czemu sprawdzi się idealnie jako produkt nawilżający dla skór generalnie tłustych, skłonnych do zanieczyszczania się, zapychania i przetłuszczania pod wpływem stosowania cięższych kremów.
  • Bezproblemowo nakłada się na niego podkład - bez względu na to, czy nakładamy go palcami, czy pędzlem/gąbką (warto jednak odczekać przed nałożeniem podkładu jakieś 10 minut, w innym wypadku podkład będzie ślizgał się po twarzy i może nie stopić się równomiernie ze skórą).
  • Może być stosowany także na skórę po zabiegach dermatologicznych, nie zawiera w składzie alkoholu ani innych substancji mogących podrażnić twarz.
  • Nie wywołuje pogorszenia stanu skóry borykającej się z trądzikiem (szczególnie z trądzikiem zaskórnikowym).
  • Jest bardzo, bardzo wydajny!
  • Super sprawdza się też jako krem do rąk :)
  • Można smarować nim okolice oczu - nie powoduje łzawienia, kiedy dostanie się do oka :)

Jego słabe strony:

  • Pod koniec używania opakowania, gdy kosmetyku w tubce zostaje już niewiele, trzeba się bardzo nagimnastykować, żeby go z niej wydobyć - niewygodna jest ta tubka, no! Lubi się zapowietrzać!
  • Pachnie, co nie przez każdego jest cechą pożądaną w kosmetyku - zwłaszcza w tym dedykowanym cerom wrażliwym (i zwłaszcza jeśli nie wiemy, co dokładnie kryje się pod nazwą "parfum" zawartą w składzie).
  • Przy bardzo silnym przesuszeniu skóry aplikację trzeba powtórzyć po paru godzinach, bo ze względu na bardzo lekką konsystencję niekoniecznie może poradzić sobie z nawilżaniem mocno łuszczących się partii skóry.
  • W regularnej cenie bywa bardzo drogi - czasem trzeba się naprawdę ostro naszukać, zanim znajdziemy go w przystępnej cenie :)

Dajcie znać, czy znacie Hydreane Legere!

A może stosowałyście inne kosmetyki La Roche-Posay i chciałybyście zachęcić mnie do ich wypróbowania?

Jeśli macie za sobą kurację zewnętrznymi preparatami na bazie retinoidów i w trakcie leczenia miałyście swoje własne patenty na to, jak radzić sobie z przesuszeniem i podrażnieniem skóry, to też chętnie poczytam o tym, co możecie mi polecić :)

Chętnie je wypróbuję!

Hydreane-Legere-recenzja-blog
ODWIEDŹCIE MNIE NA:



Pozdrawiam Was ciepło - Wasza Mar!