niedziela, 26 marca 2017

Sweter cold shoulder, bomberka i mom jeans z dziurami

Wiele już razy pisałam Wam o tym, że to co najbardziej cenię w ubraniach i dodatkach to nic innego, jak możliwość wykorzystania ich na wiele sposobów.


Po cholerę mi coś, co mogę założyć wyłącznie do jednych butów albo czego nie mogę połączyć z większością zawartości mojej szafy?


No właśnie...


stylizacja grunge | styl grunge na wiosnę | stylizacja z jeansami z dziurami | mom jeans | stylizacja z kapeluszem | glany w stylizacji | wiosenny outfit | bomberka H&M | blog modowy kapelusze | blog szafiarski | blogerka z Łodzi

Lubię w sobie to, że kupując jakikolwiek ciuch z miejsca umiem określić, z czym spośród tego co już mam będę mogła go nosić.

Z reguły nigdy się nie mylę.

blog o modzie spodnie z dziurami

Tak było też w wypadku tej czarnej, wełnianej bomberki i dżinsów z dziurami - choć trochę się nad ich zakupem zastanawiałam, to w momencie gdy byłam nań całkowicie już zdecydowana miałam sto procent pewności, że wymyślę kilka przynajmniej zestawów, w których będą wyglądać dobrze.

Ale że kiedykolwiek połączę je ze sobą... O nie - tego się nie spodziewałam ;)

stylizacja grunge

O wiele lepiej, przyznaję, nosiłoby mi się bomberkę, gdyby temperatury były łaskawe nieco się podnieść - przy tych obecnych trochę marzną mi w niej nerki.

stylizacja z szalem w kratkę

Na szczęście nogi mam bardziej odporne na zimno i dziurawe portki mogę nosić bez większego uszczerbku na samopoczuciu ;)

blogerka kapelusz

Kiedy poprzednim razem pokazywałam Wam te moje podarte mom jeansy, to występowały one w towarzystwie nieco innych butów - początkowo sądziłam bowiem, że fajnie wyglądają one wyłącznie noszone do butów na wyższym obcasie.

Guzik prawda - wszystkie glanopodobne trzewiki, creepersy i nawet buty sportowe prezentują się z nimi równie ciekawie :)

Dowód macie tu, na załączonych obrazkach ;)

glany blog modowy
To odkrycie bardzo mnie cieszy, nie powiem - doceniam urok obcasów i koturnów, ale na codzienne wyjścia zawsze wybieram płaskie buty (są niezastąpione w trakcie porannej pogoni za uciekającym sprzed nosa tramwajem ;>).

styl grunge blog modowy

Jak widać - ciągle nie rozstaję się z szalikami.

styl grunge inspiracje
Zważywszy na to, że pogoda nadal bardziej przypomina tę lutową niż wiosenną, byłoby to posunięcie mało rozważne.

Ale szalik zawsze można ściągnąć!

stylizacja z bomberką

Podobnie jak kurtkę, jeśli słońce zdecyduje się świecić mocniej.

stylizacja z bomberką

Z tej okazji warto założyć pod nią sweter, który po jej ściągnięciu może zrobić wrażenie ;)

Ja tej wiosny stawiam na swetry cold shoulder!

sweter cold shoulder
Swój sweter cold shoulder kupiłam jeszcze zimą, wiedząc, że wiosną będę miała mnóstwo okazji do jego noszenia.

Wiele na nim wówczas zaoszczędziłam - kosztował mnie niespełna trzydzieści złotych.

Ceny tych z nowych, wiosennych kolekcji potrafią wynosić nawet trzy razy tyle ;)

stylizacja grunge z kapeluszem i swetrem cold shoulder

Dlaczego akurat ten fason?

Nie ma innego, który tak dobrze pasowałby mi do tak lubianej przeze mnie wariacji na temat miksu boho i grunge'u!

stylizacja sweter cold shoulder

Wystarczy dobrać do niego kapelusz, lenonki i choker i z dowolnym niemal rodzajem spodni i butów od razu wygląda charakternie ;)


Kapelusz - H&M
Lenonki - SinSay
Choker - Lokaah
Szalik - Lokaah
Bomberka - H&M
Sweter cold shoulder - H&M
Torebka - Mint&Berry (Zalando)
Mom jeans z dziurami - H&M
Kabaretki - Gatta
Trzewiki - H&M

styl grunge

Jak pisałam na FB - te zdjęcia to kolejne, które uważam za naprawdę godne pochwalenia się nimi w przestrzeni publicznej :D

Mam nadzieję, że i Wam się spodobają ;)

look w stylu grunge blog modowy

ODWIEDŹCIE MNIE NA:

FACEBOOKU

INSTAGRAMIE


portret w kapeluszu

Miłej niedzieli dla Was!

Pozdrawiam - Wasza Mar!

niedziela, 19 marca 2017

W stylu boho: wełniany płaszcz z frędzlami

Właściwie to nie wełniany, bo bardziej pasuje do niego określenie "z wełną" i nie tyle płaszcz, co narzutka, ale właśnie taki nabytek sprawiłam sobie na powitanie wiosny.


Jak się nad tym dłużej zastanowić, to poszukiwania takiego okrycia wierzchniego zajęły mi przynajmniej dwa lata - tego typu płaszczyk wymarzyłam sobie już jakiś czas temu, jednak znalezienie modelu który nie zrujnowałby mnie finansowo i nadawałby się do prania innego niż chemiczne do najłatwiejszych nie należało ;)


narzutka w stylu boho | płaszcz z frędzlami w stylu boho | płaszcz w stylu boho | styl boho na wiosnę | styl boho blog | blogerka boho | frędzle | stylizacja z kapeluszem | blogerka modowa | blog modowy | blog szafiarski | łódzka blogerka

Moje ofrędzlone cudo znalazłam na Zalando pod koniec sezonu wielkich wyprzedaży.

Chociaż tak po prawdzie to natknęłam się na nie nieco wcześniej, ale dopiero po kilku tygodniach staniało na tyle, że postanowiłam je sobie sprawić.

Oczywiście - gdyby nie te wspaniałe frędzle, którymi jest ozdobione, to nie byłabym nim tak zauroczona.

styl boho blog

Narzutka czy płaszczyk - zwał jak zwał.

Grunt, że ładne i (o dziwo!) dość ciepłe.

jak nosić styl boho

Ma tylko jeden paskudny feler - gniecie się okropnie, a choć teoretycznie można to coś prasować, to wszelkie próby jego prasowania skazane są na porażkę.

Steamerem tego nie potraktujecie, bo się zmechaci.

Żelazkiem - proszę bardzo. Na lewej stronie i przez ścierkę.
Z jednej strony wyprasujesz, z drugiej się wygniecie.

Ja się poddałam.

W sumie kto to widział, żeby prasować płaszcz.

Nikt poza blogerką na pewno.

stylizacja boho blog

Wady wadami - nie można mieć wszystkiego.

Narzutka pasuje do naprawdę wielu moich ciuchów, a już na pewno do wszystkich utrzymanych w stylu boho.

wełniany płaszcz boho z frędzlami

Z miejsca (jak tylko ją zobaczyłam) uwidziałam ją sobie do kozaków za kolano w typie muszkieterek (które pokazywałam Wam już jesienią, w tym poście - klik!) i kapelusza.

choker styl boho
Choker jest wynikiem mojej ostatniej fascynacji tego typu dodatkami - nakupiłam ich już kilkanaście (bo wreszcie kosztują tyle, ile jest realnie wart kawałek rzemyka albo tasiemki).

Do niedawna wszystkie moje boho stylizacje wykańczałam jakimś długim i delikatnym albo masywnym i zdobnym naszyjnikiem.

Ale kobieta zmienną jest, trochę odmiany nikomu jeszcze nie zaszkodziło ;)

torba worek z frędzlami H&M

Worek kupiłam specjalnie do tych kozako-muszkieterek.

Dlatego, że tak jak one wykonany jest z łączonych materiałów - skóry ekologicznej stylizowanej na "wężową" i sztucznego zamszu.

Jak wiecie - ja jestem z gatunku tych staromodnych i buty ZAWSZE muszą mi pasować do torebki.

No to mam czego chciałam - nie ma takiej opcji, żebym którychś z jakąś nie sparowała ;)

Jestem w tym mistrzynią ;)

styl boho blog modowy

Kapelusz - H&M
Choker - Lemoniq (Jubistyl)
Body - H&M
Narzutka/płaszcz z frędzlami - Anna Field (Zalando)
Worek - H&M
Pasek - H&M
Dżinsy - Bershka
Muszkieterki ze sztucznego zamszu - Ray

styl boho jak nosić blog

Wymyśliłam sobie te zdjęcia nieco inaczej - miał być zachód słońca, flarki, modelowa złota godzina, a tu wyszło jak wyszło.

Mar zawsze wiatr w oczy....

wełniany płaszcz frędzle

Mam nadzieję, że pogoda będzie robiła się coraz już bardziej wiosenna - a przynajmniej na tyle, żebym moje (było nie było dość lekkie) muszkieterki mogła połączyć ze zwiewnymi sukienkami.

boho stylizacja na wiosnę

Marzą mi się takie wiosenne foty w pięknym słońcu - póki co raczej z tych planów nici, bo w Łodzi jest ponuro i deszczowo.

Ale bądźmy dobrej myśli ;)

boho stylizacja z kapeluszem

ODWIEDŹCIE MNIE NA:


portret w kapeluszu

Niedzielne buziaki od Mar!

Trzymajcie się ;)

niedziela, 12 marca 2017

Dżinsy z dziurami i kabaretki

Dżinsy z dziurami nosiłam już w czasach, gdy niektóre z Was stroiły się wyłącznie w szkolne mundurki.


Dobrze pamiętam mój pierwszy ich egzemplarz, który dziś otagowałoby się jako DIY: to były oryginalne Wranglery, prezent od rodziców datowany na ostatnią klasę podstawówki.


Pierwotnie bez dziur.


Zlałam je wybielaczem, poprzecierałam wzdłuż i wszerz pumeksem, a na koniec pocięłam je nożykiem do tapet podstępnie wykradzionym ojcu.


Kiedy dumna jak paw zaprezentowałam efekt mojej pracy mamie, ta mało nie dostała wylewu.


Bardzo długo nie rozumiałam, dlaczego jej się nie spodobał.

Przecież takie spodnie pasowały jak ulał do mojej agrafki w uchu, glanów i dwudziestu naszywek, które zamierzałam do nich poprzypinać... ;P


Mom jeans | dżinsy z dziurami | trend destroyed denim jak nosić | jak nosić kabaretki do dżinsów | styl grunge | styl boho | stylizacja z podartymi dżinsami | choker w stylizacji | dżinsy z dziurami i kabaretki | blog o modzie | blog modowy | blog szafiarski

Nie muszę Wam chyba mówić, że te moje pierwsze dżinsy z dziurami do najbardziej estetycznych nie należały, ale nic w tym dziwnego - wiele razy wspominałam tu, że talentu do szycia i robótek ręcznych to ja nigdy nie miałam. Projektantką raczej nie zostanę, bo uzdolniona w tej dziedzinie nie jestem ani trochę. Ale w czasach gdy byłam zbuntowaną nastolatką aspirującą do bycia najbardziej true punkówą na dzielni w ogóle się tym jednak nie przejmowałam i podobnie "popsutych" dżinsów wyszło spod mojej ręki jeszcze kilka sztuk.

Cięłam i zlewałam wybielaczem nie tylko dżinsy, ale i koszulki. No i bluzy! Jednej odcięłam prawie połowę długości, strzępiąc to co z niej zostało w fantazyjne frędzle. Nosiłam ją do szortów i zakolanówek w poziome, kolorowe paski.

Wydaje mi się, że tylko cudem nie zainteresowała się mną z tamtych lat opieka społeczna albo inna tego typu instytucja, bo bliżej niż do trendsetterki mody alternatywnej było mi wówczas do rezydentki Dworca Zoo, ale kurde - młodość ma swoje prawa ;)

spodnie z dziurami i kabaretki stylizacja

Dziś już - na szczęście - nie muszę męczyć się z nożykami do tapet i innymi niebezpiecznymi narzędziami: moda na destroyed denim sprawiła, że takich dziurawych dżinsów jest w sklepach masa.

Bardzo długo przymierzałam się do sprawienia sobie takich portek.

Trochę dlatego, że kiedy podarte dżinsy zawitały do sieciówek, to dostępne były niemal wyłącznie jako dżinsy boyfriend.

Wydawało mi się, że nie mogę wyglądać w takich spodniach dobrze...

Dżinsy z dziurami i kabaretki stylizacja blog

Minęło kilka miesięcy i do boyfriendów dołączyły mom jeansy, czyli nic innego jak to, czym były moje własnoręcznie zniszczone Wranglery ;)

Bardzo lubiłam ten fason spodni - chyba przez sentyment do niego właśnie do dziś lubię wszystkie spodnie z wysokim stanem.

Nie było się nad czym zastanawiać - jak tylko stan moich finansów pozwolił mi na wydanie 150 złotych na taką abstrakcję, to czym prędzej poleciałam do H&M'u po model, który upatrzyłam sobie w nim już jakiś czas temu.

No i mam - mam moje podarciuchy ;)

Dżinsy z dziurami i kabaretki blogerka

Noszę je najchętniej z kolejnym powracającym trendem - kabaretkami.

Powracającym, bo tak jak marchewy, tak i kabaretki dobrze pamiętam z czasów nauki w szkole podstawowej.

jak nosić kabaretki żeby było modnie
Do tego choker, lenonki, długi kardigan i moje ukochane botki na traktorze (które ostatnio pokazywałam na blogu tu i tu) i mam już swój idealny zestaw na wiosnę :)))!

Okulary lenonki portret
Tak jak i wtedy, gdy przeżywały swoją świetność, tak i dziś kabaretki absolutnie nie widzą mi się do spódnic - a przynajmniej nie do żadnych eleganckich.

Trapezowym, zamszowym spódnicom i - na przykład - creepersom noszonym w ich towarzystwie mogę jeszcze (ewentualnie) powiedzieć "tak", ale ołówkom i szpilkom - o nie, nie. To mi się nie podoba ani trochę.

Ale może to kwestia tego, że nadal pozostaję wierna swojej miłości do miksu grunge'u i boho, a wszystko co bardziej eleganckie ciągle trzymam na dystans ;)

choker stylizacja na blogu

Swoją drogą - choker to także nowość w mojej szafie.

Podobnie jak kardiganowy sweter i listonoszka.

styl grunge blog

Sweter był z nich najtańszy, bo zapłaciłam za niego ledwie 19 złotych w ostatnich dniach wyprzedaży w Bershce - niestety, cena odzwierciedla jego jakość: nie sądzę, żeby doczekał zimy, bo mechaci się (i elektryzuje! ludzie, nigdy nie miałam elektryzującego się swetra! nawet nie sądziłam, że to jest możliwe!) okropnie, ale ma tak piękny kolor i jest tak ciepły, że nie potrafię go nie lubić ;)

styl boho blog pinterest

Co do listonoszki, to jej zakup miał być próbą zastąpienia mojej starej, wysłużonej już listonoszki z H&M'u czymś nowym i bardziej stylowym - ta jest piękna, ale póki co i tak najczęściej noszę tę starą.

Coraz jednak bliżej jej do rozpadnięcia się, więc pewnie i tak za jakiś czas będę musiała "przesiąść" się na ten nowszy model ;)

listonoszka House
A jak już jesteśmy przy torebce, to warto wspomnieć gdzie ją kupiłam - w Housie!
W sklepie, który do niedawna niczym niemal nie różnił się od Cropp'a, czyli którego target stanowiła młodzież gimnazjalna preferująca styl raczej sportowy.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy w trakcie któregoś z moich pobytów w Manufakturze odkryłam, że House nie tylko przeniósł swój salon na inne piętro, ale wyraźnie zmienił styl! Obecnie sprzedawanym w nim ciuchom zdecydowanie bliżej jest do SinSay'a niż do Cropp'a.

Owszem, bluzy, adidasy i czapki z daszkiem nadal są tam sprzedawane, ale kurde - jakoś tak bardziej stylowo się tam zrobiło :)

styl boho blog
Kapelusz - H&M
Lenonki - SinSay
Choker - H&M
Body - H&M
Kardigan - Bershka
Mom jeans z dziurami - H&M
Kabaretki - Gatta
Listonoszka - House
Botki na traktorowej podeszwie i obcasie - Stradivarius

lenonki styl boho

Przyznajcie się - tęskniliście za taką grunge'ową Mar ;)

No nie mówcie, że taka i boho, to nie jestem dla Was taka najbardziej "swoja" ja ;)

stylizacja z chokerem

ODWIEDŹCIE MNIE NA:


Styl grunge inspiracje
Miłej niedzieli dla Was!

Niech będzie spokojna i pozwoli Wam zrelaksować się przed kolejnym pracowitym tygodniem!

Buziaki od Mar!

poniedziałek, 6 marca 2017

Kosmetyczne recenzje Mar: Effaclar Duo (+) Unifiant - najlepszy krem BB dla skóry trądzikowej, jaki kiedykolwiek wpadł w moje ręce

Wraz z nadejściem wiosny zaczynamy zrzucać z siebie niepotrzebne warstwy - zarówno w ubiorze jak i w makijażu.


Nic w tym dziwnego, bo po kilku miesiącach skrzętnego opatulania się kilkoma swetrami naraz i ciągłej troski o ochronę skóry przed działaniem wiatru i mrozu możemy mieć całej tej zabawy po prostu dość.


Każda z nas wie, że nasza skóra nie lubi, kiedy obciążamy ją nadmiarem kosmetyków. Szczególnie wiedzą o tym posiadaczki skóry tłustej i trądzikowej. Jednak to właśnie im najtrudniej przychodzi zrezygnowanie z codziennego używania mocno kryjących pudrów i podkładów. Nawet latem.
Nic w tym zaskakującego - skóra trądzikowa zazwyczaj wywołuje u swoich posiadaczy i posiadaczek masę kompleksów: pokryta jest bliznami, przebarwieniami i (często, choć nie zawsze) trwale rozszerzonymi porami. To nie jest skóra, którą chcemy się chwalić i którą chcemy pokazywać światu.
Ale doskonale wiemy, że codzienne wykonywanie ciężkiego makijażu tylko pogarsza stan rzeczy - bardzo duża część najmocniej kryjących podkładów zawiera całą masę składników potencjalnie komedogennych. Wpadamy więc w błędne koło - zakrywamy twarz kilkoma warstwami fluidu po to, żeby ukryć niedoskonałości, a działanie to tylko pogarsza wygląd naszej skóry. W efekcie przybywa nam na twarzy rzeczy, które chcemy ukrywać.

Powinnam kiedyś pokusić się o napisanie serii postów pod tytułem "Jak żyć z trądzikiem i nie zwariować" - mam to w planach, nie mam jednak czasu. Korzystając z okazji powiem Wam jedno - ja wiele razy miałam (i ciągle mam) wywalone na to, jak ktoś odbierze wygląd mojej skóry.
Moja poprzednia praca pozwalała mi na to, żebym nie musiała się do niej codziennie malować. Nie robiłam więc tego i wielokrotnie przychodziłam do niej wysmarowana wyłącznie kremem z filtrem lub aktualnie stosowanymi lekami. W obecnej malować się muszę (nieco inny charakter pracy, nieco inny kontakt z klientem), ale nie muszę tego robić po pracy i w dni wolne od niej - zatem nie robię tego wtedy. I tyle.
Nie sprawia mi problemu wyjście do ludzi bez makijażu.

Był moment (zwłaszcza w okolicach października ubiegłego roku, kiedy to moja twarz wyglądała najgorzej, jak wyglądać tylko mogła), gdy niesamowicie wstydziłam się tego, jak prezentuję się bez makijażu - jednak w momencie, w którym uświadomiłam sobie, że zrezygnowanie z make-up'u jest tak naprawdę jedyną szansą na to, by kiedykolwiek było lepiej bez jakichkolwiek trudności z wykonywania go z miejsca zrezygnowałam.

Dziękuję za to sobie i swojemu rozsądkowi - taka postawa naprawdę bardzo pomogła mi w walce o normalny wygląd mojej skóry.

Zdrowie zdrowiem, korzyści ze zrezygnowania z makijażu korzyściami, ale nie oszukujmy się - każda z nas ma takie momenty, w których chce po prostu wyglądać ładnie, kobieco i nie odstawać od reszty przedstawicielek płci pięknej.

Bez względu na to, jak bardzo w duchu czuje się feministką.

Jak pogodzić zatem chęć prezentowania się ładnie i świeżo z chęcią niezaszkodzenia chorej skórze?

Wybrać podkład lub krem BB z substancjami leczniczymi, który będzie nie tylko upiększał, ale i pielęgnował naszą skórę trądzikową.

krem BB do cery trądzikowej | najlepszy krem BB dla skóry z trądzikiem | jaki krem BB na trądzik | Effaclar Duo Plus Unifiant | Effaclar Duo Plus Unifiant recenzja | Effaclar Duo czy warto | Effaclar Duo Plus Unifiant odcień

Na krem Effaclar Duo (+) Unifiant natknęłam się w czasie wertowania wątków na Kafeterii i Wizażu, kiedy to rozpaczliwie poszukiwałam kosmetyku, który mógłby zastąpić mi w codziennym użyciu mój ulubiony podkład - Revlon Colorstay. 

Bardzo lubię Revlon Colorstay, choć wiem, że ogół ma o nim opinie skrajne.

Część użytkowniczek twierdzi, że pogarsza im stan skóry (ja szczerze mówiąc nigdy nie zauważyłam, żeby tak działo się u mnie), część narzeka na jego dziwną konsystencję, jeszcze innym przeszkadza jego nienajlepszy skład. Ja też wielu rzeczy w nim nie lubię, ale za dwie muszę go pochwalić - kryje świetnie i jest jedynym podkładem, który potrafi przetrwać dość długo na mojej twarzy bez zmiany swojego na niej wyglądu. Wiadomo, że jeśli ma się skórę tłustą, to żaden podkład nie wytrzyma na niej w stanie nienaruszonym ośmiu lub dwunastu godzin - cuda się nie zdarzają. Ale jeśli podkład umie wytrzymać już cztery do pięciu godzin bez zamieniania się w ciasto, to jest to podkład bezsprzecznie świetny.

Jeśli chodzi zaś o to, czego w nim nie cierpię, to konieczności obtykania się z nim jak z jajkiem w czasie aplikacji - z Revlonem jest bowiem masa zachodu. Trzeba go dobrze wstrząsnąć, nakładać na krem, najlepiej pędzlem (nakładany palcami wymaga użycia pod niego korektora, poza tym niestety zostawia smugi). O tyle, o ile nie mam z tym problemu kiedy wybieram się na zdjęcia albo na jakąś imprezę, to gdy spieszę się do pracy nie mam najmniejszej ochoty marnować godziny na wykonywanie makijażu (Revlonovi należy dać około piętnastu minut na wyschnięcie zanim zaczniemy nakładać na niego róż, bronzer, puder i całą resztę tego majdanu). Dlatego też postanowiłam zamienić go na coś łatwiejszego w obsłudze i lżejszego. Revlon Colorstay jest bowiem jednym z cięższych podkładów (nic dziwnego, skoro tak mocno kryje) i niestety - mając go na twarzy ciągle czujemy jego obecność.

Znaleźć jego godnego zastępcę nie było łatwo, zwłaszcza, że za główny cel poszukiwań postawiłam sobie znalezienie produktu, który miałby naprawdę fajny skład i nie zniweczył efektów mojej wielomiesięcznej pracy nad cerą (i - przy okazji - kilku tysięcy złotych, które wydałam chcąc uporać się z jej problemami).

Jak pisałam - nigdy nie odczułam negatywnych skutków malowania się Revlonem, ale wzięłam pod uwagę to, że przez ostatnie dwa lata nie byłam zmuszona używać go codziennie.

Nie chciałam więc ryzykować.

W pierwszej kolejności postanowiłam wybrać któryś z podkładów mineralnych, ale po lekturze wielu wpisów na rozmaitych blogach i portalach urodowych dałam sobie spokój - kupowanie któregokolwiek z nich w ciemno nie wchodziło w grę, a w znanych mi sklepach stacjonarnych żadnego nie mogłam uświadczyć.

Mój problem rozwiązał się, gdy trafiłam na recenzje opisywanego dziś przeze mnie kosmetyku.

Effaclar Duo Plus Unifiant recenzja blog

Effaclar Duo (+) Unifiant to nic innego, jak wersja tonująca znanego od lat produktu koncernu La Roche-Posay Effaclar Duo, przemianowanego później po zmianie formuły na Effaclar Duo (+) - jednego z lepszych preparatów aptecznych dostępnych bez recepty i służących do samodzielnej, delikatnej regulacji skóry z lekkim lub średniozaawansowanym trądzikiem oraz cer po terapii antytrądzikowej, w celu podtrzymania na nich uzyskanego wskutek kuracji efektu.

To krem znany od lat, jego unowocześniona wersja zawiera w swoim składzie wiele fajnych rzeczy:

  • Procerad - substancję o działaniu przeciwzapalnym i zapobiegającą powstawaniu brzydkich, czerwonych lub brunatnych śladów po wygojonych wypryskach.
  • Niacynamid - czyli nic innego jak witaminę B3, także działającą przeciwprzebarwieniowo i przeciwzapalnie, ale również przeciwtrądzikową i wzmacniającą ochronę przed działaniem wolnych rodników oraz nawilżającą skórę.
  • Kwas lipohydroksylowy i kwas salicylowy - czyli bardzo fajne substancje keratolityczne, złuszczające i odnawiające powierzchnię naszej skóry.

Wersja Unifiant miała łączyć w sobie działanie klasycznego Effaclar Duo i jednocześnie w pewnym choć stopniu zastępować działanie kosmetyku przeznaczonego do malowania skóry.

Spodobało mi się to, bo zdejmowało ze mnie konieczność stosowania jakiegokolwiek kremu pod makijaż - tu miałam już produkt 2 w 1.

Poza tym wiedziałam, że dostaję produkt lekki, nieobciążający skóry i wyglądający na niej naturalniej, niż inne tego typu kosmetyki przeznaczone do skór trądzikowych - lubiany przeze mnie Dermablend 3 D od Vichy, choć jest najlepszym chyba podkładem do skóry z bardzo nasilonym trądzikiem, to przestaje się sprawdzać w momencie wyleczenia twarzy: jego niesamowite wprost krycie nie jest nam wówczas już tak potrzebne i zaczyna nam wówczas przeszkadzać efekt maski, jaki zostawia na twarzy (blogerkom natomiast wadzić będzie sposób, w jaki odbija się na nim światło - umalowana nim twarz nie będzie nigdy wyglądać dobrze na zdjęciach).

Jak sprawdził się u mnie Effaclar Duo (+) Unifiant?
Co o nim sądzę i czy zostanie ze mną na dłużej?

Aspekt cenowy oraz stosunek ceny do jakości i wydajności produktu:

To nie jest tani produkt, ale jego cena nie różni się zbytnio od wielu standardowo używanych przeze mnie kosmetyków do makijażu lub pielęgnacyjnych.

Za plastikową tubkę z aplikatorem o pojemności 40 ml zapłaciłam około 50 złotych. Nie jest to mało, ale gdybym się postarała i przeszukała dokładnie Allegro oraz gazetki promocyjne kilku sieciowych aptek, to udałoby mi się znaleźć go już w cenie zaczynającej się od 30 złotych. Preparat jest jednak bardzo wydajny - nie trzeba nakładać go wiele, żeby pokryć nim całą twarz, wydaje mi się więc, że spokojnie wystarczy na przynajmniej 3 miesiące.

50 dzielone przez 3 daje nam niecałe 17 złotych na miesiąc, a to jest już kwota znośna.

Ten aplikator o którym wspomniałam bardzo pomaga w optymalnym dozowaniu kosmetyku - możemy wycisnąć dokładnie tyle kremu, ile aktualnie potrzebujemy, nic nam się nie wylewa na rękę/pędzel (nie zostajemy więc z nadmiarem produktu, który z braku innych pomysłów na jego wykorzystanie moglibyśmy potem zmyć z ręki).

Dzięki wąskiej końcówce aplikatora krem nie zasycha u jej wylotu i unikamy kłopotów z wyciśnięciem produktu po dłuższym czasie nieużywania go.

Effaclar Duo Plus Unifiant recenzja blogerki
Konsystencja/aplikacja/zapach/odcień:

Effaclar Duo (+) Unifiant jest dość rzadki, w moim odczuciu posiada konsystencję niemalże nieróżniącą się od jego klasycznej wersji pozbawionej pigmentu koloryzującego.

Bardzo dobrze rozprowadza się po skórze, nawet tej nieco przesuszonej i o nierównej powierzchni. Nie ślizga się, nie wałkuje i nie zostawia smug. Najlepiej i najwydajniej aplikuje się go na twarz pędzlem przeznaczonym do nakładania kremu (aczkolwiek pędzlem przeznaczonym typowo do nakładania podkładu także nałożymy go bez kłopotów).

Pachnie także podobnie do wariantu bez pigmentu - owocowo i świeżo. Zapach nie utlenia się ze skóry, czujemy go na niej przez dłuższy czas po użyciu kosmetyku.

Effaclar Duo Plus Unifiant Light a Revlon porównanie odcieni
Kwestia odcienia jest chyba jedną z najciekawszych w wypadku pisania o Effaclar Duo (+) Unifiant.

Specjalnie przygotowałam dla Was porównanie używanego przeze mnie odcienia Light do innych kosmetyków koloryzujących, których używam - Revlonu Colorstay w odcieniu 180 oraz Dermablendu 3D w odcieniu 15.

Może się wydawać, że wpada w pomarańcz, ale nic z tych rzeczy - zamiast żółtych tonów posiada po prostu więcej tych różowych. I dlatego tak bardzo mi odpowiada!

Zapewne uznacie za dziwne, że osoba zmagająca się z problemem niedoskonałości i przebarwień celuje w podkłady/kremy koloryzujące z różowymi pigmentami, ale patrząc na powyższe zdjęcie od razu rzuca się w oczy fakt, że moja skóra posiada więcej chłodnych, naturalnie różowych pigmentów, niż ciepłych, beżowych. Z większością jasnych odcieni podkładów mam ten problem, że są dla mnie za żółte i za bardzo odcinają mi się od koloru szyi. Dawno temu dostępny był na rynku odcień Revlonu o numerze 200, nazywał się bodajże Nude. Załapałam się ledwie na jedną jego butelkę, po czym nigdy więcej już się z nim nie spotkałam (nadal dostępny jest na rynku odcień 200 dla skóry suchej).

Odcień jasny Effaclaru Duo (+) Unifiant to mój strzał w dziesiątkę w kwestii koloru, jaki powinien mieć stosowany przeze mnie podkład/krem koloryzujący. Po roztarciu na skórze odcień nieco jaśnieje i traci pigment, więc jeśli boicie się efektu świnki Piggy, to spokojnie - uwierzcie mi na słowo, że po zakończeniu procesu nakładania kremu na twarz kosmetyk wygląda na niej naprawdę naturalnie :)

Krycie i trwałość:

Effaclar Duo (+) Unifiant nie jest podkładem, nie będzie więc produktem tak kryjącym, jak typowe fluidy. Wcale się tego po nim nie spodziewałam. Powiem więcej - nie sądziłam nawet, że będzie krył tak, jak kryje. Zakrywa zaczerwienienia (także te wywołane działaniem retinoidów) i drobne ślady po niedoskonałościach, nie radzi sobie jednak z dużymi przebarwieniami pozapalnymi i bliznami - chcąc je ukryć muszę przed aplikacją kremu położyć na nie odrobinę korektora albo zwyczajowo stosowanego przeze mnie podkładu.

Zgodnie z obietnicą producenta świetnie ujednolica jednak koloryt całej skóry na którą go stosujemy - twarz wygląda z nim naturalnie i promiennie, bardzo zdrowo.

Z problemem małej trwałości można sobie łatwo poradzić - ja nie nakładam na krem żadnego innego kosmetyku poza sypkim pudrem ryżowym albo bambusowym. Dzięki temu w momencie kiedy krem zaczyna mi się warzyć na skórze od nowa wsmarowuję go w twarz - ewentualnie profilaktycznie nakładam nową porcję kremu kilka razy w ciągu dnia. Na zwykłym podkładzie nigdy nie robiłam takich poprawek, ponieważ raz, że kilka warstw podkładu rzadko kiedy wygląda fajnie, a dwa, że nie chciałam ryzykować nadmiernego obciążenia skóry.

Skład:

Effaclar Duo Plus Unifiant skład

Skład jest naprawdę bardzo fajny, jedyne do czego można się przyczepić to alkohol (tu w funkcji rozpuszczalnika) i fakt, że kosmetyk jest perfumowany. Wątpliwości budzić może jeszcze składnik ukrywający się pod nazwą Methyl Methacrylate Crosspolymer, czyli filmotwórcza substancja zagęszczająca, która może (choć nie musi) podrażniać skórę. Jest ona dość wysoko w składzie.

Mamy tu jednak całą masę dobrych składników, których ze świecą szukać w drogeryjnych kremach typu BB:

  • Dimethicone - nieszkodliwy silikon rozpuszczalny w wodzie, tworzący na skórze przyjemny film, a jednocześnie pozbawiony właściwości komedogennych.
  • Isocetyl Stearate - emolient o pośrednim działaniu nawilżającym.
  • Niacynamid - o którego właściwościach wspominałam wcześniej.
  • 2-oleamido-1, 3-octadecanediol - tłuszcz pochodzenia roślinnego, redukujący czerwone ślady pozapalne i zapobiegający hiperpigmentacji.
  • Linoleic Acid - kwas linolowy; Emolient odblokowujący pory i poprawiający jakość wytwarzanego przez skórę sebum.
  • Capryloyl Salicylic Acid - ester kwasu kaprylowego i kwasu salicylowego delikatnie złuszczający zrogowaciałe partie naskórka i hamujący powstawanie zaskórników.
  • Capryl glycol - substancja zmiękczająca i poprawiająca nawilżenie naskórka.
  • Zinc PCA - ograniczający nadmierne wytwarzanie łoju i działający antybakteryjnie.
  • Piroctone Olamine - składnik jednocześnie przeciwbakteryjny, przeciwgrzybiczy i przeciwzapalny.

Działanie:

Effaclar Duo Plus Unifiant działanie

Ciężko jest mi odnieść się do obietnic producenta, ponieważ nie używam tego kremu codziennie, a 2-3 razy w tygodniu. Prawdą jest, że bardzo fajnie radzi sobie z jakimiś świeżymi wypryskami - przysusza je i goi. Po całym dniu noszenia go na twarzy nie wchodzi w pory skóry (co zdarza mi się bardzo często choćby po dniu spędzonym w makijażu wykonanym Revlonem Colorstay). Jego działania przeciwprzebarwieniowego również nie mogę ocenić, dlatego że ciągle na noc stosuję retinoidy i jestem w trakcie zabiegów mikronakłuwania - stale postępujący proces rozjaśniania się moich przebarwień potrądzikowych zawdzięczam prędzej nim, niż temu kosmetykowi.

Plusy kosmetyku:

  • Możliwość stosowania jednego produktu do pielęgancji i makijażu - oszczędzamy czas i pieniądze, nie musimy też rezygnować z pielęgnacji dziennej, jeśli chcemy wyjść z domu trochę choć umalowane (wiele typowych kremów przeciwtrądzikowych przeznaczonych do stosowania na dzień nie współpracuje z większością dostępnych podkładów, podkład roluje się na nich, zostawia brzydkie smugi lub szybko się warzy - tu tego nie ma!).
  • Bardzo fajny skład niewystępujący w innych kremach BB odpowiedni dla osób zmagających się z niedoskonałościami cery - substancje przeciwzapalne i złuszczające skumulowane w jednym preparacie (makijaż wykonywany Effaclarem Duo (+) Unifiant na pewno nie zniweczy efektów wielomiesięcznych, kosztownych kuracji przeciwtrądzikowych!).
  • Przyjemny zapach.
  • Brak uczucia, że cokolwiek mamy na twarzy.
  • Gwarancja, że przy nakładaniu na twarz nawet kilku warstw kosmetyku nie obciążymy cery i nie zaszkodzimy jej.
  • Odcień jasny (Light) idealnie dopasowany do skóry bladej, ale wpadającej w różowe tony.
  • Preparat nie podrażnia skóry będącej w trakcie leczenia zewnętrznymi preparatami na bazie retinoidów, nadaje się także do makijażu skóry po zabiegach dermatologicznych.

Jego minusy:

  • Brak mocnego krycia (bez pomocy korektora nie przykryje dużych przebarwień i świeżych pryszczy) - ale to krem w podobie kremów BB, nie podkład!
  • Słaba trwałość - bez poprawek wytrzymuje na skórze przetłuszczającej się około trzech godzin.
  • Średnia współpraca preparatu z różami, pudrami i produktami przeznaczonymi do konturowania - to produkt, na który najlepiej jest nałożyć wyłącznie puder ryżowy lub bambusowy. Wszystko inne po prostu spłynie Wam wraz z nim z twarzy.


Moim zdaniem jest to naprawdę świetny produkt, który oceniam na pełną 5.

Mogłabym, oczywiście, odjąć mu jedną notę za średnie krycie, ale - jak napisałam wyżej - nie można oceniać kremu będącego czymś w rodzaju kremu BB jakby był fluidem.

Producent nie opisuje nam tu krycia jako czegoś, co ten kosmetyk ma nam zapewnić - bądźmy więc uczciwe.

Effaclar Duo Plus Unifiant recenzja blog

ODWIEDŹCIE MNIE NA:



Miłego i spokojnego tygodnia dla Was - pozdrawiam, Wasza Mar!